31
Sty
2018
24

CZWARTA WŁADZA

CZWARTA WŁADZA (The Post), Reż. Steven Spielberg, Scen. Liz Hannah & Josh Singer, Wyk. Meryl Streep, Tom Hanks, Bob Odenkirk, Sarah Paulson, USA, 2017

CZWARTA WŁADZA – jest na wskroś “Szpilbergowskim” filmem. Wszystko w nim jest więcej niż bardzo dobrze zrealizowane, więcej niż sprawnie prowadzone, rzemieślniczo perfekcyjne. I na pewien sposób, z tego właśnie powodu, że tak to ujmę – przewidywalne… Aż tu nagle, ciach – emocje i głębokie wzruszenie – dopadają nas niespodzianie…

Jest też to obraz podejmujący tematykę na wskroś aktualną i szczególnie istotną, bo Czwarta Władza  bez wątpienia należy do najbardziej ‘politycznie zaangażowanym’ obrazów tego reżysera. I dotyka kwestii, które dotyczą nas wszystkich jako obywateli, globalnie. A już w Polsce, obecnie, to więcej niż bardzo!

the_post_main_poster_golden_globe_1920

 

Obraz ten zdobył 6 nominacji do Złotego Globa, 2 do Oscara (dla najlepszego filmu i najlepszej aktorki w roli pierwszoplanowej, tym samym czyniąc z Meryl Streep rekordzistkę w tym względzie). Za zdjęcia odpowiada – nasz znamienity rodak – od wielu lat na stałe współpracujący ze Spielbergiem: Janusz Kamiński.

Czwarta władza to film bardzo istotny w dorobku Spielberga – było nie było – ikonicznej postaci amerykańskiej kinematografii. Opowiada bowiem o politycznym “tu i teraz”, za pomocą historii jedynie nieco oddalonej w czasie (to zabieg wyłącznie formalny, bo jego symbolika jest aż nadto wymowna!) I sądzę, że jest w tym i premedytacja i poczucie, że ktoś, z jego dorobkiem artystycznym powinien zająć stanowisko. Stanowisko, które w najszerszym spektrum nie odnosi się jedynie do aktualnej sytuacji politycznej w Stanach i prezydentury Donalda Trumpa. Ale do kwestii związanych z pojęciami niezwykle istotnymi dla funkcjonowania demokratycznego świata (nie tylko w USA) takimi jak: “konstytucja”, “niezawisłość sądów”; “niezależność mediów”; “dziennikarski etos”, “wolność słowa”.

Tym bardziej, że w świecie informacji cyfrowej, w której się wszyscy (jak się nam zdaje) sprawnie poruszamy – a moim zdaniem – raczej coraz bardziej sprawnie gubimy – podkreślanie istotności i wagi dostępu do rzetelnej, obiektywnej, nie zmanipulowanej politycznie i PR-owo informacji – zdaje się wręcz koniecznością.

I jeśli Spielberg, od zawsze przyciągający do kin tłumy, może sprawić, że choć jakaś część widzów Czwartej Władzy zacznie dostrzegać istotność tego, o czym film opowiada – to choćby dlatego należy się pokłonić przed faktem, że powstał.

Dlatego, choć niespecjalnie lubię uderzać w te tony, ani nie uwielbiam najbardziej na świecie oglądać filmów patetycznych w swej wymowie (tu mała złośliwostka stricte personalno-kinomaniacka – czyli takich, które Spielberg w moim odczuciu uwielbia robić najbardziej) jednak mam silne przeświadczenie, że czasami po prostu TRZEBA W NIE UDERZAĆ.

Czwarta Władza jest takim właśnie obrazem.

Filmem, który ma za zadanie przede wszystkim pokazać rolę mediów, etos pracy dziennikarskiej i jej istotność w naszym życiu. I tak – to jest film z misją! I choć zasadniczo nie bardzo lubię “filmy z misją” – akurat pod tą się podpisuję. Obiema rękoma. Bo “są rzeczy ważne i ważniejsze” – jak mówi porzekadło.

*    *     *

W Czwartej Władzy – scena – która we mnie jako widzu – spowodowała to właśnie, wcześniej przeze mnie wzmiankowane “Szpilbergowskie emocjonalne bum”, która stanowi clue tego obrazu jest sceną, w której dziennikarka polityczna Meg Greenfield (Carrie Coon), autorka cyklicznej kolumny gazety codziennej “The Washington Post” dostaje informację o tym, że Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych uznał prawo prasy i gazety w której pracuje (czyli uznał, że prawo nie zostało złamane) do publikacji materiałów otrzymanych z nieujawnionych źródeł, od tajnych informatorów.

