11
gru
2016
61

MŁODY PAPIEŻ

MŁODY PAPIEŻ (The Young Pope). Reż i scen. Paulo Sorrentino, Wyk. Jude Law, Diane Keaton, James Cromwell, Silvio Orlando, Javier Cámara, Cécile de France, Ludivine Sagnier, HBO / Canal+ / Sky, 2016

Pierwszy sezon miniserialu MŁODY PAPIEŻ zwalił mnie z nóg, niczym meteor Jana Pawła II w słynnej pracy artystycznej “La nona ora” Maurizio Catellana. Niesmaczne porównanie? Obrazoburcze? Może…

Młody Papież w mojej opinii to rzecz wybitna, której wielkość zasadza się i na tym, czego w dzisiejszych czasach – w produkcjach TV – uświadczyć prawie nie sposób. Kontrowersyjna fabuła nie służy ani rozrywce, ani nie ma na celu tandetnego “wsadzania kija w mrowisko” ku uciesze gawiedzi. O nie! Widz jest traktowany jako wymagający i równorzędny partner intelektualnej dysputy, ktoś, kto jest światły, zdolny do wysiłku intelektualnego, otwarty mentalnie i poznawczo i dla kogo pytania egzystencjalne, pytania o sens życia, o wartości i idee i o to dokąd zmierza świat – są chlebem powszednim, nie zaś zajęciem dla filozofów.

the_young_pope-poster-1

Czemu ludzie pragną wierzyć? Czemu to służy? Jaki brak Bóg wypełnia w sercach i umysłach milionów ludzi?

Pytania dotyczące powodów i tego, w jaki sposób się wiary “używa”, do jakich celów – są ważniejsze niż to (i jakie “to” jest) w co się wierzy. Bo to wiara jest czymś znacznie bardziej interesującym niż Bóg – zdaje się mówić Sorrentino.

Reżyser (“Wielkie piękno”, “Młodość”), swoją pierwszą produkcją telewizyjną – udowodnił – dla mnie po raz kolejny – że jest twórcą wybitnym!

Z żelazną konsekwencją stara się w piękny, wysublimowany, acz wyzywający na intelektualny pojedynek sposób podejmować tematykę uniwersalnych, najbardziej dojmujących pytań człowieczych. O sens i znaczenie. Chce zmagać się, razem z nami, z poczuciem zagubienia. Towarzyszyć nam w poszukiwaniach własnych definicji dla metafor i symboli, najistotniejszych w naszej kulturze, a które nieustająco kłopoczą nas brakiem jednoznacznych odpowiedzi. I z którymi nieustająco się borykamy. Wszyscy przemierzamy drogę, zwaną życiem – poszukując w niej własnej istotności, pragnąc poczucia spełnienia. Permanentnie targani obawami, lękami, przytłoczeni niemożnością pogodzenia się z tym, że na pewne kwestie odpowiedź stale się nam wymyka lub zmienia.

Młody Papież – jest kolejnym, arcywspaniałym pomysłem Sorrentino – na to – by opowiadać o sprawach najważniejszych. Tym bardziej genialnym, że głównym bohaterem swego błyskotliwego, piekielnie erudycyjnego (jego znak rozpoznawczy) obezwładniającego wizualnie (znów mistrzowskie zdjęcia Luca Bigazzi!) serialu – uczynił postać pierwszego Amerykanina i najmłodszego papieża w dziejach kościoła rzymsko-katolickiego.

the-young_pope-jldk

Pozornie – wybór do tej roli – JUDE’A LAW – może wydawać się głównie zabiegiem marketingowo – strategicznym. Ach! Jakże (hihi, haha) sprytnie. Kontrowersyjnie i na przekór. Ludzie z pustej ciekawości będą chcieli to zobaczyć. Rozwodnik, były hulaka, playboy, etc. – w roli papieża! Hell yeah! Otóż, nie. Błąd! Jest to jedna z najlepszych decyzji obsadowych, jakie widziałam w życiu – z zupełnie innych powodów (o czym potem). A, z całą pewnością – jest to N A J W I Ę K S Z A rola tego aktora w całej dotychczasowej karierze! Law jako młody papież jest hipnotyzujący. Charyzmatyczny. Powabny. Narcystycznie niemalże sobą zachwycony. Określenie, jakie najlepiej do niego pasuje, to: ‘wygląda jak młody bóg’. Przed jego obliczem – człowiek chce od razu padać na kolana, a jeśli – w swej łaskawości – obdarzy dodatkowo swym najpiękniejszym na świecie uśmiechem, oraz spojrzeniem przepastnych, błękitnych oczu – to prawie – jak pójść do nieba za życia. Jego dopracowany, wypicowany w najmniejszym detalu “look” aż się prosi o konto na Instagramie, na którym zbierałby (w realu, gdyby istniał – jestem tego pewna!) zyliony lajków. Ekran w niemalże każdej scenie, w której młody papież się pojawia – pulsuje uwodzicielską aurą. Którą (pokłony do ziemi) Sorrentino zbudował wokół nieuchwytnego, ale stale obecnego napięcia – niemalże erotycznego – jakie postać ojca świętego wywołuje. I nie wiadomo czy to szydera z “Jezusków na obrazkach”, którymi karmi się wiernych, pokazując oblicze Zbawiciela jako cud młodziana, z wyrzeźbionym ciałem, obdarzonego pięknymi, harmonijnymi rysami twarzy i melancholijnym spojrzeniem, czy też nawiązanie do szerzonej przez kościół idei, że Bóg (choć życie na ziemi jego „poddanych” często ich okrutnie i niesprawiedliwie doświadcza) jest wcielonym dobrem. Bo piękno i dobro to odwieczny splot filozoficzno – mentalny. Fantazmat kulturowy. Archetyp.

