16
sty
2026
10

FATHER MOTHER SISTER BROTHER

FATHER MOTHER SISTER BROTHER (FATHER MOTHER SISTER BROTHER) Reż. & Scen. Jim Jarmusch, Obsada: Adam Driver, Cate Blanchett, Tom Waits, Charlotte Rampling, Vicky Krieps, Indya Moore, Luka Sabbat, Mayim Bialik, USA/ Francja / Irlandia, 2025

Tytułem wstępu:

Jim Jarmusch to jeden z bardzo nielicznych twórców filmowych, o którym z całą pewnością mogę powiedzieć, że miał gigantyczny wpływ na kształtowanie się mojej kinofilskiej wrażliwości. Nie umiem być obiektywna wobec tego reżysera również dlatego, że podzielam jego niemalże fetyszystyczne uwielbienie dla pozornie skromnej sztuki obserwacji oraz gloryfikację dystansu emocjonalnego wobec rzeczywistości.  Życie według Jarmuscha zawsze płynie swoim torem, i zawsze bardziej obok nas – niż się nam wydaje, bo życie to układanka losu, w którym to nie my decydujemy czy i kiedy znajdziemy się w centrum wydarzeń….

W filmach Jima Jarmuscha, z lubością (i to od lat) – odnajduję konsekwentne zaprzeczanie zasadom, które inni twórcy filmowi uznają za kluczowe. Te elementy fabuły, które wielu scenarzystów i reżyserów skraca do minimum, czy wręcz pomija – w jego obrazach są uwypuklone (tak, jak np. w „Broken Flowers”). Podczas gdy inni panicznie boją się ciszy na ekranie – on nie („Inaczej niż w raju”). Gesty niby banalne i nieznaczące – u niego przemawiają („Kawa i papierosy”, „Mystery train”), a dialogi „nie wiadomo o czym i po co” – mnie bawią do łez („Noc na ziemi”) … I podobnie do Jarmuscha – ludzie wydają mi się znacznie bardziej ciekawsi w milczeniu, niż w wypowiadanych słowach. I w gestach oraz rytuałach („Paterson”), którym się oddają kiedy się ich obserwuje z emocjonalnego oddalenia i bez własnego uczestnictwa w ich sprawach. Wtedy bowiem potrafi się ujawnić zarówno jakiś rodzaj prawdy o nich, jak i tajemnicy – którą stanowią dla innych.

Father Mother Sister Brother właśnie w tym znaczeniu jest dla mnie filmem, który bardzo ze mną rezonuje, choć mam pełną świadomość tego, że obraz ten podzieli widzów na dwa obozy („ale nuda, o czym to w ogóle było?”) i tych, którzy tak jak ja bedą w tym filmie widzieć to, czego inni nie dostrzegli… Ja zapisuję się do „team Jarmusch” bo odnalazłam w Father Mother Sister Brother dokładnie to, za co kocham tego twórcę najbardziej. Tym bardziej, że na jakiś sposób – skomasowane i zwielokrotnione. Zawsze mnie zdumiewa kiedy ludzie podają jako argument „przeciw” fakt, że artysta jest wierny sobie, i wypracowanemu przez siebie stylowi i nie próbuje eksplorować tych obszarów czy sposobów uprawiania sztuki, które są mu obce. To moim zdaniem niedojrzałe i pozbawione głębszej refleksji stwierdzenie, za którym stoi jakiś rodzaj lęku, odbijający raczej obraz umysłów, w których jedynie zmiana i permanentne gonienie za nowymi emanacjami „twórczego ja” jest wartościowe i definiuje wielkość autora…

Jim Jarmusch jest reżyserem ikonicznym i kultowym. Jednym z niewielu twórców filmowych, którzy osiągneli status marki osobistej – choć mam świadomość, że użycie określenia ze świata marketingu w tym przypadku – może wydawać się nie na miejscu… Piszę o tym specjalnie, i nie bez kozery. Gdyby było inaczej – Anthony Vaccarello – dyrektor kreatywny domu mody Saint Laurent nie zostałby jednym z producentów wykonawczych  filmu Father Mother Sister Brother, ani też Saint Laurent nie pozwoliłoby kostiumografce tego obrazu Catherine George czerpać ze swoich kolekcji przy obmyślaniu stylizacji dla poszczególnych bohaterów filmu…

