1
Cze
2017
13

NAZYWAM SIĘ CUKINIA

NAZYWAM SIĘ CUKINIA (Ma vie de Courgette), Reż. Claude Barras, Scen. Gilles Paris (na podstawie własnej książki) razem z Céline Sciamma, Germano Zullo, Claude Barras, Morgan Navarro, Szwajcaria / Francja, 2016

Od dawna stoję na stanowisku, że filmy animowane potrafią w najwspanialszy, dojmująco prawdziwy i wiarygodny sposób zająć się tematyką, z którą fabuła aktorska – w praktyce – nie byłaby się w stanie zmierzyć… Nazywam się Cukinia jest tego widomym dowodem. Opowiada bowiem o chłopcu, który trafia do domu dziecka. I w którym styka się – jakby było mało jego własnego nieszczęścia – z dziećmi tak samo jak on – niemiłosiernie “przeczołganymi” przez los…

I jest to obraz nie tylko że doskonały warsztatowo i realizacyjnie – ale zwyczajnie, po ludzku – dogłębnie wzruszający. A co najważniejsze – wyciska łzy z oczu – bez popadania w patos, bez zbędnej dydaktyki, bez nadmiernego obciążania widza natłokiem negatywnych treści. A miejscami – nawet – bywa leciutko dowcipny!

Nazywam się Cukinia – nie boję się użyć tego określenia – to film, który ma głębokie walory humanistyczne i który polecam wam więcej niż gorąco.

 

nazywam_sie_cukinia_plakat_B1_(1)_l

Zupełnie, ale to zupełnie nie dziwi mnie, że Nazywam się Cukinia to długometrażowa animacja, która była nominowana do wielu najważniejszych nagród filmowych (Oscar, Złoty Glob, Złota Kamera na MFF w Cannes). A zdobyła ich jeszcze więcej: (min. Cezar, Europejska Nagroda filmowa dla Najlepszego Filmu Animowanego, Nagroda Europejskiego Stowarzyszenia Filmów Dla Dzieci ECFA).

A przede wszystkim, że pokochała ją publiczność festiwalowa – na całym świecie! (Nagrody Publiczności na WFF; Międzynarodowym Festiwalu Filmów Animowanych w Annecy; MFF w San Sebastian, Zurichu i Melbourne).

  *    *   * 

Wielcy pisarze XIX-wieczni – na czele z Charlsem Dickensem – wiedzieli to bardzo dobrze. Sierota – to wspaniały bohater powieściowej narracji…Dlaczego? Bo najbardziej dojmująco prawdziwy i tragiczny w bólu, jakim może być życie – dla dziecka, czyli kogoś, kto z definicji  – jest złu świata dorosłych niczemu niewinne.

Już widzę Wasze zgorszone miny…Jak w ogóle można tak mówić!?!? …I to takie „okropne słowo”…

Piszę to specjalnie, z premedytacją. Bo wiem – sama po sobie – że temat dzieci, których życie upływa w domach opieki, które zostały przez los i / lub biologicznych rodziców – potraktowane podle – to temat, którego się unika…Nie zmienia to faktu, że bardzo nielubiane przez dyskurs uprawiany w czasach ‘political correctness’ określenie “sierota” – jest jak najbardziej na miejscu…

Osierocenie to bowiem stan: mentalny, psychiczny, emocjonalny i fizyczny (wszyscy chyba znamy taki medyczny termin jak „choroba sieroca”). Dojmująco prawdziwy i jeszcze bardziej dojmująco bolesny. To stan najczęściej – nie do opisania, nie do określenia i nie do wypowiedzenia – dla tych wszystkich, którzy go doświadczyli. Traumatyczny splot emocji i doznań, w których poczucie tak porzucenia, jak i wewnętrznej pustki i niemożności poradzenia sobie z tym – tworzą niemalże gordyjski węzeł.

Od czasów klasyka brytyjskiej literatury – wiele się zmieniło. Ale problem dzieci, które trafiają do sierocińców – pozostał.

I jest to – co bardzo ważne i co podkreśla Nazywam się Cukinia – problem uniwersalnie ponadczasowy, ponadkulturowy. Dziecko pozbawione rodziców, a szerzej – pozbawione miłości, szacunku, podmiotowości, wsparcia i oddania – to dziecko skazane na traumę, której ślady będzie nosić w sobie przez całe życie.

Courgette36 

Cukinia, bo taki przydomek ma główny bohater filmu (nadała go chłopcu o imieniu Ikar – jego rodzicielka) – do ‘placówki opiekuńczo – wychowawczej’ – jak takie miejsca określa fachowa terminologia – trafił w wyniku nieszczęśliwego wydarzenia. Niechcący przyczynił się do śmierci własnej matki, z którą mieszkał. A ojciec? No cóż, “ulotnił się” z ich życia tak dawno temu, że dzieciak nawet niezbyt dobrze go pamięta. Oprócz niego znajduje się tam jeszcze kilkoro innych dzieci – na tyle już dużych, by zdawać sobie sprawę zarówno z tego, co stało się ich udziałem, gdzie się znajdują, jak i z tego by mieć już w sobie zakodowane poczucie “gorszości”. Jakiś rodzaj wewnętrznego brzemienia, które naznacza odrzuconych i niekochanych.