A może reżyser chciał zakpić z kościoła jako instytucji? Z państwa watykańskiego i papiestwa, które tak samo dużo czasu od dość dawna poświęca krzewieniu wiary, jak i budowaniu swojej „marki”, która kupczy wszystkim, z podobizną papieża włącznie. Wierni w kościele rzymsko – katolickim, z czego wyraźnie szydzi Sorrentino to – jak wiadomo -“owieczki boże”. A te najfajniejsze są wtedy, gdy gromadnie zbite, w wielgachny tłum – spijają słowa z ust swego (dusz)pasterza. A potem biegną do kasy i nie specjalnie się przy tym zastanawiają nad tym, że konto w banku watykańskim nie ma nic wspólnego ani z Bogiem, ani ich wiarą, ani nawet z 10 przykazaniami.

the-young_pope-smokingLeonard Belardo (dla przyjaciół Lenny) papieżem zostaje wybrany – zgodnie w wielowiekową tradycją – w wyniku knowań i strategicznych rozgrywek pomiędzy kardynałami, choć kościół rzecz jasna twierdzi co innego. Przyjmuje imię Pius XIII i “wprowadza się” do Watykanu, mając zamiar ustanowić tam – jak i wszyscy jego poprzednicy – własne zasady. W tym tak zupełnie z wiarą i Bogiem nie związane, jak palenie papierosów. Bo Lenny, to znaczy chciałam powiedzieć – Ojciec Święty – jest palaczem. No i rzecz jasna, zaczyna się otaczać “swoimi ludźmi”, a wśród nich kluczową rolę pełni siostra Mary (świetna Diane Keaton), która właściwie Lennemu matkowała, wychowując go w klasztorze, do którego trafił porzucony tam w wieku kilku lat przez rodziców hipisów.

Szybko okazuje się, że młody papież nie jest tym, za kogo mogący być jego ojcami, dziadkami, a nawet pradziadkami kardynałowie go uważali, gdy oddawali nań swój głos. Lenny ma jedynie nieco po 40-tce. Kluczowa postacią w stolicy apostolskiej dla Piusa XIII okaże się kardynał Voilello (Silvio Orlando), sekretarz stanu, że tak powiem. Który niejedno widział, a z całą pewnością – wszystko o niej wie. I dla którego młody papież stanowić będzie nie tylko zagrożenie, ale przede wszystkim intelektualnego i strategicznego rywala. A co gorsza – zagadkę! Bo miał być “właściwym wyborem” dla ustalonej odgórnie “linii politycznej”, a nie wiadomo w ogóle kim jest! I nie chodzi w tym miejscu o to, skąd się wziął i jaka była jego historia i droga na tron w Stolicy Piotrowej, ale o co mu chodzi, w co wierzy i jakie są jego cele? Jaki będzie kościół “w jego rękach”? Najbardziej trudne z tego wszystkiego okazuje się jednak, że Pius XIII – jest papieżem, ktory nijak nie daje się traktować jak marionetka. A najgorszym – fakt, że jest wybitnie inteligentny, niezwykle przenikliwy i że czyta podlegających mu kapłanów, niczym otwarte księgi.

the_young_pope-main

Sorrentino – myślę, że z pełną premedytacją – nie za często referuje do historii kościoła i papiestwa, jako takiego. Odniesienia do istniejących, historycznie Papieży (w tym Jana Pawła II) oraz najważniejszych kwestii, z którymi Watykan boryka się od dawna (polityczne umocowania w rządzie włoskim i wielu innych państw, korupcja, machlojki finansowe i podatkowe, łamanie zasad celibatu, homoseksualizm, pedofilia księży) służą w Młodym papieżu budowaniu narracji wokół postaci nowo wybranego Ojca Świętego, który poradzić musi sobie z czymś, co zdaje się go nie tyle przerastać, ale przytłaczać.

