26
lis
2025
9

GRUPA ZADANIOWA

GRUPA ZADANIOWA (Task) Pomysłodawca: Brad Ingelsby, Obsada: Mark Rufallo, Tom Pelphrey, Emilia Jones, Fabien Frankel, Thuso Mbedu, Jamie McShane, Martha Plimpton, Silvia Dionicio, Produkcja oryginalna HBO max, 2025

Tytułem wstępu:

Choć od czasu emisji „Mare z Easttown” minęło parę lat (a dokładnie cztery) do dziś pamiętam jak gigantyczne wrażenie zrobiła na mnie ta produkcja serialowa. W zasadzie był to ten czas w streamingach, w którym przestałam wierzyć, że „TV na żądanie” kiedykolwiek jeszcze będzie na wysokim poziomie… Epidemia Covid zrobiła swoje – ludzie przestali chodzić do kina i „z braku laku” chłonęli wszystko jak leci. A streamingi się „rozbisurmaniły” jeszcze bardziej. Bo nawyki wchodzą w krew. Tak to działa. I nie ma co owijać w bawełnę. Wiem to aż nadto dobrze, bo mam już swoje latka. Wiecie o czym mówię? No raczej 😜 Świetnych produkcji serialowych, które wymagają dużych budżetów na coś co się nazywa pracą ludzkiego umysłu na najwyższym poziomie, nie wspomaganą AI i technologią, które nie wołają o godziwe wynagrodzenie i przestrzeganie warunków pracy na planie –  powstaje mało, bardzo mało. I tak to się kręci. A lata mijają. Podsumowując – Grupa zadaniowa – to kolejna perełka wyprodukowana przez HBO max z coraz rzadszych w ich portfolio – produkcji premium. I chwała im za to. Również i tym razem Ingelsby wziął na warsztat temat (zdaje się mocno go jako twórcę fascynujący) – jakim jest tzw. zwykłe życie zwykłych ludzi na amerykańskich przedmieściach, znowu w ulubionym regionie USA – Filadelfii. Ale tym razem skupił się na postaci mężczyzny – w dodatku kogoś, kogo szybciej nazwalibyśmy „przegrywem” – niż herosem dnia codziennego… 

Warto nadmienić, że również w przypadku miniserialu Grupa zadaniowa Ingelsby jest producentem wykonawczym. A piszę o tym specjalnie, bo od lat śledząc prace ludzi kina i to co im wychodzi lub nie – mam pełną świadomość, że nawet najbardziej uzdolnieni z nich, którzy bardzo dobrze wiedzą jakie historie i na jaki sposób chcą nam opowiadać – najlepiej wychodzą na tym, kiedy mają pełną kontrolę nad tak skomplikowanym procesem jakim jest produkcja filmowa. Inaczej, sami wiecie, różnie to bywa 😜…

Grupa zadaniowa – to nomen omen – świetna praca zespołowa – ludzi dobranych pieczołowicie, i tak samo jak w przypadku „Mare z Eastown” gdzie współproducentką była Winslet, tak w Grupie zadaniowej – jest Ruffalo. Nie omieszkam cynicznie zaznaczyć, że wyśmienite kreacje aktorskie to także (jakże częsta) wypadkowa tej samej zasady, co w przypadku showrunnerów 😎 Podoba mi się także więcej niż bardzo, że Ingelsby konsekwentnie prócz obsadzenia gwiazdy w roli pierwszoplanowej stawia na nieopatrzone nazwiska i tak buduje postaci nawet w drugim czy trzeciem planie – aby każdy mógł się wykazać, a nie był jedynie „zapychaczem” głównych wątków i tłem dla aktorów pierwszoplanowych… Ingelsby ma u mnie szacunek za to, że nie jest tym typem producenta, który uważa, że jak „naszpikuje” swój tytuł globalnie znanymi nazwiskami – to będzie hit!…

