4
Mar
2018
12

LADY BIRD

LADY BIRD (Lady Bird), Reż & Scen. Greta Gerwig, Wyk. Saoirse Ronan, Laurie Metcalf, Tracy Letts, Lucas Hedges, Timothée Chalamet, Beanie Feldstein, USA, 2017

LADY BIRD jest obrazem nie tylko wyśmienitym, ale wyjątkowym! Greta Gerwig – jego autorka, debiutująca w fabule w roli reżyserki i scenarzystki zarazem – wzbudziła mój podziw i zachwyt absolutny. Z tematu jaki stanowią problemy dojrzewania i wchodzenia w dorosłość – przez kinematografię wyeksploatowanym zdawałoby się całkowicie – uczyniła gatunkową perłę! Nadto jej Lady Bird fenomenalnie sprawnie omija miałkości i mielizny “komedii o życiu nastolatków”.

Finalnie oglądamy zatem film dojrzały, inteligentny, dowcipny, ożywczo świeży, a przede wszystkim – unikalny. A kreacja Saoirse Ronan w roli głównej to wisienka na torcie tej doskonałej produkcji!

Lady Bird - plakat

Czasy dorastania to ja już mam bardzo, ach jak bardzo za sobą 😉 Chociaż – gdybym się cofnęła do lat, kiedy byłam w wieku filmowej bohaterki – myślę sobie – że z Lady Bird mogłabym sobie przybić pionę. Na luzie.

Być może dlatego właśnie – choć już jestem dorosłą kobietą, która mogłaby być matką głównej bohaterki, film ten oglądałam z poczuciem totalnego rozczulenia. Bo też, co jest jego najsilniejszą stroną – opowiada o kimś, kto jest mi cholernie emocjonalnie bliski. A jej historia – narysowana najprawdziwszą i super realistyczną kreską – przypominała mi wszystko to, co mnie dotyczyło tylko trzy dekady wcześniej. Lady Bird to jeden z najbardziej urokliwych, a jednocześnie inteligentnych i zabawnych peanów na cześć indywidualizmu i dążenia do autorealizacji – jaki widziałam od dawna. Wpisany w jego tło “konflikt pokoleń” pomiędzy córką, a matką podany jest na sposób, w którym odnajdzie się moim zdaniem bardzo wiele kobiet, bez względu na wiek. A to dzięki jego specjalnemu klimatowi, który tworzą doskonale wyważone proporcje między refleksją a ironią. Zabawą a powagą. Oraz talentowi reżyserki i scenarzystki w jednym do zbudowania narracji w oparciu o niezwykle bystrze wyłapane socjologiczne i psychologiczne niuanse. Przede wszystkim jest jednak Lady Bird opowieścią do głębi wiarygodną. Aż trudno uwierzyć, gdy się ją ogląda, że to historia wymyślona, nie zaś przeniesiona na ekran 1 do 1 – autobiografia.

Ja się w tym filmie – przyznaję – zakochałam.

Pozostawiając sentymenty na boku i subiektywne upodobanie do tego typu obrazów – od strony formalnej Lady Bird to po prostu doskonałe kino. Z rewelacyjnym scenariuszem i dialogami, doskonale prowadzoną narracją, genialnie dobraną obsadą i rewelacyjnymi kreacjami aktorskimi. Wyreżyserowane – bez dwóch zdań – perfekcyjnie!

LADY_BIRD_2

*   *   *

Zanim przejdę do właściwej recenzji – chciałabym zacząć od paru słów o autorce Lady Bird. Greta Gerwig (rocznik 1983) w biznesie filmowym miała swoje aktorskie “mocne zabłyśnięcia” tu i ówdzie od dawna. Jej kariera na dobre rozpoczęła się wraz z sukcesem filmu z grupy tzw. Indie movies pt. “Frances Ha” (2012) w reżyserii Noah’a Baumbach’a. Gerwig o “urodzie dziewczyny z sąsiedztwa” w tym błyskotliwym, zabawnym i uroczym obrazie stworzyła postać kogoś, kto cudownie sportretował bolączki pokolenia amerykańskich wielkomiejskich dwudziestokilkulatków z początków XXI wieku. Obraz ten skupiał się na tym specyficznym czasie w życiu, kiedy jest się po studiach, marzy o sukcesach w wymarzonym zawodzie. A przede wszystkim chce się być sobą, zachować swoją autonomię, wrażliwość. Borykając się przy tym ze skrzeczącą rzeczywistością, w której dorosłość zaczyna doskwierać kolejnymi kryzysami: w związkach rodzinnych, relacjach miłosnych, przyjaźniach, na rynku pracy, w finansach…

