9
lut
2015
94

A very british cool czyli mistrzowskie kpiny „Vanity Fair”

Jest pewien rodzaj rozrywki, który dostarcza mi wyjątkowej przyjemności, a jest nią INTELIGENTNE SZYDERSTWO czyli kpina.

Lubię kpinę szczególnie za to, że jest jednak – co by nie gadać – elegancka. W przeciwieństwie do pustego naśmiewania się – nie wspominając o jadowitym „przywalaniu” – w kpinie zawarty jest pewien dystans wobec siebie – osoby, która kpiną się wykpiwa … Kto bowiem kpi – sam przedmiotem kpiny może stać się równie szybko i łatwo i każdy dobry kpiarz musi być na to przygotowany! Ubolewam nad tym, że umiejętność kpienia w Polsce tak bardzo podupadła…Mam poczucie – niestety już od dość dawna – że kraj, w którym żyję jest ostoją szydery i to w najgorszym wydaniu…Medialnie powszechnie znane postaci spuszczają  sobie słowny łomot – szczególnie w mediach społecznościowych (gdzie jak wiadomo panuje całkowity brak cenzury) –  ile wlezie – nie szczedząc „wycieczek ad personam” o „praniu brudnych gaci” nawet nie wspominając… I najczęściej nic z tego nie wynika, prócz chwilowej uciechy tych czy owych.

A kpina  – ta ma moc – wykpienie kogoś czy czegoś potrafi boleć długo i bardzo. I o to też chodzi. A, że jak wiadomo – najlepszymi kpiarzami na świecie są Brytyjczycy: naród, który powołał do życia cesarstwo kpiny czyli „latający cyrk Monthy Pythona” – dużo radości sprawiło mi to, w jaki sposób postanowiono pokpić sobie w Wielkiej Brytanii ze spraw – jakżeby inaczej – niebywale ważnych i doniosłych!

Otóż angielskie e-wydanie  “Vanity Fair” – chcąc uczcić tegoroczny brytyjski podbój Ameryki – od strony zmasowanego i wyjątkowo udanego ataku – na rynek filmów i seriali (patrz: nominacje do Złotych Globów i Oscarów) – przygotowało trzy krótkie filmiki  – w których w arcy zabawny sposób rozprawiają się z tą kwestią.

Gdyby nie fakt, że “Vanity Fair” (w obecnej postaci wydawane od 1983 roku), to jeden z niewielu z tzw. magazynów luksusowych, poświęconych głównie amerykańskiemu szołwbiznesowi – które nie udaje czegoś innego, niż to – o czym jest – ich kpiarstwo byłoby mniej udane. Bo przecież już sam tytuł pisma, w sposób jawny i bezczelny odwołując się do wspaniałej książki Williama Thackeraya pt. “Targowisko próżności”, w której pisarz sportretował brytyjska socjetę późnego XIX wieku – mówi sam za siebie.

Ileż ja miałam radości przy oglądaniu tych cudeniek, które Anglicy wymyślili i zrealizowali z udziałem 44 aktorów z Wysp. Filmiki te to głównie świetna zabawa naokoło kina, kultowych ról w kultowych filmach i ikon kinematografii. Potęgę Hollywood – nie zapominajmy o tym – zbudowali imigranci – przy znaczącym “wkładzie” wniesionym przez Brytyjczyków – że wspomnę tylko dwie najbardziej znane postaci z początków wielkości „fabryki snów”: Charlie Chaplina i Alfreda Hitchcocka – na plejadzie tuzów brytyjskiego aktorstwa zatrudnianych od bez mała stu lat do ról w najznamienitszych filmach – kończąc.

A, że “przy okazji” …filmiki te to także podtykanie wrednego lustereczka pod hollywoodzki nos, które nie ma zamiaru w kółko powtarzać, “Tyś królowo najpiękniejsza w świecie!” – no właśnie… tak się to robi – tak wygląda kpina w mistrzowskim wykonaniu!

You may also like

Wracają KONFRONTACJE FILMOWE
Podaruj sobie odrobinę klasyki – czyli o ARTEKINO CLASSICS…
Trzeba znaleźć swój wzór – czyli o NOMAD WARSAW…
7 x JARMUSCH – czyli z miłości do kina…

Skomentuj