11
Lut
2021
6

HELMUT NEWTON. PIĘKNO I BESTIA

HELMUT NEWTON. PIĘKNO I BESTIA (Helmut Newton.The Bad and the Beautiful), Reż. & Scen. Gero von Boehm, Wyst. Helmut Newton; Charlotte Rampling; Isabella Rossellini; Marianne Faithfull; Grace Jones; June Newton; Anna Wintour, Niemcy 2020

Helmut Newton: imię i nazwisko wymieniane zawsze i przez wszystkich w odpowiedzi na pytanie o najważniejszych i największych fotografów drugiej połowy XX wieku. Film dokumentalny mu poświęcony pt. Helmut Newton. Piękno i bestia opowiada o twórczości artysty w sposób wielowymiarowy i frapujący. Portretował kobiety na sposób, na jaki przed nim nie odważył się “publicznie” nikt. W tym na zlecenie najlepszych magazynów modowych, takich jak Vogue. I to właśnie próbą odpowiedzi na pytanie dlaczego tak, a nie inaczej i dlaczego nie można zdjęć jego autorstwa pomylić z nikim innym jako twórcą – zajmuje się ten świetnie zrealizowany obraz. Który ogląda się więcej niż doskonale.

Kto raz choćby zetknął się z fotografiami kobiet – modelek Helmuta Newtona – już ich nie zapomni. Były zawsze mocno erotyczne, choć nigdy wulgarne, często prowokacyjne, częściej niż często kontrowersyjne. I w zasadzie zawsze podszyte nutą perwersji. “Kobieta Newtona” pozornie mogła wydawać się być ukazana jako ofiara. Ale jej (często nagie) ciało – nawet w najbardziej poddańczych pozach pozostawało zawsze silne, emanujące nawet pewnym rodzajem drapieżności. Ich niejednoznaczność, dualny charakter, sprzeczność emocji jakie budziły po części związana była z tym, że w tle jego dzieł fotograficznych, które Newton zawsze aranżował w pełnej wolności twórczej, w swoich kadrach, historiach, które w nich opowiadał, jak gdyby w ukryciu, podtekście, czaiła się też przemoc, choćby symboliczna. To, co uczyniło w mojej subiektywnej ocenie Helmuta Newtona wielkim artystą – był fakt, że jego prace “na pierwszy rzut oka” głównie bulwersujące – niewidocznym ściegiem łączyły portretowane kobiety z rozkoszą, z jakimś rodzajem „niejasnej rozumowo” ale odczuwalnej przyjemności jaką w scenach inscenizowanych przez fotografa emanowały…

Przede wszystkim jednak tkwiła w nich tajemnica. Nieuchwytne coś, co kazało się w nie intensywnie wpatrywać i szukać w sobie samym odpowiedzi na to, jakich obszarów naszego “ja” dotykają. Jakie czułe struny (niekiedy mocno nieuświadamiane) potrafią trącić.

To bardzo trudna sztuka, być fotografem, który w jednym kadrze potrafi umieścić tak wiele. Ale Newton to umiał genialnie. Być może dlatego, że jego wyobraźnia i kreatywność była niczym samonapędzająca się machina. Tylko jej ufał. Miał wybitną intuicję i doskonale wiedział jaki efekt chce osiągnąć. Myślę, że kluczem do tego dlaczego stał się tak uznany, rozpoznawany na całym globie, niezwykle szanowany w branży, ale także, często przez swoich odbiorców “odsądzany od czci i wiary” jest zdanie, które pada w filmie mu poświęconym z jego własnych ust:

Uważam, że (te) dwie sprzeczne rzeczy są szalenie ekscytujące. Zawsze mnie podniecają. Nie dbam o to czy ludziom się to podoba. Najważniejsze, że mnie się to podoba…