Marki luksusowe wiedzą najlepiej na świecie, że konsekwencja w budowaniu stylu, narracji i wizerunku jest najistotniejsza dla ich statusu. Elitarność to – nie jest stan portfela (jak sądzi wiele osób)  – to emanacja wartości, przekonań i postaw. Zostawiwszy Was z tą refleksją – przechodzę do recenzji Father Mother Sister Brother, który to film reżyserowi nigdy nie nagrodzonemu najważniejszą statuetką na rynku amerykańskim przyniósł Złotego Lwa na zeszłorocznym MFF w Wenecji 😎  

*    *    *

Ludzie i ich relacje z innymi; przedmioty jakie im towarzyszą w codziennym życiu, rytuały, którym się oddają – to wszystko są składowe kina i trudno sobie wyobrazić jakąkolwiek intrygującą fabułę bez ich udziału. Kino Jarmuscha nie stanowi wyjątku. To co wyjątek stanowi to fakt, że Jarmusch kadruje je z perspektywy, z której inni reżyserzy nie spoglądają i „bada” je okiem kamery na taki sposób, że choć same obrazy są nam znane –  uzyskują inną ramę. A zatem trzymając się analogii sztuki – przestają być takimi, jakich się stereotypowo spodziewamy. 

Father Mother Sister Brother to antologia trzech krótkich filmowych nowel o dorosłych dzieciach i ich rodzicach. Jarmusch, w moi odczuciu, tym razem postanowił zrobić film – najbardziej literacki ze wszystkich jego dzieł. Historie i bohaterowie są skrajnie różni, niemniej wspólny mianownik dla trzech nowel stanowi fakt, że w każdej z nich postaci rozmawiają o wydarzeniach z przeszłości, które nigdy nie zostają nam pokazane. Scenariusz wymaga od widza, by wiele sobie dopowiedział albo wyczuł intuicyjnie. Zostajemy wrzuceni w każdą z historii bez żadnego kontekstu, ani uprzedniego zarysowania jej podstaw. W niektórych budzi to dyskomfort – mnie taka konwencja tak w prozie, jak i kinie – inspiruje. Dialogi bardzo dobrze dookreślają i uzupełniają tę konwencję. Słowa nie budują w Father Mother Sister Brother treści, które mają prowadzić do jakiejś kulminacji, czy też stanowić rozwiązanie konfliktów. Nie „popychają akcji do przodu”. Często, z premedytacją krążą wokół wybranego zagadnienia czy zwyczaju, zostawiając jedynie subtelne znaki i sugestie co do tego jak się sprawy mają lub mogą mieć. Za to zmuszają nas do spojrzenia na bohaterów wnikliwszym i czujnym okiem, i do wysiłku intelektualnego – jeżeli zależy nam aby spróbować wgłębić się w sedno tego, o czym każda z nowel opowiada. 

Pierwsza historia przedstawia Jeffa (Adam Driver) i jego siostrę Emily (Mayim Bialik), jadących autem w pewien zimowy dzień, w stronę bliżej nieokreślonej miejscowości na wschodnim wybrzeżu USA, by sprawdzić, jak radzi sobie ich starszy, owdowiały ojciec (jak zawsze niezawodny Tom Waits, wieloletni aktor Jarmuscha i współtwórca jego ścieżek dźwiękowych). Rodzeństwo, choć podobne sobie w ogólnym tzw. pierwszym wrażeniu (ubrani w stylu „cichy luksus”, eleganccy w manierach,  uprzejmi w słowach, i je mocno ważący przedstawiciele amerykańskiej wyższej klasy średniej) sprawia wrażenie, że ich relacja jest niezbyt bliska, dziwnie „sztywna” i „niezaangażowana”  Dlaczego dwoje ludzi w okolicach 40-tki, którzy razem się wychowali w jednym domu rozmawia ze sobą w konwencji, która bardziej przypomina wymuszone spotkanie dwojga znajomych, którzy ostatni raz widzieli się na imprezie rocznicowej 20 lat po skończeniu studiów? Co spowodowało, że kiedy już dojadą na miejsce i spędzą z ojcem nieco czasu będziemy mieli wrażenie, że choć spotkanie przebiega w nader uprzejmej atmosferze, a miejscami wręcz serdecznej – to jednak pozostajemy z niekomfortowym poczuciem, że wszystko tu jest nie tyle fałszywe, co pozorowane? Jakakolwiek próba szczerości mniej lub bardziej zręcznie podejmowana przez ojca, brata i siostrę wobec siebie nawzajem by wyjść poza schemat konwenansu – grzęźnie pomiędzy nimi i zamiera zanim w ogóle mogłaby się rozwinąć…  