*    *    *

Grupa zadaniowa jest opowieścią o pewnym mężczyźnie w średnim wieku (fenomenalny Mark Ruffalo!), który wyglada jak styrany życiem urzędniczyna i takim się wszystkim wydaje. Ale jego codzienność – choć z pozoru bardzo nijaka – to jest sedno życia w samym jego najbardziej dojmującym wydaniu. W skrócie: zupełnie sobie z nim nie radzi, choć bardzo chce by było inaczej. Stara się jak może zachować kręgosłup moralny i nie sprzeniewierzać wyznawanym wartościom – choć kosztuje go to potwornie dużo. I co niezwykle ważne dla tej produkcji i pomysłu na nią – Ingelsby tym razem buduje jeszcze bardziej dogłębnie ludzką opowieść o odcieniach dobra i zła. Bo one także zazwyczaj nie są czarno-białe. Owszem, są na świecie źli ludzie, ale znacznie więcej jest takich, którzy są z gruntu dobrzy, ale robią złe rzeczy. I dlatego Grupa zadaniowa jest tak poruszająca i wiarygodna psychologicznie! Bo przecież – co stanowi wyjątkowo wzruszająco i pięknie „zaszytą” w tej produkcji serialowej metaforę – życie w swoim sednie jest zawsze o tym, że wszyscy popełniamy błędy i wszyscy jesteśmy stawiani przed wyzwaniami, które testują nasz system wartości, sumienie i priorytety. Przed decyzjami, które są ciężkie, obciążające dla nas samych i dla tych, których kochamy. Wszyscy ulegamy czasami podszeptom zła, idziemy na łatwiznę, nie wyrabiamy się z czymś. Jesteśmy „ułomni” jako gatunek. Piękno miesza się w nas z brzydotą. Empatia z egocentryzmem. Kochamy i nienawidzimy. Jesteśmy czasem wielcy, często małostkowi. Zawistni i szlachetni. Lojalni wobec jednych i zdradzieccy wobec drugich. Życie jest trudne. A jeszcze trudniej zawsze dobrze wybierać, zwłaszcza własnym kosztem. Zawsze być po właściwej stronie, ceniąc dobro większe lub cudze – od swojego… 

I za to właśnie, za takie postawienie sprawy w Grupie zadaniowej należą się Bradowi Ingelsby po raz kolejny  oklaski i podziękowania. Jak bardzo bowiem byśmy się nie starali od tej (dość smutnej – trzeba przyznać) konstatacji, uciec – nie zmienia to faktu, że świat w swej ogromnej masie ludzkiej zapełniony  jest jednostkami, którym bliżej do „przegrywów” niż herosów dnia codziennego – a których kosztownych wyborów moralnych i uczciwości – nikt nie zauważa i nie podziwia…

Bo dla większości z nich – życie to „task” (zadanie), praca do wykonania, a nie instagramowe kiziu-miziu. Życie to nie film ani serial, w którym są duble i dublerzy. Nie ma w nim wielkich wygranych „za nic”, często nawet nie ma drugich szans na poprawienie tego co się spier*** . Trzeba sobie radzić. Często samemu i bez wsparcia. Podsumowanie wyborów, konsekwencje działań – przyjdą. Jak nie teraz to potem. Dobrze umieć je przewidywać wcześniej bo życie nie pieści i jakże często rozlicza w trybie „z zaskoczenia”. 

Sto procent prawdy! Prawdy, która niestety  (zupełnie nie tak jak lubimy najbardziej) – boli… Uszanowanie sto dla HBO max za to, że podjęło się realizacji przesłania, które trudno nazwać „relaksującym”. A jeszcze trudniej – atrakcyjnym medialnie…  

*    *    *

Z pozoru – Grupa zadaniowa – to serial prosty jak konstrukcja cepa. Są źli ludzie (bandyci i dilerzy narkotyków) i grupa zadaniowa FBI, która ma ich złapać. Są ludzie dobrzy, ale ich uczynki na dobre im nie wychodzą, albo raczej lepiej byłoby powiedzieć, że „dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane”. Nie ma w tej produkcji żadnych frymuśnych pomysłów na cokolwiek – jest samo życie wraz z tym, czego jako gatunek najbardziej skomplikowany psychologicznie – nigdy nie potrafimy przewidzieć w stu procentach. To ukryte motywy i powody działania innych ludzi, ich emocje i rozterki. Chowane tajemnice, dobrze maskowane słabe punkty, których nie potrafimy dostrzec i niedoceniane mocne strony. 

