12
Lip
2018
5

McQUEEN

McQUEEN (McQUEEN), Reż. Ian Bonhôte & Peter Ettedgui, Scen. Peter Ettedgui. Wyst. Alexander McQueen, Gary James McQueen, Janet McQueen, Wlk. Brytania, 2018

Wizjoner. Enfant terrible świata mody. Buntownik. Prowokator. Geniusz. Projektant, który odmienił oblicze haute couture. Wszystkie te określenia zostały wielokrotnie wypowiedziane na temat Alexandra McQueena, którego życie przedstawia rewelacyjny dokument mu poświęcony – pokazując go od strony najważniejszej!

McQUEEN to fascynujący portret jednego z najwybitniejszych kreatorów mody, jakich świat poznał w końcówce XX wieku i jednego z tych niewielu projektantów, co do których określenie wielki artysta nie jest używane na wyrost. Bo Alexander McQueen był przede wszystkim artystą i wizjonerem, a dopiero potem kimś, kto swoimi pokazami nauczył się jak wprawiać w zachwyt zblazowany świat fashion i jet-set society…

McQueen

Rodzina i przyjaciele całe życie mówili do niego Lee (jego pierwsze imię), choć się go “oficjalnie” pozbył, kiedy zaczynał być znany. Zamienił je na Alexander (swoje drugie imię). Bo brzmiało bardziej wyrafinowanie. Zrobił to za namową swej przyjaciółki i mentorki Isabelli Blow. Złośliwi twierdzili, że jej rekomendacja była dyktowana snobizmem. Lee było zbyt plebejskie jak na świat fashion, a w szczególności jak na świat luksusu i nie pasowało do projektanta mody wysokiej.

005_McQ_Banshee_CdP_AW94_ 12

Został więc Alexandrem McQueen, zbudował imperium modowe, zarobił miliony, obwołano go geniuszem, zmienił swój wygląd fizyczny (od farbowania włosów, poprzez nowy garnitur zębów, a na liposukcji kończąc), przez ponad dekadę wzbudzał nieustający zachwyt swoją wybitną kreatywnością, artyzmem i kunsztem. By finalnie odejść z tego świata, w wieku lat 40-tu, w jakże znamienny sposób – kręcąc sobie stryczek na szyję…

*     *     *

Ian Bonhôte & Peter Ettedgui w dokumencie mu poświęconym przedstawiają fenomen McQueena posiłkując się jedynie jego nazwiskiem w tytule. Nazwiskiem – ikoną, nazwiskiem, które zarówno w świecie mody jak i w kulturze przełomu XX i XXI wieku okazało się być symbolem czegoś większego i bardziej znaczącego, niż to o czym mógł jedynie marzyć, kiedy zaczynał. Ich film – ostentacyjny, kwiecisty i esencjonalny w stylu przedstawia dzieje projektanta od jego skromnych początków, poprzez inspiracje, jakimi się posiłkował przy tworzeniu kolekcji, najważniejszych współpracowników, proces kreatywny i podejście do projektowania, które charakteryzowały zarówno niebywała wręcz precyzja i wybitny warsztat, jak i swego rodzaju melancholijna gwałtowność. Jego prace były od zawsze mocno zabarwione swego rodzaju niezdrową podnietą, czyhającą w tle tragedią. I karmiły się mrokiem ludzkiej egzystencji.

Moje pokazy mody to sex, drugs and rock n’roll. Mają elektryzować. Wywoływać emocje. Szok i atak serca

O tym, jak bardzo fascynował, jak bardzo był podziwiany i to daleko szerzej niż sięga świat ludzi, związanych z branżą fashion, świadczy fakt, że kiedy rok po jego śmierci Metropolitan Museum of Art w Nowym Jorku poświęciło mu retrospektywną wystawę, pt. “Savage Beauty” – okazała się być jedną z pięciu najczęściej odwiedzanych w całej historii tego prestiżowego miejsca. Zobaczyło ją prawie million osób (sic!)

W tym miejscu – pora to mocno zaznaczyć – McQueen jest filmem dokumentalnym, który szczęśliwie został tak świetnie przygotowany, że ma szansę zafascynować każdego, nawet kogoś, kogo domy mody, pokazy i kolekcje haute couture kompletnie nie interesują.

Bo też, poza wszystkim innym, McQueen nie był jedynie uznawanym i podziwianym projektantem. Był kwintesencją awangardowego artysty, zjawiskiem popkultury – sam w sobie. Startował w latach 90tych, w Londynie, który wtedy nie liczył się na mapie haute couture – tak bardzo jak dziś. W specyficznym czasie, który “bomblował” od nowych idei, prądów, trendów, zmian… jak zawsze ma to miejsce przed końcem stulecia. A przede wszystkim był kimś, kto w dość sztywny świat haute couture wbił się niczym taran. I uzupełnił go o performance, teatralny spektakl, najnowsze technologie, a także seks, śmierć i szaleństwo.

