21
lip
2016
88

THE GIRL

THE GIRL (The girl), Reż. Julian Jarrold, Scen. Gwyneth Hughes na podstawie książki Donalda Spoto. Wyk. Sienna Miller, Toby Jones, Imelda Staunton, 2012, HBO

Bardzo dobra próba (czyżby dlatego, że brytyjska?) sportretowania Alfreda Hitchcocka od strony “ludzkiej” czyli jako mężczyzny, a nie genialnego reżysera – na kanwie jego relacji z aktorką Tippi Hedren (“Ptaki”, “Marnie”).

Julian Jarrold, reżyser między innymi świetnego “Powrót do Brideshead”, zrobił dla HBO film, który – ku mej wielkiej uldze i zadowoleniu – odbiega – od mdławego i lukrowanego torcika, jaki upiekł geniuszowi kinematografii autor “Hitchcocka”.

girl_xlg

  

The girl jest porządnym kawałkiem kina psychologicznego, w dodatku z rodzaju “kino w kinie” – co dla osób zainteresowanych tym, jak powstawały obrazy uznawane teraz za ikoniczne i kultowe jest tego filmu dodatkową atrakcją. Fabuła, bowiem opiera się na przedstawianiu kulis produkcji kinowej – dwóch wielkich dzieł Hitchcocka, z tą samą aktorką: Tippi Hedren (Sienna Miller). Sienna była zresztą nominowana do Złotego Globa za rolę w tym filmie. I słusznie – bo jest na prawdę bardzo dobra. Partnerujący jej – Toby Jones – w roli Hitch’a (również nominowany do tej samej nagrody) gra genialnego reżysera w sposób niejednoznaczny, aczkolwiek zarysowany mocną kreską.

W obrazie Jarrolda – Alfred Hitchcock jest sportretowany przede wszystkim jako pewien typ mężczyzny, a dopiero potem – jako wybitny filmowiec. I obraz ten jest pełen plam i mroku. Hitch jest w nim starzejącym się, wybitnie odpychającym fizycznie, złośliwym, a czasem wręcz okrutnym „dziadem”.

I muszę przyznać, że Jones, który nie udaje reżysera – legendy (w przeciwieństwie do Anthony’ego Hopkins’a ze wspomnianego filmu „Hitchcock”) tylko gra rolę, jaką mu wyznaczył scenarzysta – wypada w niej dojmująco prawdziwie.

 

Wypatrzywszy w telewizyjnej reklamówce blond piękność, szwedzkiego pochodzenia, postanawia ją zatrudnić do “Ptaków”. Tippi jest zjawiskowo urodziwą, młodą rozwódką, samotnie wychowującą córeczkę. Hedren traktuje fakt, że sam wielki Alfred Hitchcock zechciał zatrudnić ją do swojego filmu jako dopust boży. Szczęście niebywałe, szansę, jaką dostaje się raz w życiu. Niestety, dość szybko okazuje się, że wielki reżyser nie tylko nią w sposób ohydny manipuluje, ale także zaczyna – jak by to określił dzisiejszy język prawa – molestować. I ma to bardzo szeroki wymiar: od słownych wypowiedzi, poprzez nieśmiałe próby cielesnego zbliżenia się, aż po swego rodzaju “stalking”.

 

The_girl.1

Tippi chce grać, chce dać z siebie wszystko co może, by zasłużyć na miano „profesjonalnej aktorki”. Podpisała kontrakt z wytwórnią oraz Hitchcockiem na kilka lat. Ale jej praca staje się udręką. Nie kończące się sceny, w których jest narażana na traumatyczne doświadczenia, dziesiątki dubli, wycieńczenie psychiczne, również związane z napięciem jakie ma miejsce na planie, a zwłaszcza między nią a reżyserem – z uroczej, roześmianej dziewczyny, którą była – czyni  znerwicowaną, cierpiącą kobietę. Której jedynym celem staje się ostatecznie – nie rozwój zawodowy – a wyrwanie się spod władzy tyrana, mimo że zawdzięcza mu swoją karierę.

