28
Maj
2017
11

SAMA PRZECIW WSZYSTKIM

SAMA PRZECIW WSZYSTKIM (Miss Sloane). Reż. John Madden, Scen. Jonathan Perera, Wyk. Jessica Chastain, Mark Strong, Michael Stuhlbarg, Sam Waterston, Gugu Mbatha-Raw, John Lithgow, USA, 2016

Sama przeciw wszystkim jest tym rodzajem kina, które oglądać – uwielbiam! Od zawsze.

Stara, dobra, hollywoodzka szkoła – która hołduje zasadzie, że od pierwszych minut projekcji – widzowie mają siedzieć wciśnięci w fotel, emocjonalnie zaangażowani i drżący z rozkosznego oczekiwania na rozwój akcji! Krótko i na temat: w tym przypadku się to udało. A nawet więcej. Doskonale się udało!

Sama przeciw wszystkim to obraz świetny! Błyskotliwie zrealizowany, w oparciu o piekielnie inteligentny i dopieszczony w najmniejszych detalach scenariusz. Tu dygresja: autorem jest debiutujący w tej materii (sic!) Jonathan Perera – którego idolem wydaje mi się być sam Aaron Sorkin – jeśli mierzyć jego robotę jakością i soczystością dialogów! I last but not least – bardzo dobrze obsadzony, z  R  E  W  E  L  A  C  Y  J  N  Ą kreacją Jessici Chastain w roli głównej.

 

 Sama_przeciw_wszystkim_poster

 

Porwało mnie już na poziomie trailera, który obiecywał wiele… ale jak wszyscy wiemy – zwiastuny filmowe są po to, żeby zachęcić nas do obejrzenia całości. Lecz czasem okazują się – niestety – jedynie – bardzo zmyślną manipulacją… W przypadku Sama przeciw wszystkim – podziękowania i ukłony. Dostałam to, czego oczekiwałam, a nawet znacznie więcej! Pierwszorzędną, wysokobudżetową produkcję hollywoodzką, skrojoną na miarę zmian kulturowych w XXI wieku. I którą ogląda się z wypiekami na twarzy od pierwszej do ostatniej minuty!

Wszyscy, którzy czytają regularnie moje recenzje filmowe – wiedzą, że mam słabość do ponad przeciętnie zdolnych aktorek & aktorów. I że sporo (a nawet bardzo sporo) uwagi poświęcam czemuś –  co zwie się scenariuszem. Nic na to nie poradzę. A nawet nie zamierzam. Wychowałam się w kulcie literatury wysokiej – to raz, a dwa – w kulcie umiłowania dla wysiłków ludzkiego intelektu i jego kreacji. Filmy, które mi najbardziej śmierdzą – zawsze śmierdzą mi tym samym. Wydumką scriptdoktorskich “robionych pod kasę” narracji wraz z pozbawionymi psychologicznej prawdy i wiarygodności postaciami i ich dialogami.

Bo w sumie – jakby nie patrzeć – wszystkie historie tego świata –  czytaj o nas ludziach jako takich – zostały już dawno temu napisane. Zmienia się jedynie kultura i cywilizacja, która im towarzyszy…

Zatem to, co najciekawsze w najnowszym obrazie Johna Maddena (reżysera “Jej wysokość Pani Brown”, “Zakochany Szekspir”, „Dług” oraz „Hotel Marigold”) to fakt, że główna bohaterka jest kobietą. Bo jest to rola, która jeszcze 10 lat temu na 100 % napisana byłaby dla faceta!

*   *   *

Sama przeciw wszystkim – to w dużej mierze popis talentu i warsztatu aktorskiego Jessici Chastain (nominacja do Złotego Globu). Nie dziwię się, że ochoczo przyjęła tę rolę. Bo nie tylko “ma co zagrać”. Ma w tym obrazie znacznie więcej niż świetnie napisaną postać – ma w nim możność powiedzenia o czymś głębszym i społecznie ważnym – z kobiecego punktu widzenia!

Zresztą Chastain – moim zdaniem całkowicie uzasadnienie – obecnie jedno z najgorętszych nazwisk w branży filmowej – jestem tego pewna – jeszcze mocno namiesza w tym biznesie. Została zaproszona do bycia członkinią jury na tegorocznym, najbardziej prestiżowym festiwalu filmowym na świecie – czyli do Cannes. Ale przede wszystkim od lat doskonale dobrze steruje swoją karierą zawodową, idąc śladem najlepszych. Jak sama twierdzi:

jakiś czas temu zrozumiałam, że warto iść drogą Isabelle Huppert i Cate Blanchett – tak jak one decydować o swojej karierze, rozsądnie dobierać role i nie opowiadać na prawo i lewo o swoim życiu prywatnym…

Jednocześnie głośno deklaruje swoje pro-feministyczne poglądy, które na czczym gadaniu się szczęśliwie nie kończą. Wraz z dwiema koleżankami po fachu: Juliette Binoche oraz Queen Latifah założyła niedawno firmę producencką ‘We Do It Together’. Jej celem jest promowanie młodych i zdolnych ‘nowych twarzy’, z naciskiem na scenarzystów – którzy będą chcieli opowiadać inne (szczególnie jeśli idzie o role kobiece) historie – niż te, które wciąż, mizoginiczno – patriarchalne Hollywood lubi produkować najbardziej…

Brawo Ta Pani!!!