Minęło parę lat. Owszem udało się Grecie Gerwig dalej aktorsko całkiem sprawnie funkcjonować w świecie kina niszowego (Maggie‘s Plan”, 2015). Czy też być “zauważonym” przez szołbiznesowych decydentów, przy okazji jej występów w wysokobudżetowych obrazach, takich jak “Jackie” (2016). Ale jak mniemam – dla tej niezwykle zdolnej i ambitnej kobiety – zdaje się było to jednak za mało…

Czemu o tym wspominam? – zapytacie. A temu, że Greta Gerwig jest jedną z tych na prawdę wciąż nielicznych kobiet w czymś, co się nazywa Hollywood, która postanowiła wziąć byka za rogi. Bykiem jest system. Jego rogi mają wiele imion. I od dawna są wszystkim znane. Jednak dopiero afera Weinsteina spowodowała “ruchy tektoniczne” w obrębie patriarchalnego, a najczęściej także mizoginicznego systemu, jaki panował od czasów jego powstania w tzw. fabryce snów. Dzięki niej, a raczej temu – jak gigantyczny wpływ miała i ma na całe amerykańskie środowisko filmowe, a przede wszystkim – dzięki solidarności niemalże wszystkich najbardziej wpływowych kobiet w szołbiznesie – w Hollywood powoli zaczyna dochodzić do ważnych zmian.

Podczas tegorocznej ceremonii rozdania Złotych Globów – fakt, że Greta Gerwig nie otrzymała nominacji do nagrody za reżyserię Lady Bird (nota bene nominowanego w czterech kategoriach: najlepszy film w gatunku komedia lub musical, najlepsza aktorka w roli pierwszoplanowej, najlepsza aktorka w roli drugoplanowej oraz scenariusz) – spotkało się ze sprzeciwem środowiska filmowego. Publicznie wytknęła ten fakt kapitule Złotych Globów podczas gali ich wręczania Nathalie Portman!

W tym kontekście Lady Bird jest także obrazem, w którym kulturowy ‘zeitgeist’ – ten dotyczący kobiet filmu i problemów z jakimi borykają się od lat w systemie, który lubił je zawsze widzieć jako odtwórczynie męskich fantazji, a nie twórczynie własnych narracji na swój temat (w tym w świecie mężczyzn) – się mimowolnie odbija.

Oscary wzięły to sobie do serca. Nominacji jest pięć. W tym za reżyserię!

*   *   *

To, co jest punktem wyjściowym dla narracji w Lady Bird – stanowi kwestię kulturowo najbardziej uniwersalną z możliwych. A jest nią KSYWA.

Christine McPherson (już nagrodzona za tę role Złotym Globem, nominowana do BAFTA oraz Oscara f e n o m e n a l n a Saoirse Ronan). Tu dygresja – tej niezwykle uzdolnionej młodej aktorce (rocznik 1994), kibicuje od lat, bo też gra od dziecka (m.in. “Pokuta”, „Hanna”, “Brooklyn”) – to uczennica katolickiej szkoły średniej w Sacramento. Która to pewnego dnia stwierdza, że jej jakże banalne i zupełnie nie przystające do jej osobowości imię i nazwisko zamieni sobie na “Lady Bird” (po polsku “biedronka”).

Po co Christine ta ksywa? Po to samo, co każdemu była, jest i będzie najprawdopodobniej potrzebna zawsze. By się wyróżnić. Dać wyraz swemu indywidualizmowi. Zakomunikować światu, że postrzega się siebie samego jako kogoś, kto jest “nie taki sam jak wszyscy inni”. Ksywa u Christine – jest swego rodzaju aktem buntu. Buntu przeciw zwykłości życia, jakie prowadzi jej rodzina, oczekiwań, jakie ma wobec niej szkoła.

