29
cze
2016
109

Wywiad z twórczynią marki jagg. – czyli o tym, że biżuteria dopasowuje się do stroju

Jagodę Marudę poznałam kilka ładnych już lat temu przez wspólnych znajomych. I pamiętam dokładnie wrażenie, jakie na mnie zrobiła: nazywa się ono “wow”.

Piękna, stylowa, przemiła, fajna. Z dystansem do siebie.

Od tamtej pory, Jagoda z modelki przeistoczyła się w projektantkę wyjątkowej, autorskiej biżuterii, zbudowała markę jagg. Ma uroczy butik na warszawskim Żoliborzu.

A dodatkowo – od niedawna – do swojej stałej kolekcji – dołączyła ofertę biżuterii dawnej.

Autorka i projektantka jagg. pod swoją marką promuje i sprzedaje więcej niż piękne przedmioty. Wraz z precjozami wykonanymi z pasjonackim zaangażowaniem i miłością, wyszukanymi, kolekcjonowanymi od lat kamieniami – otrzymujemy – coś bezcennego – możliwość posiadania rzeczy unikalnych, pojedynczych, dedykowanych. Możliwość podkreślenia naszego indywidualizmu i wyrażenia siebie.

Jagoda_Maruda

zdjęcie: Joanna O’Shea

06_fot.mellemrum

zdjęcie: Mellemrum

Opowiedz o tym, jak stałaś się projektantką biżuterii i co o tym zdecydowało…

W moim przypadku to była bardzo długa droga. Skończyłam studia na wydziale stosunków międzynarodowych, więc absolutnie nie związane z tym, co robię teraz. Później pracowałam w agencji, która zajmowała się produkcją sesji fotograficznych i art – buy’ingiem. Ale, jak to w życiu bywa – przyszedł taki czas, że zastanawiałam się, co robić dalej.

A biżuteria była zawsze czymś, co mnie bardzo pociągało. Od dziecka byłam taką małą sroczką, która kiedy tylko widziała jakieś błyskotki, natychmiast chciała je posiadać, dotykać.

Czy w Twojej rodzinie kobiety miały zwyczaj nosić biżuterię?

O tak, to, że zajmuje się biżuterią, to jest ewidentna “wina” mojej mamy (śmiech). Bo będąc ze mną w ciąży, mieszkała w Brazylii, a tam jest bardzo dużo pięknej biżuterii i wspaniałe kamienie szlachetne. Do dziś moja mama śmieje się ze mnie, że już w życiu płodowym zostałam zainfekowana biżuterią – bo ona zamiast czytać mądre książki w tym czasie, oglądała wspaniałe wystawy jubilerskie (śmiech).

Ale to prawda, że zarówno moja mama, jak i babcia oraz prababcia – wszystkie kobiety w moim najbliższym otoczeniu nosiły dużo pięknej biżuterii.

Inspiracja kobietami w rodzinie i uwielbienie dla biżuterii to ważny wątek … ale to co mnie najbardziej fascynuje to Twoja droga do zostania projektantką i twórcą biżuterii. Bo umówmy się – kobiet, które kochają biżuterię jest dużo, ale tych, które ją robią – znacznie mniej…

I tu zaczyna się drugi wątek. Już jako dziecko bardzo lubiłam bawić się koralikami, nawlekać je, przewlekać, lubiłam wyszywać, kiedy byłam starsza – dużo wyszywałam w chwilach stresu – żeby się zrelaksować. Mam manualne zdolności jedynie w tym kierunku (śmiech). Zawsze mnie to odprężało. Im byłam starsza, tym bardziej wnikliwie interesowałam się biżuterią. Nie polegało to na tym, że chodziłam po sklepach i myślałam “o jaki piękny pierścionek, kupuję”, tylko na zdobywaniu wiedzy o niej w szerszym kontekście – w szczególności na temat biżuterii dawnej i historycznej. W każdym wyjeździe za granicę przeznaczam czas na zwiedzanie antykwariatów z biżuterią, poszukiwaniu miejsc, gdzie się sprzedaje kamienie, gdzie można znaleźć coś wyjątkowego, zwiedzaniu targów “staroci”.

