2
Sty
2019
7

MÓJ PIĘKNY SYN

MÓJ PIĘKNY SYN (Beautiful Boy), Reż. Felix van Groeningen, Scen. Felix van Groeningen oraz Luke Davies na podstawie książki David’a Sheff’a pod tym samym tytułem oraz jego syna Nick’a Sheff’a zatytułowanej ”Na głodzie”. Wyk. Steve Carell, Timothée Chalamet, Maura Tierney, Amy Ryan, USA, 2018

MÓJ PIĘKNY SYN pochyla się nad kwestią uzależnienia z perspektywy, którą rzadko mamy okazję oglądać w kinie. A jest nią troska i miłość.

Przede wszystkim jednak Mój piękny syn to brylantowy popis aktorski Steve’a Carell’a oraz Timothée Chalamet’a. Bo to ich kreacje dają temu obrazowi prawdę i wiarygodność. Poruszają. Niosą opowieść o dramacie ojca i syna…

Jest taka – bardzo piękna – piosenka, która nazywa się “beautiful boy”. Skomponował ją i wydał na płycie w 1980 roku John Lennon, a dedykował swojemu synowi ze związku z Yoko Ono – Sean’owi.

Jej pierwsza zwrotka idzie tak:

Close your eyes,

 Have no fear,

The monster’s gone,

He’s on the run

And your daddy’s here

Zremasterowana wersja tego utworu znalazła się na doskonałym zresztą soundtracku do filmu Mój piękny syn. Jej symbolika jest bardzo istotna dla narracji i objętej perspektywy w kanwie scenariuszowej najnowszego filmu Felixa van Groeningena. Uznanego belgijskiego reżysera, którego obraz “W kręgu miłości” (nominacja do Oscara) zdobył szereg nagród na najważniejszych festiwalach filmowych, w tym Cezara dla najlepszego filmu zagranicznego oraz dwie nagrody na Berlinare, w tym jedną – tę szczególnie ważną – nagrodę publiczności.

Scenariusz do filmu Mój piękny syn powstał w oparciu o autobiografie. Ojca – David’a Sheff’a – poświęconą walce o to, by jego najstarszy syn zerwał z nałogiem i przestał ćpać. I Nick’a – syna – poświęconą uzależnieniu od narkotyków i próbach zerwania z nimi. Obie znalazły się na liście bestsellerów magazynu “The New York Times”.

*    *    *

David (doskonały Steve Carell) jest dziennikarzem. Kochającym ojcem i mężem. Mieszka pod miastem w uroczym domu, z drugą żoną, malarką o imieniu Karen (nagrodzona Złotym Globem za rolę w serialu “The Affair” Maura Tierney). Kiedy się pobierali – jego najstarszy, pierworodny syn Nick (fenomenalny Timothée Chalamet) był uroczym chłopaczkiem. Zamieszkali we trójkę. Potem na świat przyszło dziecko Davida i Karen. Kolejny syn, a następnie kolejne, tym razem dziewczynka. Kiedy ich poznajemy Nick ma już kilkanaście lat, jest w szkole średniej. U progu studiów. Ale ćpa. Coraz więcej. I jest z nim coraz gorzej. Jego ojciec wie, że jest to metamfetamina. Bardzo silnie uzależniający narkotyk, o znamiennym wpływie na psychikę. W krótkim czasie prowadzi do nieodwracalnych zmian w mózgu.

David bardzo kocha najstarszego syna, a on kocha jego. Nic ma świetne relacje z macochą. Doskonałe z rodzeństwem. Matkę widuje rzadko. Nie dlatego, że nie może, ale dlatego, że nie za bardzo chce. Jego ojcu kontakty z byłą żoną też sprawiają trudność…

Nie dowiemy się co się tak na prawdę zdarzyło w małżeństwie rodzicow Nic’a. Czemu chłopak wychowywał się z ojcem i jego nową rodziną, a nie jak to zazwyczaj bywa z matką (w tej roli Amy Ryan). Bo nie o tym opowiada Mój piękny syn.

Mój piękny syn opowiada o tym, na czym zasadza się dramat i w czym tkwi sedno historii ludzi takich jak David Sheff. O życiu w piekle niepojętego. I o cierpieniu, jakie z niego wynika, kiedy stale i wciąż nie można znaleźć odpowiedzi na pytanie “gdzie tkwi(ł) mój błąd? A cokolwiek, czego by się nie zrobiło, by ratować dziecko przed upadkiem – nie przynosi  rezultatów.

I o tym, że bezwarunkowa miłość, nieustannie podawana pomocna dłoń – w przypadku uzależnienia od narkotyków – nie działa.

