20
lip
2015
231

MAŁŻEŃSTWO PO WŁOSKU

MAŁŻEŃSTWO PO WŁOSKU (Matrimonio all’ italiana). Reż. Vittorio De Sica. Scenariusz na podstawie sztuki Eduardo De Filippo – Renato Castellani. Wyk. Sophia Loren, Marcello Mastroianni, Aldo Puglisi. Włochy / Francja, 1964

 

936full-marriage-italian-style-poster

 

Nie mam wątpliwości co do tego, że jeśli idzie o kinematografię włoską – SOPHIA LOREN i niestety już nieżyjący MARCELLO MASTROIANNI to jej dwie największe – kultowe postaci – po dziś dzień. Zagrali razem w dwunastu filmach i są to duety niezapomniane. Przemysł filmowy “poznał” jedynie kilka równie wspaniałych par ekranowych, jak ta dwójka. 

Występowali w obrazach największych włoskich reżyserów: Felliniego, Antonioniego, De Sici, Viscontiego.

To, co stanowi o ich wielkości i statusie ikon to fakt, że zarówno Loren, jak i Mastroianni grali często postacie naznaczone brzydkim rysem charakterologicznym –  z krwi i kości, pełne przywar, którym bardzo daleko do tzw. bohaterów pozytywnych. I trzeba oddać “cesarzowi co cesarskie” – mało kto robił to z taką gracją, stylem i klasą – jak oni.

Małżeństwo po włosku jest filmem, jak na De Sice dość pogodnym, bo twórca neorealizmu włoskiego w swoich najważniejszych obrazach – stanowiących legendarne dzieła kinematografii – w tym komedio-dramacie – właściwie więcej bawił się farsową konwencją, niż brutalnie szydził z włoskiego społeczeństwa ery powojennej. Jednak ostrza – mimo wszystko – nie stępił.

Historia Domenica (Mastroianni) i Filumeny (Loren) to brawurowo opowiedziane dzieje związku kobiety z przeszłością – bohaterka jest byłą prostytutką i biznesmena – bawidamka, kłamcy, skrajnego narcyza i maczomeńskiej figury, co się zowie.

Poznają się przypadkowo jeszcze w końcówce II –giej wojny światowej. A następnie już w wolnej Republice Włoskiej –  los ich styka ponownie, kiedy to Filumena pracuje w burdelu, do którego trafiła jako niepiśmienna córka wielodzietnej rodziny biedaków, by zarabiać na życie. Znalazła się w nim nie tylko z nędzy, ale także – wiedziona naiwnymi marzeniami o życiu lepszym niż to, które było udziałem jej rodziców i klasy, z której się wywodziła.

Domenico chętnie i regularnie korzysta z jej usług, nie tylko erotycznych, ale także z jej towarzystwa. Bo jest ono rozkoszne i sprawia mu przyjemność większą niż ta, wynikająca li i jedynie z uciech w sypialni. I trzeba przyznać, że portret pewnego modelu mężczyzny, jaki maluje De Sica za pomocą Mastroianniego – jest wciąż kulturowo obecny, a więc i nośny. Bo przecież to, o co toczy się “gra”, między kobietą, a mężczyzną – to nie o tzw. łóżko. “Łóżko” to jedynie atrybut dopisany do pewnego większego symbolu jakim jest dla mężczyzny związek.

marriage-4-loren-and-mastroianni 

Filumena stanowi „wartość” dla Domenico nie dla tego, że jest zjawiskowo piękna, młoda i ponętna – ale z tytułu tego, że jest kobietą mu całkowicie oddaną. To zaś metaforycznie symbolizuje coś znacznie większego, niż akt fizycznego oddawania mu się za wcześniej uzgodnioną sumę 100 lirów. Kurwa – nie kurwa, istotne jest to, że go szczerze kocha i gotowa jest na wiele, albo nawet na wszystko, by z nim być. Maczomeńskie ego Domenico de facto karmi się głównie tą właśnie pożywką. I to ona jest najważniejsza. To poczucie kontroli i władzy absolutnej nad kobietą, która się “oddaje cała” – jest przedmiotem tego kultowego obrazu. Filumena owszem – święta nie jest – ale za to jest wpatrzona w Domenico jak w boga. A tego się już kupić nie da. Uosabia dla niej wszystko to, co symbolizuje świat, do którego ma ambicje za wszelką cenę przynależeć. Desperacko pragnie być dla niego kimś więcej niż ladacznicą. Zatem – przez ponad dwa lata robi wiele, by zająć miejsce u jego boku, miejsce własne, osobiste, być “jego i tylko jego”. Ten cel (pozornie) udaje się jej w końcu osiągnąć.

