28
Sty
2020
6

MAŁE KOBIETKI

MAŁE KOBIETKI (Little Women), Reż. & Scen. Greta Gerwig na podstawie powieści Louisy May Alcott; Wyk. Saoirse Ronan, Emma Watson, Florence Pugh, Eliza Scanlen, Laura Dern, Meryl Streep, Timothée Chalamet, Bob Odenkirk, Louis Garrel, Chris Cooper, USA, 2019

Niewielu rzeczy jestem bardziej pewna jak tego, że swoją brawurową, cudownie zrealizowaną adaptacją XIX wiecznej klasyki literatury dla dziewcząt: MAŁE KOBIETKI – jej reżyserka i scenarzystka w jednym: GRETA GERWIG – przejdzie do klasyki kina!

Obraz ten jest bowiem nie tylko brylantowym popisem jej talentu. Małe kobietki to film, który będzie miał wpływ na przyszłe pokolenia wszystkich Jo March tego świata! Chapeu bas po stokroć!

Jeszcze przed sukcesem „Lady Bird” Greta Gerwig wyznała Amy Pascal, słynnej producentce , która stoi między innymi za dwiema częściami „Spidermana” oraz „Venom”, nominowanej do Oscara za „Czwartą władzę”, że pragnie stworzyć nową ekranizację powieści.

Czułam całą sobą, że chcę to zrobić, że potrafię – mówi Gerwig – Miałam bardzo specyficzną wizję odczytania książki Alcott: to opowieść o kobietach i sztuce oraz kobietach i pieniądzach. To wszystko jest zresztą w powieści, tyle że nie kładzie się na to nacisku podczas lektury, rzadko ktoś patrzy na to w ten sposób. Tymczasem to wciąż bardzo bieżący, współczesny wątek. Ten film jest najbardziej autobiograficzną rzeczą, jaką zrobiłam… W postaci Jo jest rebeliancki duch i nadzieja na życie ponad to, co dyktuje ci płeć i co dyktują ci inni. To ta dziewczyna, która posługuje się męskim imieniem, to ta dziewczyna, która wie, że jej przeznaczeniem jest pisanie, jest ambitna, jest wściekła, jest w niej wszystko, z czym tak łatwo się utożsamić. W jakimś sensie daje nam zachętę, aby się nie bać, aby się odważyć …

*   *   *

Zakochałam się w Grecie Gerwig po obejrzeniu “Frances Ha” w reżyserii (obecnie jej partnera życiowego i ojca dziecka) Noah’a Baumbach’a. Było to w roku 2012. Ale kiedy pięć lat później na ekrany kin trafił jej debiut fabularny “Lady Bird” – oszalałam całkowicie na jej punkcie 🙂

Młoda, uzdolniona aktorka, która uparła się być i scenarzystką i reżyserką filmową! To nie znowu tak częsty przypadek, to raz. A dwa – w świecie amerykańskiego biznesu filmowego – talent i chęci – to za mało…Jej gigantyczna determinacja i konsekwencja, aby udowodnić wszystkim jak bardzo ma coś własnego do powiedzenia i jak bardzo jest w tym unikalna i świetna – mi imponuje. Greta Gerwig jest dla mnie przykładem kobiety, którą szczerze podziwiam. Której kibicuje z całego serca. Która mnie inspiruje. I coraz bardziej zachwyca!…

*   *   *

Emma Watson, Saoirse Ronan, Eliza Scanlen and Florence Pugh in Columbia Pictures’ LITTLE WOMEN.

Proza Alcott „Małe kobietki” uchodzi za klasyk – klasyków. Nieśmiertelną, ukochaną książkę, na której wychowało się już kilka pokoleń kobiet. Która stanowi po dziś dzień inspirację dla wielu pisarek. Przyznają się do niej i feministka i emancypantka: Erica Jong. Autorka “Harry Pottera” J.K. Rowling. Jak i w zawoalowany sposób Elena Ferrante, która uczyniła tę lekturę fundamentalnie istotną dla bohaterek swojej najsłynniejszej (i zekranizowanej przez HBO) epickiej sagi “Genialna przyjaciółka”