A w najszerszym kontekście ksywa Lady Bird symbolizuje ambicje i marzenia Christine o “wyfrunięciu” z rodzinnego Sacramento. Które Gerwig ukazuje nam w początkach lat dwutysięcznych – widziane oczyma bohaterki – jako miejsce bardzo banalne. Prowincjonalne. I nudne.

Żądna szczególnych, jedynych w swoim rodzaju kulturalnych, artystycznych i wielkomiejskich atrakcji – Christine marzy o studiach w Nowym Jorku.

Siłą rzeczy Christine aka Lady Bird swoją młodzieńczą złość, chmurność, zmienność nastrojów i opinii oraz wszystkie inne objawy formującej się tożsamości “osoby dorosłej” kieruje głównie wobec matki. Genialnie kreuje ją (mało u nas znana wybitna amerykańska aktorka teatralna) – nominowana do Oscara Laurie Metcalf.

LADY_BIRD_3

Christine kocha matkę, a ona ją, ale ich relacja z racji wieku dziewczyny weszła właśnie w najbardziej wybuchową fazę. Córka obwinia ją za wszystko, co w jej mniemaniu stanowi o tym, że ma takie “nieudane życie”. Za to, że mieszkają “na prowincji”, w świecie dalekim od wszystkiego co najważniejsze w kulturze, trendach i modach. Prowadzą życie wyjałowione z wielkich aspiracji, fantazji i marzeń. Sprowadzające się do spokojnej egzystencji przeciętnej rodziny z klasy średniej. Bo też bohaterka jest na tym etapie życia, w którym nie jest w stanie docenić tego jak ciepłą, dobrą, wartościową i wspierającą familię ma. W tym – co najważniejsze – mądrych i kochających zarówno ją jak i siebie nawzajem – rodziców. Którzy nie pragną niczego innego bardziej niż jej szczęścia i spełnienia.

Lady Bird widzi swój dom oczyma zbuntowanej siksy, która jak większość ludzi w jej wieku nie jest zdolna do obiektywnej oceny rzeczywistości i porusza się raczej w rejestrach “życzeniowych”. Oraz poprzez pryzmat subiektywnego postrzegania świata w kategorii “cool” lub “obciach”. Frustrują ją uniwersalne kulturowo i psychologicznie kwestie. Na przykład to, że inne uczennice i uczniowie jej szkoły to dzieciaki z tzw. lepszych domów. Mieszkają w lepszej części miasta, ich rodzice są bogatsi. Mają dostęp do tego, czego Lady Bird nie ma. I z jej szesnastoletniego poziomu widzenia świata – to co ma – jest “fuj”. I stanowi coś, czego się nie tylko wstydzi, ale z czym stara się usilnie walczyć za pomocą “narzędzi” dostępnych w jej wieku. Sprowadzają się one głównie do wybuchów złości, pyskowania i kwestionowania wszystkiego, co się da.

Lady Bird została sportretowana jako bohaterka w momencie “mentalnego rozkroku”. Już nie jest dzieckiem. Ale od dorosłości dzieli ją wciąż przepaść. I rzecz jasna w jej wieku – nie zdaje sobie w ogóle sprawy z tego, że znajduje się w fazie przejściowej. Greta Gerwig napisała rzecz arcy-prawdziwą! Moment przed wyfrunięciem z rodzinnego gniazda to moment, w którym większość młodych ludzi jest już tak bardzo egocentrycznie zachwycona tym, że zaraz zaczną samodzielny lot przez życie, że zapominają o tym, że jeszcze niedawno byli pisklętami. A ich pełna samodzielność i samowystarczalność jest mocno wątpliwa.

