14
paź
2025
41

INTER ALIA

INTER ALIA (Inter Alia) autorstwa Suzie Miller w reżyserii Justin’a Martin’a. Obsada: Rosamund Pike, Justin Talbot, Jamie Glover. Na deskach National Theatre, w ramach cyklu National Theatre Live, 2025 

Tytułem wstępu:

Trzy lata temu pisałam o „Prima Facie” – fenomenalnie udanym debiucie teatralnym Jodie Comer, który przypieczętował gwiazdorski status tej arcyzdolnej aktorki. Wydaje mi się to niezmiernie wartościowe, że brytyjscy aktorzy tak wysoko cenią sobie doświadczenie sceniczne, że podejmują się wysiłku grania w teatrze, zwłaszcza wtedy kiedy mogliby mieć to w nosie bo osiągnęli gigantyczny sukces finansowy, sławę i splendor w świecie filmów i seriali… 

Nie macie pojęcia jak bardzo takie podejście do sztuki aktorskiej szanuję i jak ze wszech miar uważam za słuszne. Dlatego też dość często twierdzę, że brytyjscy aktorzy są najlepsi na świecie. Umiejętność pracy z tekstem i żmudna intelektualna, emocjonalna i warsztatowa obróbka interpretacji postaci jest bowiem podstawą każdej z n a c z ą c e j kreacji aktorskiej i bez tych doświadczeń na koncie żaden aktor czy aktorka nie może osiągnąć wielkości w swoim fachu. Doświadczenie sceniczne jest tu niezbędne. Nikt nigdy nie usłyszy ode mnie nic innego…

W przypadku Inter Alia – w rolę główną wciela się Rosamund Pike, absolwentka wydziału literatury angielskiej Uniwersytetu w Oxford, która ma spore doświadczenie sceniczne. Pierwszy raz w teatrze wystąpiła już jako młoda dziewczyna, w tym jako Julia w inscenizacji „Romeo i Julii” Szekspira w ramach Youth National Theatre. Do jej najważniejszych scenicznych osiągnieć należy główna rola w sztuce Henryka Ibsena pt. „Hedda Gabler” z roku 2010. Jej inne, wcześniejsze, także  docenione role teatralne to udział w inscenizacji „Hitchcock Blonde” Terry’ego Johnson’a (2003) oraz  w „Lato i dym” Tennessee Williamsa (2006). 

Mam słabość do Rosamud Pike od czasu kiedy powaliła mnie na kolana rolą nominowaną do Oscara, Złotego Globu i Bafta w jednym z moich najukochańszych filmów najulubieńszego reżysera: „Zaginionej  dziewczynie” Davida Finchera.

Dziś, ta 46 letnia aktorka, choć ma status gwiazdy i gra bardzo dużo w bardzo dochodowych produkcjach filmowych i serialowych (takich jak „Koło czasu”) – pomimo gargantuicznej kariery raz po raz stale wraca do teatru w rodzimej Wielkiej Brytanii. Mogłaby sobie odpuścić, a jednak tego nie robi, co budzi mój wielki szacunek…

*   *   *

W takich przypadkach, gdy uznana autorka sztuk teatralnych (Susie Miller), po raz kolejny łączy siły z tym samym uznanym reżyserem (Justinem Martinem) – oznacza to teoretycznie kolejny sukces. Skoro raz tandem się sprawdził, powinien i kolejny. Nie zawsze się tak jednak dzieje. Kino także zna takie przypadki. Dobór obsady jest tu kluczowy. Tym bardziej, że w odróżnieniu od sztuki filmowej – ta sceniczna nie ma szans na korektę gdy już istnieje. Po wielkim sukcesie „Prima Facie”- występ Rosmaund Pike w najnowszym dramacie Miller zatytułowanym Inter Alia był zatem szczególnie mocno wyczekiwany przez krytyków teatralnych w Wielkiej Brytanii. Nigdy bowiem nie wiadomo, zanim we foyer nie zabrzmi dzwonek wzywający widzów na przedstawienie premierowe – czy zaistnieje tajemnicza „chemia” jaka wytwarza się pomiędzy aktorami, tekstem a widownią teatralną. Widzowie i aktorzy na scenie w teatrze tworzą swego rodzaju „żywy organizm”. Recepcja sztuki przez tych pierwszych napędza i uskrzydla tych drugich… Dlatego też zawsze istnieje ryzyko, że coś zaszwankuje. Ponieważ znam „Prima Facie”, byłam więcej niż ciekawa jak Rosamund Pike, poradzi sobie po wielu latach przerwy od ostatniego występu scenicznego ze swoim powrotem na deski teatralne. Choć bardzo ufałam temu, że świetnie – z racji na jej talent i wybitne umiejętności podawania tekstu  – pewna jednak nie byłam. Cieszy mnie ogromnie, że mogę z ręką na sercu napisać, że jej rola sędzi w Inter Alia jest doskonała! 