M31 Jessica Chastain stars in EuropaCorp's "Miss. Sloane". Photo Credit: Kerry Hayes © 2016 EuropaCorp – France 2 Cinema

M31 Jessica Chastain stars in EuropaCorp’s „Miss. Sloane”.
Photo Credit: Kerry Hayes
© 2016 EuropaCorp – France 2 Cinema

Tytułowa Miss (Elizabeth) Sloane grana przez Chastain – główna bohaterka Sama przeciw wszystkim – jest jedną z najlepszych i najlepiej opłacanych lobbystek w Waszyngtonie. A lobbysta – to jest taki zawód, który w sumie – najbardziej przypomina skrzyżowanie luksusowej prostytutki z wziętym adwokatem…Choć oczywiście  każdy lobbysta zabiłby mnie gołą pięścią za to porównanie. To bardzo specjalny zawód, o którym nota bene – w Polsce się mało mówi, choć powinno. Niemniej – nie miejsce na wdawanie się w szczegóły przy tym tekście – w świecie polityki i realnie ważnych dla nas wszystkich kwestii – czytaj – decyzji, jakie zapadają przy głosowaniach za konkretnymi ustawami w parlamentach tego świata – to ktoś, kogo rolę można porównać do agenta wywiadu…

Mając to na uwadze, powinniśmy wiedzieć, że w przypadku najlepszych w tej branży – jest się i kogo bardzo bać i kogo nienawidzić.

I co więcej Mili Państwo – kulisy działania lobbystów z najwyższej półki przedstawione w Sama przeciw wszystkim – tak właśnie w rzeczywistości wyglądają…

Ten film – to zaręczam wam – bardzo mała porcja “fiction” – a znacznie większa “real politic”…

*   *   *

Elizabeth Sloane poznajemy w pewnym znaczącym momencie zawodowym. Jest u szczytu kariery, ma już tak doskonale wypracowane metody działania, doświadczenie, reputację zwycięzcy i kontakty z najbardziej wpływowymi ludźmi – że może praktycznie wszystko. Pracuje dla jednej z największych i najbogatszych firm lobbystycznych w Waszyngtonie, która  zajmują się samym sednem rzeczy: “zjednywaniem przychylności” senatorów i kongresmenów USA. Zaiste “Waszyngton za (bardzo) zamkniętymi drzwiami”!

Szef Miss Sloane (Sam Waterston) w końcu ‘dopadł’ kontraktu z najlepszym z możliwych kąskiem finansowym: przedstawiciela lobby producentów broni palnej. Elizabeth ma się zająć jego interesami tak skutecznie, by nie dopuścić do przeforsowania ustawy o zwiększeniu restrykcji i zakazów jej posiadania przez obywateli USA.

Jeśli – z racji realiów kulturowych – wydaje się wam ten temat mało frapujący – bo w końcu żyjemy w kraju nieco innym niż Ameryka i w którym szczęśliwie dla nas jako narodu – dostęp do zakupu broni jest bardzo niełatwy (wolę nie myśleć co by było gdyby każdy Polak mający swoje ‘niewątpliwe racje’ mógł sobie obecnie tak łatwo jak w USA kupić w “osiedlowym sklepiku” karabin!….aż dostałam ciarek przed komputerkiem ze zgrozy!) – zaręczam Wam, że przy oglądaniu Sama przeciw wszystkim – zacznie was ten temat obchodzić nieco bardziej…

Cały cymes tej produkcji filmowej polega na tym, że postać Elizabeth Sloane, jaką nam przedstawia Sama przeciw wszystkim z początku i jeszcze długo, długo – zupełnie nas do niej nie zjednuje. To opowieść o “zimnej suce”, wyrachowanej i cynicznej, która nie cofnie się przed niczym, by dopiąć swego. Trudno ją lubić. Choć z pewnością rozumiemy, że nietrudno ją podziwiać! Jest wybitnie inteligentna, arcysprawna, zawsze doskonale przygotowana merytorycznie. Perfekcyjna w każdym calu swych strategii…Lecz im bardziej zapoznajemy się z detalami kosztów, jakie ponosi za swój sukces – tym bardziej rzednie nam mina i tym bardziej zaczynamy się zastanawiać nad tym, o co w sumie jej chodzi, a także z nią sympatyzować…

Sama-Przeciw_wszystkim_2Podkreślam to wszystko specjalnie. Bo to ważne. Gdyby Sloane miała przed nazwiskiem Mr. zamiast Miss – a miast eleganckich, acz kobieco – zmysłowych strojów i szpilek na 10 centymetrowym obcasie – nosiła krawat i męskie pantofle – byłaby kolejnym z wielu, podobnych sobie, których imienia nikt nie pamięta. Ale w branży, którą w 90 % stanowią mężczyźni – Elizabeth Sloane znają i podziwiają wszyscy. Ale nie zmienia to faktu, że  większość z nich – szczerze jej nie znosi. Łącznie z jej szefem!

