22
Lip
2020
0

JAK OJCIEC I SYN

JAK OJCIEC I SYN (Soshite chichi ni naru), Reż. & Scen. Hirokazu Kore-eda; Wyst. Masaharu Fukuyama, Machiko Ono, Yôko Maki, Keita Ninomiya, Yuri Nakumara, Lily Franky, Japonia, 2013

JAK OJCIEC I SYN to niezwykle subtelnie opowiedziana historia dwóch rodzin, której nikt z nas nie chciałby doświadczyć. A która stawia przed niemalże filozoficznym zagadnieniem – jakim jest definicja rodzicielstwa… Na szczególny zachwyt w Jak ojciec i syn zasługuje scenariusz, w którym japońskiemu mistrzowi kina udało się w sposób budzący najwyższy podziw ominąć wszelkie mielizny. Rafy banału, patetyzmu i demagogii, na których z pewnością polec by mógł reżyser o mniejszej wrażliwości i empatii wobec złożoności tematu jakim obraz ten się zajmuje. Absolutne chapeau bas!

Choć jako kinofilka & blogerka rocznie oglądam bardzo dużo filmów – to wciąż “gonię” za tymi wartościowymi obrazami, których do tej pory nie udało mi się zobaczyć. Chęć “bycia na bieżąco” powoduje bowiem, że wciąż przybywa tych, które chcę “nadrobić”, a czasu na ich oglądanie – niestety nie (buu)…

Ich lista wraz z latami niestety jedynie puchnie i rośnie. Istne perpetuum mobile 😉

Dlatego też niezwykle ucieszył mnie fakt podjętej na czas wakacji kooperacji pomiędzy Ninateka a Gutek Film, w którym cyklicznie w każdy czwartek do początków września tego roku udostępniane za darmo są kolejne tytuły, z portfolio niekwestionowanego cesarza kina artystycznego na rynku polskim (oklaski i podziękowania). Jak ojciec i syn wspaniałego Hirokazu Koreeda, którego ostatni film pt. “Prawda” recenzowałam na blogu (do poczytania tu) – do tych właśnie pereł kinematografii autorskiej, które mi umknęły – należy.

W tym miejscu pora przejść do recenzji Jak ojciec i syn

*    *    *

Swoją światową premierę Jak ojciec i syn film Koreedy miał w miejscu wyjątkowo prestiżowym, czyli na MFF w Cannes, w roku 2013. Gdzie był nominowany do Złotej Palmy. Zawojował serca najważniejszych krytyków filmowych. I zachwycił jury. Z Cannes Koreeda wyjechał z nagrodą specjalną. Zdobył także wyróżnienie jury ekumenicznego. A następnie Jak ojciec i syn triumfował na kilku ważnych w branży festiwalach filmowych w kategorii, którą ja osobiście bardzo sobie cenię. A jest nią nagroda publiczności (San Sebastian, Sao Paulo i Vancouver).

O podwalinach powstania filmu, który przyniósł mu światowy rozgłos:

…W którym momencie ojciec staje się ojcem naprawdę? Sam jestem ojcem i nie potrafię znaleźć odpowiedzi na to pytanie… Pięć lat później znajomi często mówią mi, że córka wygląda zupełnie jak ja. Porównując nasze twarze, oczy, usta, widzę że moje DNA odcisnęło na niej swój ślad. Czy to zatem świadomość wspólnej krwi czyni mężczyznę ojcem? Czy może raczej czas, który dziecko i ojciec spędzają wspólnie? Krew, czy czas? W pewnym momencie poczułem, że mój dylemat może być tematem filmu.

Taka była geneza „Jak ojciec i syn”. Wszystkie moje wątpliwości, pytania i – przyznaję – wyrzuty sumienia przelałem na bohaterów mojego filmu. Film jest skończony. Ale pytania, które stawiam sobie ja i moi bohaterowie, cały czas pozostają w mocy….