*    *    *

Druga historia rozgrywa się w Dublinie. Dystyngowana i widocznie zamożna matka dwóch dorosłych córek (cudowna Charlotte Rampling), która jak się dowiemy – jest poczytną powieściopisarką  – oczekuje ich corocznej wizyty „na herbatce”. Starsza to Timothea (Cate Blanchett), młodsza zaś Lilith (Vicky Krieps). Dlaczego kobiety widują się tylko raz w roku? Czemu poza różnicą wieku Timotheę i Lililth różni dosłownie wszystko: od stylu ubierania się i fryzury począwszy, poprzez temperament, osobowość, sposób wysławiania się, a na zachowaniu przy stole – kończąc? Czemu Timothea wydaje się kobietą, której życie osobiste i uczuciowe – nie istnieje, zaś Lilith – przeciwnie wydaje się kipieć od jego nadmiaru? Choć jak się dowiemy szybko – starannie to ukrywa zarówno przed matką, jak i siostrą, obie karmiąc kłamstwami na swój temat, a szczególnie matkę – na której Lilith ewidentnie chce zrobić wrażenie kogoś, kim nie jest.

Nie udaje nam się dobrze poznać żadnej z nich, a najmniej matki – która jawi się jako osoba zimna i despotyczna, i skrajnie dominująca w najgorszy z możliwych sposobów – czyli „w białych rękawiczkach”. Ta dama w każdym calu – to mistrzyni w pasywno-agresywnej strategii traktowania  każdej z córek, a szczególnie starszej. Siostry starają się być wobec siebie miłe, a nawet serdeczne – ale są sobie kompletnie obce. Widać to gołym okiem. Dlaczego? 

*    *    *

Trzecia część Father Mother Sister Brother przenosi nas do Paryża. Poznajemy dwoje rodzeństwa – bliźniaków Skye i Billy’ego (Indya Moore i Luka Sabbat), Amerykanów z pochodzenia którzy próbują uporządkować rodzinne sprawy po nagłej śmierci rodziców, którzy zginęli w katastrofie lotniczej. Został pusty apartament, który choć pozbawiony mebli i życia – wydaje się emanować dalej jakimś rodzajem ciepła, i melancholijnego piękna, jest w nim dawny blask czegoś, co kojarzy się ze szczęściem. Skye i Billy – bohaterowie trzeciej nowelki są jako jedyni sportretowani jako bardzo sobie bliscy emocjonalnie, wręcz ze sobą zespoleni – jedno kończy zdania za drugie i niemalże czyta temu drugiemu w myślach. Jest miedzy nimi i czułość i intymność. Dlaczego? Niewiele się o nich dowiemy, prawie nic, bo mówią mało i ważą słowa. Jeszcze mniej o ich rodzicach, przyjrzymy się jedynie kilku zdjęciom z ich dzieciństwa. Ale to właśnie z ich ust padną zdania, których się nie spodziewamy. Billy zauważy, że „każda chwila jest każdą chwilą”,  a Skye wetchnie, że  „życie jest takie kruche”.

*    *    *

Father Mother Sister Brother jest takim filmem, którego recepcja  (jestem tego pewna na 100 %) przez widzów może mieć wiele wydań. Każdego bowiem może poruszyć co innego. Czy co innego przypomnieć, z czym innym się skojarzyć. Sprawia to nie tylko od-literacka konwencja filmu, ale  przede wszystkim  świadomy zamysł Jarmuscha aby obraz ten podkreślał jego twórcze credo. To minimalistyczne dzieło, którego filtr nałożony przez reżysera może być tożsamy z naszym, jemu podobny, całkiem niezrozumiały lub obcy. To film, który jest bardzo filmowy – ale tylko dla tych, którzy są w stanie przyjąć, że kino jako sztuka – jest sztuką obrazów (bardziej) niż dialogów. A przynajmniej ja to tak interpretuję. Father Mother Sister Brother pokazuje bardzo istotne (żeby nie powiedzieć – najistotniejsze) figury w życiu każdego z nas na sposób do którego nie przywykliśmy, tym bardziej im mniej znamy klasykę kina, bo współczesne kino mainstreamowe zupełnie oddala nas od umiejętności dopuszczenia takiej perspektywy. Nic tu nie jest wprost. Nic nie jest dopowiedziane, każdej figurze – brakuje domknięcia. To bardzo psychologiczne podejście. Mnie nietrudno go doceniać 😎

