18
maj
2026
6

MILCZĄCA PRZYJACIÓŁKA

MILCZĄCA PRZYJACIÓŁKA (Stille Freundin)  Reż. & Scen. Ildikó Enyedi;  Obsada: Tony Leung, Luna Wedler, Enzo Brumm, Léa Seydoux, Sylvester Groth, Francja, Niemcy, Węgry, 2025

Tytułem wstępu: 

Współczesny człowiek zachodniej cywilizacji coraz bardziej fascynuje się naturą, jej procesami i tajemnicami. Powody są złożone, i wielowarstwowe ale na pewno symptomatyczne dla naszych czasów. W stechnicyzowanym do imentu, przebodźcowanym, chaotycznym i nieprzewidywalnym świecie, w jakim przyszło nam żyć – odnalezienie równowagi emocjonalnej, spokoju, dystansu do siebie i świata – jest dla naszego gatunku – coraz trudniejsze. Nasze życie codzienne jest o niebo łatwiejsze i bardziej komfortowe niż naszych przodków, ale jakże często, i tak brakuje nam  poczucia siły, odporności na stres, umiejętności radzenia sobie ze zmienną rzeczywistością.

Dla natury i jej najtrwalszych gatunków – stałe i gwałtowne zmiany to „norma”. Ich siła, zdolności adaptacyjne i regeneracyjne budzą w nas poczucie nie tylko zachwytu ale też fascynacji i pragnienie zaaplikowania tych umiejętności we własnym życiu. Tzw. rezyliencja – występująca w przyrodzie od zawsze – dziś jest nie tylko przedmiotem zaawansowanych badań naukowych, ale stanowi także istotną składową kursów mindfulness, cochingu, i terapii. 

Pandemia Covid  uświadomiła bardzo wielu ludziom, uwięzionych w lockdownach i restrykcjach w kontaktach społecznych jak bardzo cennym zasobem są dla nas „milczący przyjaciele” – drzewa. Metaforycznie bowiem drzewo jest na jakiś sposób podobne człowiekowi w swoim cyklu życia. Wzrasta i dojrzewa długo, i przechodzi przemiany wizualne związane ze swoim dojrzewaniem i starzeniem, które wieki temu już wydały się nam podobne do naszych, co ma odzwierciedlenie w języku. 

To dlatego książka autorstwa Petera Wohlebbena „Sekretne życie drzew” stała się międzynarodowym bestsellerem, w tym także w Polsce. 

Kiedy kocha się przyrodę – ma się pełną świadomość tego, że choć z naszego punktu widzenia nie możemy się z nią komunikować – to jednak ma ona swój język, który na jakiś sposób do nas przemawia. Ludzka fascynacja drzewami, kojącym pobytem w lesie – została już nawet skomercjalizowana. Istnieje rodzaj terapii, zwanej kąpielami leśnymi, którą oferują luksusowe hotele.  Naukowo udowodniono bowiem, że kiedy świadomie, angażując wszystkie zmysły „zanurzamy się” w atmosferze lasu – nasz układ nerwowy ulega wyciszeniu, obniża się poziom kortyzolu, a tym samym poziom stresu i wzrastają nasze zdolności regeneracyjne.

*    *    *

Milcząca przyjaciółka, najnowszy obraz węgierskiej twórczyni Ildikó Enyedi (której poprzednia praca „Dusza i ciało” z 2017 przyniosła jej światowy rozgłos i uznanie branży: Złoty niedźwiedź na Berlinare, nominacja do Oscara) debiutował na zeszłorocznym MFF w Wenecji, gdzie otrzymał nagrodę Międzynarodowej Federacji Krytyków Filmowych (FIPRESCI) oraz Green Drop Award, które ten prestiżowy festiwal filmowy przyznaje od 2012 roku obrazom z selekcji głównej, które najlepiej promują wartości ekologii, zrównoważonego rozwoju oraz współpracy między narodami.

Tytułowa Milcząca przyjaciółka to olbrzymi, okazały i bardzo stary miłorząb, który rośnie nieopodal kampusu uniwersyteckiego jednego z najstarszych ośrodków naukowych w Niemczech, w Marburgu. Enyedi  stawia drzewo w centrum filmu i czyni centralnym bohaterem –  „obserwatorem” ludzkich dziejów. To bardzo ciekawa perspektywa – zważywszy na fakt, że obraz węgierskiej twórczyni – nie jest dokumentem przyrodniczym (sic!) W zbudowanej wokół drzewa osi narracji widać wyraźnie, że reżyserka doskonale radzi sobie z koncepcją kina – rozumianego jako sztuka obrazowania – dla obszarów, które wymykają się słowom, racjonalizacji i aby wybrzmieć – muszą być koncepcyjnie przemyślane. Milcząca przyjaciółka to bowiem metaforycznie rzecz ujmując – obraz o tym, czego ubieranie w słowa jest zadaniem dość karkołomnym…  