*    *    *

Helmut Newton urodził się w Berlinie w 1920 roku. Dokument mu poświęcony Helmut Newton. Piękno i bestia miał ujrzeć ekrany kinowe w setną rocznicę jego urodzin. Plany te pokrzyżowała pandemia. Był, jak twierdzą ci, którzy go znali dobrze, prawdziwym “weimarczykiem”. Kochał Berlin, zanim Hitler doszedł do władzy spędził w nim kilkanaście bardzo udanych lat. Pochodził z zamożnego domu żydowskiego fabrykanta. I zanim w tym wspaniałym, jednym z najbardziej barwnych, wolnych i ciekawych miast na mapie Europy zawisły tabliczki z napisem “psom i Żydom wstęp wzbroniony” młody Newton zaznał w nim wielu przyjemnych chwil, ale przede wszystkim to w Berlinie ukształtowała się jego wrażliwość artystyczna – rozpostarta na dwóch dychotomiach: dekadenckiego rozpasania, swobody (w tym erotycznej) obyczajów Berlina, którym nasiąkał jako dzieciak. I kultu siły, kontroli, i władzy nad ciałem na granicy patologicznej obsesji, której emanacją stały się fotografie Leni Riefenstahl, na których uwieczniała głównie mężczyzn. Moc i potęgę białej, aryjskiej nacji „władców świata” uwieczniła na taśmie – kronice filmowej zatytułowanej “Olimpiada”, w roku 1938. A która była w tamtych czasach absolutnie nowatorskim dziełem jeżeli chodzi o osiągnięcia techniczne i estetyczną jakość dzieła prezentującego zawodników i zawodniczki sportowe. Film ten znali wszyscy Niemcy. Jak i jej wcześniejsze propagandowe “prace dokumentalne”, robione na zlecenie III Rzeszy, ze słynnym “Triumfem woli” na czele. I choć w filmie Helmut Newton. Piękno i bestia – jego bohater nie mówi wprost o tym, że je znał, czy oglądał – stwierdza szczerze – jak to on – że podziwiał zdjęcia Riefenstahl. I uważał, że była genialna…

*   *  *

Każdy kto czyta moje recenzje filmowe wie, że często się do tego odnoszę. Jako psycholog z wykształcenia jestem bardzo wyczulona na pewne kwestie, a w kinematografii, zwłaszcza w warstwie narracyjnej nie cierpię wręcz nieudolnych prób “psychologizowania”; głupich uproszczeń rysunku psychologicznego postaci, a na tzw. psychoanalizę dla ubogich – reaguję wręcz alergicznie. Reżyser i scenarzysta filmu Helmut Newton. Piękno i bestia obmyślił swój dokument poświęcony wybitnemu fotografikowi – i pod tym względem – doskonale.

Artysta jest nam przedstawiony niejako w trzech planach narracyjnych:

  • w archiwalnych nagraniach czy udzielanych wywiadach, jako ktoś, kto w zasadzie mówi sam za siebie i o sobie, często w auto-ironiczny, lekki i dowcipny sposób;
  • poprzez swoje wybitne i jedyne w swoim rodzaju prace / fotografie
  • w wypowiedziach ludzi, którzy z nim pracowali przez lata, lub znali go bardzo długo. I są to zarówno jego żona June Newton, Anna Wintour – naczelna amerykańskiego wydania Vogue’a jak i doskonała niemiecka aktora Hanna Schygulla
  • a przede wszystkim ustami kobiet, które portretował. Kobiet tak samo jak on sławnych i podziwianych, jedynych w swoim rodzaju: Marianne Faithfull, Charlotte Rampling; Grace Jones, Isabelli Rossellini. A także modelek, które pozowały do jego najsłynniejszych sesji z Claudią Schiffer i Nadją Auermann na czele.

Zabrzmi to być może nieco “tendencyjnie”, ale z mojego subiektywnego punktu widzenia najciekawiej wypadają w Helmut Newton. Piękno i bestia wypowiedzi kobiet obecnie mocno dojrzałych wiekiem. Doświadczonych życiowo. Bardzo różnych, ale z pewnością poza sławą mających jeszcze jeden wspólny mianownik: kobiet silnych psychicznie, charyzmatycznych. I bardzo samoświadomych.