Ta XIX wieczna powieść bowiem (opublikowana po raz pierwszy w dwóch częściach: w roku 1868 oraz 1869) była od początku aktem tak samo brawury, niebywałej – jak na tamte czasy – wiary w swoje możliwości, jak i desperackich prób jej autorki Louisy May Alcott by udowodnić światu, że potrafi o sobie i swoim życiu – samostanowić! Alcott najbardziej na świecie chciała dla siebie wolności osobistej (w tym finansowej). W czasach kiedy kobiety były głównie zakładniczkami patriarchalnej kultury, sztywnych konwenansów lub też nazywając rzecz po imieniu uprzedmiotowionymi “lalkami”. Dobre i udane życie dla kobiety w XIX wieku – to było życie, które mógł zapewnić w powszechnie podzielanym mniemaniu – jedynie mąż o wysokim statusie społecznym i finansowym. Oraz liczne potomstwo.

Postać główna – alter ego pisarki i autorki książki “Małe kobietki” – Jo March – odkąd została wydana  – dziewczętom, które nie widziały siebie jedynie w roli żony i matki –  jak świat długi i szeroki dawała nadzieję, otuchę, inspirowała lub choćby stanowiła pocieszenie. Te, które nie miały tyle szczęścia co bohaterka by żyć w rodzinach tak bardzo się kochających i wspierających. Te, którym po drodze los zgotował całkiem inne doświadczenia niż te, o których marzyły, by stały się ich udziałem – niosły powieść Alcott w swoich sercach przez całe życie.

Nie lubię patetycznych tonów, ale kocham klasyczną literaturę. I wiem co mówię z perspektywy kobiety mającej obecnie 50 lat. Bohaterki literackie – te z którymi pomimo upływu czasu utożsamiają się kolejne pokolenia kobiet, które są dla nich inspiracją – to jest niebywała siła. Moc tych, które dały im wzorce do naśladowania. W których mogą się przeglądać. Widzieć siebie same. Które są lustrem… Dają im to, czego często żadna z realnych kobiecych postaci, jakie spotykają na swej życiowej drodze – im nie ofiarowała. Bo tylko wspaniale napisana postać literacka potrafi być tą, która będąc “fikcyjna” i jedynie “opowiedziana” – nie może się tym samym stać życiową rywalką! Staje się duchową siostrą. Kimś, kto w bezpieczny sposób symbolizuje aspiracje, marzenia, fantazje. Z kim można się bezboleśnie utożsamić.

*   *   *

Muszę przyznać, że sam fakt, iż Greta Gerwig porwała się na adaptację dzieła Alcott (rodzaj feministycznego “elementarza” w USA). Notabene zekranizowanego już wiele razy. Między innymi w 1933 przez Georga Cukora, z wybitną rolą cesarzowej złotej ery Hollywood: Katherine Hepburn! A w 1994 przez Gillian Armstrong – której film jest uwielbiany do tej pory, dzięki między innymi brylantowej obsadzie. W której rolę Jo March powierzono ikonie kina niezależnego lat dziewięćdziesiątych Winonie Ryder – wzbudziło moje – co najmniej – zaciekawienie. I tym większą chęć zapoznania się z jej najnowszym dziełem.

Emma Watson, Florence Pugh, Saoirse Ronan, Eliza Scanlen in Columbia Pictures’ LITTLE WOMEN.

I powiem to od razu: Greta Gerwig wywiązała się z tego zadania FENOMENALNIE DOBRZE! Jej Małe kobietki to jest cudo absolutne. Obraz wspaniale przemyślany, narysowany kreską kobiety – reżyserki, która wzięła na warsztat “przedmiot kultu”– z odwagą pokazania go we własnym świetle. Przefiltrowania go przez swoją emocjonalność, intelekt, ambicje. Wrażliwość. Talent. Ale nie stając się przy tym ani efekciarska, ani zadufana w sobie na tyle, by “pogrywać” z ikoną i kulturowym fenomenem jakim jest tekst Alcott bez należnemu mu szacunku. Małe kobietki to raczej olśniewający kunsztem realizatorskim wynik czułego, wrażliwego podejścia do tekstu i chęci zobrazowania jej własnych przemyśleń i emocji, związanych z lekturą ukochanej książki. Z której Gerwig wydobyła jej esencję, nie zmieniając w żaden sposób sedna przekazu, a jedynie uwypuklając pewne dialogi i treści. Wszak mamy wiek XXI 🙂