NOR_D10_061217_0738.raf

NOR_D10_061217_0738.raf

Sąd uznał wolność prasy…Bo prasa ma służyć rządzonym, a nie rządzącym…

Akcja Czwartej Władzy dzieje się we wczesnych latach 70-tych zeszłego wieku, a konkretnie w czasie prezydentury Richarda Nixona. Postaci, która się w dziejach polityki amerykańskiej (a zatem światowej) zapisała na sposób znamiennie niechlubny. To on stoi za symbolem politycznej hańby, zwanej “Afera Watergate”…

Film opowiada o pewnym (opartym na faktach)  przełomowym momencie z życia gazety codziennej “The Washington Post” – najstarszym na rynku amerykańskim dzienniku. Jego właścicielką jest niejaka Katherine Graham (jak zwykle niezawodnie kreowana przez Meryl Streep). Pani Graham przedstawiona jest nam jako kobieta, która nie tyle tym tytułem prasowym “dowodzi”, nie wspominając o pojęciu zwanym “zarządzaniem”, co stara się utrzymać przy życiu – jako wdowa po jej  wieloletnim wydawcy, mózgu i sterze w jednej osobie. Małżonek jej (czego możemy się dowiedzieć z kilku znaczących dialogów na jego temat) był nie tyle magnatem prasowym (w znaczeniu takim, jakim był William Random Hearst – “pomysłodawca” czegoś co dziś zwie się ‘tabloidem’ i który w latach 20-tych zeszłego wieku jako pierwszy zbił fortunę na śmieciowej prasie adresowanej do mas, której kasę napędzały sensacyjne i wysoce nierzetelne, żeby nie powiedzieć “durne” wiadomości) ale dziedzicem fortuny, którą ojciec Katherine zainwestował w tytuł prasowy, z dużymi ambicjami intelektualnymi oraz wyznawcą pewnych wartości. A konkretnie wartości demokratycznych! “The Washington Post” miało być i było w jego rękach gazetą, której przyświecał jeden, główny cel: prawdziwe dziennikarstwo, artykuły na najwyższym poziomie publicystycznym, docieranie do sedna. Rzetelność. Jakość.

(Tu dygresja: dziennik ten całe lata słynął z najwyższej jakości dziennikarstwa śledczego, a publikujący dlań reporterzy otrzymali w sumie 47 nagród Pulitzera!)

Po śmierci męża – Katherine zostaje się z czymś, co wydaje się ją przytłaczać, a nawet nieco przerastać. Zdaje się być głównie nieco smutno-melancholijna wdową, kobietą, w “matronowym” wieku z klasy wyższej. Z pokolenia tych, które doskonale wiedziały jak zorganizować wystawną kolacje, na której będą się mogły w komfortowych warunkach odbywać istotne, kuluarowe rozmowy “ważnych mężczyzn” z mediów, PR, oraz okołorządowych kręgów, jak pięknie ustawić wazony z kwiatami, jaki catering i alkohole zamówić oraz jak sterować gładkim “small talkiem”. Owszem jest postrzegana jako “dama”, doskonale wykształcona, pełna szeregu intelektualnych kompetencji, wrażliwa społecznie, bardzo bystra, doskonale rozumiejące niuanse i zasady funkcjonowania prasy w świecie polityki – ale co z tego? Po śmierci męża – zostaje się z jego dziedzictwem sama, w świecie facetów – sępów – którzy nie spodziewają się po niej niczego innego, niż to, że nie udźwignie schedy po małżonku i w końcu odda sprawę w lepsze (czytaj – męskie ręce)…

Czwarta_wladza_Meryl_Streep

NOR_D33_071317_278823.raf

NOR_D33_071317_278823.raf

Bycie właścicielką tytułu prasowego jest dla niej podwójnym obciążeniem psychicznym. Zależy jej bardzo na tym by “The Washington Post” dalej było dziennikiem opiniotwórczym, najwyższej jakości. Jednak jej codzienna “praca” sprowadza się de facto do pełnych napięcia i stresu manewrów pomiędzy prawnikami, akcjonariuszami i księgowymi. Którzy bezustannie podliczają dochody i rentowność. I próbom nie ulegania naciskom rynku oraz konkurencji na publikowanie treści, które “się sprzedają”. Bo gazeta musi się sprzedawać!…