Dla każdej z nich sesja fotograficzna, zdjęcia zrobione przez Newtona stały się tzw. punktem zwrotnym w ich karierze. Niejako przypieczętowały ich dopiero rozpoczętą drogę do wielkiej sławy. Dziś są ikonami. Legendami. Autorytetami. Każda z nich o słynnym fotografie mówi z innej perspektywy. Trudno aby było inaczej. Pracował z nimi w różnych czasach. Ale każda mówi o tym, jak bardzo na swój “pokrętny “ sposób potrafił dojrzeć w nich to, czego one same nie dostrzegały w sobie. I pokazać je tak, jak nie pokazał nikt wcześniej. Bardzo warto posłuchać opinii o artyście z ust Charlotte Rampling, której sesję fotograficzną Newton zrobił kiedy miała zaledwie dwadzieścia parę lat i była świeżym “objawieniem kina” po roli w skandalizującym wtedy “Nocnym portierze”. Jak i wypowiedzi absolutnie kultowej piosenkarki i performerki Grace Jones. Czy legendarnej Marianne Faithfull. A szczególnie Isabelli Rossellini, którą z kolei sportretował w także obecnie uchodzącej za ikoniczną sesji z Davidem Lynchem. Tuż po tym kiedy nakręcili razem “Blue Velvet”.

*   *   *

Helmut Newton w zasadzie większość swego zawodowego życia budził tyleż podziw, co szokował i wiecznie balansował na granicy pomiędzy byciem postrzeganym jako artysta, a łatką “skandalisty”. Tworzył portrety kobiece, akty w zasadzie, które w ich odbiorcach budziły często złość, bunt. Uznawane za obrazoburcze, a czasami wręcz nieakceptowalne. Bo Newton poruszał się z wyjątkową umiejętnością w rejestrach, które kultura od zawsze uznawała za tabu.

Był niezwykle erudycyjny w swoich pracach. Kiedy mija “szok” związany z pierwszym, bardzo powierzchownym ich odbiorem – a zaczyna się je analizować – dociera do nas jak bardzo był nie tylko inteligentny, ale też na swój sposób dowcipny, przekorny. Zadziorny. Jak bardzo jego geniusz powiązany jest z tym, że najbardziej na świecie uwielbiał być kimś, kto “wbija kij w mrowisko”. Jak nakręcało go właśnie to, że jego prace fotograficzne budziły w ludziach opór.

Był nazywany i perwertem. I kimś, kto kobiety uprzedmiotawia. Susan Sontag powiedziała o nim w jednym z wywiadów, że jest mizoginem. I że jego zdjęcia kobiety upokarzają. Zarzucano mu bycie opresyjnym wobec kobiecego ciała. A jednak (o paradoksie!) większość z tych kobiet, które portretował nigdy by tak o nim nie powiedziała. A to dlatego, że Helmut Newton nie był jako ani jako człowiek, ani jako mężczyzna nigdy kimś, kto tak kobiety jako takie traktował. Na planach sesji zdjęciowych był niezwykle kreatywny, pracowity, ale też wspierający. Potrafił ze swoimi modelkami stworzyć taki klimat, że poddawały się jego wizji niejako same, podążając za jego sugestiami, wskazówkami, poleceniami. Newton doskonale wiedział jaki efekt chce uzyskać. I do niego dążył. Aż do skutku – to fakt. Ale był we współpracy artystą serdecznym, łagodnym, miłym. Nie było w pracy z nim ani nic obleśnie – podtekstowego. Ani upokarzającego modelkę…