Chylę czoła. Bo udowodniła po raz kolejny (a jest to trudne jak cholera!), że jest samoświadomą, dojrzałą, wspaniale kreatywną – reżyserką. Filmowcem przez duże F. I że nie zamierza przestać robić kina po swojemu, choć wciąż ma problemy z tym, by w patriarchalnym gronie hollywoodzkich decydentów o tym kto zasługuje na miano uznawanego twórcy, a kto nie – być uznana za równą kolegom po fachu 🙁 – gremium decydujące o nominacjach do Złotych Globów już drugi raz z rzędu pominęło ją w kategorii “najlepszy reżyser”! –  choć robi filmy doskonałe warsztatowo, które publiczność i krytyka kocha. Które ogląda się, wklejonym emocjonalnie w ich treść. I które także (szyderczy śmiech!) zarabiają niemałe pieniądze!

To wszystko jest tym bardziej wręcz kuriozalne, kiedy weźmie się pod uwagę fakt, że obecnie u Gerwig grać chcą wszyscy najznamienitsi amerykańscy aktorzy. Choćby epizody. Już po swoim debiucie uzyskała renomę reżyserki i scenarzystki, która daje aktorom możliwość stworzenia wyjątkowych, pełnokrwistych, cudownych postaci. To że dodatkowo jest twórczynią, z którą się doskonale kooperuje na planie – jeszcze ten fakt podbija. Nie zdziwiło mnie zatem wcale, kiedy wyczytałam w branżowej prasie, że Meryl Streep zwróciła się sama do Gerwig z prośbą o rolę bogatej ciotki dziewcząt w jej ekranizacji “Małych kobietek”. Cesarzowa amerykańskich aktorek! O rólkę, której czas ekranowy to góra 5 minut razem wzięte…

No comments. Jak mawiają 🙂

Ale nie tyczy się to jedynie aktorek & aktorów. Gerwig staje się powoli twórczynią, która zaczyna budować karierę na sposób, który do tej pory cechował głównie reżyserów – mężczyzn. Swoje filmy robi z fachowcami z najwyższej półki. A to że chcą z nią pracować ludzie, którzy w branży filmowej osiągnęli już bardzo dużo – mówi samo za siebie.

Oto szczegóły. Za zdjęcia w Małych kobietkach odpowiada Yorick Le Saux (“Personal Shopper” Oliviera Assayasa; “Tylko kochankowie przeżyją” Jima Jarmuscha; “Jestem miłością” Luca Guadagnino). Za kostiumy (fenomenalne!) Jacqueline Durran (Oscar za “Anne Kareninę” i tegoroczna nominacja za film Gerwig). A za muzykę maestro (dwukrotny laureat Oscara) Alexandre Desplat!

No comments. Jak mawiają! 🙂

Wieść, że kolejnym filmem Gerwig będzie (obecnie w fazie produkcji) obraz zatytułowany “Barbie” z Margot Robbie w roli głównej, kolejną aktorką z Hollywood, która pokazała jego patriarchalnemu systemowi środkowy paluszek. Bo dla takich jak ona pięknotek miał jeszcze do niedawna w zanadrzu głównie role “ozdobnych paprotek” – ucieszyła moje serce jak stąd do L.A.

Hell yeah!

Małe kobietki to osadzona w realiach XIX wieku opowieść o siostrach March. Które wychowują się w niezbyt zamożnym domu w czasach trwania wojny secesyjnej. Ojciec dziewczynek służy na froncie jako kapelan, po stronie Unii. Cały ciężar odpowiedzialności za ich wychowanie spada zatem na matkę, zwaną przez nie Marmee (w tej roli cudowna Laura Dern). Dziewczęta są w różnym wieku (choć jak to w tamtych czasach bywało – nie tak znowu od siebie odległym). Ale przede wszystkim są bardzo od siebie różne osobowościowo i charakterologicznie. Najstarsza z nich to Meg (świetna Emma Watson). Która ma talent aktorski, ale jest też ze wszystkich sióstr najbardziej zachowawcza.

Laura Dern in Columbia Pictures’ LITTLE WOMEN.

Emma Watson in Columbia Pictures’ LITTLE WOMEN.