001.JAGG-JEWELS

No właśnie… bardzo mało w Warszawie jest miejsc ze starą biżuterią, nie mamy do niej z przyczyn historycznych zbyt wielkiego dostępu. To jak sądzę jest powodem, dla którego większość Polek lubi masowe wyroby jubilerskie, i tzw. kolekcje sieciowych marek…

Kultura noszenia biżuterii jest u nas inna, niż na przykład na południu Europy, w Azji, czy Ameryce Południowej. Polki nie noszą biżuterii tak jak Włoszki, które są znane z tego, że bywają “obwieszone”, ale w dobrym tego słowa znaczeniu. W Polsce rozwija się dopiero od kilkunastu lat. Myślę, że u nas podejście do biżuterii jest pokłosiem PRL-u, w którym nawet jeśli ktoś miał piękną, przedwojenną biżuterię, to jej nie nosił, bo było to źle widziane. Większość kobiet nosiła podobne złote pierścionki z dużymi kolorowymi kamieniami, rodem z ZSRR (śmiech).

Kiedy podjęłaś decyzje o tym, że zaczniesz robić biżuterię, zajmować się nią zawodowo?

Zrezygnowałam z pracy cztery lata temu i wyjechałam do Brazylii, żeby sobie wszystko przemyśleć, ułożyć w głowie i poszukać inspiracji. A tam – okazało się, że znalazłam się w biżuteryjnym raju (śmiech). Brazylia obfituje w złoża kolorowych kamieni półszlachetnych i szlachetnych. Totalnie mnie to, co tam zobaczyłam, z czym się mogłam zetknąć – powaliło. Spotkałam się po powrocie z moją przyjaciółką, zastanawiałyśmy się, czym mogłabym się zająć. I to ona powiedziała mi: “Jagoda – kochasz biżuterię, umiesz ją nosić, masz do tego dobre oko, zrób coś z tym”.

Hmmm. Ja osobiście sądzę, że niektórzy ludzie posiadają pewne dary czy ponadprzeciętne talenty. Tak to postrzegam. W końcu – aby trzymać się jakiejś analogii – wszyscy mamy nosy, ale nie każdy może zostać słynnym perfumiarzem, tzw. nosem…

Może tak… Na przykład nazwy kamieni. Ja już jako dziecko miałam takie książeczki o minerałach i mnie to totalnie fascynowało. Nie musiałam się tego uczyć. Po prostu samo mi to wchodziło do głowy. Dość wcześnie znałam nazwy wielu kamieni i umiałam je rozróżniać.

Po rozmowie z moją przyjaciółką doznałam “olśnienia”. Zaczęłam się zastanawiać nad tym, co mogę zrobić w tym kierunku. Najpierw myślałam, że może zacznę sprowadzać jakąś markę jubilerską do Polski. Ale w końcu, siedząc godzinami w Internecie i przeglądając różne strony z biżuterią – trafiłam na biżuterię robioną techniką “soutache”. Technika mi się spodobała, ale ta biżuteria była według mnie fatalna – zbyt jaskrawa, zbyt tandetna, zupełnie nie w moim stylu. Jednak, jako że zawsze lubiłam wyszywać i sam sposób robienia tej biżuterii wydał mi się ciekawy i inspirujący – się tym mocno zainteresowałam.

Wyjaśnij, proszę, na czym polega technika soutache?

006

Jest to haft artystyczny, polega na zszywaniu pojedynczych sznurków w kształt kamienia. A sam soutache jest to sznurek, którym kiedyś wyszywano ręcznie stopnie odznaczeń na mundurach wojskowych. Moje kolczyki robione tą techniką są wykończone naturalną skórą i mają zapięcia ze srebra lub srebra złoconego, a obszywane kamienie są zawsze półszlachetne, lub szlachetne.

Kiedy mówimy o tej technice, to jednak – przyznaje, że wtedy zupełnie nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak bardzo jest czasochłonna i pracochłonna. Pojedyncze sznurki zszywa się fastrygowanym ściegiem, w kształt kamienia, potem wkleja kamień, potem szyje dalej, a na koniec wykańcza skórą, dorabia zapięcie. Dzisiaj to już wiem aż nadto dobrze (śmiech), bo każda para kolczyków jest przeze mnie robiona ręcznie.