The girl świetnie oddaje portrety psychologiczne obojga postaci, w tym szczególnie Hitchcocka. Na ile prawdziwy jest to obraz, nie da się oczywiście obecnie ustalić, ale dla opowieści nie ma to większego znaczenia, pod warunkiem, że jest wciągająca. A ta jest.

Sceny, w których Hitch zabawia męską część swojego zespołu sprośnymi (a  jak na tamte czasy – po prostu wulgarnymi) limerykami na temat „swojej dziewczyny” – ale tak, by i Tippi je słyszała, gdy permanentnie ją obserwuje, dotyka, kiedy wpatruje się w nią wzrokiem, który trudno zdefiniować, ale jest w nim pomieszanie uwielbienia z nienawiścią – są absolutnie doskonale rozegrane i wprowadzają do tego filmu, jakże przeze mnie szanowane odczucie, że ktoś opowiada mi coś prawdziwszego niż neon z napisem „Hollywood”.

sienna-miller-the-girl

 

W sumie, to obraz o historii starej jak świat: on się zestarzał, jest odpychający fizycznie, impotentny i fantazjujący o innym, lepszym wydaniu siebie samego w kategorii “atrakcyjny mężczyzna”. Niemożność wzbudzania fizycznego pożądania – kompensuje sobie władzą, obsesyjnym kontrolowaniem wszystkiego i wszystkich, pieniędzmi, alkoholem, intelektualnym autorytetem i renomą “geniusza”. Nie zmienia to faktu, że w głębi czuje się nieszczęśliwy, odarty z tego, co tak świetnie pokazuje w swoich wybitnych dziełach – ludzkich namiętności i ich żaru. W filmie Jarrolda – wielki Alfred Hitchcock – to postać głęboko tragiczna!

Wszyscy kojarzą Hitchcocka ze skłonności do zatrudniania w swych obrazach zjawiskowo pięknych aktorek, takich jak: Kim Novak, Grace Kelly czy Ingrid Bergman – ale przecież w jego amerykańskich produkcjach grywali też czołowi amanci Hollywood lat 50-tych i 60tych: Cary Grant, James Stewart, Gregory Peck oraz raz (właśnie w “Marnie”) już po sukcesie pierwszego “Bonda” sam Sean Connery.

To bardzo ważny wątek, gdyż w filmach Hitcha – to on był głównym decydującym o tym, kto dostanie u niego rolę, nawet jeśli producent, scenarzysta, czy wytwórnia mieli obiekcje. Zawsze stawiał na swoim!

Teza, na jakiej Jarrold zbudował swój obraz – wskazuje na to, że Alfreda Hitchcocka charakteryzował silny rys perwersyjny.

Ci wszyscy zjawiskowo piękni ludzie, aktorki i aktorzy, których obsadzał w głównych rolach w swoich filmach – w jakiś sposób dostarczali mu „pokrętnej rozkoszy”. Wynikającej z tego, że jako reżyser – miał poczucie władzy absolutnej. Panował nad nimi. „Tworzył” ich na ekranie – jako legendy kinematografii, jednocześnie –  jako ludzi – w codziennej współpracy, w zwykłych sytuacjach zawodowych – „niszcząc”.

Choć jego gwiazdy wyglądały “jak milion dolarów” i ich aparycja (w przeciwieństwie do jego własnej) predestynowała ich do grania ról z cyklu “i żyli długo i szczęśliwie” –  to w jego twórczych imaginacjach byli tymi, którzy skrywali mroczne sekrety, zbrodnicze zamiary, duszne wnętrza, pełne szekspirowskich namiętności i jakże często źle kończyli.

Tak. Sztuka karmi się wieloma rzeczami. I często nie są one ani ładne ani miłe. I dlatego, uważam, że The girl jest filmem, po który warto sięgnąć, by spojrzeć na wielką postać kina XX wieku poza – pomnikowo.

You may also like

Partnerstwo przede wszystkim! – czyli o marce JOHN & MARY
WONKA
MONSTER
CIVIL WAR

Skomentuj