31
lip
2025
45

KWIAT OŚMIU GÓR

KWIAT OŚMIU GÓR (Fiore Mio), Reż. & Scen. Paolo Cognetti, Produkcja: Włochy / Belgia, 2024

Tytułem wstępu:

Dwa lata temu na ekrany polskich kin trafił obraz „Osiem gór” na podstawie debiutanckiej powieści Paolo Cognettiego pod tym samym tytułem, który spotkał się z bardzo ciepłym przyjęciem widzów, tak jak wcześniej książka, dzięki której autor zdobył uznanie i popularność. Obraz zrealizowany przez Felix’a van Groeningen’a i jego żonę Charlotte Vandermeersch był odą do gór, a przede wszystkim pochwałą poszukiwania własnej drogi życiowej. 

Spory sukces tego pięknego wizualnie, acz skromnego budżetowo filmu fabularnego – najprawdopodobniej ośmielił pisarza na tyle, że postanowił nakręcić dokument poświęcony alpejskim szczytom, w okolicach Monte Rosa – najpotężniejszego masywu górskiego Alp, na granicy między Włochami, a Szwajcarią. Znajduje się na nim 10 szczytów przekraczających 4000 metrów n.p.m., wysokogórskie schroniska, w tym najwyżej położone schronisko w Europie i malownicze trasy trekingowe. Masyw Monte Rosa z racji swojej powierzchni i znacznej wysokości jest pokryty wielkimi lodowcami. Szacuje się, że ich całkowita powierzchnia wynosi około 180 km². 

W przypadku dokumentu  Kwiat ośmiu gór można śmiało powiedzieć, że to jeden z tych obrazów, którego recepcja przez widzów okazała się być diametralnie różna od tej jak odebrali go krytycy filmowi. Publiczność ten film ulubiła sobie pomimo słabych recenzji, a być może (?) właśnie za to, że jest taki jaki jest – niespecjalnie wykoncypowany, bez precyzyjnego scenariusza i skupionej wokół jednej, głównej tezy – osi narracyjnej. Tak jakby Cognetti nie miał pomysłu jak i co opowiadać, albo wręcz przeciwnie – uznał, że góry, które przedstawi w swym filmie – nie potrzebują tego aby je opowiadać „swoimi słowami”…

Co z kolei, w moim odczuciu – z formalnego punktu widzenia patrząc – czyni Kwiat ośmiu gór obrazem, którego nie da się obiektywnie ocenić – jeżeli ktoś gór nie kocha i nigdy sam, na własnej skórze nie poczuł tego, czego doświadczają ci, którzy w nie stale wracają…

To nie jest film o tym, jak możemy uratować góry.

To film o tym, jak góry mogłyby uratować nas

— Paolo Cognetti

Latem 2022 roku, gdy Włochy nawiedziła długotrwała susza, po raz pierwszy w życiu Paolo Cognetti zobaczył, jak źródło wody przy jego domu w Estoul – niewielkiej wiosce położonej na wysokości około 1700 metrów nad doliną Brusson – zupełnie wyschło. To wydarzenie tak bardzo nim wstrząsnęło, że zrodziło potrzebę opowiedzenia o pięknie gór, o krajobrazach i lodowcach skazanych na zniknięcie lub nieodwracalne zmiany w wyniku zmian klimatycznych. Cognetti opowiada historię „swoich gór” na wzór dzieła Hokusaia „36 widoków na górę Fudżi”, w którym japoński artysta ukazywał ją z wielu różnych perspektyw. Reżyserowi w jego podróży z kamerą na Monte Rosa towarzyszy operator Ruben Impens, poznany na planie „Ośmiu gór”, który tym razem został autorem zdjęć do dokumentu Cognettiego oraz ukochany pies Laki – nieodłączny towarzysz wędrówek. Oryginalny tytuł filmu „Fiore mio” – inspirowany jest piosenką wykonywaną przez Laszlo De Simone: piosenkarza i muzyka z Turynu, który w 2024 roku zdobył nagrodę Césara za najlepszą muzykę oryginalną do filmu „Królestwo zwierząt”.  

Podczas wędrówki Cognettiego po Monte Rosa, jaką rejestruje ten film dokumentalny – poznamy różne osoby, w różnym wieku, które tak jak on nie umieją żyć bez gór, a raczej obcowania z nimi i doświadczania tego, co karmi ich „ja”. Kwiat ośmiu gór jest impresją i refleksją na temat tego, jak ludzie o bardzo różnych osobowościach, pochodzeniu i sposobie życia odnajdują się na szczytach Monte Rosa. I pokazuje, że wspólnym mianownikiem dla nich wszystkich jest ich własne poczucie szczęścia – jakie z tego wynika. Nawet jeżeli mieszkają na stałe w dolinach, czy w miastach, co roku wracają na szczyty w paśmie Monte Rosa – czy to do siebie, czy do sezonowej pracy w prowadzonych tam schroniskach, by móc choć kilka miesięcy w roku żyć u podnóży szczytów, których majestat i olśniewające piękno, zmienność krajobrazu i niezmącona niczym cisza – pozwala im nie tyle siebie odnaleźć, co „się ze sobą spotykać w prawdzie”… 