Jego wielkość, czy raczej lepiej byłoby powiedzieć niebywała charyzma kreacyjna objawia się w filmie Helmut Newton. Piękno i bestia – niejako samoczynnie. Nie potrafię powiedzieć obejrzawszy ten fascynujący dokument mu poświęcony jak bardzo jego osobiste, być może nie do końca nawet uświadamiane całkowicie prywatne fantazje, obsesje, fiksacje i podniety ukształtowane w bardzo specyficznych, brzemiennych w skutki czasach dorastania z rosnącą w siłę III Rzeszą w tle miały na jego twórczość wpływ. Osobiście sądzę, że miały i to fundamentalny. I dokument ten to sugeruje. Nie to jest jednak w portrecie tego wybitnego artysty najważniejsze. Ale to, że to co w nim tkwiło, czym był sam przesiąknięty umiał arcywybornie przekuć na pracę artystyczną. Użyć kreatywnie. Wykorzystać na najbardziej wzniosły dla naszego gatunku – sposób. Według teorii Freuda – jego sztukę można z całą pewnością zaliczyć do kwintesencji tego, co nazwał “sublimacją popędu”.

Helmut Newton, cokolwiek go napędzało osobiście w takiej a nie innej wizji kobiecego ciała, w malowaniu takich, a nie innych wizji kobiet, które były odzwierciedleniem tego co jemu “grało w duszy” potrafił zawrzeć w swoich pracach to, co innym się wymykało. Zarówno ze świadomości, jak i ze słów.

Jak wiecie, stoję na stanowisku, że psychika ludzka jest skomplikowana. W każdym z nas istnieje jakiś rodzaj pęknięcia. Dychotomii. Nie zawsze rozumiemy siebie dobrze, szczególnie w tych obszarach, które dotyczą naszej zmysłowości, pożądań, pragnień, fantazji erotycznych. Nie zawsze umiemy się przyznać nawet przed samymi sobą do tego, co nas podnieca i kręci najbardziej. Co daje nam poczucie siły. I mocy. Nie tylko erotycznej. Większość z nas prowadzi „układne i poprawne życie, grzecznych obywateli i obywatelek”. Jakże często wypierając ze świadomości to wszystko, co jest w nas “niegrzeczne”; “grzeszne”; “niepoprawne politycznie”. Sami siebie cenzurujemy nawet w naszych marzeniach i fantazjach, nie mówiąc o życiu codziennym.

Helmut Newton jest dla mnie jednym z najwspanialszych artystów, który temu wszystkiemu w swoich pracach całe życie mówił: NIE. I zanim ja sama popadnę w tym tekście w pogardzaną przeze mnie “psychoanalizę dla ubogich” 😉 – bardzo gorąco zachęcam Was do obejrzenia tego filmu dokumentalnego. Który nota bene ma doskonały tytuł. Podobnie do jego bohatera nie obchodzi mnie to, czy się ze mną zgodzicie czy nie, ale twierdzę, że większość z nas ma w sobie zarówno “Piękno” jak i “Bestię”. I temu, że Helmut Newton ten aspekt ludzkiej psychiki rozumiał więcej niż dobrze zawdzięcza moim zdaniem to, że jego praca artystyczna stała się tak bardzo go wyróżniająca, tak bardzo rozpoznawalna. I tak bardzo ważna dla świata sztuki jako takiej. Bo wielkich artystów zawsze łączy to samo: wyprzedzają szereg. I dają światu to, o czym nie mówi się na głos. Co łamie tabu. I wzbudza nie tylko kontrowersje, ale przede wszystkim pobudza do refleksji i dyskusji.

 

*** Wszystkie zdjęcia zamieszczone w tekście pochodzą z materiałów prasowych dystrybutora filmu HELMUT NEWTON. PIĘKNO I BESTIA na rynku polskim: Best Film

You may also like

BANKSY w Warszawie – czyli wystawa „The Art of Banksy. Without limits”
UDAWAJ, ŻE TO MIASTO
ASYSTENTKA
PROCES SIÓDEMKI Z CHICAGO

Skomentuj