DRAMA
Drama (The Drama), Reż i Scen. Kristoffer Borgli, Obsada:Robert Pattinson, Zendaya, Alana Haim, Mamoudou Athie, Hailey Gates, Sydney Lemmon, Hannah Gross, Anna Baryshnikov, Jordyn Curet Michael Abbott Jr. USA, 2026
Jeżeli myślicie, że sukces obrazu DRAMA został przesądzony z góry za sprawą obsady – ulubieńców całego świata: Zendayi i Roberta Pattinsona – to myślicie stereotypowo. Bo Drama angażuje widzów z zupełnie innych powodów. Jest to obraz inteligentny, przewrotny, i zaskakująco trafnie punktujący hipokryzję współczesnej kultury „życia na pokaz”. W dodatku epicko „podpimpowany” narracyjnie i realizacyjnie. Szacun!
Tytułem wstępu:
Drama to trzeci pełnometrażowy film fabularny Kristoffera Borgli – norweskiego reżysera i scenarzysty w jednym, którego wcześniejsze prace: „Chora na siebie” i „Dream Scenario” cieszyły się na tyle sporym uznaniem krytyki i przychylnością widzów, że dość szybko zwróciły na niego uwagę Hollywood. Amerykanie stwierdzili, że warto w niego inwestować, bo choć jest przekorny i skłonny do narracyjnej brawury – to jednak umie robić „kino artystyczne”, które się dobrze sprzedaje. Borgli już jakiś czas temu przeprowadził się na stałe do Los Angeles i na serio związał z amerykańska branżą filmową. Drama to obraz, który wyprodukowało kultowe studio A24.
Borgli ma zdecydowanie nietuzinkowe podejście do historii jakie bierze na warsztat w swoich obrazach. Lubi prowokować i ma dość specyficzne i mocno czarne – poczucie humoru. Urodził na norweskiej prowincji i wyrastał w kulturze bardzo różnej od amerykańskiej. Moim zdaniem ma to kluczowe znaczenie dla faktu, że tworząc w Ameryce i za amerykańskie pieniądze kino gatunkowe – pozostaje jednak poza najbardziej banalnym jego nurtem. Tak też jest i z filmem Drama – który co do zasady tkwi w gatunku „komedia romantyczna” – jednak wymyka się i tej definicji i stereotypom, z jakimi się kojarzy. I nadaje filmowi drugą warstwę – bardziej refleksyjną i z mocno obyczajowym zacięciem. Drama to kolejny jego obraz, do którego napisał także scenariusz, w którym konsekwentnie drąży temat natury ludzkiej, a przede wszystkim zachowań i postaw człowieka w zależności od kontekstu w jakim funkcjonuje. Lubimy o sobie myśleć, że nasze przekonania i poglądy to rodzaj monolitu. Że jesteśmy jako jednostki nie podatni na wpływy, a zwłaszcza opinię innych, przynajmniej w naszych najbardziej żarliwie wyznawanych wartościach i przekonaniach. Borgli wie, że to wygodna iluzja jaką się karmimy by podtrzymywać poczucie kontroli i autonomiczności naszych decyzji życiowych. Zatem, Drama także zmusza do tego by zmierzyć się z tą niewygodną prawdą: działamy znacznie bardziej pod wpływem tego jak jesteśmy oceniani i postrzegani – niż się nam wydaje…
* * *
Słowo „drama” zagościło w codziennym języku polskim stosunkowo niedawno. „Ale drama”, „Co za drama”, „Nie rób dramy”. Rzecz jasna to kalka z amerykańskiego angielskiego. Co znamienne – „drama” to w patriarchalnej kulturze – stereotypowo – domena kobiet. Jest nawet takie powiedzenie „drama queen”. W języku potocznym to osoba (płci żeńskiej), która we wszystkim upatruje powodów do tego by kogoś lub coś oceniać, ferować wyroki, a przede wszystkim – mącić. Drama jest dla tego typu ludzi paliwem, którym się karmią. Bo też nic tak dobrze jak dramy, robione kosztem innych i na oczach innych – nie pozwala im na tuszowanie prawdziwych pobudek ich wzbudzania – a stoi za nimi najczęściej zwyczajna podłość, zawiść, czy też poczucie winy, z którymi wzbudzający dramy sami radzić sobie nie umieją lub co gorsza nie chcą i nie zamierzają…