McQueen stał się najważniejszym elementem układanki, która bez niego nie była pełna. Stanowiąc do czasu jego pojawienia się jedynie uładzony obrazek, fantazję na temat idealnego wyobrażenia. Pierwszy wyraził tak dobitnie to, czym w istocie jest okrutny i dziwny świat fashion…

Zapytany kiedyś o to, co nim kieruje, gdy obmyśla swoje kolekcje powiedział:

Używam rzeczy, które ludzie sami przed sobą ukrywają w swoich głowach. Wojna, religia, seks, wszyscy o tym myślimy, tylko mało kto się odważa stawić temu czoła. Ale ja tak i zmuszam ich by na to patrzyli

Reżyserzy dokumentu McQueen Ian Bonhôte & Peter Ettedgui ułożyli jego strukturę posiłkując się skleconym naprędce w domowych warunkach video, w którym Alexander jest jeszcze bardzo młody i bardzo “nieopierzony zawodowo” i żartuje sam z siebie, określając to nagranie “taśmami McQueena”. Zatem każdy z rozdziałów filmu nazwany jest tak, jak jego kolejne kolekcje, od najwcześniejszej – dyplomowej, zatytułowanej: “Jack the Ripper Stalks His Victims”. Już w niej widać, jak wielki miał talent i że w zasadzie czekał on tylko na moment swej eksplozji…

*     *     *

BLOW and McQUEEN by Iain R Webb originalPulchny i pucołowaty, wychowany we wschodnim Londynie, mało urodziwy syn taksówkarza, gadający nie “brytyjskim angielskim” ale w cockney, wielbiciel Sinéad O’Connor – nastoletni Lee McQueen słabo pasował do obrazka pt. wielka kariera w świecie fashion. Ale co z tego? Chciał się zajmować modą odkąd skończył 12 lat. I dopiął swego. Warsztatu krawieckiego uczył się w najlepszym możliwym miejscu: na słynnej Saville Row, ulicy przy której od ponad dwóch stuleci szyją garnitury wszyscy brytyjscy dżentelmeni. Był wybitnym krojczym, doskonale rysował, a co więcej był niebywale ambitny i pracowity. Podobnie do Picassa twierdził, że aby łamać zasady, najpierw trzeba je poznać. To nie jest wcale takie oczywiste, bo (wiedzą to bardzo dobrze osoby zajmujące się zawodowo światem fashion) projektanci, którzy umieją szyć to nie jest norma, tylko rzadkość! On umiał. I to doskonale. Zaczynał jako wspaniały rzemieślnik, doskonalił swoje umiejętności w jednej z najsłynniejszych uczelni artystycznych na świecie: londyńskim Central Saint Martins. I dopiero będąc jej studentem uwierzył, że może się zrealizować w wymarzonym zawodzie.

Co do suchych faktów dotyczących jego niebywałej kariery, to są one więcej niż imponujące. Nie mając jeszcze 30 lat (1996-2001) został mianowany głównym projektantem jednego z najważniejszych francuskich domów mody, ikonicznej marki luksusowej Givenchy. Trzykrotnie otrzymał nagrodę “British Designer of the Year”, a w 2003 roku zdobył najbardziej prestiżowy laur w świecie fashion, jaki można otrzymać: nagrodę CFDA (Council of Fashion Designers of America) dla najlepszego projektanta roku.

204_33-251

304_06A316_31A

*     *     *

McQueen stale poszukiwał inspiracji. Łaknął wiedzy i bezustannie się edukował. Jego wrażliwość estetyczna i emocjonalna byla ogromna. Bardzo dużo czytał, studiował prace największych artystów: malarzy, rzeźbiarzy. Chłonął jak gąbka wszystko, co go otaczało. Dlatego jego twórczość odzwierciedla świat widziany przez kogoś o bardzo szerokich horyzontach myślowych. Kogoś kto potrafił ujmować w całość przeszłość, teraźniejszość i przyszłość.

Miał też swoje obsesje. Inklinacje do gotyku, pociąg do makabry. Fascynował go motyw czaszki (co znamienne – przyniósł mu jako wzór na dodatkach z linii pret – a porter – krocie, bo genialnie się sprzedawał), ptasie kości, owady, a w szczególności ćmy. Potrafił z tego żartować, mawiając, że motywy, których używa to “jednym słowem to wszystko, czego świat fashion – nienawidzi”.

B294020_26-212

Pamiętam jak dziś – z pierwszym jego pokazem (wiosna / lato 1999) zapoznałam się via Internet. Był zatytułowany “The Overlook”. Nie wiedziałam gdzie się podziać z podziwu oraz wrażenia. Nie rozumiałam jeszcze tego z jakim kalibrem geniuszu mam do czynienia. Ale pojęłam, że McQueen to ktoś WIELKI.