Hirokazu Koreeda, reżyser & scenarzysta Jak ojciec i syn

*    *    *

Nie byłabym sobą, gdybym o tym nie napisała…Pytania, które postawił sam przed sobą Koreeda są niezwykle ważne dla dyskursu o rodzicielstwie, z zasady. Światli i myślący ludzie zadają je sobie bez “nawisów”, które w Polsce wciąż są zaprzęgane do świata politycznej propagandy. Wciąż używane na sposób, który budzi mój sprzeciw. I co tu dużo gadać – na sposób, który mnie brzydzi…

Figura rodzicielska bowiem to nie jest w przypadku gatunku ludzkiego – coraz rzadziej zasługującego na łacińskie określenie “homo sapiens” – funkcja li i jedynie “biologiczna”. To nie jest tak proste. I każdy dyskurs, który temu zaprzecza – jest dla mnie intelektualną miernotą…

Nie miejsce i czas na moje prywatne refleksje na temat rodzicielstwa i czym ono jest w moim odczuciu, choć jestem dzieckiem pewnej całkiem niedoskonałej charakterologicznie i osobowościowo pary ludzi, których zarówno nabyte przed moimi narodzinami doświadczenia życiowe, jak i własne mniemania na temat wychowywania dzieci miały na mnie – taką jaką dziś jestem – niebagatelnie istotny wpływ. Tym bardziej, że każde z moich rodziców miało już progeniturę ze związków z poprzednimi partnerami…

Konkludując: rodzicielstwo jako funkcja i to jakim się jest ojcem czy matką to temat niezwykle złożony, bardzo głęboki, pełen często niewidocznych dla innych niuansów i zależności natury wszelakiej. Jednym słowem – trudny.

Koreeda w swoim wspaniałym filmie Jak ojciec i syn w zasadzie zajmuje się w tej materii kwestią zasadniczą. Czyli tę jakże ulubioną i międloną jako najwyższa wartość przez niektórych demagogów w tej kwestii sprawą: biologia versus wychowanie…

*    *    *

Oto dwie japońskie rodziny. Jedna o nazwisku Nonomiya, mieszkająca w dużym mieście, w komfortowych warunkach, zamożniejsza, lepiej wykształcona, etc. wychowuje synka jedynaka. Druga biedniejsza: państwo Saiki, mieszkająca gdzieś na prowincji Japonii. Mająca troje dzieci. Ich synek urodził się tego samego dnia co synek państwa Nonomiya. I było to ponad 5 lat temu. Na obie te rodziny, które stylem życia, możliwościami finansowymi i całą resztą różnią się diametralnie – zrządzeniem losu – jak grom z jasnego nieba spada ta sama wiadomość. Szpital w którym chłopcy przyszli w tym samym dniu na świat zmuszony jest ich powiadomić, że w wyniku „błędów proceduralnych”, które miejsca mieć nie powinny, a jednak miały – dzieci zostały podmienione. Jednym słowem chłopcy mieszkają w domach i są wychowani w rodzinach, co do których zasada “krew z krwi, kość z kości” – nie dotyczy…

Wyobrażacie sobie taką sytuację jako własne doświadczenie?… Myślę, że właśnie dlatego, że Koreeda zajął się czymś, co jest z rejestrów – eufemistycznie rzecz ujmując – tabu i tak samo bardzo wypieranych przez świadomość każdego biologicznego rodzica, uznającego dziecko, które wychowuje “za własne” niejako „z definicji”– jego obraz tak bardzo widzów porusza po dziś dzień. I to do trzewi…

Mnie też emocjonalnie poruszył do głębi….

Jak ojciec i syn skupia się na tym co będzie dotyczyć rodziny Nonomiya i rodziny Saiki kiedy niejako zmuszone zostaną do skonfrontowania się z tą wiedzą. A co więcej będą musieli wziąć udział w procesie systemowych regulacji w tym zakresie. A te oznaczają zmiany prawne, ugodę lub dochodzenie roszczeń finansowych względem zarządu szpitala, w którym doszło do tak poważnego błędu; postępowanie legislacyjne i sądowe, w wyniku którego chłopcy – ich jak dotąd postrzegani jako “właśni” synowie – będą uznani formalnie za synów innych ludzi. A najważniejsze ze wszystkiego – do przygotowania na to wszystko 6-cioletnich dzieci oraz siebie samych na przyjęcie pod swój dach chłopców, których w innych okolicznościach uznaliby za po prostu obojętne emocjonalnie, obce dziecko…

Tak. Koreeda stawia widzów przed wyborem niemalże hamletowskim: „krew czy czas? Oto jest pytanie!” I to w jak pełny, wnikliwy, a zarazem subtelny, delikatny i empatyczny sposób Jak ojciec i syn się odpowiedzią na nie zajmuje – zasługuje na pokłony do samej ziemi!