W filmie Drama ten koncept został wspaniale zespolony z faktem, że żyjemy w świecie, w którym stereotypowe postrzeganie nie tylko ról ról płciowych, ale także wszelkich innych ról społecznych – dawno się wywaliło na łopatki, zostawiając jedynie swoją mentalną fasadę. Borgli obchodzi się z nią przewrotnie – zawiązując oś narracji swojej najnowszej fabuły stereotypowo, ale z biegiem akcji ukazując jak szybko ogień dramy może zacząć pochłaniać osoby, z pozoru zupełnie na nią nie podatne. A przy okazji sarkastycznie kpi ze stereotypów, w których to mężczyźni są bardziej racjonalni, decyzyjni, stanowczy w opiniach, mniej histeryczni i na dramy oporni… Główny bohater obrazu Drama to bowiem gość, który pod wpływem nowo zdobytej informacji o swojej ukochanej – zaczyna kwestionować wszystko to, co stanowiło o tym, że się z nią związał i kompletnie sobie nie radzi z tym, że musi podjąć tzw. męską decyzję, a przede wszystkim wziąć na klatę fakt, że jego percepcja partnerki nigdy nie obejmowała jej osoby całościowo – że tak to ujmę…
* * *
Kiedy poznajemy bohaterów głównych filmu Drama – z początku wszystko wskazuje na bardzo sztampową konwencję komedii romantycznej, w dodatku unurzanej w sosie rodem z produkcji klasy B z najbardziej popularnej platformy streamingowej – oboje są urodziwi, młodzi i dobrze się im powodzi 😜 Rzecz ma miejsce w Bostonie, jednej z najstarszych, najbardziej „europejskich” architektonicznie, a przede wszystkim inteligenckich metropolii USA (z racji na bliskie położenie najważniejszych i najbardziej prestiżowych uczelni amerykańskich, takich jak Cambridge). Charlie (świetny Robert Pattinson) to nieco wycofany i introwertyczny Brytyjczyk, który osiadł na stałe w Ameryce. Ma dobrze płatną i bardzo prestiżową pracę. Jest kuratorem muzealnym. Emma (świetna Zendaya) zaś to redaktorka literacka. Poznają się wręcz sztampowo banalnie i to w dwójnasób: raz dlatego, że przez przypadek, a dwa – że inicjuje kontakt on. Potem następuje tzw. szybka piłka. Intensywny romans i wspólne zamieszkanie szybko zmieniają się w plany na sformalizowane wspólne życie „do grobowej deski” czyli ślub. A ten – jak przystało na ludzi o statusie społecznym Emmy i Charliego wymaga odpowiedniej oprawy. Zanim dojdzie do sytuacji, która zmieni całkowicie ton obrazu – będziemy obserwować jak przyszli małżonkowie krążą nieustannie pomiędzy kolejnymi podwykonawcami planu „nasze wspaniałe, wielkie i cudowne wesele”. Wszystko musi być idealne: stroje, ceremonia, najlepszy fotograf, restauracja i weselna oprawa wraz z menu, kwiatami i DJ-em, oraz przemowami weselnymi w odpowiednim tonie, który nie powinien nikogo urazić…
To kosztowne i czasochłonne cacy-lali zmienia się jednak niespodziewania podczas spotkanie ze znajomymi, którzy zostali wybrani na świadków. Dość znamiennie dla całej intrygi para ta składa się z najlepszego kumpla Charliego, jeszcze z czasów studiów, niejakiego Mike’a (Mamoudou Athie) oraz jego żony Rachel – hipokrytki o jędzowatym charakterze (absolutnie doskonała Alana Haim!). **Tu dygresja – jeżeli zdecydujecie się obejrzeć film Drama – radzę Wam zwrócić szczególną uwagę na tę postać i dobrze się przyjrzeć jej działaniom. To moim zdaniem najlepiej napisana postać w scenariuszu Borgli’ego i genialna synteza osób jej pokroju – których należy się strzec jak ognia we własnym otoczeniu, a najlepiej nigdy do siebie nie dopuszczać!