Katherine ma menadżerów, adwokatów, doradców, ma zastępy ludzi, w tym zatrudnionego dziennikarskiego “pitbula” Bena Bradlee jako naczelnego “The Washington Post” (w tej roli: Tom Hanks, a ponieważ w przeciwieństwie do Spielberga nie kocham Toma Hanksa to powiem tylko tyle: “po prostu Tom Hanks”), ale cały czas właściwie stoi w „mentalnym rozkroku” pomiędzy tym, by móc gazetę utrzymać na coraz bardziej konkurencyjnym i bezlitosnym rynku, a jednocześnie nie tracić jakości publikowanych w niej materiałów…

NOR_D01_053017_9621_R2 – L-R: Tom Hanks (Ben Bradlee), David Cross (Howard Simons), John Rue (Gene Patterson), Bob Odenkirk (Ben Bagdikian), Jessie Mueller (Judith Martin), and Philip Casnoff (Chalmers Roberts) in Twentieth Century Fox’s THE POST. Photo Credit: Niko Tavernise.

NOR_D01_053017_9621_R2 – L-R: Tom Hanks (Ben Bradlee), David Cross (Howard Simons), John Rue (Gene Patterson), Bob Odenkirk (Ben Bagdikian), Jessie Mueller (Judith Martin), and Philip Casnoff (Chalmers Roberts) in Twentieth Century Fox’s THE POST. Photo Credit: Niko Tavernise.

Gazetę sprzedaje temat. Pogoń za tematem jest kluczowy dla tej opowieści. I sumie – uważam to za największy scenariuszowy i narracyjny atut Czwartej Władzy. Bo to ten okrutny fakt (kto nie pracował nigdy jako dziennikarz nie ma bladego pojęcia jak istotna jest to kwestia) buduje wiarygodność filmu Spielberga…

Kiedy zatem okazuje się, że pewien reporter, biorący udział jako obserwator w wojnie w Wietnamie jest w posiadaniu, zakwalifikowanych jako “tajne” dokumentów z Pentagonu, które są widomym dowodem publicznego zakłamywania prowadzonej od dekad polityki amerykańskiego rządu, skrzętnie skrywanej przed narodem. A która to polityka w czasie jej bez mała trzydziestu lat trwania spowodowała nie tylko gigantyczne wydatki z budżetu państwa, ale przede wszystkim wysyłała na pewną śmierć tysiące amerykańskich żołnierzy (ogółem – liczba poległych w wojnie wietnamskiej wynosi 60.000) – Bradlee podejmuje decyzję by się tym tematem zająć i za wszelką cenę wejść w ich posiadanie.

NOR_D27_070617_169168.raf

NOR_D27_070617_169168.raf

Czwarta władza – od tego momentu staje sie tzw. thrillerem politycznym, w którym jednakże bardziej od budowania napięcia istotny jest kontekst moralny i etyczny.

Dotarcie do tajnych dokumentów nie jest najważniejszą kwestią (choć istotną, bo największy konkurent “The Washington Post” – “The New York Times” też chce je zdobyć). Kluczowe jest to co zawierają, a czego ujawnienie stawia każdą z gazet przed pytaniem o podjęcie ryzyka z cyklu “być albo nie być”. Przed szykanami i próbami zastraszania ze strony administracji Białego Domu, a także realną przegraną w wytoczonej przez Urząd sprawy sądowej, która finalnie zaprowadzić może odpowiedzialne za ich ujawnienie osoby nawet do więzienia…

Piękno i jak najbardziej w tym przypadku uzasadniony patetyczny ton filmu Czwarta Władza zasadza się na podkreśleniu wagi pojęcia zwanego moralnym obowiązkiem mediów oraz etosu pracy dziennikarskiej.

Czwarta Władza – ma moim zdaniem dokonale przetransponowany na nasz rynek tytuł – zważywszy na to, że “The Post” nie jest u nas ani nośne, ani nie wywołuje właściwych konotacji i skojarzeń, związanych z jego wieloznaczeniową symboliką w języku angielskim (zależnie od kontekstu: stanowisko, filar, podpora, obwieszczenie, urząd, godność).

Samo pojęcie “czwarta władza” zostało ukute po II-giej wojnie światowej. W świecie demokratycznym, który budował nowy ład na zgliszczach jakie po sobie pozostawiła. Byt, którego moc oznacza de facto moc demokracji! Obok władzy wykonawczej, ustawodawczej i sądowniczej. Byt, którego dzisiaj zdaje mi się nie doceniamy właściwie, bo żyjemy w czasach, w których “każdy ma jakąś prawdę”, “każdemu wolno sobie coś napisać, bo tak mu się podoba i / lub wydaje”, a co najważniejsze przestaliśmy w kwestii informacji poruszać się w świecie obiektywnych i moralnie niepodważalnych autorytetów, którą to rolę kiedyś pełniły konkretne tytuły prasowe i nazwiska publikujących w nich osób.