Pokaże ci, na czym to polega… [Jagoda pokazuje mi parę kolczyków w “połowie zrobionych” i rzeczywiście, widzę, jak bardzo jest to żmudna technika, ktora wymaga benedyktyńskiej pracy].

Prekursorką użycia tej techniki w biżuterii była Izraelska projektantka. Biżuteria robiona tą techniką jest teraz bardzo popularna na całym świecie.

Rozumiem, że kolczyki robione technika soutache to był Twój pierwszy, flagowy projekt / produkt. Teraz jednak oferujesz także biżuterię ze srebra, pozłacanego srebra i kamieni półszlachetnych. Dlaczego?

Zawsze staram się wychodzić naprzeciw oczekiwaniom Klientek. Od dwóch lat jagg. oferuje nie tylko kolczyki, ale także naszyjniki, bransoletki czy ręcznie robione pierścionki z unikatowymi kamieniami.

Opowiedz jak to poszło, po kolei, bo to bardzo ciekawa historia…

Pierwszą biżuterię, która wyszła spod mojej ręki pokazałam najpierw przyjaciółkom. Ich reakcja była bardzo pozytywna.

Kiedy stwierdziłam, że chcę na poważnie to robić i wyjść z tym “do świata”, postanowiłam startować z własną marką. Chciałam, aby klient kupując fajną biżuterię, robioną ręcznie, dostawał ją w pięknym opakowaniu, żeby miał poczucie, że to jest produkt luksusowy.

Pierwszym krokiem było założenie fanpage na FB. Ile ja zjadłam wtedy nerwów (śmiech), codziennie sprawdzałam czy ktoś coś lajkuje, bardzo byłam ciekawa odzewu.

Pamiętam, że odpaliłam fanpejdż we wrześniu. Pojawiły się wkrótce jakieś pierwsze wzmianki w prasie. Szybko okazało się, że po prostu musiałam się zaszyć w domu i szyć (śmiech), bo dostawałam zamówienia już nie tylko od koleżanek, ale także od koleżanek koleżanek i ich koleżanek (śmiech). W grudniu, przed Mikołajkami, okazało się, że jest ich tyle, że nie wiedziałam w co ręce włożyć. Skończyło się tak, że cały grudzień szyłam codziennie po 12 – 14 godzin na dobę. To mnie nauczyło jednej rzeczy. Do sprzedaży świątecznej – przygotowuję się już od września To była bardzo cenna nauka (śmiech).

Teraz mam kolekcję stałą, która zmienia się co pół roku, bestsellery pozostają, mniej lubiane modele zastępuję nowymi. Można powiedzieć, że ona ewoluuje zgodnie z tym co się sprzedaje i tym, co najbardziej lubią klientki. Wiele razy wydawało mi się, że wymyśliłam wzór, czy połączenie kolorystyczne – po prostu najpiękniejsze na świecie (śmiech) – ale niestety nie zawsze Klientki się ze mną zgadzały. Nowe modele zależą nieco od pory roku, troszkę innej kolorystyki używam na wiosnę & lato, innej na zimę. Głównie bazuję na szarościach, beżach, jasnym błękicie, pudrowym różu i czerni.

003_Jagg_Jewels

Jak to się stało, że od niedawna wprowadziłaś do sprzedaży pod marką jagg. również biżuterię dawną, stare medaliony oraz pierścionki?

Mnie biżuteria porusza emocjonalnie. Fascynuje mnie to, że biżuteria dawna to są małe dzieła sztuki, które odzwierciedlają style danych epok. Potrafię się takiej biżuterii przyglądać godzinami, bo zachwyca mnie absolutnie z jaką maestrią i precyzją jest zrobiona. Zdaje sobie sprawę z tego, że pracowano nad nią tygodniami, a czasami miesiącami.

011_Jagg_Jewels

To, co mnie zachwyca w Twoich projektach, to z jednej strony ich piękno – a z drugiej – fakt, że to, co robisz nie jest ostentacyjne. Oczywiście – to mój osobisty pogląd – ale rzeczy ostentacyjne, bardzo “widoczne z daleka” uważam za w złym guście. Twoja biżuteria wybija się “na plan pierwszy” dopiero z bliska, w sytuacji, kiedy stajemy twarzą w twarz z osobą, która ją nosi.