Rzadko to piszę, ale film Koreedy jest przykładem obrazu tak mistrzowskiego w ujęciu kinematograficznym, jak i wyjątkowo ważnego społecznie! Nigdy nie powinniśmy zapominać bowiem o tym, że sztuka filmowa może pełnić bardzo istotną rolę w kształtowaniu postaw, otwieraniu na inne od własnej perspektywy, ubogacać w refleksje, etc. To wyjątkowe medium. I w tym przypadku mój gigantyczny szacunek i podziw wzbudza to, na jaki sposób Jak ojciec i syn ten „postulat” realizuje!

Bo obraz Jak ojciec i syn nie podejmuje tej kwestii w dramatycznych i oskarżających tonach, nie skupia na kwestiach natury socjologicznej, czy systemowej w przypadku Japonii. Nie rozdziera szat nad tym jak strasznie pechowy los spotkał bohaterów tej opowieści (tak rodziców, jak i dzieci). Nie wali w bęben tego, że w zasadzie cała sytuacja jest o tym, że ktoś w tzw. systemie zawinił i to ten ktoś / system powinien ponieść tego konsekwencje. Choć tej tematyki nie bagatelizuje. A wręcz przeciwnie – skupia się na tym, co w tej arcytrudnej życiowo i emocjonalnie sytuacji dla tych, których to bezpośrednio dotyczy – jest najistotniejsze! W ocierający się o rozprawkę filozoficzną sposób przedstawia historię dwóch par małżeńskich, które wychowują “cudze” dziecko i dwóch małych chłopców, którzy zgodnie z prawnymi ustaleniami w 6-tym roku życia mają rozpocząć życie jako dzieci innych ojców i matek. Oraz znaleźć się w innych domach, w innym świecie, w innej od dotychczas znanej im rzeczywistości.

I to ta właśnie perspektywa – nadaje temu obrazowi znamion wielkości!

Zgodnie z tytułem – zagadnieniem ojcostwa film Koreedy zajmować się będzie bardziej dogłębnie niż zagadnieniem macierzyństwa…

A kwestia ojcostwa jest przez japońskiego reżysera podejmowana w tym filmie na sposób, przed którym nie sposób nie pochylić czoła.

Kim jest figura ojca? Kim jest postać syna dla figury ojcowskiej? Oto jest pytanie!

Co de facto reprezentuje mały człowiek płci męskiej dla tego kto mówi o nim: “jestem jego ojcem”; “moja krew”; “to mój syn”. I na jakich podstawach buduje się relacja małego chłopca z dorosłym mężczyzną, zwanym ojcem? Jego przywiązanie. Miłość. Szacunek. Chęć podążania za nim i powielania przekazywanych mu wzorców. Lub bunt czy zaprzeczenie jego autorytetowi…

 

 

 

 

Te kluczowe / pytania są tak uniwersalne kulturowo, że w zasadzie płakać mi się chce ze wzruszenia kiedy pomyślę jak wspaniale zniuansowanie, mądrze, pięknie i dojrzale udało się Hirokazu Koreedzie je ukazać w tym obrazie.