Dlaczego?

Bo gra tak jak oni! (szyderczy śmiech). A nawet znacznie lepiej. Te wspomniane wyżej “płciowe” atrybuty Elizabeth plus od czasu do czasu – krwistoczerwona szminka – to jedynie mające zmylić przeciwnika blefy. Bo gra nie tylko “jak facet”, ale jak bardzo wytrawny hazardzista. Kiedy wchodzi do gry i wykłada karty na stół to jedynie wtedy, gdy ma to od dawna zaplanowane. A rozdania – ustawione.

*   *  *

Pierwszy scenariuszowy twist jakiego będziemy świadkami oglądając ten obraz – to ten, w którym dowiemy się, że Elizabeth propozycji działania na rzecz sprawy, która jej personalnie nie pasuje, uwiera etycznie i osobiście gryzie – jednak się nie podejmie. I pójdzie pracować, zabierając prawie cały swój zespół – ku zdumieniu branży – dla małej, niezbyt znaczącej na rynku NGS’owej firmy lobbystycznej, do której zwerbuje ją niejaki Rodolfo Schmidt  (Mark Strong). Facet wierzący w ideały, mający kręgosłup moralny i poczucie, że w lobbowaniu  – jednak – chodzi o coś więcej niż jedynie władza i kasa. A co więcej – do firmy, która chce rzucić rękawice producentom broni…

 miss sloane 2

Ale kiedy się wychodzi z pewnego systemu i układu, ba  – więcej – zaczyna się z nim ścierać i mu sprzeciwiać – można się bardzo pokaleczyć.

I Elizabeth Sloane – w “nowej” nieco dla niej rzeczywistości, jaką stanowi miejsce pracy, w którym spotka młodych, zdolnych i świetnych ludzi ale tak samo jak ich szef –  wierzących w konieczność etyczności działań bez względu na to, czy przynoszą wymierne efekty, czy jednak nieco mniej wymierne – będzie musiała się z tym zmierzyć. A przede wszystkim – skonfrontować sama ze sobą. Z metodami swego dotychczasowego działania. I kosztami psychicznymi, emocjonalnymi i tymi, które dotyczą jej życia prywatnego – jakie poniosła dla profesji, w której ukuła swój gigantyczny sukces.

Sama_przeciw_wszystkim-7Jessica Chastain tworzy portret bohaterki płci żeńskiej poruszającej się więcej niż sprawnie we “wrogim” świecie męskim – z hipnotycznie cudowną pełnokrwistością. Wiem, że zdanie to brzmi w sposób bardzo propagandowy… Ale Sama przeciw wszystkim – jest opowieścią o tym wymiarze dyskursu feministycznego, który przedstawia świat jaki jest udziałem wielu kobiet,  które zapragnęły zrobić karierę w zmaskulinizowanych dotąd zawodach. I uważam, że jest to bardzo ważny głos w najnowszej kulturowo i społecznie debacie na temat roli kobiet w świecie, w którym zapadają najważniejsze decyzje – podejmowane głównie przez mężczyzn…

Sama przeciw wszystkim jest dla mnie  – osobiście – tym rodzajem kina, którego chciałabym móc oglądać więcej. Chciałabym bowiem oglądać więcej wiarygodnych portretów kobiet u szczytów władzy, które poruszająco oddają koszty tejże władzy posiadania.

O świecie, w którym kobiety musiały się nauczyć poruszać – pomimo tego, że czuły się w nim znacznie częściej niż często jako “same przeciw wszystkim”…

I jeśli idzie o moją opinię – obraz Sama przeciw wszystkim – to znacznie więcej niż doskonały thriller z gatunku “political fiction”. To obraz, w którym bohaterka grana przez Chastain zadaje nam wszystkim pytania o to, czy nie najwyższa pora na zmianę warty? Czyli na to, by za sznurki władzy w tym świecie – nie zaczęły w końcu pociągać kobiety! Bo one jednak jakoś lepiej wiedzą i czują – jak uczynić go bardziej znośnym dla nas wszystkich. Nie tylko mężczyzn…

***Wszystkie zdjęcia wykorzystane w tekście pochodzą z materiałów prasowych dystrybutora filmu Sama przeciw wszystkim na rynku polskim: Kino Świat

You may also like

PARYŻ NA BOSAKA
Oda do szerokich horyzontów – czyli o MFF T-Mobile Nowe Horyzonty we Wrocławiu…
ATOMIC BLONDE
PARYŻ MOŻE POCZEKAĆ

Skomentuj