28
wrz.
2021
8

GAGARINE

GAGARINE (Gagarine) Reż. Fanny Liatard, Jérémy Trouilh; Scen. Benjamin Charbit, Fanny Liatard, Wyk. Alseni Bathily, Lyna Khoudri, Jamil McCraven, Finnegan Oldfield, Francja, 2020

GAGARINE to przepiękna wizualnie, subtelna i wzruszająca filmowa niespodzianka! Kino zabierające widza w magiczną podróż, do własnego kosmosu. Artystyczne, autorskie, niezwykłe, unikatowe. Bo pomyślcie sami, kto z Was wpadłby na to, sądząc po tytule, że Gagarine opowiada o mieszkańcach pewnego podparyskiego osiedla, nazwanego na cześć radzieckiego kosmonauty?

 

Gagarine to debiut fabularny tandemu reżyserskiego: Fanny Liatard i Jeremy’ego Trouilh’a. Realizacja pomysłu, który zrodził się kilka lat temu niejako sam. Trudno mi uciec w tym miejscu od skojarzeń z powiedzeniem, że najlepsze pomysły na kino podsuwa filmowcom samo życie…

Jest też to obraz, który został bardzo pozytywnie przyjęty zarówno przez krytyków filmowych, jak i na wielu prestiżowych festiwalach. Znalazł się w oficjalnej selekcji MFF w Cannes, był nominowany do nagrody “europejskie odkrycie roku” na EFA (European Film Awards).

*** Tytułem wstępu

Osiedle Gagarine składające się z 370 mieszkań w potężnych budynkach z czerwonej cegły powstało w ramach projektu urbanistycznego, z początku lat sześćdziesiątych w Ivry-sur-Seine. Prezydentem Republiki Francuskiej był wtedy (od 1958 roku) Generał Charles de Gaulle. A był on Prezydentem kraju, który po zakończeniu II wojny światowej zmierzyć się musiał z końcem ery kolonializmu. Do roku, w którym zbudowano Osiedle Gagarine, które stanowi tło opowieści filmu pod tym samym tytułem wszystkie kraje, które były kiedyś francuskimi koloniami (Indochiny – obecnie Wietnam, Tunezja, Algieria i Maroko) wywalczyły sobie niepodległość państwową. Gagarine powstało jako jedno z wielu blokowisk, które stworzyły „czerwony pas” wokół Paryża. W owym czasie stawiano je masowo, a wzorowano na tych, które budowano w krajach bloku komunistycznego. Miały zastąpić slumsy na obrzeżach francuskiej stolicy. Urbanistyka miejska zawsze była sprzężona z polityką, i nie wierzcie nikomu, kto twierdzi inaczej…W czerwcu 1963 roku – obywatel ZSRR – Jurij Gagarin, pierwszy człowiek, który poleciał w kosmos, przybył na inaugurację osiedla nazwanego na jego cześć. I od (archiwalnych) zdjęć ten moment uwieczniających zaczyna się film GAGARINE…

Czyż samo w sobie – nie jest to fascynujące?

Osiedle Gagarine, jak pokazał czas, zbudowano w oparciu o całkowicie utopijną wizję realizacji opieki społecznej i państwowej dla emigrantów. Oraz (co wiadomo dopiero dziś) z technologicznego punktu widzenia – w sposób niezgodny z jakimikolwiek normami ekologicznymi, bo z użyciem azbestu, który jest materiałem rakotwórczym… I “wychowało” ono trzy pokolenia obecnych Francuzów. Po drodze, rzecz jasna, stając się przedmiotem stygmatyzacji i potępienia publicznego, co zawsze czeka tzw. getta… By finalnie, w roku 2014 doczekać się decyzji władz miasta o jego wyburzeniu. Mieszkańców, stopniowo przesiedlano. Az w końcu Gagarine stał się niemal pustą skorupą. Bytem – „samotnie dryfującym” w czasie i przestrzeni. A jednak bytem, które dla tysięcy ludzi było kiedyś domem. Gdzie mieszkały rodziny, dla których Gagarine często stanowił pierwszy kontakt z Francją, ich nową ojczyzną…

Rodziny, które opuściły osiedle, zabrały ze sobą historie swoich życiowych zmagań, nadziei i rozczarowań. 31 sierpnia 2019 roku rozpoczęło się wyburzanie, które obserwowali byli mieszkańcy blokowiska.

