17
Wrz
2017
19

PRZEŻYĆ: METODA HOUELLEBECQA

PRZEŻYĆ: METODA HOUELLEBECQA (To stay alive: A method). Reż. Arno Hagers, Erik Lieshout, Reinier van Brumellen, Scen. Erik Lieshout – na podstawie eseju M. Houellebeca, Wyk. Iggy Pop, Michel Houellebecq, Anne Claire Bourdin, Jérôme Tessier, Robert Combas, Holandia, 2016

Przeżyć: metoda Houellebecqa jest filmem dokumentalnym, o konwencji wymykającej się temu gatunkowi, na swój melancholijno-poetycki sposób. Jest takim filmem, z którego wyszłam z załzawionymi oczyma – mając poczucie, że obejrzałam najprawdziwszą z prawd, czyli opowieść o czymś, co zazwyczaj wymyka się słowom. I nie daje zamknąć w ramy prostej kwalifikacji. Ale, co z pewnością stanowi o tym, że obraz ten jest do głębi humanistyczny, na swój sposób piękny i piekielnie wzruszający. Balansując na krawędzi cienkiej linii oddzielającej prozę życia od jego poezji – uzmysławia nam, że mrok od światła dzielą chwile. A zwykłość może rodzić wzniosłość.

TSA_Poster

Tak się składa, że Michel Houellebecq jest u w i e l b i a n y m przez mnie pisarzem. Tym bardziej, że miłość do jego książek przyszła mi z trudem i pokonać musiała wiele barier. Bo zajęło mi nieco czasu (wydana na rynku polskim jako pierwsza, w roku 1998 powieść, pt. “Cząstki elementarne” rozbiła mnie emocjonalnie – dosłownie na atomy!), by pojąć, że jest to twórca wybitny. A co więcej – w moim odczuciu – to o czym pisze – ociera się o profetyzm. Ktoś, kogo umysł jest zdolny do pojmowania świata na sposób, który nam wszystkim się wymyka. Bo my wszyscy to, o czym rozprawia pisarz (a de facto zawsze rozprawia o najbardziej dojmujących aspektach ludzkiej kondycji – w tym o cierpieniu) wypieramy ze świadomości. Tak się też składa, że Iggy Pop jest mi muzycznie bardzo bliski. Obaj twórcy – to obecnie legendy. Ikony. A nawet – jak to się mówi – postaci “większe niż życie”.

Czy tylko mnie się wydaje, że ich wzajemna fascynacja jest dla mnie w pewien sposób “oczywista” i nie mogła być dziełem przypadku?

  *    *    *

TSA-still-160930-09

Kariera literacka Houellebecqa (jak i jego zagmatwane życie rodzinne) – same w sobie mogłyby stanowić kanwę dokumentalnej fabuły. Dziś – pisarz jest laureatem najważniejszej nagrody literackiej na rynku francuskim (nagroda Goncourtów za powieść z roku 2010 pt. “Mapa i terytorium”).

Prawdopodobnie, jednak, w roku wydania tekstu (1991), który stanowi podstawy tego obrazu filmowego nie przewidywał, nawet w najśmielszych snach, swego przyszłego, oszałamiającego sukcesu. Był wtedy – nikomu nieznanym, cierpiącym na depresję rozwodnikiem, pracującym jako administrator sieci komputerowej w jednej z dużych francuskich firm. I usilnie próbował swoich sił w poezji. Tomik jego wierszy, zresztą, ukazał się równolegle.

Jak sam kiedyś stwierdził:

By nauczyć się jak być poetą, musisz oduczyć się jak żyć…

Pisanie stało się dla niego aktem nie tylko twórczym, ale jak możemy się domyślać – aktem, który miał go uratować przed autodestrukcją…W tym czasie właśnie, opublikował esej “Rester vivant: méthode” (“Przeżyć: metoda”). W niecałą dekadę później – był już sławny. Noszony na rękach przez najważniejszych krytyków literackich, kochany i podziwiany. Lub nienawidzony i opluwany. Ale nigdy nie pozostawiający nikogo – obojętnym…

Esej ten był – co znamienne dla jego prozy – niezwykle erudycyjnym, błyskotliwym zbiorem porad, skierowanych do tych, którzy “zamierzają się poddać”. Ta jego pierwsza, zauważona praca wychwala twórczość, jako metaforę wolności osobistej, jako jedyne panaceum na rany, jakie zadaje nam – ludziom – życie. Jednak Houellebecq nie byłby sobą, gdyby nie twierdził też, że twórczość rozumiana przez niego jako bezkompromisowa realizacja własnego “ja” prowadzi także do cierpienia i swego rodzaju poczucia wewnętrznej samotności.

Iggy Pop, rockman bardzo specjalny, ktoś – kto jest więcej niż legendarnym wokalistą i muzykiem The Stooges – kapeli mającej gigantyczny wpływ na rozwój punk rocka i nazywany jego “ojcem chrzestnym” – dobrze wie, co to znaczy czuć się “outsiderem”. Lata całe odrzucanym przez publiczność i biznes muzyczny. Kimś, kto mógłby się poddać tysiące razy, ale jednak wciąż, uparcie walczył o przetrwanie jako ON. O zachowanie esencji siebie jako twórcy, jako kogoś, kto ma światu coś istotnego do przekazania, nie idąc na kompromisy, nie zgadzając się na banalizowanie siebie, na maistreamowe upupienie…