Następnie jest – najważniejsza postać książki / filmu Jo – najbardziej krnąbrna i niezależna z sióstr. Która marzy o tym by zostać pisarką. Usamodzielnić się finansowo. A przede wszystkim całkowicie o sobie samostanowić. W tej roli fenomenalna Saoirse Ronan – nominowana do Złotego Globa oraz Oscara – po raz czwarty! Tu dygresja – rozwój jej kariery i brylantowy talent śledzę od lat. Od czasu filmu “Pokuta” z roku 2007, a w którym zagrała mając lat jedynie 13!

Saoirse Ronan in Columbia Pictures’ LITTLE WOMEN.

Potem Beth (Eliza Scanlen). Pięknie grająca na pianinie. Najbardziej z całej czwórki nieśmiała, wycofana. Romantyczna i wrażliwa.

Eliza Scanlen in Columbia Pictures’ LITTLE WOMEN.

Oraz najmłodsza Amy – najbardziej egoistyczna i rozkapryszona z sióstr (absolutnie prześwietna Florence Pughtakże nominowana do Oscara). Która z kolei ma talent plastyczny. A jej wymarzona przyszłość to fantazje o byciu sławną oraz bogatą.

Florence Pugh, Saoirse Ronan and Emma Watson in Greta Gerwig’s LITTLE WOMEN.

Gerwig swoją wersję Małych kobietek przygotowała tak, abyśmy się mogli zapoznać z najważniejszymi wydarzeniami z życia dziewcząt – choć nielinearnie – od czasu kiedy były nastolatkami, dzieciuchami bardziej niż młodymi kobietkami, z głowami pełnymi rojeń i fantazji o przyszłym życiu. Aż do momentu kiedy każda z nich jest już tą, która podejmuje autonomiczne decyzje. Funkcjonuje samodzielnie na sposób jaki sobie wybrały. Lub który był im dany…

W ich życiu zatem w którymś momencie ważne emocjonalnie role pełnić będą mężczyźni. Ale znowu – dla każdej z nich – z osobna – na własny sposób. Choć w dzieciństwie dla rywalizujących ze sobą sióstr Jo i Amy to ta sama postać pewnego dziedzica fortuny i chłopaka z sąsiedztwa będzie znaczyć wiele. Acz nie to samo. W roli Lauriego występuje w Młodych kobietkach po raz drugi u Grety Gerwig Timothée Chalamet. Wiecie, co sądzę o tym młodym aktorze. Bo recenzuje każdy film z jego udziałem, więc powtórzę znowu to samo, co zawsze. Jest cudowny w oglądaniu i niezawodnie świetny aktorsko!

Saoirse Ronan and Timothée Chalamet in Columbia Pictures’ LITTLE WOMEN.

Timothée Chalamet and Florence Pugh in Columbia Pictures’ LITTLE WOMEN.

Ale postaci męskie w Małych kobietkach nie kończą się na nim. Moje serce skradł także w roli urokliwego, tajemniczego intelektualisty i europejskiego profesora Friedriecha – absztyfikanta dorosłej Jo – prześwietny francuski aktor Louis Garrel (którego ostatnio na ekranach polskich kin można podziwiać w roli Richarda Dreyfusa w “Oficer i szpieg” Romana Polańskiego).

Małe kobietki wspaniale obrazują dynamikę relacji między siostrami. Ich wzajemne oddanie i miłość. Oraz ich indywidualizm. W jak różny sposób wychodzą z dziecięctwa i wchodzą w nastolectwo. A potem wczesną dorosłość. Choć, przez niektórych krytyków literackich proza Alcott jest uznawana za “ckliwą” oraz “lukrowaną” wersję bardziej realistycznej literatury dla chłopców, jaką tworzył nieco wcześniej klasyk brytyjski: Charles Dickens. Ja nie mogę się z tym zgodzić, zważywszy na kwestie emancypacyjne, jakie ta książka porusza. Ale to nie ważne. Ważne jest to co uczyniła z niej Greta Gerwig! A ta dała historii sprzed ponad 150 lat całkiem nowe, ożywcze tchnienie!