Bardzo mi miło, że to mówisz, bo to jest dokładnie to, o co mi chodzi. Technika soutache narzuca pewną formę, którą można uprościć lub rozbudować. Staram się, aby moja biżuteria była właśnie jak najprostsza w formie i kolorystyce. Chciałam by te kolczyki to była właśnie taka biżuteria, która wpięta w ucho jest widoczna przy twarzy kobiety, ubiera ją niejako – właśnie bez ostentacji – choć jednak – bardzo wyraźnie.

Przy moich projektach przywiązuje dużą wagę do tego, żeby wszystkie modele, które robię – były przedmiotami nie tylko pięknymi, ale takimi, które lubi się dotykać, żeby sprawiały przyjemność, nawet nie założone. Lubię gdy biżuteria jest ergonomiczna, przyjemnie się ją nosi, gładzi, trzyma w dłoni.

Jak postrzegasz rolę biżuterii – jeśli chodzi o kobiecy strój – nie wiem jak to nazwać, bo nie lubię ani określenia “look” ani “stylizacja” … jakie jest Twoje zdanie na temat tego czym ona jest, co wnosi do naszego wyglądu?

Uważam, że biżuteria po prostu kobietę ubiera! To jest taki element, który może całkowicie zmienić charakter stroju. Tak na prawdę w zwykłym podkoszulku i dżinsach, zakładając super efektowne kolczyki, czy piękny naszyjnik można iść na imprezę i wyglądać doskonale. Oczywiście nie można przesadzać, chociaż ja osobiście nie uznaję u siebie takiego sformułowania (śmiech).

Oj nie, nie jesteś obwieszona biżuterią, nie kojarzę cię tak. To chyba jednak polega na czymś innym. Bo daleko ci do określenia “choinka”…

Nie jestem minimalistką (śmiech)

“Biżuteria się dopasowuje do charakteru stroju” – tak twierdzisz. To bardzo ładne zdanie, aż się prosi, żeby je zacytować! Powiedz coś więcej…

No tak (śmiech), ale też go zmienia! Jeśli masz na sobie na przykład taki medalion z mojej kolekcji – to założony do dżinsów i T-shirta jest fajną ozdobą. Idziesz na spacer w tym i wyglądasz szykownie i już. Ale ten sam medalion – gdy połączysz go z małą czarną, makijażem, wpiszesz w strój na wieczorowe wyjście, czy specjalną okazję – staje się klejnotem! To jest właśnie magia biżuterii!

Kiedy patrzę na Twoją biżuterię, tę, która masz dziś na sobie, to widzę, że masz rzeczy własnej marki, stosunkowo nowe jak i stare. Jesteś bardzo dobra w eklektycznym łączeniu biżuterii, co oczywiście jest trudną sztuką. Ale przede wszystkim sprawiasz wrażenie kobiety, której biżuteria jest całkowicie zindywidualizowana. Czy nazwałabyś to kwintesencją własnego stylu?

Z jednej strony, tak to po części prawda. Z drugiej – trzeba pamiętać, żeby nie podążać ślepo za trendami. Bo one są zawsze prędzej, czy później – masowo powielane. W biżuterii także.

Na pomysł sprzedaży biżuterii przedwojennej wpadłam nie tylko z powodu mojego zbieractwa, i pasji do kupowania pięknych wyrobów jubilerskich, ale także dlatego, że zorientowałam się w trakcie rozmów z klientkami, że one bardzo się interesuje tym, co sama noszę. A ja biżuterię mocno miksuje, zawsze mając na sobie choć jedną rzecz unikatową. I jest to zazwyczaj połączenie tego, co mam ze zbiorów własnych, z tym, co dostałam od babci, co kupiłam, z moimi własnymi projektami.

008_Jagg_Jewels

Rzeczywiście –  ludzie szukają teraz coraz bardziej rzeczy, których nikt poza nimi nie będzie miał.