TSA-still-160930-07

I Iggy – kiedyś zapoznał się z prozą Houellebecqa, w której rozpoznał coś, co było mu bardzo bliskie, bardzo przemawiające do jego wrażliwości, do tego co sam odczuwał jako cierpienie artysty, twórcy i co towarzyszyło mu przez wiele lat zarówno na scenie, jak i poza nią. W 2009 roku wydał album zatutułowany “Préliminaires”, który – jak stwierdził – był inspirowany lekturą książki Houellebecqa “Możliwość wyspy”. Houellebecq z kolei – uznał to za wielki zaszczyt. Przyznając, że jako nastolatek namiętnie słuchał The Stooges…

  *   *   *

TSA-still-160930-05

Film Przeżyć: metoda Houellebecqa otwiera scena, z łagodnym jazzem w tle (artysta jest także autorem muzyki do tego obrazu), w której Iggy Pop recytuje słowa pisarza wprost do kamery w sposób, którego nie powstydziłby się profesjonalny aktor, będąc sam, w swoim słonecznym domu w Miami. Jego tak przecież znane i charakterystyczne oblicze – dodaje siły i wymowności tej scenie. Bo twarz i oczy Iggy’ego Pop’a mogłyby służyć jako metafora życia par excellence. Z wszystkimi niuansami smutków, rozczarowań, bólu, jakie przynosi. A przede wszystkim jest twarzą absolutnie wiarygodną – wiarygodnością wielu dziesiątek lat doświadczeń, w tym tych, które stanowią esencję cierpienia. I komu z pewnością nie jest obca koncepcja, czy też artystyczne credo, które swego czasu wygłosił Houellebecq:

Rolą artysty jest wkładać palec w rany społeczne i naciskać bardzo mocno…

Przeżyć: metoda Houellebecqa to film, w którym Iggy Pop jest (bo trudno powiedzieć, że “gra” takowego) narratorem, jak i przewodnikiem po świecie, jaki wykreowali twórcy tego niezwykłego dokumentu. Zresztą – prywatne spotkanie pisarza i muzyka – wiele lat temu – zaowocowało męską przyjaźnią dwóch indywiduów, z których każdy wobec tego drugiego czuje tak samo podziw, jak i swego rodzaju milczące poczucie braterstwa, swego rodzaju jedności w percepcji spraw, które potrafią nękać jedynie najbardziej wrażliwe dusze.

TSA-still-160930-02Nie jest to jednak obraz “dołujący”. Nazwałabym go raczej melancholijnym. Z nutą łagodnie pogodzonej ze światem szczypty ironii czy też uśmiechu. Znajdują się w nim także momenty komiczne, czy też może ironiczno – zabawne.

Do takich należy z pewnością scena, w której Iggy Pop i Michel Houellebecq rozmawiają przy kuchennym stole. Widać w niej nikły cień “Kawy i Papierosów” Jima Jarmuscha.

W filmie tym fragmenty eseju Houellebecqa służą opowiedzeniu też o kilku innych osobach.

A są to ludzie, którzy byli pacjentami szpitali psychiatrycznych: poetka cierpiąca na syndrom maniakalno – depresyjny, malarz – schizofrenik oraz mężczyzna, który zanim dopadła go choroba – był zamożnym biznesmenem.

TSA-still-160930-06

To, co dla mnie stanowi o tym, że Przeżyć: metoda Houellebecqa jest filmem dogłębnie poruszającym – ośmielę się tak je nazwać – najczulsze struny emocji – jest fakt, że obraz ten stawia nas przed niezwykle ważkim, a w dzisiejszym świecie jeszcze bardziej niż kiedyś tabuizowanym zagadnieniem. Jak cienka jest granica, która oddziela „nad-wrażliwość” od „szaleństwa”?

W świecie sztuki to pytanie pojawia się od zarania jej dziejów. Historia poezji, literatury, malarstwa, rzeźby, muzyki, kinematografii…to także historia ludzi, którzy cierpieli na schorzenia, uznawane za kwalifikujące się do leczenia psychiatrycznego, nie wspominając o dziesiątkach tych z nich, którzy odebrali sobie życie.

Związek ludzkiej twórczości i kreatywności z ‘szaleństwem’ jest zapisany w dziejach naszego gatunku w osobnej księdze.

Czy twórczość ma moc terapeutyczną i uzdrawiającą? To pytanie, na które współcześnie wciąż nie znaleziono jednoznacznej odpowiedzi, choć istnieje wiele dowodów na to – że tak.

Twórcy Przeżyć: metoda Houellebecqa stworzyli film niezwykły, który choć opowiada o braku możliwości ucieczki przed szaleństwem, jeśli w nas jest – jednocześnie nie uczynili z opowieści o nim obrazu mrocznego i przytłaczającego, które w narracji o cierpieniu, jakie mu towarzyszy – nie umiałaby znaleźć także momentów przepełnionych nadzieją i otuchą. To raczej opowieść o tym, że cierpienie duszy, tak wielkie, że obezwładniające może stać się paliwem dla tego, by się od niego wyzwolić – poprzez twórczość. Akt kreacji. To sztuka właśnie pozwala temu, co trawi wewnętrznym, nie do ukojenia bólem, obezwładnia swoimi napadami – dać nowy wymiar nas samych. Nadać cierpieniu i smutkowi sens i znaczenie. Ocalić przed upadkiem w otchłań, w którym ból istnienia nie mając swojego ujścia – najpierw by nas powalił, a potem unicestwił.

*** Zdjęcia wykorzystane w tekście pochodzą z materiałów prasowych dystrybutora filmu na rynku polskim: Against Gravity

You may also like

ANA, MON AMOUR
PIERWSZY ŚNIEG
NA ŻYWO W KINACH – czyli bilet do kultury wysokiej…
JESTEM ROSA

Skomentuj