To, co w moich oczach – znajduje szczególne uznanie – jesli chodzi o narrację Nazywam sie Cukinia, to fakt, że pozbawiona jest łzawego, pretensjonalnego i sentymentalnego patosu. Nie wygrywa – wydawałoby się – najłatwiejszych i najbardziej “naturalnych” dla tej tematyki – schematycznych nut. Dla mnie – de facto – to film o zmaganiu się z życiem jako takim. Z gorzko – ironicznej perspektywy dzieci – które musiały dojrzeć zbyt wcześnie. I konfrontować się z problemami, których w ich wieku się normalnie nie posiada. I dla których przez tę właśnie perspektywę – rzeczywistość jest podwójnie trudna. A co bardzo ważne – nie została zmyślona – ale oparta na faktach – przeżyciach autora książki i współscenarzysty filmu.

Dzieci, które Cukinia poznaje w miejscu, do którego trafia i o których opowiada ta wyjątkowa animacja – tak jak on – nie tyle, że nie mają biologicznych rodzicow. Część z nich ich nadal ma.

Ta kwestia to najbardziej istotny wątek Nazywam się Cukinia z perspektywy widza. Bo w świecie ludzi, dla których głównym celem życiowym jest zapewnienie najlepszego z możliwych “startu” w dorosłe życie swojej progeniturze; w świecie ludzi, którym sen z powiek spędza to, czy ich syn lub córka ma aby na pewno wszystko to “co najlepsze” – rzeczy i sprawy o których mówi ten obraz to coś niewyobrażalnego. A najlepiej byłoby to nazwać tak: coś, na co trzeba szybko zamknąć oczy i udać, że w ogóle nie istnieje.

Chłopiec kiedy trafia do miejsca społecznej opieki – jest już dość duży – ma 10 lat, w podobnym wieku są tam wszyscy pozostali podopieczni.

Nazywam się Cukinia to swego rodzaju rodzaju pamiętnik – dziecka, które stara się opisać i na nowo zbudować świat, w którym jest nadzieja na happy end. To niezwykle ciepło, z wielką czułością i delikatnością opowiedziana historia, która porusza także i tym, że zawiera jakże wiarygodny rys dziecięcej umiejętności odnajdowania radości w rzeczach najmniejszych. Szukania pociechy w każdym skrawku dobra i piękna jaki oferuje świat. 

Ma-Vie_de-CourgetteDzięki wsparciu odpowiedzialnych i empatycznych dorosłych, a przede wszystkim dzięki własnej wrażliwości emocjonalnej i chęci przetrwania koszmaru, jaki stał się jego udziałem i “pomimo wszystko” – Cukinii udaje się zbudować relacje z pozostałymi dziećmi, ukonstytuować szkielet  swego rodzaju pomostu pomiędzy tym, co wszyscy w sobie noszą jak niezabliźnione rany, a odczuwaną intuicyjnie – jako konieczną – chęcią odnalezienia sensu i radości w dalszym życiu. A także doświadczyć jakże istotnego poczucia, że miłość i poczucie przynależności, wsparcie  i przyjaźń – to wartości, które mogą być także – jeszcze – pomimo zwątpienia – jego udziałem.

Mnie – osobiście – Nazywam się Cukinia – poruszyło do głębi. Wyszłam z kina wycierając zachlipane okulary i pociągając nosem.

Ale też – bo to jednak za mało na puentę dla tej recenzji – z poczuciem, że powinnam się – oprócz łzawych wzruszeń kinomanki – realnie pochylić nad kwestią dzieciaków w podobnej do Cukinii sytuacji… których liczba w naszym kraju jest zatrważająco duża. Wg. danych SOS Wioski Dziecięce z końca 2015 roku – ponad 19.000 dzieci w Polsce wciąż czeka na rodziców zastępczych w instytucjonalnych formach opieki, takich jak duże domy dziecka.

Myślę, że ten film to jest taki obraz, który warto obejrzeć z wielu powodów. A najlepiej razem z własnymi dziećmi***. Ta wspaniała animacja, bowiem, doskonale nadaje się do tego by stać się przyczynkiem do rozmowy o sprawach niezwykle ważnych, dać impuls do pytań i szukania rozwiązań i realnego wsparcia dla kwestii, które w sumie – dotyczą nas wszystkich. O tyle, że istnieją, są wokół nas. I same – jako „problem” ani się nie rozwiążą, ani magicznie nie znikną… Nazywam się Cukinia – dotyka bowiem tematów, które wciąż są tabuizowane, wypierane, “zamiatane pod dywan”. I z którymi  – mało kto chce mieć cokolwiek wspólnego.

Łzy wzruszenia – to za mało.

*** Dystrybutor filmu Nazywam się Cukinia na rynku polskim – firma Vivarto – adresuje ten obraz do dzieci w wieku 10 lat +

You may also like

PARYŻ NA BOSAKA
Oda do szerokich horyzontów – czyli o MFF T-Mobile Nowe Horyzonty we Wrocławiu…
ATOMIC BLONDE
PARYŻ MOŻE POCZEKAĆ

2 Komentarze

    1. Kultura Osobista

      Jeszcze nie czytałam książki, ale mam w domu i zamierzam się wkrótce za nią zabrać. To świetnie, że dzieci są zachwycone… bo to najlepsza rekomendacja! 🙂

Skomentuj