Filozoficzny ton filmu Ildikó Enyedi bardzo do mnie przemawia – jej rozmyślania nad relacjami ludzi i roślin – zostały fantastycznie rozpisane na trzy „rozdziały” i zarazem historycznie istotne daty dla zmian w kulturze i cywilizacji człowieka. To zdecydowanie, w moim odczuciu, najmocniejsza strona tego filmu, razem z bardzo dobrym castingiem i grą aktorską. Gorzej jest z kanwą scenariusza w tym jego zakresie, w którym opowiada o postaciach pobocznych w tle głównych historii. Ewidentnie służą one reżyserce jedynie do tego by podpierać trzon narracyjny, ale robią to niestety bez troski o głębszy sens ich zaistnienia w fabule. Gdyby nie był to obraz zdecydowanie unikalny w swej tematyce, a jego sednem nie byłaby opowieść o tajemnicach przyrody i jej wpływie na człowieka  – jak siebie znam – czepiałabym się bardziej… 

*    *    *

Milcząca przyjaciółka jest nam przedstawiona niczym „żywy monument” – utkany z korzeni, liści i kory, który przetrwał stulecia i jako pasywny protagonista splata się z życiem trzech postaci w trzech różnych epokach — obecny, choć nieaktywny, oddziałujący, choć niedziałający bezpośrednio. Najwcześniejsza historia, osadzona w 1908 przedstawia nam Grete (świetna Luna Wedler – nagrodzona na MFF w Wenecji statuetką imienia Marcello Mastroianniego dla młodych aktorów), pierwszą studentkę jaką przyjęła uczelnia na wydział botaniczny w roku, w którym dopuszczono kobiety do studiowania, jej fascynację przyrodą, w tamtych czasach niespecjalnie zrozumiałą społecznie, ale której pasja i wiedza na temat roślin stanie się dla niej inspiracją i przyczynkiem do odkrycia w sobie talentu i powołania zawodowego. Z kolei w latach 70. XXI wieku – drzewo jest świadkiem zmagań nieśmiałego studenta z prowincji Hannesa (Enzo Brumm) by przezwyciężyć niechęć do roślin, a który ostatecznie popada w rodzaj totalnej fascynacji pewnym okazem zwykłej pelargonii, która została mu powierzona do opieki przez studentkę botaniki – dziewczynę, w której się zakochał. Trzeci rejestr czasowy to rok 2020. Pochodzący z Hong Kongu neurobiolog analizujący fale mózgowe niemowląt nie posługujących się jeszcze mową i badacz procesów kognitywnych Tony (Tony Leung), który przyjechał do Niemiec jako profesor wizytujący – z powodu Covid i lockdownu zostaje „uziemiony” na terenie zamkniętego do odwołania uniwersytetu. Nie mając nic innego do roboty, i coraz bardzie zafascynowany sekretnym życiem wielkiego miłorzębu zaczyna montować na drzewie sensory, by uzyskać obrazy niewidzialnych procesów zachodzących w jego wnętrzu…

Milcząca Przyjaciółka porusza się ze swobodą między tymi trzema wyraźnie odmiennymi wizualnie planami czasowymi: najstarszy utrzymany jest w czystej czerni i bieli, środkowy ma miękką analogową fakturę, a najnowszy – ostrość obrazu cyfrowego. Operator Gergely Pálos wysuwa na pierwszy plan gałęzie, pnie i liście, pozostawiając ludzkie życie w tle i poza ostrością. Albo kąpie ludzkie ciała w grze światła i cienia rzucanych przez kołyszące się na wietrze liście. Rośliny, które tak cicho i nieustannie towarzyszą naszemu życiu: co właściwie dostrzegają w nas, ludziach? – zastanawia się botanistka i badaczka roślin Alice (w tej roli Léa Seydoux), z którą naukowy kontakt on-line nawiązuje neurobiolog Tony w czasie gdy jego fascynacja starym miłorzębem zaczyna być dla niego na jakiś sposób ważna nie tylko intelektualnie, ale też – emocjonalnie.  

Milcząca przyjaciółka ma powolne, leniwe tempo narracji, ale nudzić będzie jedynie tych, którzy nie są otwarci na liczne pytania i refleksje wywoływane przez dialogi oraz meandrujący język obrazu. Wizualnie Węgierka prezentuje czyste mistrzostwo warsztatowe. Współpraca Enyedi z operatorem Gergely’m Pálos’em udała się wspaniale.  Wypracowali język obrazowania dla przedstawionych w filmie rejestrów  czasowych – przy użyciu  z taśmy 35 mm (segment z 1908 roku), 16 mm (lata 70.) oraz obrazu cyfrowego (okres pandemii). Imponujące jest to, że te całkowicie odrębne formaty tworzą logiczne różnice wizualne, podczas gdy film jako całość pozostaje całkowicie spójny.