*   *   *

Zacznijmy od tytułu najnowszego dzieła scenicznego Suzie Miller. Inter Alia to łacińskie wyrażenie oznaczające „między innymi”. Używa się go do wskazania, że wymieniony element jest tylko jednym z wielu, i nie wyczerpuje listy. Termin ten jest powszechnie stosowany w tekstach prawniczych, aby uniknąć wymieniania wszystkich szczegółów. Ponadto sztuka ta została przez jej autorkę pomyślana na taki sposób, aby stanowić niemal celowy kontrapunkt dla „Prima Facie”, której bohaterką była prawniczka obrony – mistrzyni manipulacji i interpretowania prawa na taki sposób by skutecznie uniewinniać oskarżonych o gwałt – która zostaje zniszczona przez doświadczenie przemocy seksualnej. Miller, pragnąc unaocznić, jak fatalnie system prawny traktuje kobiece ofiary przemocy, w Inter Alia ukazuje problem z drugiej strony: z perspektywy kobiety-sędzi, zdeterminowanej, by uczynić system bardziej sprawiedliwym, a której świat rozpada się wskutek oskarżenia wniesionego wobec najbliższej jej osoby. Fakt ten wystawia ją na najbardziej bolesną próbę sprostania wyznawanym do tej pory wartościom i zasadom…

W głównym trzonie narracyjnym Inter Alia Jessica Parks (wspaniała Rosamund Pike) jest nam ukazywana zarówno z perspektywy zawodowej, jak i poza nią. Jako sędzia nie chce być tylko świetna merytorycznie, ale lepsza moralnie i etycznie od kolegów z palestry – zarozumiałych i bufonowatych adwokatów. Wnosi na salę sądową perspektywę, której im – często brak – empatię, i współczucie wobec kobiet – ofiar przemocy… To jedna z tych czterdziestoparoletnich, współczesnych kobiet sukcesu, których życie to nieustanna gonitwa z czasem i bicie rekordów w tzw. multitanskingu.

Poza pracą w sądzie, zajmuje się domem, stara się dbać o relacje z mężem, podtrzymywać więzi przyjacielskie, a przede wszystkim być troskliwą matką dla nastoletniego syna jedynka. Jej codzienność zbudowana jest z odgrywania naprzemiennie kilku ról, i stałego udawadniania sobie i światu, że w każdej z nich jest dobra – na przekór wiecznym zmaganiom z poczuciem winy, że żadnej z nich nie jest w stanie się poświęcić na sto procent. A największe dręczy ją oczywiście w roli matki. Jej kariera toczy się „inter alia” — jak ujmuje to Miller — „między innymi rzeczami”. Ich istotność, konieczność znajdowania czasu we właściwych proporcjach dla każdej sprawy jaką prowadzi to wieczne balansowanie na linie.

Do tekstu sztuki Miller – Justin Martin dokłada pulsującą na naszych oczach reżyserię, której celem jest podbicie napięcia budowanego przez tekst sceniczny. Jest zatem i żywa muzyka i rozedrgana, energetyczna i bardzo fizyczna rola Pike. Postać sędzi Parks, którą kreuje – jest w ciągłym ruchu, zmieniając kostiumy i tożsamości.

Raz w sądzie, w todze i peruce – insygniach sędziowskiej władzy, innym razem – w myśl powiedzenia „girl’s just wanna have some fun” śpiewa w barze karaoke podczas wieczoru z koleżankami, przyjmuje gości na kolacji w domu, zmysłowo flirtuje z własnym mężem, by w kolejnej odsłonie pucować kuchnię w gumowych rękawicach. Ale przede wszystkim jest matką – czułą, troskliwą, która dba o to by syn miał upraną ulubioną koszulą na weekendową imprezę, zjadł śniadanie przed wyjściem do szkoły, a wieczorem ciepłą kolację. Scenografia Miriam Buether i światła Natashy Chivers zlewają się, budując efekt rozpływania się granic między salą sądową a domem.

„Żyjesz tak, jak pracujesz – wszystko robisz w pośpiechu” — mówi do Jessiki przyjaciółka. Brzmi to jak komplement, rodzaj uznania dla sprawności w dzieleniu tylu zadań i ról naraz. Ale jest także oskarżeniem rzuconym patriarchalnej kulturze i społeczeństwu, które oczekuje tego aby kobiety sukcesu, takie jak sędzia Parks wypełniały każdą życiową rolę – jednakowo świetnie. I choć ani razu nie pada w dialogach wprost podane oskarżenie o nadużycie emocjonalne i psychologiczne reperkusje, jaki ten bagaż stresu powoduje u kobiet, które w ten sposób funkcjonują – wybrzmiewa miedzy wierszami – dobitnie i jasno. Podczas gdy Jessica dwoi się i troi przy każdej okazji i w każdej z ról życiowych by stanąć na wysokości zadania – jej mąż, także prawnik (w tej roli Jamie Glover) i syn (Jasper Talbot) nie tylko niespecjalnie dzielą się z nią obowiązkami na rzecz domu, w którym razem mieszkają – to jeszcze (co sztuka mocno podkreśla) – jeden w roli męża, a drugi w roli syna – dają z siebie jedynie niezbędne – minimum. 