Coraz bogatszy kochanek, już w czasach powojennych rozkręcający dobrze prosperujący biznes piekarniano – cukierniczy czyni z niej w końcu swoją osobistą metresę – acz na własnych zasadach. Owszem, umieszcza ją w rodzinnym domu, ale dla zachowania pozorów – nie jako  oficjalną partnerkę, ale pracownicę i “prawą rękę” w nadzorowaniu działania piekarni i kawiarni jakie posiada. Filumena – zatem – przez dwie dekady  potulnie tyra jak wół, ulokowana w pokoju dla służby, pragnąc jedynie jednego – aby Domenico w końcu ujrzał w niej kogoś, kim odkąd go poznała – pragnęła się stać: żonę. To – znowu – co De Sica fenomenalnie wnikliwie portretuje  – arcy ważna kulturowo figura – nie tylko dla Włoch, ale (w sumie) krajów unurzanych w hipokryzji religii rzymsko – katolickiej. Kobieta pełni w niej określone role, a te są ściśle wyznaczone przez patriarchalną kulturę stworzoną przez samców. W rejestrach kulturowych, o których De Sica opowiada – przez całe wieki – jedynie w roli żony i matki – kobieta mogła liczyć na szacunek i wysoki status społeczny. Tylko tak. Jedynie. 

Zatem tak zwane najpiękniejsze lata życia upływają Filumenie na tym, by się Domenico “przypodobać”. Ale jedyne, co osiąga w roli, w której ją jej wybranek postawił, i w którą ona sama weszła z naiwną nadzieją, że uda się jej ją zmienić – jest upokorzenie. Jest permanentnie zdradzana, pogardzana, nieistotna i niewidzialna. Staje się w życiu Domenico tak samo ważna, jak paprotka w donicy na balkonie. Do czasu…

W tym miejscu muszę dodać, że oglądanie Sophii Loren w roli Filumeny jest wybitną przyjemnością (nominacja do Złotych Globów i Oscara). Kiedy ją grała – miała równo 30 lat. Olśniewająco tworzy kreację kobiety, której dzieje opiewają na dwie dekady. Ta rola w wykonaniu Loren – to majstersztyk!

De Sica swoim obrazem porusza temat niezbywalnie uniwersalny,  mistrzowsko dokonując wiwisekcji natury związków damsko – męskich. Oraz włoskiej mentalności. Bo trzeba też wiedzieć, że po dziś dzień – co znamienne – są dwie obelgi, które w języku włoskim uznawane są za największą zniewagę: dla kobiety to “kurwa”, a dla mężczyzny: “rogacz”.

Kiedy weźmie się to pod uwagę – obraz Małżeństwo po włosku nabiera swego najgłębszego znaczenia! Staje się kwintesencją mentalności tego kraju. I choć dzisiaj w Italii zachodzą spore zmiany społeczne, kobiety się emancypują, dzietność jest jedna z najniższych w Europie, a wskaźnik rozwodów przewielki – wiele wieków tej kulturowej spuścizny pozostawiło niezbywalne piętno na ich mentalności.

Małżeństwo po włosku to kinematograficzny fenomen, tym bardziej, że dla filmów – upływający czas jest jedyną miarą ich znaczenia i ważności. Pomimo skończonej pięćdziesiątki –  to obraz, który się nie zdezaktualizował w swym przesłaniu i trafności spojrzenia wielkiego De Sici.

Bo to odwieczne „gry damsko – męskie” są de facto clue fabuły Małżeństwa po włosku. A te są stare jak świat. I dlatego i w dzisiejszych czasach odnajdują swoje odpowiedniki, acz jedynie „przebrane” w inny kostium i rozgrywające się w innych scenografiach. Obraz ten bowiem opowiada o tym wszystkim, co stanowi o głębokim rozumieniu natury ludzkiej. I tego, co stanowi o postrzeganiu atrakcyjności partnerów, z którymi dzielimy życie.

De Sica Małżeństwem po włosku mówi tak: relacja kobiety i mężczyzny to swego rodzaju rozgrywka. A ta – by się toczyć – potrzebuje graczy. Ujmując to inaczej  – zawodników. W momencie, kiedy staje się jasne, że ma ona swego już ustalonego raz na zawsze “zwycięzcę” i “przegraną” – przestaje nią być. I zamienia się w dramat. De Sica świetnie rozumiał te kwestie. I to już kilka ładnych dekad temu.

You may also like

Oda do marki CELINE – czyli o osobowości, stylu i wartościach…
KURIER FRANCUSKI z Liberty, Kansas Evening Sun
7 x JARMUSCH – czyli z miłości do kina…
DIUNA