2
Sie
2017
14

Oda do szerokich horyzontów – czyli o MFF T-Mobile Nowe Horyzonty we Wrocławiu…

 

Jako przedstawicielka pokolenia, które wyrosło w PRL, od nastolectwa marzyłam i śniłam o tym, by w kraju, w którym żyję dostęp do światowej kultury był nieograniczony…

Chciałam mieć wybór i móc go sama dokonywać. Obcować ze sztuką w każdym jej zakresie: od rzeczy wielkich, sławnych, drogich, poprzez małe i niszowe. Z dziełami artystów uznanych i takich, o których mało kto słyszał. A przede wszystkim z wytworami ludzkiej kreacji, które dedykowane są osobom o szerokich horyzontach myślowych, otwartych na nowe, inne, niezwyczajne. Ceniących sobie pokarm dla umysłu.

Dlatego też dla mnie osobiście firma dystrybucyjna Gutek Film (rok powstania 1994, o słodka dato – byłam wtedy jeszcze studentką UW, na wydziale Psychologii) oznacza od dawna znacznie więcej niż szanowaną, renomowaną, ba! obecnie już ikoniczną markę w ramach szeroko pojętej definicji instytucji kulturalnej. To tej firmie, jej kolejnym inicjatywom i niestrudzonym działaniom na rzecz tego, by wszyscy, którzy maja takie potrzeby – mogli zapoznawać się  z pracami autorów światowej kinematografii – rozumianej dosłownie – czyli z każdego zakątka tego świata, gdzie filmy powstają – zawdzięczam niezmiernie dużo w kwestii własnej edukacji filmowej!

Bakcyla “kinomaniaczki” nie złapałam jako dzieciak. Ale dopiero jako późna nastolatka.

Wtedy, kiedy byłam dziewczynką, filmów dla dzieci, na dużym, kinowym ekranie było tyle, co kot napłakał.

Moi rodzice do kina chodzili dość rzadko, preferując zdecydowanie wyjścia do teatru oraz od czasu do czasu do filharmonii, czy opery. Może dlatego, że choć długie lata niewielkie pudło, zwane TV, stojące w tzw. salonie (hehe) choć całkowicie z PRL, to jednak “dawało” dużo klasyki filmowej, tak z Ameryki, jak i z Europy. A wychowałam się w domu, w którym klasykę się ceniło bardzo! A za jedną z najważniejszych zasług moich rodzicieli – dla mojej edukacji i rozwoju intelektualnego  – uważam fakt, że nigdy mi nie zabraniali oglądać filmów, które z pewnością nie były adresowane do małych dziewczynek.

Cały wist polega bowiem na tym, że – czy to się komuś podoba czy nie – dość już “wyszłe” z użycia w języku codziennym (smutek) porzekadło “czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci” – jest nieustająco cholernie prawdziwe. Genialne w swej wiarygodności. Mając oczy szeroko otwarte od wczesnej młodości, trudniej je nam zamykać, kiedy jużeśmy starszawi. I tak dochodzę do konkluzji. Rosłam w domu, w którym kulturą mnie karmiono. A młode organizmy mają to do siebie, że chłoną jak gąbka. I dziś, po wielu dekadach od tych wspominek, wiem, że im wcześniej człowiek zaczyna obcować ze światami, które otwierają go na nowe, dotąd nieznane treści, emocje i doznania estetyczne, nawet jak w danym temu czasie – sam nie wie za bardzo co ma o tym sądzić –  tym bardziej w dorosłym życiu będzie umiał znaleźć tak w swojej głowie, sercu, jak i codziennym bytowaniu miejsce na rzeczy odmienne od tego, co powszechne, ogólne, podzielane przez wszystkich, sztampowe i masowe. Nie wspominając o dość ważnym fakcie, jakim jest odporność na demagogię i indoktrynację wszelkiej maści J

Gutek Film od zawsze kojarzy mi się właśnie z tym, że mnie mentalnie otwiera, inspiruje, zapładnia intelektualnie. Czasami daje jedynie “ziarno”, które zakiełkuje dopiero po dłuższym czasie. Ale zazwyczaj, prawie zawsze – nie pozostawia ani obojętną, ani też z uczuciem, że miałam do czynienia z czymś, co wniosło w moje życie nic.