Jak na tak epizodyczny film, kręcony przez dwóch operatorów — Fredericka Elmesa i Yoricka Le Saux — Father Mother Sister Brother  jest konsekwentnie spójny i piękny wizualnie. A kostiumy bohaterów dla każdego kto jest estetą (a nie tylko fashionistą) stanowią prawdziwą ucztę dla zmysłów. I podbijają ogólne wrażenie detalistycznego dopieszczenia tego obrazu w najmniejszych szczegółach. Tak samo – scenografia. Eliptyczna praca montażowa Affonsa Gonçalvesa nadaje nawet pauzom rodzaj komediowego tempa, choć w moim osobistym odczuciu wysublimowany, cieniutki dowcip Jarmuscha wybrzmiewa jedynie w dwóch pierwszych nowelkach. 

W dwóch historiach wraca ten sam element scenografii (zegarek marki Rolex i dizajnerska lampa) który za każdym razem odgrywa jednak nieco inną rolę. Jestem przekonana, że specjalnie, ale nie z takiego powodu o jakim zazwyczaj w takich przypadkach myślimy.

Przez całą twórczość Jarmuscha przebiega nurt duchowy – po części teologiczny, po części zaczerpnięty z fizyki kwantowej. W przypadku Father Mother Sister Brother – odczuwałam to szczególnie mocno. Tak jakby reżyser, który ma już ponad 70 lat ukonstytuował się w swoim poczuciu, że ludzie jako gatunek są ograniczeni ułomnościami swej wąskiej perspektywy i konsumpcyjnej tożsamości, coraz bardziej nie umiejący spoglądać poza wierzchnią warstwę – czegokolwiek, nawet samych siebie. A jednak jest wobec nich czuły, i wyrozumiały. Nieoceniający.  Father Mother Sister Brother odbieram jako udaną próbę podzielenia się swym artystycznym credo z widzami.  Kiedy się patrzy, ale nie widzi i słyszy, ale nie słucha – wszystko jest dziwne, niezrozumiałe i pozostaje tajemnicze. Nie można wtedy poznać niczego, ani do końca. Nie można nikogo zrozumieć Człowiek to tajemnica. Nawet ten najbliższy. I nie to stanowi o sednie problemów w relacjach. Tylko to kiedy brakuje w nich tego co najistotniejsze – refleksji własnej, chęci zrozumienia, intymności, czułości  i szczerości. Father Brother Sister Brother to dla mnie obraz dokładnie o tym. Jarmusch „na stare lata” nie zapragnął nagle by się nam wydawało, że nie wiemy kim jest jako twórca i teraz przedstawi się nam od „nieznanej strony”,  ani nie zamierza zwekslować w stronę kina, którego robić nie chce, po to by ci, którym z nim nie po drodze – nagle ją znaleźli. 

Bohaterowie wszystkich trzech części Father Mother Sister Brother jawią mi się jako postaci, które zostały napisane przez Jarmuscha z cynicznym uśmieszkiem na ustach. Podpowiedź – dlaczego tak sądzę – znajduje się w księgozbiorze Ojca z pierwszej filmowej noweli…

 

FATHER MOTHER SISTER BROTHER (2025), reż. Jim Jarmusch, oficjalny teaser PL, w kinach od 16 stycznia

***Wszystkie zdjęcia wykorzystane w tekście pochodzą z materiałów prasowych dystrybutora filmu FATHER MOTHER SISTER BROTHER na rynku polskim: Gutek Film 

You may also like

WIELKI MARTY
LA GRAZIA
WPATRUJĄC SIĘ W SŁOŃCE
WARTOŚĆ SENTYMENTALNA

Leave a Reply