Nawet zbrodnia do jakiej dochodzi pod koniec pierwszego odcinka jest dokładnie o tym, o czym zazwyczaj nie lubimy myśleć – kiedy wartościujemy i oceniamy postępki innych – to nie dzieło zwyrodnialców tylko wynik błędu oceny sytuacji, niesprzyjających okoliczności, braku planu B, głupoty i strachu. A jednak doprowadza do rozpętania się piekła. Samo życie…

W centrum narracji Grupa zadaniowa stawia Toma Brandisa (jeszcze raz to podkreślę – jedna z najlepszych ról w karierze Marka Ruffalo!). To agent FBI. Niespecjalnie  specjalny i taki, którego codzienna praca to raczej bycie gryzipiórkiem tychże struktur, gdzieś na zadupiu Stanów niż wcielenie naszych wyobrażeń o tej profesji. Traf chce, że w regionie w jakim pracuje od pewnego czasu dochodzi do kradzieży, którym trzeba się przyjrzeć uważniej, bo mają charakter seryjny. Szefowa Toma (jak zawsze niezawodna Martha Plimpton), stara wyga na chwilę przed emeryturą, wyznacza go na dowódcę „grupy zadaniowej”, która ma się rozpracowaniem sprawy zająć. 

Bo jak się okazuje – nie chodzi o zwykłe kradzieże pieniędzy zwykłym i dobrym ludziom z ich miłych domków. Ktoś okrada miejscowy gang narkotykowy z grubej kasy, od dawna. I robi to na tyle dobrze i na tyle sprytnie, że szef gangu Perry (świetny Jamie McShane znany z „Ozark”) także chce dorwać sprawców. Za okradaniem dilerów stoi niejaki Robbie (doskonały Tom Pelphrey), który działa z dwoma kumplami, a którego motywy są stare jak świat – pragnie zemsty. Ale zemsta ma to do siebie, że bardzo brzydko zawłaszcza ludzi, a z tymi, którzy są z gruntu dobrzy, a nie podli – obchodzi się szczególnie źle…

Tak więc wnet narracja Grupy zadaniowej staje się opowieścią o trzech grupach ludzi, z których każda ma inne motywy działań, inną organizację, dynamikę i cele, ale  każda składa się z osób, które są po ludzku „ułomne” charakterologicznie i działają  z bardzo różnych pobudek. Te trzy grupy  – zetrą się razem w potyczce o to – kto wyjdzie z tego cały…

Znacie profil mojego bloga na tyle dobrze – żeby wiedzieć, że nie opowiem Wam już żadnych szczegółów, ani dotyczących narracji i fabuły, ani konkretnych bohaterów. A jest ich w Grupie zadaniowej – całkiem sporo. Bo też ta produkcja opiera się o coś, co w kinie wielbię – pracę na detalach i pracę zespołową! 

Brad Ingelsby jest filmowcem, który ma specjalne miejsce w moim kinofilskim serduszku z wielu powodów, ale głównym są te dwa wyżej wymienione. Nie sili się na gmatwanie scenariusza i „rozpuczanie” fabuły o niepotrzebne nikomu wrażliwemu i myślącemu – fajerwerki. Trzyma się życia i psychologii postaci. Niuansów. Bo to one odpowiadają za wielką jakość i sens jego pracy. To one dają jej sedno. W zasadzie jego kino to „proste historie”. Ale za to przykłada wielką wagę do tego aby były jak najbardziej „mięsiste”, a przede wszystkim emocjonalnie istotne – dla widzów. Trudno nie podziwiać i nie kochać jego opowieści, także dlatego, że Ingelsby lubi  swoich bohaterów, to się czuje w produkcjach sygnowanych jego nazwiskiem – że on się pochyla z empatią i uważnością nad ludźmi z połamanymi życiorysami, i ich zmaganiem z szarą codziennością. To rzadka umiejętność i dar w dzisiejszym kinie zapełnionym twórcami, którzy stale chcą nam wciskać papierowe postaci i fabuły, które są z du**

*    *    *

W moim odczuciu Grupa zadaniowa to serial z przesłaniem, a nawet moralitet, choć wiem, jak bardzo nieatrakcyjnie te słowa brzmią w dzisiejszych czasach. Mnie (być może z racji metryki) kwestie w nim poruszane – głęboko emocjonalnie dotykały. Nie ukrywam, że wielokrotnie akcja i jej meandry powodowały u mnie wysokie stany reaktywne. Wściekałam się, wzruszałam i pomstowałam na poczynania bohaterów i nie raz zmuszona byłam skonfrontować się z pytaniem: „co ja bym zrobiła w tej sytuacji”?… Uważam i zawsze tak będę twierdzić, że kino, które potrafi mi takie rzeczy „uczynić” jako widzowi – to kino najwyższej próby! 