Najlepszy przykład, jaki ilustruje tę tezę, to film “Przełamując fale” Larsa von Triera z roku 1996 (którego to reżysera nota bene – ten właśnie dystrybutor na rynku polskim wypromował). Pamiętam to jak dziś, choć minęło ponad 20 lat, że obraz ten mnie emocjonalnie zmiażdżył. Wwiercił się we mnie śrubą, którą nosiłam w sobie bardzo długo. Pamiętam zażarte dyskusje, jakie prowadziłam na jego temat ze znajomymi ze studiów. Jak żeśmy się o niego spierali, ile godzin strawiliśmy na argumentacjach “za i przeciw”. Bo był to film, który podzielił nas emocjonalnie bardzo: na zagorzałych wielbicieli i niechętnych mu, oburzonych i zniesmaczonych. Nie będę was mamiła ślicznym obrazkiem siebie samej – dwudziestokilkuletniej niuni – która pojęła w lot, co próbował przekazać tym filmem kontrowersyjny Duńczyk. Nie. Muszę Was rozczarować…

Byłam w “obozie” zniesmaczonych i oburzonych. I znowu podsumuję. Nic nie szkodzi. Musiałam troche dłużej pożyć, więcej doświadczyć, zrozumieć, doznać, a także poczytać nieco Freuda, a zwłaszcza Lacana (to już duuuużo później, bo na studiach w moich czasach to nazwisko nie padło na wydziale psychologii ani razu!) L… żeby na ten obraz spojrzeć z innej perspektywy, niż własna!

I słowo “perspektywa” to jakże pojemne, metaforyczne pojęcie jest jednym z kluczy do tego tekstu. Bo w kinematografii, którą Gutek Film promuje – nie chodzi przecież o banalność zgody widza z ogólną, nawet bardzo od-autorytetową opinią (nagrody filmowe na najznamienitszych festiwalach, peany światowej sławy krytyków filmowych, etc.), że “dobre” lub “niedobre”. Chodzi o horyzont myślowy, wykraczający poza perspektywę tego, kim jesteśmy my sami, perspektywę inną, niż nasza własna. Zwłaszcza o perspektywę Innego!

Chodzi o wykraczanie poza. O to – byśmy to my – widzowie – wykraczali! O dawanie nam pożywienia dla umysłu. O otwieranie nowych okien w naszych umysłach, jakże często skłonnych do „zastygania”, lubiących chodzić utartymi szlakami, popadającymi w uproszczenia i rutynę w percepcji złożoności świata i ludzkiej natury. O to, żebyśmy dostawali coś, co się temu co zwykłe, codzienne, banalne, powszechne, znane, lubiane, łatwe, przyjemne, maistreamowe – wymyka. Byśmy “dostawali do łba”. A czasami nawet “obuchem w łeb” 😉

I ta wartość – jest dla mnie bezcenna!

Tekst ten w zamierzeniu moim sprowadzać się ma do zwrócenia waszej uwagi na Międzynarodowy Festiwal Filmowy T-Mobile Nowe Horyzonty. Który Gutek Film zainicjował w roku 2001. Od 2006 odbywa się on we Wrocławiu, czego temu miastu szczerze, do bólu – jako warszawianka – zazdroszczę J

mff-t-mobile-nowe-horyzonty-2017-3806

Co roku, ci, którzy decydują się uczestniczyć w tym – moim zdaniem – najwspanialszym Festiwalu Filmowym, jaki ma miejsce w Polsce – otrzymują dary niezwykłe. I nie mam na myśli jedynie możliwości przedpremierowego obejrzenia wyselekcjonowanych dzieł kinematografii światowej, nagradzanych w prestiżowych konkursach sporo przed ich kinowymi premierami. Jest to od dawna, a w tym roku – szczególnie wspaniale pomyślana i zorganizowana impreza – o wielkim rozmachu intelektualnym, starannie przemyślana, wycyzelowana w najdrobniejszych detalach i dopieszczona przez swoich kuratorów.

Festiwal T-Mobile Nowe Horyzonty ma ambicje być wydarzeniem, które zatacza coraz szersze kręgi – od filmowe. Traktując kinematografię jako niezwykle istotny element kultury, która ma wielki wpływ na pojawianie się nowych trendów, symboli pokoleniowych, a finalnie na zmiany społeczne!