Dzieje się tak dzięki temu, że w obcowaniu ze światem przyrody, w pasjonackim, ale bardzo namacalnym i realnym działaniu, którego sens i znaczenie widać w owocach ich pracy na rzecz innych, w świecie niezmąconym technologią, stresem, pośpiechem i głupotami cywilizacji – czują, że zyskują fundamentalny dla ich „ja” balans, równowagę i mocne podstawy do tego by umieć sobie radzić z życiem, i tym, co przynosi los. Góry uczą pokory i uczą dystansu – w tym do siebie. To w górach, pod szczytami, przyglądając się im z dołu lub patrząc z ich wierzchołków w dół – człowiek zaczyna odczuwać właściwe proporcje – tak wagi własnych kłopotów czy  problemów, jak i znaczenia swojej osoby w świecie społecznym… 

Niełatwo dotrzeć i poruszać się na lodowym masywie Monte Rosa, dlatego też przybywają tu głównie amatorzy alpinizmu i wspinaczki wysokogórskiej. Turystów praktycznie nie ma. Być może właśnie dlatego jest to ten fragment Alp, który ukochali sobie ludzie, dla których oszałamiające piękno i majestat górskich szczytów stanowi rodzaj duchowego wyzwania, jakie stawiają swojemu „ja”. Bo jak stwierdza jedna z bohaterek Kwiatu ośmiu gór portretowana przez Cognettiego – „jak ktoś nie stoi mocno na ziemi – będzie się czuł tym przytłoczony”.   

Sądzę, zatem, że dla wielu widzów, którzy pokochali Kwiat ośmiu gór dokument Cognettiego nie jest filmem, który daje się zdefiniować przez gatunek. I dlatego nie bardzo ma dla nich znaczenie, w jaki sposób (z formalnego punktu widzenia) opowiada on swoją historię.  Przyczyna, w mojej opinii, tkwi w tym, że w drugiej dekadzie XXI wieku (na co wskazuje szereg badań społecznych i statystyk dotyczących poczucia wyobcowania czy zagubienia odczuwanego przez ludzi zanurzonych w cyfrowym świecie) tak bardzo wiele z nas czuje, że zgubiło swój naturalny rytm i kompas duchowy i odczuwa gigantyczną trudność, a czasami wręcz niemożność poczucia  fizycznego i psychicznego dobrostanu. Żyjemy w kulturze stechnicyzowanej do imentu, która w sposób sztuczny i zmanipulowany stale pompuje w nas przekaz o konieczności uczestniczenia we wszystkim, wszędzie, naraz. I stale ustala to, co powinno nam przynosić satysfakcję. Nieustannie musztruje kolejnymi trendami, modami, koniecznościami podążania za czymś i wyjaławia naszą potrzebę duchowego kontaktu ze sobą samym, z czymś co jest „wyższe” i bardziej potężne niż nasze małe „ja” w tym wielkim, chaotycznym i nieprzewidywalnym świecie. Oddala od własnego rytmu i zegara biologicznego, w którym jest czas na przebudzenie, rozkwit życiowej aktywności, odpoczynek i sen. Na funkcjonowanie w zgodzie ze sobą. Trzeba dużo siły i samozaparcia by umieć się od tego świata świadomie odcinać. Bohaterowie Kwiatu ośmiu gór – tę umiejętność posiedli, często uchodząc za „dziwaków” i „nieprzystosowanych” do  życia w tzw. cywilizacji…  

Kwiat ośmiu gór przypomina nam wszystkim, że cywilizacja i kultura mają to do siebie, że stale się zmieniają – niezbyt często na lepsze. I wiecznie żądają atencji i uczestnictwa w pogoni za jej kolejnymi wykwitami frustrując nas swoimi domaganiami, którym jakże często nie umiemy lub nie chcemy móc sprostać. A natura wraz z jej odwiecznym istnieniem we własnym rytmie – jest idealna i doskonała właśnie dlatego, że trwa w najlepsze. Zawsze. I zawsze sobie radzi. Bez względu na wszystko…

*** Wszystkie zdjęcia  wykorzystane w tekście oraz przytoczony cytat pochodzą z materiałów prasowych dystrybutora filmu KWIAT OŚMIU GÓR na rynku polskim: Against Gravity

You may also like

ZGIŃ KOCHANIE
Tick, tick…BOOM!
BYĆ KOCHANĄ
PRZESILENIE ZIMOWE

Leave a Reply