 

I choć Jessica organizuje ich wspólne życie codzienne, kocha i opiekuje się zarówno jednym jak i drugim – czujemy podskórne napięcie jakie towarzyszy małżonkom w ich rozmowach. Choć na pozór wydają się być bardzo udanym stadłem – to jednak jej męża boli, że  Jessica go „pokonała” w drodze do tytułu KC (King’s Counsel / Queen’s Counsel: tytuł przyznawany w Wielkiej Brytanii za wybitne osiągnięcia w zawodzie prawnika), jak i na sędziowski stołek. Widzimy też jak bardzo, pomimo najszczerszych chęci – jej relacje z dorastającym synem kuleją i grzęzną w niemożności pokonania nawarstwiających się barier komunikacyjnych, jego młodzieńczych humorów, a przede wszystkim coraz większego emocjonalnego oddalania się od rodziców na rzecz środowiska rówieśników. Z biegiem akcji ci z początku peryferyjni bohaterowie Inter Alia zaczną nabierać znaczenia, ich głosy i opinie zostaną nam ujawnione, a historia nabierze wymiarów rodzinnej tragedii, której najprawdopodobniej można byłoby zapobiec, gdyby tylko…

No właśnie, gdyby co? 

To z tym pytaniem Inter Alia nas zostawia, bo przecież pokazuje dobitnie, że Jessica zrobiła wszystko co mogła żeby wychować swoje dziecko na takie, które będzie umiało się obronić przed prześladowcami, nie będzie krzywdzić innych, a równościowe wartości wpajane przez matkę od maleńkości staną się niejako z automatu kompasem w jego życiu. A jednak – nie udało się. Piekło zawsze wybrukowane jest dobrymi chęciami…

Dramat Inter Alia czyni Jessicę moralnym i emocjonalnym centrum spektaklu: jej tragedia rozwija się niczym dramat bohaterek Ibsena, zdradzonych przez otoczenie. Zawiedli ci, którym ufała najbardziej, nie udało się jej ochronić syna ani przed presją rówieśniczą, ani przed przemożnym wpływem mediów społecznościowych, ani ostatecznie przed nim samym. 

Susie Miller, zanim została dramatopisarką – pracowała jako prawniczka. Sadzę że właśnie dlatego jej sztuki są tak świetnie zakotwiczone w realiach świata bohaterek o których opowiada i budzą autentyczne i silne emocje. Jako widzowie rozumiemy bowiem, że autorka dramatu sądowego używa go celowo jako formy by nie tyle krytykować system prawny, co zwrócić  naszą uwagę na to, że życie społeczne zawsze stanowi tło każdego procesu sądowego „po obu stronach barykady”. Dotyka i tych co stoją przed sądem, jak i tych, którzy go tworzą. A system prawny pomimo pozorów obiektywizmu – nigdy nie jest wolny od swojego ludzkiego wymiaru. To dlatego tak mocno emocjonalnie rezonujemy z wszystkimi tymi historiami o procesach, dowodach i skazaniach, co do których na co dzień wydaje się nam, że mamy bardzo jasne poglądy i usilnie wypieramy ze świadomości ewentualność konfrontacji z nimi z perspektywy tej drugiej strony, jako oskarżonych, a nie dochodzących winy i żądających kary … 

Inter Alia to historia o utracie złudzeń, że ludzie stojący najwyżej w hierarchii systemu sprawiedliwości są bez skazy, jak i o tym, że być może naiwnym jest wiara w to, że można w tej profesji zostać tym kim się chce być i nigdy nie sprzeniewierzyć się ideałom sprawiedliwości.

Zakończenie Inter Alia wybrzmiewa jak bardzo mocny i przenikliwy komentarz do współczesnego systemu sprawiedliwości, jak też jako celowo i z premedytacją odmalowany – bardzo niewygodny do przyjęcia – obraz współczesnego rodzicielstwa. Wobec poprzedniej sztuki Miller Inter Alia stanowi jakiś rodzaj lustrzanego odbicia i niejako poszerza dramaturgiczne pole walki: to już nie tylko opowieść o ofiarach przemocy, lecz o strukturach, które tę przemoc reprodukują – nawet jeśli nie z premedytacją i w przekonaniu, że działają w dobrej wierze.

** Wszystkie zdjęcia – autorstwa Manuela Harlana – wykorzystane w tekście pochodzą z materiałów prasowych dystrybutora INTER ALIA w ramach National Theatre Live Nazywowkinach.pl

NAZYWOWKINACH.PL to europejski pionier w zakresie dystrybucji wydarzeń kinowych. Od 2007 roku dostarcza do polskich kin najwyższej jakości kontent alternatywny, w tym transmisje HD LIVE, z najlepszych teatrów i sal koncertowych świata. Ich aktualna, ekskluzywna oferta to spektakle i przedstawienia: The Metropolitan Opera: Live in HD, National Theatre Live, Art Beats, Comédie-Française Live, The Berliner Philharmoniker Live in Cinemas

You may also like

PIENIĄDZE I KREW
HER DOCS FILM FESTIVAL 2025
JUŻ SIĘ NIE BOJĘ
20 lat z nami i dla nas! – Millenium DOCS AGAINST GRAVITY 2023

Leave a Reply