Jej filmowa adaptacja Małych kobietek narracyjnie jest sama w sobie doskonałością! Gerwig fenomenalnie rozkłada akcenty. Śmiech, dowcip, lekkość i wdzięk mieszając z zadumą, melancholią, rzewną i poważną nutą w koktajlu tak rozkosznym do oglądania, że seans jej filmu zostawia widzów w poczuciu euforii!

Ale przede wszystkim w ekranizacji Gerwig XIX wieczna powieść jest przyczynkiem do opowiedzenia o uniwersaliach, to raz. A dwa – stanowi bardzo silny, znamienny, wspaniale donośny głos w dyskursie o roli kobiet w świecie. DZISIEJSZYM ŚWIECIE!

Bohaterki Alcott, jak i bohaterki filmu Małe kobietki to bowiem postaci, które mają nam – kobietom (a po części także mężczyznom) – uzmysłowić jak bardzo ważne jest to byśmy widziały pewną ciągłość w zmianach kulturowych. I znaczenie trudów kobiecej emancypacji na przestrzeni dziejów. To, co jest udziałem kobiet dziś – nie wzięło się znikąd. To, czym nasiąkamy za młodu owocuje w przyszłości. Dziewczynki kochane i nie tłamszone w obrębie kulturowych kodów i społecznych okowów wyrastają na dorosłe kobiety, które potrafią żyć w sposób spełniony. Samoświadome, szczęśliwe kobiety nie biorą się znikąd. Są w dużej mierze “wynikiem wychowania”. W tym przez inne kobiety. A przede wszystkim matki, które umieją dać im wolność wyboru, które je nie tylko kochają, ale wspierają. Które całymi sobą mówią im “twoje szczęście to moje szczęście”. Jakiekolwiek by nie było.

Małe kobietki Grety Gerwig to najpiękniejszy pean na cześć emancypacji i siostrzeństwa jaki powstał (do tej pory) w dziejach XXI wiecznej kinematografii. Poruszający przede wszystkim pasjonackim ogniem, z jakim został zrobiony. Ten film się czuje całym sobą jako coś, co jest zrodzone z autentycznej potrzeby. I być może dlatego też ogląda się go tak dobrze, z tak wielką przyjemnością, z takim podziwem.

Jest to obraz poruszający i zostawiający ślad bo w sednie swej ekranizacji dzieła sprzed prawie dwustu lat – Gerwig przedstawia nam kobiece bohaterki jako takie, o których wiele kobiet w XXI wieku pomyśli jako tych, które są im niezwykle bliskie. Nie są idealne. Często czują się zagubione. Popełniają błędy. Płacą za nie ceny. Ale wybierają by BYĆ SOBĄ. Moc Małych kobietek polega na tym, że pokazuje – używając do tego sztafażu kostiumu z epoki – że kobiecość ma wiele twarzy. I każda z nich jest piękna, wartościowa, dobra. O ile spełnia te kobiety. Daje im poczucie życiowej satysfakcji. I że w kobietach, ich pasjach, talentach, marzeniach i aspiracjach – tkwi wielka siła.

Ps. Z kina wyszłam – jak się domyślacie – totalnie zachwycona, wzruszona i w podniosłym nastroju.

Ps2. Obejrzałam Małe kobietki w piątek, późnym wieczorem. Na pokazie przedpremierowym. Duża sala w stołecznej “Kinotece” była pełna po brzegi. Kiedy do niej weszłam nieco spóźniona (w trakcie reklam) zobaczyłam coś, co mnie całkowicie urzekło. A z socjologicznego punktu widzenia – mam nadzieje, że znamionuje coś istotnego. 95 % widowni stanowiły młode kobiety. A ich średnia wieku (tak na oko) nie przekraczała 25 lat. Przyszły na ten film w małych grupkach. Parami lub w kilka osób. A z ich chlipań i komentarzy do siebie szeptanych w czasie trwania i po seansie wywnioskowałam, że Małe kobietki w reżyserii Grety Gerwig schwyciły je za serce. A co więcej – dały im coś ważnego do myślenia…

I tak to tu zostawię :- )

*** Wszystkie zdjęcia oraz cytat wykorzystany w tekście pochodzą z materiałów prasowych dystrybutora filmu MAŁE KOBIETKI na rynku polskim: UIP Polska.

You may also like

1917
POZNAJMY SIĘ JESZCZE RAZ
JUDY
OFICER I SZPIEG

Skomentuj