Główni bohaterowie Czwartej Władzy: Katherine Graham i Ben Bradlee oraz reporter ich gazety, który podpisze się pod artykułem o machlojkach politycznych i sprzeniewierzaniu się zasadom demokracji przez rząd amerykański: Ben Bagdikian (Bob Odenkirk) stanowią tercet ludzi, dla których wolność słowa, zapewniona konstytucyjnie oraz poczucie dziennikarskiej misji, której naczelnym celem jest informowanie obywateli kraju o faktach – stanowi wspólny mianownik. Wszyscy wierzą w coś, co zwie się “moralnym obowiązkiem” i “wyższym dobrem”. Choć, jak świetnie przedstawia to w Czwartej Władzy Spielberg – każde z nich ryzykuje czym innym. I czego innego się prywatnie – obawia.

NOR_D24_063017_133803.raf

NOR_D24_063017_133803.raf

Najbardziej ryzykuje Katherine Graham i to na niej spoczywa ciężar największy. Bo to ona ma jako właścicielka gazety ostateczny głos przy podjęciu decyzji, która może skutkować końcem wszystkiego tego, co posiada. A co wykracza daleko poza kwestie materialne. Koniec “The Washington Post” będzie dla niej też równoznaczny z końcem dziedzictwa, spuścizny, która stanowiła od pokoleń o jej rodzinie. A tym samym, o wartościach dla niej podwójnie cennych…

NOR_D35_071717_313277_R2 – Meryl Streep stars as Kay Graham in Twentieth Century Fox’s THE POST. Photo Credit: Niko Tavernise.

NOR_D35_071717_313277_R2 – Meryl Streep stars as Kay Graham in Twentieth Century Fox’s THE POST. Photo Credit: Niko Tavernise.

Meryl Streep przepięknie buduje złożoną postać kobiety, która (w sumie) całe dorosłe i małżeńskie życie spędziła w roli “luksusowej gospodyni domowej”. A która na naszych oczach zamienia się z osoby nieco zalęknionej i więcej niż przytłoczonej odpowiedzialnością i potencjalnymi konsekwencjami ryzyka w kobietę – przywódcę, w lidera. W kogoś, kto zdał sobie sprawę z tego, że choć kultura patriarchalna, w której się wychowała i w której gładko i nieco „bezrefleksyjnie” funkcjonowała do tej pory – oddzielała ją od kwestii najistotniejszej – od umiejętności samostanowienia, podmiotowego sterowania życiem (a nie z pozycji “kuluarów” i jako „podpora męża”) i podejmowania decyzji w sposób, w jaki w jej świecie do tej pory działali wyłącznie mężczyźni.

 

 

 

 

 

 

NOR_D00_052317_8053.cr2

NOR_D00_052317_8053.cr2

Czwarta Władza jest też i filmem o tym, że jedynie konsolidacja i solidarność tych, którzy rozumieją istotność tego, jak ważna jest konstytucyjnie gwarantowana “wolność słowa” bo pojmują (choćby z racji wieku i doświadczenia ykhm – brzmię jak stary pierdziel, no trudno) że stanowi niezwykle istotną siłę, która może nas uchronić przed politykami niegodnymi stanowisk, które piastują, a którzy – jak dowodzi historia, będą zawsze, w każdych okolicznościach dziejowych się pojawiać i chcieć jej wpływ osłabić lub zniszczyć.

I last but not least: dla samej sceny, w której narażający się na utratę wszystkiego “The Washington Post” po opublikowaniu reportażu ujawniającego prawdę na temat polityki Białego Domu odnośnie wojny w Wietnamie – spotyka się z solidarnym odzewem ze strony innych tytułów, ich radość i satysfakcja gdy widzą, że mają wsparcie dziesiątek innych gazet, wydawanych w całych Stanach, przedrukowujących fragmenty ich publikacji – warto Czwartą Władzę obejrzeć. Mnie zaszkliły się oczy ze wzruszenia (ach ten Spielberg!)

Bo z “czwartą władzą” jest moim zdaniem tak, że jest tak silna, jak bardzo obywatele wierzą w to, że działa na ich korzyć, z myślą o nich, nie o sobie!

*** Wszystkie zdjęcia zamieszczone w tekście pochodzą z materiałów prasowych dystrybutora filmu Czwarta Władza na rynku polskim: Monolith Films.

You may also like

ELLA i JOHN
Festiwal Filmowy Millenium DOCS AGAINST GRAVITY – 15 edycja
Przegląd Nowego Kina Francuskiego – edycja 9.
NIGDY CIĘ TU NIE BYŁO

Skomentuj