W trakcie kolacji, podczas której testują ofertę restauracji, którą Emma i Charlie zamierzają wybrać na swoje wesele – **Rachel inicjuje „grę towarzyską”, która polega na tym, że zmusza wszystkich uczestników do tego aby wyznali najgorszą rzecz, jaką kiedykolwiek zrobili w życiu.… Pękło wiele butelek wina. Puściły hamulce. Wszyscy się otwierają. Na początku są śmiszki, niedowierzania, a nawet niesmak, niemniej clue stanowi szokujące wyznanie przyszłej panny młodej. Jakie oczywiście – Wam nie powiem. Ważne jest to, iż Borgli w tym miejscu dotyka jednego z największych tabu jakie obecnie dotyczą kultury amerykańskiej…Co więcej – tak sprytnie buduje swoją opowieść byśmy wiedzieli, że mamy do czynienia z bardzo różnymi znakami „zła” wyznanych przewin, a przed wszystkim – ich reperkusji! Wyznanie Emmy jest znamienne w dwójnasób. Dziewczyna zwierza się bowiem z tego, że zamierzała jako nastolatka zrobić coś absolutnie strasznego, ale jednak finalnie – nie zrobiła. I tu postawie kropkę – chcąc zwrócić Waszą uwagę na ten fakt! A raczej na fakt, który niejako en pasant Borgli zaszywa jako ultra ważną refleksję nad dzisiejszą kulturą i cywilizacją, w której szczerość – jest hołubiona i bardzo premiowana – ale jedynie wtedy gdy ci, którzy są jej odbiorcami – ocenią ją przychylnie lub będą wobec treści – wyrozumiali. Bo jeśli nie – ta sama treść przestaje być wartościowana jako godna podziwu szczerość, a wpada w inne rejestry, w których spirala potępienia narasta wprost proporcjonalnie do znaku, jaki nadają mu odbiorcy. „Cancelowanie” ludzi przychodzi nam znacznie łatwiej niż próba ich zrozumienia – zdaje się sugerować Borgli…
I tak właśnie się dzieje w przypadku fabuły filmu Drama. Nikt wysłuchawszy (w dodatku bardzo pobieżnie) wyznania Emmy nie chce ani poznać kontekstu, ani zrozumieć motywów jakie jej przyświecały w czasie o którym opowiada. Nagle, z kogoś kto był OK – robi się postać brzydka i „podejrzana”. A finalnie „zabawa towarzyska” doprowadza do tego, że pozornie idealny związek Emmy i Charliego zaczyna się chwiać w posadach, a para pogrąża się w totalnym chaosie i wątpliwościach, co do swojej przyszłości jako małżonków. Od tego momentu oś fabuły obrazu Drama skupiać się będzie na absurdzie sytuacji, w której zarówno Emma jak i Charlie bedą usilnie starali się dotrzeć do chwili, kiedy mają sobie powiedzieć „tak”, choć w każdym z nich zrodziły się poważne wątpliwości co do sensowności ślubu. On będzie po cichu, w skrytości ducha dramatyzował i wyobrażał sobie najczarniejsze scenariusze rozwoju wypadków gdy już poślubi kobietę, o której dowiedział się czegoś, co jest nieakceptowane społecznie. Ona zaś będzie się zastanawiać nad tym jak ma sobie poradzić z tym, że ukochany mężczyzna jednak nie akceptuje jej bezwarunkowo i z całym „dobrodziejstwem inwentarza”…
* * *
Drama to czarna komedia o relacjach międzyludzkich, która stawia przed widzami szalenie niewygodne pytanie: jak wiele naprawdę chcemy wiedzieć o najbliższych nam osobach? A nawet więcej – czy jesteśmy gotowi by wiedzieć „wszystko”? To film, którego scenariusz oceniam wysoko – gdyż dobrze puentuje zmiany cywilizacyjne jakie zaszły od czasów gdy małżeństwa były aranżowane i podstawą ich zawiązywania się nie była tzw. miłość tylko całkiem inne i przyziemne kwestie do dziś – gdy żyjemy w przekonaniu, że miłość to takie „coś” co powoduje niejako z automatu, że kiedy chcemy z kimś być na zawsze, to to „coś” załatwi za nas i dla nas całą resztę.
Współczesna kultura życia na pokaz i hipokryzja mediów społecznościowych, które jeszcze mocniej niż kiedyś pozwalają zakłamywać wszystko co niewygodne i trudne, i co nie wyglada(łoby) na zewnątrz dobrze – powoduje, że wydaje się nam, że to co wiemy o drugiej osobie – stanowi dokładnie to – czym i kim ona jest…
To dlatego Drama jest taka dobra w oglądaniu – bo podstawia nam pod nos niewygodne do patrzenia w – lustereczko. Widać w nim wyraźnie, że w domaganiu się i oczekiwaniu aby nasi partnerzy byli dla transparentni i zawsze szczerzy – niejako apriorycznie zaszyty jest i konflikt i fałsz. A przede wszystkim kompletnie niedojrzałe oczekiwania wobec tego faktu. Bo kiedy chce się prawdy – trzeba umieć się liczyć z tym, że się nam nie spodoba…
I o takiej właśnie konieczności opowiada Drama. Czy jesteśmy w stanie kochać kogoś w tym co nazywa się dziś, razem z jego wczoraj?