No właśnie. To mi przypomina wątek, a propos biżuterii, że choć nie znam się na tym świecie bardzo dobrze, to jednak zaobserwowałam trend, że od około dekady powstaje wciąż mnóstwo nowych, wspaniałych marek biżuteryjnych, których założycielkami są kobiety, sygnujące je swoim nazwiskiem. Nie pamiętam oczywiście wszystkich, ale powiedzmy przytoczę dwa: Aurelie Bidermann, czy Delfina Delettrez. Podziwiam to, że w świecie zachodnim dla każdej z tych marek jest miejsce, szacunek, uwielbienie i że nikomu nie przychodzi do głowy kopiować się wzajemnie w najbardziej popularnych wzorach…

Między innymi dlatego postanowiłam wzmocnić w mojej ofercie zarówno sprzedaż biżuterii dawnej jak i sprzedaż spersonalizowaną, czyli umożliwić klientom wybór kamieni z mojej kolekcji do oprawienia w pierścionkach.

Medaliony, które sprzedaje, są zawieszone na moich łańcuszkach, nadaje im to bardziej nowoczesny i współczesny styl. Cieszą się one coraz większą popularnością. Ludzie mnie często pytają czy to kopie starej biżuterii. A to są oryginalne rzeczy, których ja nie zmieniam, nie poprawiam. Jedyne, co robię to niektóre z nich wykładam w środku aksamitem. I bardzo mnie cieszy, że klienci to doceniają.

Tym bardziej podoba mi się, że klienci nie tylko doceniają fakt, że kupują coś wyjątkowego, z historią – ale podchodzą z szacunkiem do tej biżuterii. Uważam, że to wspaniałe, że doceniają to, że te przedmioty przetrwały wiele lat, są dalej zjawiskowo piękne i mogą funkcjonować jako dziedzictwo – być przekazane kolejnym pokoleniom.

Najlepiej z Twojej oferty sprzedają się kolczyki. I obecnie modele z dużych kamieni w srebrnej oprawie, które stworzyłaś na zasadzie kontrastu wobec tych soutachowych. Skąd ich sukces?

012_Jagg_JewelsSą to dokładnie takie kolczyki, o których rozmawiałyśmy jako przypadku “biżuterii, która ubiera”. Mają niezwykle prostą formę. Do białej koszuli zagrają inaczej, do stroju wieczorowego inaczej i sprawdzą się wszędzie. Na tym polega ich magia, że tworzą kontekst, a nie wchodzą z nim w konflikt. Chciałam też, żeby klientki miały u mnie wybór. Żeby te osoby, które uznają, że kolczyki w technice soutache są jednak dla nich zbyt “wieczorowe”, czy ozdobne, mogły znaleźć też dla siebie pod moją marką coś, co uznają za bardziej uniwersalne.

014_Jagg_Jewels

Jak widzisz rozwój swojej marki dalej?

Cały mój biznes traktuję bardzo personalnie, zależy mi na tym, żeby moją markę kojarzono z rzeczami wysokiej jakości za rozsądną cenę. I to się sprawdza, mam głównie stałe Klientki.

Co do dalszego rozwoju, to oprócz kolekcji stałej, którą mam i także rozwijam, a która jest już rozpoznawalna i określiła moją markę wizerunkowo, chce się teraz skupić na rozwoju działu vintage, że tak to ujmę (śmiech). Szukam satysfakcji z tego co robię, większej niż jedynie finansowa. Dlatego tak bardzo mnie cieszy, że klienci, którzy kupują u mnie biżuterię dawną – łakną historii z nią związanej. Medaliony, które sprzedaję – kupuję często ze zdjęciami w środku. Traktuję je z wielkim szacunkiem. Wierzę w to, że taki stosunek do tego jest czymś, co pozwala tym przedmiotom nadać nowe życie, ale także przedłużyć ich historię. To jest moim zdaniem piękne i to mnie wzrusza.

Autorką zdjęć biżuterii marki jagg. jest Joanna O’Shea

 

You may also like

Partnerstwo przede wszystkim! – czyli o marce JOHN & MARY
FERRARI
OPPENHEIMER
JANE BIRKIN – HISTORIA IKONY…

Skomentuj