Film został nakręcony tuż przed rzeczywistym początkiem wyburzania osiedla Gagarine w Ivry-sur-Seine, przy współpracy z jego autentycznymi mieszkańcami.

*   *   *

Zacząć muszę od tego, że Gagarine jest obrazem – metaforą. Kinem onirycznym, subtelnym, wybrzmiewającym obrazami i dźwiękami, których celem jest zabranie nas w głąb. W głąb odczuć, emocji, nadziei i marzeń głównego bohatera, który na cześć radzieckiego kosmonauty otrzymał imię Youri (świetny debiutant: Alseni Bathily). Kinem balansującym na pograniczu realizmu magicznego, które choć ma całkowicie zwięzłą fabułę i wartką akcję – nie stanowi opowieści o czymś, co ma być odbierane dosłownie. Bo też racjonalizowanie ludzkich emocji, stanów wewnętrznych zmagań z tym co dotyka szczególnie, co czyni daną osobę tym właśnie kim jest i jak się czuje – zazwyczaj całkowicie ją trywializuje i banalizuje. A przede wszystkim pozbawia pierwiastka autentyczności…

A Gagarine opowiada o pewnym 16-latku, który na osiedlu Gagarine spędził całe swoje życie, życie kogoś, kto to miejsce autentycznie kocha i z którym to miejscem jest związany na sposób, którego racjonalizować się nie da. Youri pochodzi, jak większość mieszkańców Gagarine z biednej rodziny emigrantów, nieco jak by to ujął żargon psychologiczny – dysfunkcyjnej. Jak pewnie większość jego rówieśników na tym osiedlu…

Zatem czym ten obraz mnie tak urzekł? Dlaczego wzruszyłam się na nim serdecznie i tkliwie?

Ano przyjętą przez jego twórców perspektywą! Która na Youri’ego, bloki i mieszkańców Gagarine każe nam patrzeć z perspektywy tej, jaka stanowiło to miejsce dla tych wszystkich ludzi, którzy w nim zamieszkali pełni wiary i nadziei w lepszy los, w lepszy świat, w to, że ich życie tu właśnie, stanie się dla nich nowym rozdziałem, drogą ku nowemu. Otwarciem. Ufunduje jakąś ich całkowicie osobistą, i świetlaną przyszłość.. Uczyni ich – przybyszów z innego “gorszego świata” – na tej planecie zwanej Gagarine ludźmi “nowego, lepszego porządku”…

Opowiada o tym, że w pewnych okolicznościach (a w Polsce – mam wrażenie – ta symbolika zwłaszcza dla ludzi z mojego pokolenia – jest bardzo wiarygodna i czytelna) blokowisko, sąsiedzi, cała społeczność jaką jej mieszkańcy stanowią – niejako samoczynnie staje się rodzajem (ich) kosmosu. A może lepiej byłoby powiedzieć staje się czymś w rodzaju promu kosmicznego, na którym wszyscy dryfują w czasie i przestrzeni. Bo choć otoczeni przez planety i gwiazdy – to nierozpoznane, dalekie i niedostępne, tak samo jak astronautom…

To jest ich dom. Czyli coś, co spełnia najważniejsze bo najbardziej podstawowe potrzeby psychologiczne człowieka: bezpieczeństwa i przynależności do wspólnoty.

I Gagarine jest tym właśnie, a nawet więcej – bo rodzina chłopaka jest nieobecna – dla Youri’ego. Kiedy bohater dowiaduje się, że osiedle ma zostać wyburzone – nie potrafi się z tym pogodzić. Nie umie i nie chce przyjąć tego do wiadomości. Bo Gagarine to on, osiedle to jego “kosmiczny prom”, wszystko co ma, co jest mu drogie, co jest dla niego najważniejsze w świecie.