To prawda trudna do zniesienia. Jednakże – najprawdziwsza z prawdziwych.

*    *    *

Obraz Mój piękny syn ma nielinearną narrację i buduje świat Davida i Nica na podobieństwo  elementów puzzla. Złożonego z wyimków pamięci o czasie minionym i obecnym, z których nikt nie jest już w stanie złożyć obrazka, stanowiącego zrozumiałą i sensowną całość. Coś poszło nie tak i żaden z bohaterów nie wie – co. I kiedy. Jak. Pozostają jedynie wspomnienia, fragmenty scen, rozmów, momentów wyjątkowych, pięknych i szczęśliwych. I tych, które są pełne rozpaczy, niemocy, trwogi, beznadziei. Na ten świat patrzymy oczyma ojca. Ojca, który trwa w poczuciu, że istnieje jakaś metoda, proces, cokolwiek – co pozwoli mu pomóc uwolnić się jego synowi od nałogu. Jeśli tylko się postara jeszcze bardziej…Coś, co pozwoli mu przestać się o niego bać, a przede wszystkim przestać cierpieć – patrząc jak się stacza, choć przecież był z niego taki “piękny chłopiec”, taki uroczy, bystry, zdolny, tak wspaniale się zapowiadający…

Szamotanina Davida to walka przede wszystkim ze sobą, z pytaniami, które go przygważdżają niemożnością znalezienia na nie odpowiedzi. Groeningen obchodzi się z materią, jaką stanowi życie ojca chłopaka, który na jego oczach zapada się, znika, zjeżdża w nicość z dużym wyczuciem. I delikatnością. Ten świat rozpostarty jest pomiędzy skrajnościami: rozpaczą a nadzieją. I na ustawicznie zadawanych sobie dwóch podstawowych pytaniach: “Co mój syn ma z tego, że ćpa, co mu to daje”? oraz “co mogę zrobić, jak mogę mu pomóc by przestał”?

To czysta udręka. Piekło. Przez które Mój piękny syn prowadzi nas na sposób taki, byśmy finalnie – tak samo jak David – zrozumieli – że nie ma takiej szansy, aby znalazł na nie odpowiedź.

To kolejna trudna do zniesienia prawda. Nikt, nawet najbardziej kochający, wyrozumiały, starający się – nie jest w stanie sprawić żeby ktoś, kto ćpa przestał to robić .

Ale najprawdziwsza z prawdziwych.

Scena, w której do Davida dociera, że tak właśnie jest – że żeby nie wiem co zrobił, nie uratuje Nic’a – jeśli on sam nie będzie tego chciał – rozwaliła mnie emocjonalnie w drebiezgi…

Jego cierpienie, a także jego cierpienie w imieniu uzależnionego Nic’a, jego walka o niego – jest w Moim pięknym synu przyczynkiem do opowiedzenia także o tym, że uzależnienie jednego z członków rodziny – ma gigantyczny wpływ na jej funkcjonowanie. To otchłań, wir, który wciąga każdego z najbliższego otoczenia narkomana. Czyniąc również w nim samym emocjonalne spustoszenia, odbierając spokój, poczucie bezpieczeństwa. Krusząc piękne i solidne dotąd podstawy wspólnego bytowania.

To, co uważam za bardzo duży atut tego obrazu – to fakt, że nikt nie wskazuje w nim ani tzw. winnych, ani jednoznacznego powodu dla faktu, że Nic zaczął ćpać. To kolejna niełatwa do przełknięcia gorzka prawda na temat uzależnień, niejako en passant podana w tym filmie. Nie ma w nim bowiem tego wszystkiego, co przy tej tematyce kinematografia lubi banalizować i ułatwiać widzom w odbiorze.

Nic – jak sam stwierdza w którymś momencie, w rozmowie z ojcem – narkotyki “po prostu lubi”. A raczej to – co mu dają, jak się po nich czuje. I tu – znowu – dochodzimy do kwestii, która w przypadku podejmowanej w Mój piękny syn tematyki – często umyka. Narkotyki to coś, po co ludzie sięgają z wielu powodów. I to “coś” załatwia im szereg rzeczy. W tym takie, których podstawy nie znajdują się w rejestrach zwanych patologią, a skutki w rejestrach, które jest łatwo nazwać. Ja osobiście sądzę, że część z nich jest niedefiniowalna. Dla wielu młodych, wrażliwych i zadających sobie pytania – stanowią wytrych do świata, który z początku zdaje się być swego rodzaju dekompresatorem, czymś w rodzaju poduszki powietrznej, która oddziela ich od bolesnego zderzania się z tym, co im emocjonalnie doskwiera, tłamsi. Pozwala docierać tam, gdzie ich świat staje się całkowicie własnym, innym i uwalnia ich od tego, co meczące, zaczyna przenosić ich w inny, “lepszy” wymiar.