Cel Festiwalu jest stale, od lat, ten sam. Niemniej w obliczu tego, co dotyczy nas wszystkich, a co nazywa się KULTURĄ, tak strasznie w dzisiejszych realiach w Polsce – z jednej strony upolitycznioną, z drugiej zaś sprowadzoną do „rozrywki dla mas”  – MFF T-Mobile Nowe Horyzonty – to jedno z nielicznych wydarzeń na mapie kulturalnej Polski, w której horyzonty intelektualne są zakreślone bardzo szeroko.

T-Mobile_Nowe_horyzonty

Wszystkim, nawet tym, którzy nie mogą, nie mają jak, nie będą w stanie etc. się w tym roku na ten festiwal wybrać – polecam i tak – zapoznać się ze jego stroną internetową.

Zobaczyć, w jak doskonale dopracowany sposób, pięknie i mądrze opowiada o sobie, sprawdzić i poczytać wszystkie zakładki, nie tylko “konkurs główny”. W którym nota bene w tym roku będzie można obejrzeć obrazy głośne i wyczekiwane, nagrodzone na tegorocznym MFF w Cannes, czy na Berlinare lub na festiwalu w Sundance.

Festiwal Nowe Horyzonty sam o sobie pisze tak:

“ …To festiwal wizjonerów kina, artystów bezkompromisowych, którzy mają odwagę iść obraną przez siebie drogą wbrew panującym modom i opowiadać o rzeczach najważniejszych swoim niepowtarzalnym językiem. Spośród setek filmów pokazywanych co roku na światowych festiwalach oraz wśród tych nadsyłanych do selekcji, wybierane są te, które za sprawą swojej niezwykłej formy i siły ekspresji, nie pozwalają o sobie zapomnieć. Budzą skrajne reakcje i emocje, rodzą polemiki i dyskusje, wywołują zachwyty i protesty. Ale to właśnie takie filmy najczęściej wyznaczają najnowsze trendy w światowym kinie…”

Jestem osobą, która w pewne rzeczy wierzy i ma jasno sprecyzowane wartości, które są moim osobistym kompasem w życiu. MFF T-Mobile Nowe Horyzonty się w nie wpisuje.

Bo dla mnie od zawsze – i jak pragnę wierzyć – na zawsze – HORYZONTY są wartością. Nadrzędną.

W tym miejscu wypada mi przytoczyć anegdotkę z czasów moich studiów. Otóż zajęcia – bodajże na drugim roku – z przedmiotu zwanego “inteligencja i temperament” prowadziła pewna wykładowczyni (nazwiska nie podaję specjalnie, bo nie wiem czy by sobie życzyła, a etyka jest jednak dla mnie bardzo ważna) postać ekstrawagancka i nietuzinkowa –  jak na tamte czasy (w letnie, upalne dni chodziła boso po uczelnianych korytarzach twierdząc “że tak jej wygodnie”). Piekielnie inteligentna i charyzmatyczna. Zajęcia z nią to była wielka przyjemność. Świetnie je prowadziła. I umiała inspirować. Nie pamiętam już dokładnie kontekstu, ale na jednych z nich, do nas – szczawi 19-sto letnich – powiedziała zdanie, które zapadło mi w pamięć na całe życie: “proszę państwa, powinniśmy starać się zawsze być jak najbardziej chłonni, jak najbardziej poznawczo otwarci, bo jakkolwiek brzmi to niesympatycznie, to jest jednak uzasadnione wiedzą empiryczną. Kiedy jesteśmy młodzi – mamy szerokie horyzonty [rozpostarła ramiona] które z czasem,  coraz bardziej – lubią się zamieniać  w wąską perspektywę [złożyła ręce w geście obrazującym dziesięciocentymetrową ramkę – kadr]”

Gruchnęliśmy śmiechem. Fajne to było. W punkt. Po ćwierć wieku od tamtego dnia, staram się cały czas, jak cholera się staram – pamiętać o tym!

HORYZONTY.  Tylko one mogą nas ocalić!

You may also like

ANA, MON AMOUR
PIERWSZY ŚNIEG
NA ŻYWO W KINACH – czyli bilet do kultury wysokiej…
JESTEM ROSA

Skomentuj