5
Paź
2017
15

JESTEM ROSA

 

JESTEM ROSA (Como Nossos Pais), Reż. Laís Bodanzky, Scen. Laís Bodanzky & Luiz Bolognesi, Wyk. Maria Ribeiro, Clarisse Abujamra, Paulo Vilhena, Jorge Mautner, Annalara Prates, Brazylia, 2017

Rosa ma 38 lat, jest atrakcyjna, zamężna, posiada dwie córeczki w wieku szkolnym, ma fach, który daje jej niezłe zarobki oraz… sporo frustracji i niespełnionych marzeń, które coraz usilniej dobijają się do niej pytaniem: “co dalej”?

JESTEM ROSA to bardzo zgrabnie opowiedziana historia kobiety w emocjonalnym i mentalnym “rozkroku” pomiędzy tym kim jest, a tym kim chciałaby być. Opowiedziana przez pryzmat najprawdziwszy z prawdziwych, bo uniwersalny – globalnie.

Jestem pewna, że pod dylematami bohaterki JESTEM ROSA – podpisze się w Polsce i to obiema rękoma – wiele kobiet. Bo, nie ma co się łudzić…emancypacja nie jest ani łatwa, ani nie przebiega bezkolizyjnie. Ale nikt jej za nas samych – kobiety – ani w naszym imieniu nie zrobi…

 

Jestem_Rosa_plakat

Bardzo lubię kino obyczajowe rodem z Brazylii i wiem za co szczególnie – za umiejętność zajmowania się tematami uniwersalnymi w sposób, który dobrze oddając specyfikę lokalną, czyli to co jest charakterystyczne dla tego kraju, nie traci z oczu współczesnego kontekstu. A jest nim emancypacja kobiet w silnie ukonstytuowanej przez wieki patriarchalnej kulturze brazylijskiej. W tym miejscu dygresja: Jestem Rosa to film wyprodukowany przez tę samą firmę, która stoi za świetnym “Prawie jak matka” z roku 2015.

Rosę poznajemy w sytuacji codziennej, banalnej, która znana jest większości z nas: na rodzinnym obiedzie u matki (Clarisse Abujamra). Te pierwsze kadry i kilka minut wstępnej narracji dla opowieści o głównej bohaterce dadzą nam już dużo do myślenia na temat klimatu filmu. I spraw, z którymi Rosa się boryka i które jej ciążą.

Niby nic. A jednak. Od takich “niby nic” niejedno piekło się rozpętało i niejedna rodzina stanęła w obliczu kryzysu…

Still 8

Otóż, matka Rosy informuje zebranych (córka, zięć, syn z partnerką i wnuki), że na dzisiejszy obiad przygotowała danie specjalne, z wyśmienitego przepisu, którego dawno nie robiła by uczcić dokonania swego wspaniałego zięcia Dado, męża Rosy (w tej roli Paulo Vilhena). Bo mąż Rosy jest antropologiem, który poświęcił się pracy naukowej. Bada i obserwuje endemiczne plemiona w dżungli amazońskiej. I wtedy w Rosie coś pęka po raz pierwszy…

Dlaczego – zapytacie?

Still 5Ano dlatego, że matka Rosy zdaje się być tym rodzajem matki oraz teściowej, dla której dokonania męża jej córki wydają się być znacznie bardziej ważne i warte atencji niż codzienne wysiłki i kontrybucje na rzecz utrzymania rodziny – czynione przez jej własną córkę!

Bo, owszem, może i Rosa nie wykonuje pracy, która polega na misji ratowania “ginących gatunków” (co jak podkreśla jej matka z emfazą – jest wielkim poświęceniem i działaniem na rzecz większego dobra) ale codziennie wykonuje dziesiątki czynności i powinności, które mają zapewnić jej rodzinie wikt, opierunek, spokój, bezpieczeństwo, stabilizacje oraz rozwój.

Podczas gdy Dado cyklicznie znika na całe tygodnie z domu, by w terenie zajmować się mało dochodowymi pracami badawczymi, Rosa tyra na etacie w pracy, której nie znosi (ktoś musi wnosić stały wkład finansowy w funkcjonowanie rodziny, nieprawdaż?), a która całkowicie rozmija się z jej marzeniami i ambicjami (a jest nimi pisanie sztuk teatralnych), sprząta, zmywa, odwozi dzieci do szkoły, odrabia lekcje, usypia, czyta im na dobranoc, gotuje, pierze, robi zakupy. Itd. Itp.