Bo papież – jest w nim przedstawiony – przede wszystkim – jako człowiek. A człowiek – z zasady i jako taki – jest pełen sprzeczności. I zdarza mu się zmieniać zdanie. I jest to punkt wyjścia – moim zdaniem – do kwestii w zamyśle Sorrentino – najważniejszej. Odczłowieczając religię i wiarę, czyniąc je dogmatem, wsadzając w sztywne ramy – kościół katolicki – “zabił” w niej to – co stanowi o sednie człowieczeństwa. A są nim pytania, wątpliwości, zmaganie się ze sobą. Słabość. Strach. Niemożność sprostania wszystkim zakazom i nakazom. Poczucie osamotnienia i pustki. Małości i bezsilności w obliczu problemów świata, w którym przyszło nam żyć.

I last but not least – konieczność mierzenia się ze zmianami cywilizacyjnymi i kulturowymi. Bóg żywy – żyje bowiem w języku, zwanym narracją. W ludzkiej codzienności. Inaczej staje się zmurszałą relikwią. Lub eksponatem muzealnym.

Eli, Eli, lama sabachthani? – Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?

young_pope-2Pius XIII zrazu zajmuje się rewolucją wokół roli, jaką jako papież musi / powinien pełnić. Wywraca panujące od dawien dawna w Watykanie zasady do góry nogami, w dodatku zdaje się być despotycznym, cynicznym monstrum, które uprawia dywersyjne działania mające kościół – według kompletnie tym przerażonych i wnet zaczynających przeciw niemu spiskować kardynałów – doprowadzić do całkowitej klęski.

Odmawia coniedzielnych homilii na Placu św. Piotra, nie chce się pokazywać publicznie, nie pozwala sobie robić zdjęć, nie życzy sobie jeździć na pielgrzymki, nie znosi i unika kontaktów z wiernymi. Nie zamierza pisać kolejnych encyklik, gdyż jak twierdzi “i tak ich nikt nie czyta”… Zgroza!

Co więcej straszy surowym obliczem Boga, który karać będzie za wszystkie ciężkie grzechy i obiecuje zaostrzenie stanowiska kościoła wobec większości odstępstw od dogmatycznie ustanowionych zakazów. Zaczyna też robić porządki w obrębie “struktur własnych”, obiecując rozprawienie się z homoseksualizmem wśród księży, a warunki nowicjatu czyni jeszcze bardziej rygorystycznymi.

Dokąd zmierza kościół katolicki pod przewodnictwem Piusa XIII? Oto jest pytanie!

Trzeba w tym miejscu zaznaczyć, że Sorrentino’wski zabieg – by Jude Law aka Pius XIII – bawił się ze wszystkimi, w tym także – nami – widzami w “kotka i myszkę”, długi czas (ponad połowa serialu) nie pozwalając nam na jakąkolwiek pewność – z kim mamy do czynienia – uważam za genialny! Papież wodzi nas za nos. To niemalże tak, jak na pokuszenie 😉

Będę z Wami szczera. I wyznam swój grzech. Do Młodego papieża zabierałam się złapana na sztuczkę, którą arcymistrz Sorrentino wykombinował. Trailer, w którym obejrzeć mogłam jak Jude Law jako papież, rozsiada się w watykańskich komnatach, niczym VIP w luksusowym hotelu, z pecikiem w ustach i niemalże szatańskim uśmiechem samozachwytu na twarzy – zrobił swoją robotę. No jak nie, jak tak! Oglądam zaraz!

A tu – niespodzianka! Mijał odcinek za odcinkiem, cyniczny uśmieszek coraz bardziej znikał z mojej twarzy, a w oczach zaczęły się pojawiać łzy wzruszenia. Z zabawy obrazoburczą konwencją zostały nici. A pozostało jedynie przeświadczenie, że Sorrentino opowiedział mi znowu jakąś wielką, najprawdziwszą prawdę o życiu!

Papież – choć uczy się nas o tym myśleć inaczej – to przede wszystkim człowiek z krwi i kości. Który (ewentualnie) może się okazać godny swej funkcji: głowy kościoła. A najmniej istotne jest w tym wszystkim to, czy jego zdaniem “Bóg jest, czy też go nie ma”. Nie to jest bowiem w religii, wierze i przewodzeniu duchowemu ludziom – najistotniejsze. Wiara to akt. Wybór. I ponoszenie jego konsekwencji. Ani papież, ani my – nie dostaniemy nigdy od Boga żadnej odpowiedzi. Na żadne pytanie. Bóg nam nie udzieli żadnej gwarancji niczego. Dlatego być może najważniejszym, najpiękniejszym przesłaniem jakie może istnieć – to nawoływanie kościoła – ustami swego namiestnika – o to byśmy naszym własnym Bogiem starali się uczynić każdy akt miłości wobec drugiego człowieka. Byśmy umieli wybaczać. Umieli cieszyć się życiem. Radować jego cudem. Byśmy starali się czynić dobro. Nie oceniali. Nie piętnowali. Nie kazali żyć “tak, a nie inaczej”, ale tak by innych nie krzywdzić.

Tyle. I aż tyle.

You may also like

ROZMOWY Z PRZYJACIÓŁMI
SCHODY
GALLIVANT GDAŃSK – czyli o tym jak pachną miasta…
OGRODNICY