Jest to dzieło, które porusza się własnym rytmem, zadowalając się obserwacją zamiast rozwiązań. Nie należy po Milczącej przyjaciółce oczekiwać tradycyjnych punktów zwrotnych ani dramatycznych objawień, które całkowicie odmieniłyby bohaterów lub ich spojrzenie na wszechświat. Mamy w tym przypadku raczej głównie do czynienia z dopełnieniem – jakie obcowanie z miłorzębem wnosi w ich życie. Eliptyczny montaż stałego współpracownika reżyserki: Károly Szalai przenosi nas łagodnie w tę i z powrotem między epokami, jakby wszystkie trzy historie rozgrywały się równocześnie – jako jedno uniwersalne pragnienie więzi ponad czasem, nauką i losem. Oczekiwanie odpowiedzi, sugeruje film Enyedi, jest daremne. Lepiej po prostu zanurzyć się w samej ciekawości fascynującego świata roślin, z którymi nasza więź jest stała, mocna, ale jakże często – przez nas bagatelizowana lub niedoceniana. 

Film nie udziela odpowiedzi w postaci jednej zwartej konkluzji. Raczej prowadzi ku stopniowo pogłębianemu zrozumieniu wielorako rozgałęzionej relacji między człowiekiem a naturą. Milcząca przyjaciółka zachwyca najbardziej właśnie w tych rejestrach, w których jest najbliższą temu – czego my sami jesteśmy w stanie doświadczać i utożsamić się z tym. To niemalże nieartykuowalna, dziecięca fascynacja światem przyrody i jego cudownością. Owo zadziwienie i rozmyślanie nad nimi, znajduje u bohaterów filmu ujście zarówno w nauce — poszukującej zrozumienia, jak i w sztuce, próbującej uchwycić tajemnicę i piękno roślin. Dzięki temu Milcząca przyjaciółka staje się filmem, którego efekty są jednocześnie naukowe i estetyczne, obiektywne i subiektywnie – piękne.

To podejście może być odebrane z pewnością – wielorako. Mnie, finalnie sprawiło jaki rodzaj kojącej przyjemności oglądanie filmu, w którym jego twórczyni tak niewiele zajmuje się  jednoznacznymi, ani tym bardziej  skupionymi na ludziach i ich problemach rozwiązaniami fabularnymi czy też jawnie czytelnymi przesłaniami. W przeciwieństwie do podobnie skonstruowanego narracyjnie i czasowo filmu „Wpatrując się w słonce” Maschy Schilinski – Milcząca Przyjaciółka sprawia wrażenie mniej rygorystycznie skomponowanego autorskiego dzieła, a bardziej luźno aranżowanej opowieści. Enyedi pozostawia wiele rzeczy w sferze sugestii –  zarówno co do naukowych odkryć, jak i relacji międzyludzkich. Niektóre postaci – po prostu znikają z narracji, nie pozostawiając po sobie pustki – co w innym przypadku byłoby nieakceptowalne. Ale to nie ludzie (de facto) są w tym obrazie najważniejsi – tylko  wiekowy miłorząb, wciąż trwający na tym samy miejscu od wieków, wciąż fascynujący i wciąż milcząco obecny w dziejach historii ludzi – tak jakbyśmy my, ludzie, byli jedynie przelotnymi zjawami w jego życiu… 

Mnie ta perspektywa szalenie ujmuje, a nawet więcej – wpływa na mnie kojąco. Oglądając Milczącą przyjaciółkę jeszcze mocniej zdałam sobie sprawę z tego jak bardzo jestem zmęczona antropocentryczną, narcystyczną i nieznośnie ulotną naturą codziennego świadkowania życiu ludzi  w świecie digitalnym. Ten obraz był dla mnie niczym łyk świeżego powietrza, wyjście do świata, w którym istnieje kojący rytm zadumy nad tym co trwałe, i trwale piękne w swoim niedomagającym się wiecznej atencji – istnieniu.

Milcząca przyjaciółka (Silent Friend), reż. Ildikó Enyedi, zwiastun PL, w kinach od 22 maja

*** Wszystkie zdjęcia wykorzystane w tekście pochodzą z materiałów prasowych dystrybutora filmu MILCZĄCA PRZYJACIÓŁKA na rynku polskim: Gutek Film

You may also like

CHRONOLOGIA WODY
DRAMA
TO BYŁ ZWYKŁY PRZYPADEK
PAN NIKT KONTRA PUT*N

Leave a Reply