 

 

 

 

 

 

 

 

*    *    *

Jak ojciec i syn to ten rodzaj kina, którego wielkość mierzona jest odpornością podejmowanych w nim tematów na zmiany cywilizacyjne. Postęp technologii. Kwestie geo-polityczne. Etc. To obraz na wskroś ludzki, humanistyczny. Pełen pokory wobec kwestii zasadniczych i można by nawet rzec dla naszego gatunku – ostatecznych. Bo przecież nasza cywilizacja będzie się coraz bardziej zmagać (z różnych przyczyn, w tym związanych z zatruciem środowiska i dalszymi społecznymi rozwarstwieniami statusowo – finansowymi) z kwestią dzietności i rodzicielstwa. I w tym znaczeniu pytania stojące u podwalin tego filmu będą w niedalekiej przyszłości pytaniami zakreślającymi coraz to szersze kręgi…

Kim jest rodzic? Jak to jest być rodzicem? Jaką role pełni matka, a jaką ojciec? I czy kwestia genów, biologii rozumianej bardzo prymitywnie jako połączenie żeńskich i męskich komórek rozrodczych jest w kwestii roli rodzica decydująca? Co powoduje, że kobieta czy mężczyzna się potrafi w tej roli spełniać dla dobra dziecka, a zwłaszcza jako ten, kto patrzy na nie z jego perspektywy? Te pytania w obrazie Koreedy są postawione na taki sposób, że niejako “samoczynnie” zmuszają do refleksji nad tym wszystkim. I w tym właśnie tkwi największa siła jego scenariusza i reżyserii!

Bo Jak ojciec i syn w subtelny, acz niezwykle mocny emocjonalnie sposób podkreśla to, co wielu ludziom jest niedostępne mentalnie czy światopoglądowo, co dla wielu ludzi nie stanowi pola do refleksji. A co stanowi clue zagadnień jakimi się zajmuje film Koreedy. Ojciec jako niezwykle istotna figura w życiu chłopca to nie jest jedynie biologia i DNA.

Ewolucyjnie, owszem – natura zaprogramowała nas tak, byśmy w każdej oznace podobieństwa fizycznego naszych dzieci do nas widzieli potwierdzenie przedłużenia gatunku, a w zasadzie – siebie samych jako tegoż gatunku przedstawicieli… Tak więc w zasadzie Jak ojciec i syn zadaje pytania właśnie o to, o czym myśleć za bardzo nie lubimy. Bo figura ojcowska to jednak bardziej wybór i postawa. To decyzja na temat tego jakim ojcem chce się być. Jak zamierza się to realizować. …A co jak wiadomo wciąż wielu mężczyznom, wielu ojcom biologicznym umyka z pola widzenia. Ojcem i rodzicem w swojej funkcji nie czyni z mężczyzny biologia. Kochającym rodzicem w pełnym tego słowa znaczeniu czyni wyłącznie postawa – jako rodzica. I to jaka ona jest. Czy potrafi być pełna miłości, empatii, zrozumienia, wsparcia, czułości? Stawiająca dobro i poczucie szczęście dziecka i jego samorealizacji ponad naszym własnym? Czy będzie przekraczać domagania, ambicje, życzenia i roszczenia wobec tego by “dziedzic naszej krwi” był jej godny?

Te właśnie pytania stanowią sedno obrazu Jak ojciec i syn.

W Polsce, obecnie, to temat – wyjątkowo mocno wybrzmiewający jako “na czasie” Dlatego uważam, że film ten powinno się obejrzeć / znać. Z wielu powodów, tak globalnych, jak i całkiem jednostkowych. Bo świat i jego przyszłość (o czym także nie lubimy myśleć) składa się z tych, którzy dziś są dziećmi, a jutro nas rozliczą z tego jakimi figurami rodzicielskimi byliśmy…

Jak ojciec i syn pięknie przypomina, że właśnie o tym jest ojcostwo / a szerzej rodzicielstwo. O umiejętności widzenia tego, że w tej roli jest się figurą niezwykle istotną nie dla siebie. Ale dla dziecka. Dla jego dobra. Bo jaki (dziś) ojciec (taki w przyszłości) i syn…

*** Wszystkie zdjęcia wykorzystane w tekście oraz przytoczony cytat pochodzą z materiałów prasowych dystrybutora filmu JAK OJCIEC I SYN na rynku polskim: Gutek Film

You may also like

MAGNETIC
POWITANIE SŁOŃCA
BLUE JAY
THE MEYEROWITZ STORIES

Skomentuj