Pokaz otwierała paraolimpijka Aimée Mullins, która wystapiła z ręcznie rzeźbionymi z drewna protezami, a zamykała modelka Shalom Harlow, którą projektant ustawił na wybiegu – podeście niczym figurę z pozytywki, każąc się jej kręcić  w narzuconym jej rytmie. W tym czasie dwa “ożywione” roboty spryskiwały ją farbą, tworząc na kreacji i dziewczynie własny wzór. To w jaki sposób McQueen umiał przekazać coś, co przeczuwał, co zajmowało jego umysł prywatnie (jakże genialnie w punkt i z wyczuciem “zeitgeist” – wszak zaraz miało się rozpocząć nowe millenium) – mnie poraziło. Czyli fascynację, a jednocześnie lęk przed epoką postindustrialną; dziwność i nieporadność “zespolenia” rzemiosła z techniką oraz poczucie ludzkiej alienacji w zetknięciu ze światem najnowszych technologii w końcówce XX wieku.

Potem były kolejne, śledzone przeze mnie, a jakże, również w Internecie. Na przykład pokaz z roku 2004, inspirowany filmem Sidneya Pollacka: “Czyż nie dobija się koni”. W którym “wybieg”  stał się dla projektanta metaforą tego, co chciał wyrazić. Modelki i modele poruszali się tak, jakby mieli zatańczyć się na śmierć, a całe to przedstawienie sprawiało wrazenie gorzkiego, dramatycznego epitafium dla świata pozbawionego ludzkich wartości…

Jego ostatnia kolekcja na sezon wiosenno – letni (2009) zatytułowana “Platos’ Atlantis”, zainspirowana dziełem Darwina “O pochodzeniu gatunków” otwierała projekcja video, w którym modelka leży na piasku, wijąc się wśród jaskrawo ubarwionych węży. Całość zaś była jego kolejną apokaliptyczną wizją świata, który nadchodzi. I ten świat – jego świat – McQueen umiał zawsze doskonale oddać – w najdrobniejszych detalach. Modelki nigdy nie były dla niego “wieszakami”, które mają się przechadzać w rytm muzyki po wybiegu, ku uciesze gawiedzi i jedynie cieszyć jej zblazowane oko –  ale kobietami, które poniekąd oddawały czy też portretowały jego wizje świata, symbolizowały jego lęki i obawy.  A który w jego mniemaniu stać się miał wkrótce światem hybryd genetycznych, na poły ludzkich, a na poły wygenerowanych komputerowo. McQueen umiał się bardzo bacznie przyglądać rzeczywistości. I umiał ją widzieć w najbardziej czarnych barwach…W “Plato’s Atlantis” modelki chodziły w butach na kilkunastocenymetrowych obcasach, przypominających wyglądem szczypce homara. Nazwanych potem “pancernikami”.

Spekulacje, czy jego wizja świata, w którym gatunek ludzki postrzegał jako ten, który sprowadzi na siebie zagładę była wynikiem zbyt wielkiej wrażliwości emocjonalnej, depresji, czy też narkotyków – zostawiam mądrzejszym od siebie… Ale faktem jest to, że “widział więcej”. I bardziej. Byl sejsmografem świata, w którym uczestniczył. I to bezsprzecznie uczyniło go genialnym projektantem, wyrastającym nie tylko ponad przeciętną, ale wyprzedzającym swoich “konkurentów” o dekady… Nieustannie  przyglądał się najnowszym technologiom. Nie tylko z fascynacją, ale postrzegając je jako realne zagrożenie. Patrzył z jakimś rodzajem wewnętrznej rozpaczy na świat, w którym istnieją eksperymenty na DNA, genach, tkankach. Na zacieranie się światów biologii a biotechnologii. Na rodzące się koncepcje rzeczywistości wirtualnej. W której człowiek i przedmiot, świat rzeczywisty i fikcja – dziwnie się ze sobą stapiają i łączą…

Był postacią niezwykle barwną, wybitnie wręcz nietuzinkową. Fascynującą i dramatyczną. Cały jego krótki żywot uznanego projektanta jest opowieścią o kimś, kto żył w ekstremalnie intensywny sposób i tworzył na pograniczu samozatracenia i szaleństwa. Ale, kto pomimo wszystko, a może przede wszystkim pozostał wierny sobie.

Dlatego też w zasadzie pytanie jakie smutnie wyłania się niejako samo z filmu mu dedykowanemu, to pytanie o to czy jego samobójcza śmierć w przededniu pogrzebu własnej matki, a niedługo po śmierci Isabelli Blow była wynikiem utraty tych jakże ważnych dla niego kobiecych figur, czy też może jakże kapryśny, zmienny i wiecznie nienasycony swiat fashion i biznes modowy mógł chronić bardziej swojego niepokornego, acz genialnego syna?

*** Wszystkie zdjęcia wykorzystane w tekście pochodzą z materiałów prasowych dystrybutora filmu McQUEEN na rynku polskim: Gutek Film

You may also like

TIMOTHEE CHALAMET-świat oszalał na jego punkcie :-)…
WHITNEY
AVA
NA GŁĘBOKĄ WODĘ

Skomentuj