Grupa zadaniowa to doskonale zrealizowany dramat najwyższej jakości  – znacznie bardziej niż doskonały serial sensacyjny, co też sensacyjnie dobrze udało się Bradowi Ingelsby „zaszyć” w jego formule. Dzieje się tak dlatego, że ten wybitny scenarzysta i producent w jednym to twórca wyjątkowego kalibru. Refleksyjny, mądry, wnikliwy. Umiejący tak samo świetnie jak najlepsi pisarze uchwycić w materii kinowej rzeczy, które innym wypadają z rąk. 

Umie poruszać do głębi, ale bez patosu. Umie rozgrywać i ciszę i słowa. Jego dialogi nigdy nie są przegadane. Trafiają w punkt. Potrafi spojrzeć z sympatią, a nawet czułością na ludzi, dla których inni mają jedynie pogardę i złość.  

A przede wszystkim potrafi opowiadać o rzeczach najważniejszych i pokazać coś głębokiego w prosty sposób. Budzi to mój bezbrzeżny szacunek! Grupa zadaniowa jest bowiem na meta-poziomie o tym, że jako jednostki – nikt z nas nie jest samotną wyspą. Dobrych ludzi od ludzi, którzy chcą być dobrzy, ale im nie wychodzi – do złych ludzi dzieli czasami bardzo niewielka i niezwykle subtelna granica. A jej ukonstytuowanie się – nigdy nie jest ani proste, ani jednoznaczne. A najmniej łatwe do szybkiej diagnozy. To dlatego Grupa zadaniowa jest tak fascynująca w oglądaniu, choć jej narracja jest dość powolna i lubiący „szybkie akcje” i dynamikę opowieści o tym, że jedni chcą dopaść drugich – nie będą mieli z tego serialu wielkiej pociechy… 

Siedem odcinków Grupy zadaniowej to prawdziwe food for thought, doskonale wyzyskany czas, w którym widz ma dużo przestrzeni na przetrawienie zdarzeń i refleksje własne. Bo też Ingelsby (co chyba można już nazwać jego „pieczęcią autorską”) skupia naszą uwagę nie na komplikacjach fabuły, która zmierza do dość przewidywalnego końca, ale na tym byśmy się zanurzyli w życiu bohaterów tej opowieści. Byśmy przyjrzeli się biografii każdego z nich. Spojrzeli nowym okiem na to jak pozornie – w momencie zawiązania się akcji – nic nie znaczące nici powiązań – zaczną się pomiędzy nimi zasupływać, i uzależniać działania każdego z nich od siebie. 

Każdy z kluczowych bohaterów jest tu istotnym punktem odniesienia dla innej osoby w swojej „grupie zadaniowej”. Każdy na swój sposób żyje w matni i niemożności sprostania takim czy innym problemom swojego życia prywatnego. I do każdego w końcu dociera prawda o tym, że nie mamy wpływu na to co zrobią inni, których spotkamy na swojej życiowej drodze, ale z pewnością mamy wpływ na to, żeby móc zrozumieć, że kiedy dobro spotyka się ze złem i musi brać się z nim za bary  – finalnie zawsze wyjdzie z tego pojedynku – wypaczone i z uszczerbkiem. 

Tak to już jest. Można się jedynie starać aby temu zapobiec.   Staranie się – Ingelsby czyni sednem i sensem Grupy zadaniowej. Bo tylko tyle możemy. Te starania o to by zło nie pokonało w nas dobra – to dla znamienitej większości z nas – jedyny dostępny nam heroizm. W przypadku tego serialu, którego wartość intelektualną oceniam nad wyraz wysoko – posunę się zatem do dość patetycznej puenty: piękno człowieczeństwa – jest dokładnie o tym. 

Task | Teaser | Max

You may also like

PIENIĄDZE I KREW
ROZDZIELENIE
SPROSTOWANIE
UZNANY ZA NIEWINNEGO

Leave a Reply