* * *
Bardzo doceniam to, w jak zmyślny sposób udało się Borgliemu zastawić na widzów – swego rodzaju – sidła. Każdy, kto spodziewa się, że Drama jest tylko troszkę dramatyczna, ale w zasadzie to słodka i klasyczna komedia romantyczna – powinien przygotować się na trudny dla siebie seans. Borgli nie interesuje się miłością i kryzysami społecznymi z zasady. Odwrotnie – kwestie te z zasady służą mu do eksplorowania swojego ulubionego tematu: życia pod presją cudzych opinii. Tak jak w „Chora na siebie” bawił się groteską kultury influencerów, tak w Drama skupia się na publicznym spektaklu współczesnego ślubu. A zwłaszcza na osądzie, jaki wywołuje, i potrzebie społecznej aprobaty dla najbardziej intymnych relacji. Dynamiczny montaż filmu jaki zastosował nie zmienia tego, że choć sceny następują po sobie w zawrotnym tempie – nie minimalizują efektu jaki Borgli chciał uzyskać. Drama jest znacznie bardziej dramatem niż się z pozoru wydaje. Jeszcze niedawno młodzi, szczęśliwi i optymistycznie patrzący w swoją wspólną przyszłość ludzie, którzy postawili wszystko (w tym duże pieniądze ) „na jedną kartę” – czyli ślub i wesele z pompą – po jednym niefortunnym wyznaniu Emmy, której przyświecała potrzeba autentycznej szczerości – zaczynają unikać swojego spojrzenia, bliskości. A przede wszystkim – nie okazują sobie wsparcia. To boli, kiedy człowiek zda sobie sprawę, że mógłby się znaleźć w takiej samej sytuacji – bo przecież nie o treść wyznania Emmy chodzi, tylko o to jaki dostaje ono znak – za sprawą manipulantki i „drama queen” – Rachel… Emma jest kompletnie nieprzygotowana na to, że przeszłość ją dogoni – zwłaszcza z jej własnej winy. Charlie z kolei całkowicie traci grunt pod nogami, nie mając już wzorca, na którym mógłby opierać swoje dotychczas idealne życie. Rozmiar jego wewnętrznej paniki zaskakuje nawet jego samego. Satyryczny ton Dramy nakierowany jest przede wszystkim na to by wyszydzić ten aspekt współczesnych związków, w których ślubne popisy są ważniejsze od sedna tego na czym powinna być zbudowana relacja. Siła tego obrazu polega na tym, że jest w nim mrok, przepleciony z tonami zabawnymi, a nawet scenami pełnymi gatunkowej słodyczy. I choć nie mam na razie poczucia, że mogę Borgli’ego wpisać na moją prywatną listę ulubionych reżyserów młodego pokolenia – to jednak muszę mu oddać to, że widać wyraźnie, że ma swój styl, i pracuje nad tym by na każdym swoim filmie odcisnąć od-autorską sygnaturę. A to już bardzo dużo. W jego przypadku to rodzaj dość okrutnego, przenikliwego i zjadliwego poczucia humoru. Moje filmy nie są po to abyście pozostali w strefie komfortu – zdaje się mówić reżyser. Chcę abyście czuli się nieco niezręcznie, żebyście czuli jakiś rodzaj niepokojącego cringe’u kiedy je oglądacie. Bo czyż nie byłoby lepiej – gdyby niewątpliwie zakochani w sobie Emma i Charlie, gdy ich poznajemy w sekwencjach otwierających film Drama – zamiast skupiać się na budowaniu wyidealizowanego portretu swojego małżeństwa w oczach innych – poświęcili ten czas na lepsze poznanie nie tyle siebie nawzajem – co tego jak bardzo i czy są w stanie pogodzić to czego chcą z tym czego oczekują od nich inni? A jeszcze bardziej na tym czy są w stanie darzyć się uczuciem, wspierać i rozumieć – kiedy okaże się, że na ich krystalicznym wizerunku „pary idealnej” powstała rysa. Ale wtedy nie byłoby Dramy…😜
*** Wszystkie zdjęcia wykorzystane w tekście pochodzą z materiałów prasowych dystrybutora filmu DRAMA na rynku polskim: Monolith Films












