25
cze
2015
243

LISTEN TO ME MARLON…

MARLON BRANDO jeśli idzie o aktorów jest postacią tak wielką, że nie podejmuję się pisania o nim dłuższego tekstu. To LEGENDA. Takich jak on – kinematografia – miewa raz na jakiś czas, bardzo długi czas, dodam. Był aktorem wybitnym, takim, przed którym branża filmowa (od kolegów po fachu, poprzez reżyserów, operatorów, na krytykach filmowych kończąc) – pomimo jego trudnego charakteru – klęczała.

Przeżył równo 80 lat (1924 – 2004). I w tym czasie dał kinu role ikoniczne, kultowe, jedyne i niepowtarzalne.  Zaiste o niewielu innych osobach – można powiedzieć, że kinematografia zawdzięcza im tak dużo.

Dla każdego, kto chce znać klasykę kina, a także poznać kulturowe referencje wielu najważniejszych zjawisk, jakie popkultura obrabia do tej pory – filmy z jego udziałem stanowią absolutne “must see”. Począwszy od roli Stanleya Kowalskiego (1951) w adaptacji sztuki Tenesee Williamsa w Tramwaju zwanym pożądaniem – roli, z którą wciąż mierzyć się pragną od ponad pół wieku na deskach teatralnych najbardziej zdolni i ambitni adepci sztuki aktorskiej. Bo Brando zaczynał od szkół teatralnych w NYC.  Zajęcia, jakie miał w słynnym studio Lee Strasberga były tylko jedną z trzech (i ostatnią) z “kuźni talentów” do których uczęszczał. Bo wcześniej “zaliczył” American Theatre Wing School – oddział  uniwersytecki New School z siedzibą w Greenwich Village, pod okiem słynnego niemieckiego  reżysera Erwina Pescatora (znanego z pracy z Bertoltem Brechtem), następnie słynną szkołę prowadzoną przez Stellę Adler, która stosowała tzw. metodę Stanisławskiego (w skrócie polegającą na tym, by aktor portretując graną postać używał własnych emocji, sięgał do przeżyć i doświadczeń – w tym trudnych, czy traumatycznych – celem nadania jej jak największej wiarygodności).

To jego roli Johnny’ego – przywódcy gangu motocyklowego ‘Hell’s Angels” w Dzikim popkultura zawdzięcza kult i cześć oddawane dwóm częściom garderoby: białemu T-shirtowi i czarnej skórzanej kurtce motocyklowej.

marlon-brando-wallpaper_159529-1600x1200

Marlon Brando przez całe lata 50-te i 60-te grał bardzo dużo. Nie zawsze w arcydziełach, ale zawsze wspaniałe role. Uchodził bowiem za fenomen – aktora, który w rolach pierwszoplanowych – dziełom dalekim od wybitności przydawał znamion doskonałości, a całkowicie  przeciętnym – polotu.

Był aktorskim kameleonem, a kamera go kochała. Trzeba też przyznać, że był w młodości absolutnie zjawiskowy, obdarzony wręcz zwierzęcym seksapilem. Z jednakim magnetyzmem  grywał zarówno postaci historyczne, co całkowicie fikcyjne.

Są przynajmniej trzy kreacje stworzone przez Marlona Brando, które obsadziły go na tronie cesarza aktorów. Na wieki: Don Vito Corleone w Ojcu Chrzestnym, Paul w Ostatnim Tangu w Paryżu oraz Pułkownik Kurtz w Czasie Apokalipsy.

 Jego życie prywatne także odbiegało od tzw. normy. Pędził je bowiem burzliwie, szumnie i niekiedy dość destrukcyjnie. Samych dzieci (jedynie tych przez niego uznanych) miał aż szesnaścioro! Przydomek ‘bad boy’ to był eufemizm w jego przypadku. Jak napisał o nim Los Angeles magazine: “…Brando był kwintesencją rock n’roll’a na długo przed tym, zanim ktokolwiek wiedział czym jest rock n’ roll”.

Był urodzonym liderem, trendseterem, rebeliantem. Człowiekiem, który właściwie od zawsze twierdził, że nie obchodzą go opinie innych na jego temat. Wymykał się szufladom, stereotypom, oczekiwaniom szołbiznesu oraz establishmentu.

Jako pierwszy na świecie aktor o statusie “celebryty” kupił sobie jedną z wysp na Tahiti – archipelagu francuskiej Polinezji i to już w latach 60-tych – wyprzedzając tym czynem – później masowo kopiowanym przez  wszystkich możnych i wielkich tego świata  – o dekady.

Miał wyraziste poglądy polityczne: w latach 60-tych jako zwolennik Martina Luthera Kinga był silnie zaangażowanym w ruch obrony praw cywilnych Afroamerykanów, powszechnie było wiadomo, że dotuje  “Czarne Pantery”. W latach 70-tych zaangażował się bardzo mocno w działania na rzecz praw Indian. Do historii ceremonii Oscarów (1973) przeszła jego odmowa przyjęcia statuetki za rolę w Ojcu Chrzestnym. Reprezentowała go kobieta z plemienia Apaczów, która wygłosiła przemowę na temat “niegodnego traktowania Indian w amerykańskim przemyśle filmowym”.

Film dokumentalny, pokazywany w ramach tegorocznego Festiwalu w Sundace jest jedną z najbardziej oczekiwanych premier w 2015. 

listen_to_me_marlon_poster-620x930

Ja też czekam. Bardzo. Mam nadzieję bowiem na to, że dzięki niemu – poprzez słowa i refleksje Marlona Brando o nim samym, pracy, życiu, doświadczeniach – będę mogła choć trochę zbliżyć się do tego fenomenalnego artysty.

You may also like

Partnerstwo przede wszystkim! – czyli o marce JOHN & MARY
WONKA
MONSTER
CIVIL WAR

Skomentuj