A potem… Potem już staje się nałogiem. I dramatem…

W tym miejscu – nie byłabym sobą – gdybym nie napisała, że postać Nic’a – to kolejna rola Timothée Chalamet’a (nominacja do Złotego Globu) po jego brylantowym występie w “Tamte dni, tamte noce” – po której widać jak na dłoni, że zaledwie 23-letni aktor, pieszczotliwie zwany w Hollywood Timmy zasługuje na nadany mu tamże przydomek “księcia fabryki snów”. Talent, intuicja, warsztatowe wyczucie pracy z ciałem i nieprawdopodobna wręcz umiejętność tego młodego mężczyzny do zawłaszczania uwagi kamery filmowej – są obezwładniające. Nic dziwnego, że świat filmowy rozumiany jako reżyserzy, producenci oraz dyrektorzy castingów dostali kota na jego punkcie i pokornie stoją w kolejce z kolejnymi propozycjami ról.

Nick Sheff w wykonaniu Chalamet’a to majstersztyk. Rozegrany na półnutkach. Utkany ze światła, mroku, dobra, zła, zwykłości i niedopowiedzenia. Jego umiejętność oddawania emocji, niuansów zachowań i nastrojów zachwyca. Wszystko w jego grze jest subtelne, a jednocześnie przejmująco mocne.

*    *    *

Mój piękny syn to obraz w którym nic i nikt nie jest malowany grubą krechą. Nie ma w nim ani łatwych pytań, a już tym bardziej łatwych odpowiedzi. Nawet jego “happy end” jest względny. To kwestia perspektywy. Poddanej refleksjom widzów.

Jak na dramat, miejscami mocno posępny w obrazowaniu tego, o czym opowiada – jest Mój piękny syn filmem zdumiewająco lirycznym. Delikatnym. A także omijającym zgrabnie rafy i mielizny nadmiernej ckliwości i nieznośnego patetyzmu.

Miłość ojca do syna jest w nim ujęta na sposób, który wzbudza zarówno podziw, jak i współczucie. Od słów piosenki “beautiful boy” napisanej dla oseska, z miłości do niego, z potrzeby ochrony go przed całym złem tego świata, ze stania u boku zawsze, w każdych okolicznościach – przechodzi do refleksji nad tym, że kochać trzeba umieć. Bo miłość jest siłą, której moc uzdrawia, ale tylko wtedy kiedy ktoś, kto ją dostaje – potrafi ją przyjąć. Zobaczyć w niej dar. Docenić jego wartość.

*** Wszystkie zdjęcia wykorzystane w tekście pochodzą z materiałów prasowych dystrybutora filmu Mój piękny syn na rynku polskim: m2films

You may also like

PRZEDSZKOLANKA
ŻONA
FREE SOLO
KAFARNAUM

5 Komentarze

  1. wiki.bukowska90@gmail.com'
    Sandy

    Piękny film. Jestem poruszona do głębi. Z tego powodu nie mogę się doczekać książki… Jestem bardzo ciekawa tej historii z perspektywy ojca i syna.

    1. Kultura Osobista

      Bardzo dziękuję za komentarz. I cieszę się, że obraz „Mój piękny syn” tak Panią poruszył. A książki – są już obecne na polskim rynku. Wydało je wydawnictwo Poradnia K. Proszę poszukać w księgarniach.

  2. Pingback : Kultura Osobista VICE | Kultura Osobista

  3. dankaspysinska@gmail.com'
    dianka

    Film piękny, Steve Carell stworzył bardzo ciekawą postać, absolutnie wiarygodną mimo swoich „komediowych” korzeni. Jednak zanim zobaczyłam film, przeczytałam książki i muszę powiedzieć, że wiele dni jeszcze po lekturze było mi tak zwyczajnie dziwnie i smutno, że takie historie mają miejsce, nie tak rzadko przecież… bardzo pięŻne, przejmujące świadectwo zarówno jednej, jak i drugiej strony.

    1. Kultura Osobista

      Bardzo się cieszę, że podziela Pani moją opinię co do piękna tego filmu 🙂 I tak jak Pani najbardziej lubię (kiedy powstaje ekranizacja) znać także prozę – na podstawie której powstała. Serdeczności, j

Skomentuj