Still 4

Dado w domu – jak już wróci „z misji” – chce głównie odpoczywać, bo jego praca jest bardzo wyczerpująca…

Drugi raz tego samego popołudnia w Rosie już nie tyle coś pęka, ale dosłownie się “ulewa” jak z przepełnionego dzbana, kiedy po nieprzyjemnej wymianie zdań z matką na temat tego jak niesprawiedliwie ją traktuje – dowiaduje się od niej, że jej ukochany tata Homero (Jorge Mautner) nie jest jej biologicznym ojcem… Rosa jest owocem romansu jej matki z pewnym mężczyzną na zagranicznej konferencji naukowej.

*   *   *

To jedno popołudnie i słowa, które w nim padły powoduje, że Rosa czuje się jakby stąpała po zbitym szkle, a nawet więcej, po polu minowym, w którym każdy jej krok staje się walką o siebie w świecie, który stał się opresyjny i postawił ją przed wściekłym, pełnym żalu i niepogodzenia się z sytuacją pytaniem: jak ma dalej żyć, jak ma ‘trzymać w garści’ i siebie i świat, który wymknął się jej spod kontroli, który ją tłamsi, nie satysfakcjonuje, a co więcej – oddala coraz bardziej od tego, co stanowi o jej osobistym (a nie związanym z rolami społecznymi jakie pełni) poczuciu spełnienia.

Still 6

Jest w tym dramacie, współ-napisanym przez reżyserkę Lais Bodanzky wraz z jej mężem Luiz’em Bolognesi coś niemalże ironicznego, że o Rosie, która marzy o tym, by w końcu zrealizować się jako autorka sztuki teatralnej, nie zaś była dziennikarka, która obecnie chałturzy jako pisząca slogany reklamowe dla dużej firmy sprzedającej sanitariaty i glazurę łazienkową – opowiada używając jako lejtmotywu XIX-wiecznej sztuki Henryka Ibsena pt. “Dom lalki”. Tak jakby reżyserka chciała podkreślić, że choć minęło ponad stulecie od czasu premiery dzieła norweskiego dramaturga – niewiele się zmieniło w kulturze, zarządzanej przez mężczyzn, wciąż dzierżących prymat nad światem…

Jestem Rosa jest takim filmem, który każdą kobietę stawia jako widza w roli obserwatorki świata jednej „z nas”, które są wszędzie, wokoło, wystarczy się z uwagą rozejrzeć. Jest w tym obrazie wiele scen bardzo życiowych, bardzo prozaicznych, których wartość polega właśnie na tym, że niczego nie zakłamują, ani nie pokazują w sposób “przefajnowany”. Bo przecież życie codzienne kobiet takich jak Rosa najczęściej nie jest opowieścią o “wielkim dramacie”, który rozgrywa się nagle, z rozdzieraniem szat i rzucaniem wszystkiego w spektakularnych, histerycznych gestach rozpaczy. Nie. Jest codziennym, nawarstwiającym się poczuciem dyskomfortu, piętrzącym się milimetr po milimetrze, aż w końcu formułującym górę, którą trzeba albo pokonać albo się poddać.

Jestem Rosa to film, który ma coś takiego, co powoduje, że bardzo dobrze się go ogląda. A tym czymś jest w mojej opinii – wiarygodność. Tak postaci (na czele z bardzo dobrą kreacją Marii Ribeiro w roli tytułowej). Jak i, a może przede wszystkim scenariusza. Zresztą, co zostawiłam na sam koniec, niejako z premedytacją – tytuł oryginalny tego filmu “Como Nossos Pais” tłumaczy się z portugalskiego jako “Tak jak nasi rodzice”.

I niech to stwierdzenie stanie się puentą i pytaniem zarazem. Rosa jest kobietą, która sobie to pytanie zadała. Czy chce być kimś, kto powiela postrzeganie siebie i swojej roli w społeczeństwie i rodzinie tak jak robiły to poprzednie pokolenia?

Wszystkie zdjęcia wykorzystane w tekście pochodzą z materiałów prasowych dystrybutora filmu na rynku polskim Aurora Films. 

You may also like

ANA, MON AMOUR
PIERWSZY ŚNIEG
PRZEŻYĆ: METODA HOUELLEBECQA
THE SQUARE

Skomentuj