17
cze
2015
144

EX MACHINA

EX MACHINA (Ex Machina). Reżyseria i scenariusz: Alex Garland, Wyk. Oscar Isaac, Domhnall Gleeson, Alicia Vikander, USA, Wielka Brytania, 2015

ex_machina

Jest  takie powiedzenie: “jeśli chcesz Boga rozśmieszyć, opowiedz mu o swoich planach”. I w zasadzie, można by w ten jednozdaniowy sposób streścić clue fabuły Ex Machiny.

W tym miejscu – pojawia się jednakże pierwsza z refleksji i pierwsze pytanie – o to, co może się zdarzyć gdy człowiek zaczyna mieć poczucie wszechwładności wynikające z potęgi i bogactwa – kiedy ma „wszystko” i na „wszystko” może sobie pozwolić? Czyż nie jest odwiecznym pragnieniem naszego gatunku nadać sobie „boskie” prerogatywy?

ex+machina+isaac+fullbleed

Mnie jednak, osobiście bardziej pasuje by o tym obrazie pisać podpierając się łacińskim zwrotem, wprowadzonym do antycznego dramatu przez Eurypidesa: “Deus ex machina”. Bo też i cała symbolika tego filmu doskonale do niego pasuje.

W skrócie Ex Machina – debiut reżyserski cenionego pisarza i scenarzysty: Alexa Garlanda (autora między innymi powieści „The beach”, na podstawie, której Danny Boyle nakręcił kultową “Niebiańską plażę”) – opowiada o dwudziestoparoletnim, zdolnym geeku – programiście i koderze, imieniem Caleb (Domhnall Gleeson), zatrudnionym w największej korporacji na świecie, zajmującej się przetwarzaniem danych dygitalnych, o nazwie “BlueBook”. Na marginesie dodam, że fama głosi, iż Google ponoć już jakiś czas temu wykupił najlepsze firmy zajmujące się pracami nad sztuczną inteligencją za setki milionów dolarów.

Caleba poznajemy w momencie, gdy ku swej radości dowiaduje się, że został zwycięzcą konkursu zorganizowanego przez właściciela zatrudniającej go firmy: Nathana (Oscar Isaac). Wygraną jest tygodniowy pobyt w jego prywatnym, odosobnionym i położonym w rajskiej scenerii dzikiej przyrody – domu i laboratorium w jednym.

Po przybyciu na miejsce, chłopak zostaje poinformowany przez szefa, że w zasadzie jego pobyt tamże sprowadzać się ma do jednego zadania: testu najnowszego modelu Sztucznej Inteligencji, którą jego pracodawca “metodą prób i błędów” stworzył – nadając mu postać seksownego robota imieniem Ava (Alicia Vikander). Nathan chce poznać opinię Caleba – co do tego, czy maszyna może zdać tzw. test Turinga (nazwany tak na cześć pioniera nauki o komputerach: Alana Turinga). W skrócie test ten sprowadza się do próby dowiedzenia czy komputer może oszukać człowieka, tak by myślał, że ma do czynienia z drugim człowiekiem – używając do tego sztucznej inteligencji.

Szczerze – Her Spike’a Jonze’a (którego to filmu serdecznie nie lubię i nie cenię) wypada przy Ex Machinie jeszcze bardziej blado, wydumanie i infantylnie. Choć można się doszukać pomiędzy oboma tymi obrazami dość ważnego wspólnego mianownika. A jest nim fakt, że seksualność ludzka jest czymś “zaszytym” i “uruchamiającym się” w każdym z nas niejako bezwiednie, w reakcji – nazwijmy to umownie – na właściwe jedynie nam – bo indywidualnie nas dotyczące – bodźce. Bardzo sprytnie – robot imieniem Ava – to zatem (co widać „gołym okiem”) maszyna – acz o ludzkiej twarzy i mimice. To świetny punkt wyjściowy intrygi scenariuszowej Ex Machiny – bo przecież to właśnie ludzka twarz jest tą częścią fizjonomii, na którą zwracamy uwagę, gdy widzimy kogoś po raz pierwszy. Twarz też jest „nośnikiem” większości emocji, które podprogowo odczytujemy, zanim usta wypowiedzą słowa.

Pytanie jakie się w tym miejscu pojawia to pytanie o to, czy można tym sterować? A jeżeli tak – to gdzie może to zaprowadzić?

W Ex Machinie jest sporo nawiązań do najważniejszych filmów z gatunku science – fiction. Choćby do mojego ukochanego „Łowcy androidów” (w końcu i tam pytanie podstawowe dotyczy tego kto jest androidem, a kto człowiekiem). Jest też ten obraz całkiem zgrabnym thrillerem. W którym napięcie nie spada, a atmosfera jest gęsta od rosnącej zagadki.

Ex Machina – nie będąc ani pierwszym filmem poświęconym Sztucznej Inteligencji, ani rozwojowi najnowszych technologii, że przytoczę jedynie dwa tytuły: “AI. Sztuczna inteligencja” oraz “Raport Mniejszości” – ma dla mnie tę niezbywalną zaletę, że nie będąc przeintelektualizowana – jest inteligentna. I zdaje się mieć jako główny cel – właśnie – zmuszenie widza do refleksji. Prócz bardzo dobrych dialogów, dobrej gry aktorskiej, świetnych zdjęć, efektów specjalnych na wysokim poziomie – mamy do czynienia praktycznie głównie z pytaniami. I to nie byle jakimi. Mnie osobiście narracja tego obrazu “wessała” od pierwszych pięciu minut i niezwykle cenię to, z jaką precyzją i wyważeniem intrygowała, skupiała moją uwagę i podtykała ważne kwestie do zastanowienia.

Jak na film o tematyce dość już mocno wyeksploatowanej przez kinematografie – Ex Machina ma bardzo mało słabych punktów. Właściwie jeden tylko wątek i postać (nie zdradzę jaki) wydaje się być nieco “upchnięty na siłę” – nie niszcząc na szczęście bardzo pozytywnego wrażenia ogólnego.

Oglądając Ex Machinę miałam silne poczucie, że być może jednak za mało refleksji poświęcam światu, który – niby wiem, że już jest – ale traktuję w sumie (przyznaję to ze wstydem) trochę tak jak opowieści o UFO.

A tymczasem, powinnam zdawać sobie sprawę z tego, że od kiedy zaawansowana biotechnologia ma możliwość konstruowania fragmentów ludzkiego ciała oraz hodowania sztucznej skóry, która „oddycha” – dzień, w którym na ulicy uśmiechnie się do mnie przystojniak będący robotem – to nie futurologia ale coś, co ma szansę się ziścić prędzej niż mi się wydaje.

Powiedzeniem, które zatem najlepiej pasuje do obrazu Ex Machina – jest: “wypuścić diabła z pudełka”. Można nazwać to naiwnym podejściem do niezwykle skomplikowanej tematyki, jaką jest sztuczna inteligencja. Niemniej symbolika raju, w którym żyje jej filmowy twórca zdaje się nam chcieć przypomnieć, że jako gatunek przerabiamy wciąż i nieustająco tę samą historię, jaka towarzyszy nam od naszego powstania. Pycha ludzka nie zna granic.

You may also like

Wracają KONFRONTACJE FILMOWE
OJCIEC
PARYŻ, 13. DZIELNICA
WINONA RYDER: mistrzyni, outsiderka