A najbardziej bohaterka nie chce pamiętać o tym, że to wszystko, co ma, kim jest, jej inteligencja, zdolności, talent, wrażliwość, ambicje – “to coś” – czyli poczucie wiary w siebie i silną osobowość – w dużej mierze zawdzięcza swojemu rodzinnemu domowi. Jej mama ciężko pracuje w miejscowym szpitalu, ojciec ma kłopoty z pracą. Ale starają się jak mogą, by Christine aka Lady Bird mogła rozwinąć skrzydła i być szczęśliwa…

Lady Bird wspaniale portretuje zarówno świat młodej dziewczyny, która wchodzi w dojrzałość, wybiera studia, swoją własną drogę realizacji zainteresowań, jak i całe spektrum tego wszystkiego, co jej życiu i tymże wyborom towarzyszy. Saoirse Ronan fenomenalnie wiarygodnie buduje portret kogoś, kogo Greta Gerwig w swym brylantowo inteligentnym scenariuszu oraz za sprawą świetnej reżyserii przedstawia jako postać tak samo bardzo zwykłą, swojską, jak i nietuzinkową, wyjątkową. Kogoś, komu się bezwiednie kibicuje i za kogo się trzyma kciuki.

LADY_BIRD_6

To cudowny, zbudowany najprostszymi, ale też najbardziej wiarygodnymi środkami przekazu obraz dojrzewania. Dawania sobie prawa do bycia sobą, do podejmowania pierwszych prób brania udziału w tzw. dorosłym życiu i borykaniu się z odpowiedzialnością za podjęte samodzielnie decyzje.

Zatem, bohaterka będzie wszystko: relacje rodzinne, szkołę i system edukacji w niej obowiązujący, wybór studiów i aplikowanie na kolejne uczelnie w wymarzonym NYC, licealne przyjaźnie, relacje z chłopakami – kwestionować i poddawać nieustającej próbie.

LADY_BIRD._1

LADY_BIRD_7

Będzie się zmagać ze sobą i najważniejszymi sprawami jej wieku przynależnymi na sposób najprawdziwszy z prawdziwych. Buntować się przeciw swej matce i utrudniać jej wszystko, pyskować w szkole, próbować swoich sił w zajęciach w szkolnym programie aktorskim, zakochiwać i odkochiwać. Sprawdzać swoją kobiecość w pierwszych relacjach erotycznych z chłopcami metodą “prób i błędów”. I wybierać chłopaków reprezentujących swoje kompletne przeciwstawieństwa. Jednego z nich gra (świetnie zresztą) opromieniony sławą “Tamtych dni Tamtych nocy” Timothée Chalamet.

I tak, rok z życia szkolnego Lady Bird za sprawą cudownie zrealizowanego scenariusza Grety Gerwig upłynie nam na ekranie “jak z bicza strzelił”.

Zanim się spostrzeżemy wylądujemy razem z bohaterką w dniu jej pierwszego dnia w nowym życiu. Życiu studentki poza rodzinną miejscowością.

I zaręczam Wam, że Lady Bird to opowieść, w którą niezwykle łatwo się wkleić, całym sobą. I trudno nawet nie pomyśleć, że jest to taki film, do którego nie chciałoby się wracać.

Jego przesłanie jest wzruszająco krzepiące. Warto mieć marzenia, walczyć o ich realizację, budować i podtrzymywać swój indywidualizm. Dążyć do szczęścia, realizowanego po swojemu. Bez oglądania się na innych. Żyć na własnych zasadach.

Z Lady Bird wypływa dla mnie jeszcze jedna krzepiąca myśl wynikająca z tego, że doskonały scenariusz Grety Gerwig został dostrzeżony, a producenci (jednym z nich jest sam legendarny Scott Rudin!) zaufali jej możliwościom także w roli reżyserki. A branża jej prace doceniła. Pozostaje mi mieć zatem nadzieję, że Hollywood ma szanse stać się miejscem, w którym w przyszłości każda zdolna i ambitna kobieta będzie mogła odnaleźć swoją tożsamość artystyczną na własnych zasadach. I że przyjdzie nam żyć w filmowym świecie, w którym żadna z nich nie będzie musiała kwestionować swojego talentu, rezygnować z marzeń, “być jak inni”, ani nadawać sobie pseudonimów, by zwrócić na siebie uwagę.

*** Wszystkie zdjęcia wykorzystane w tekście pochodzą z materiałów prasowych dystrybutora filmu Lady Bird na rynku polskim: UIP Polska.

You may also like

NA GŁĘBOKĄ WODĘ
ZIMNA WOJNA
ELLA i JOHN
Festiwal Filmowy Millenium DOCS AGAINST GRAVITY – 15 edycja

2 Komentarze

Skomentuj