Film opowiada o Yourim właśnie z tej perspektywy, w której bohater nie tyle jest sam, co czuje się osamotniony w swej walce o to, by blokowisko “utrzymać przy życiu”…Utożsamia się z tym, co było udziałem astronauty Gagarina podróżującego w czasie i przestrzeni, wystrzelonego w kosmos, w imię pewnej idei…

Youri ma najlepszego przyjaciela Houssama (Jamil McCraven), ma wielu znajomych, kumpli, ma życzliwych mu sąsiadów, w tym starszą kobietę, osiedlową społecznicę, która mu nieco “matkuje”. Towarzyszy mu też w zmaganiach z systemem i samotnej walce o to, by osiedla Gagarine nie zburzono także pewna łebska i świetna dziewczyna o romskich korzeniach, o imieniu Diana (w tej roli bardzo uzdolniona, już z nagrodą Cezara na koncie (sic!) zaledwie 29-letnia Lyna Khoudri, aktorka – której międzynarodowa kariera nabiera rozpędu – zagrała bowiem w bardzo wyczekiwanym “The French Dispatch” – najnowszym filmie Wesa Andersona). Ale to wszystko, wydaje mu się do czasu dnia wyburzania bloków czymś, co stanowiąc jego życie codzienne – nie stanowi jego sedna. Bo sednem jego życia zdaje się mu właśnie to osiedle, ten twór, zwany Gagarine, stanowiący jego mikro i makro kosmos. Będący czymś w rodzaju przedłużenia jego Ja…

*   *   *

Gagarine to obraz, który mnie zachwycił, wciągnął w swoją narrację niezwykle szybko, na sobie znany jedynie – acz trudny do opisania – bo liryczny i poetycki sposób. Jest to film pomyślany i zrobiony w sposób bardzo nietuzinkowy, doskonały od strony realizacyjnej. Ma świetny montaż, muzykę, fenomenalne zdjęcia, oraz bardzo dobre aktorstwo. Ale jego umiejętności dotykania serca, tego jak bardzo jest ciepły, wrażliwy, jak bardzo humanistyczny – oddać słowami się nie bardzo da…

Jest w Gagarine w moim odczuciu wszystko to, co cenię szczególnie w kinie artystycznym i autorskim: pomysł na pewną opowieść – cudownie oddaną w obrazach. Godna podziwu i szacunku umiejętność jego twórców do przedstawienia świata wewnętrznego młodego bohatera. Świata bardziej idei i wartości, bardziej budzącej się dopiero świadomości tego czym jest, może być, czy też będzie jego przyszłość. Świata kogoś, kto w swoim mniemaniu “traci wszystko”, choć jego życie dopiero się zaczyna…

Gagarine to czule opowiedziana historia o wszystkim, co najważniejsze dla naszego gatunku. Zbudowana z premedytacją w oparciu o narrację, która skupia się na pewnej idei, za którą wielu z nas tęskni: że człowiek brzmi dumnie. Bo potrafi wierzyć w szczytne ideały, tworzyć i kreować, a nie tylko zawłaszczać i niszczyć. Potrafi mieć wartości i się im nie sprzeniewierzać. Żyć w zgodzie z innymi i nie szukać konfliktów pomimo różnic. Przyjaźnić się i kochać. Być nie tylko bezinteresownym, ale działać na rzecz innych. Brzmi nierealnie? Na szczęście – dla wielu z młodego pokolenia – już nie…

*** Wszystkie zdjęcia wykorzystane w tekście pochodzą z materiałów prasowych dystrybutora filmu GAGARINE na rynku polskim: Best Film

You may also like

OSTATNI POJEDYNEK
KinoGram – czyli nowa jakość kina…
TEŚCIOWIE
RESET

Skomentuj