10
sie
2015
254

O stereotypach: „kobiecość” vs. „męskość. W tle sesja modowa

Sesja fotograficzna, autorstwa Michaela Janssona, z jedną z moich ulubionych modelek – Darią Werbowy  – dla magazynu PORTER (wydawanego “na papierze” przez jeden z największych internetowych sklepów z luksusowymi ubraniami net – a – porter) wzbudziła mój zachwyt i kilka refleksji.

daria-werbowy.1

Stereotypy są zakorzenione w nas wszystkich. Ich pochodzenie jest ‘pradawne’. Tak bardzo obecne  są w kulturze (a tym samym – w nas samych), że choć żyjemy w czasach ciągłych nowości i gonitwy technologii – wciąż są oporne na zmianę. I dlatego też, najczęściej, dochodzą do głosu z tej właśnie pozycji – pozbawione obróbki intelektualnej. Młotek, traktor, obcęgi, spawanie, naprawa dachu – to wszystko jest lista skojarzeń, która podetknięta każdemu z nas pod nos – dostałyby z dużą dozą pewności – etykietę atrybutów typowo męskich. Moda zaś – jako taka – wciąż jest kojarzona z kobietami, a sukienka to kwintesencja ‘kobiecości’, czyż nie tak?

derbowy.3 derbowy.4derbowy.7

Tymczasem zdjęcia Werbowej z sesji Janssona, gdzie autorką stylizacji jest bardzo znana w branży Alex White, przepięknie odwołują się do tych właśnie, zaszytych w nas głęboko stereotypowych skojarzeń i ukazują je w nowym świetle.

Sesja ta, wywołała we mnie przemyślenia na temat tego, co stanowi niejako stygmat obecnych wciąż w naszej kulturze pojęć “kobiecości” i “męskości” Co z powielanych wzorców, matryc, które kultura wciąż obrabia – powoduje, że znamienita część z nich staje się zwyczajnie nudna i sztampowa? A co prowadzi do tego, że nabierają bliżej nieokreślonej, uwodzicielskiej mocy?. Tym czymś jest moim zdaniem – odłączenie tych pojęć od ich najbardziej strywializowanych znaczeń i symboliki.

derbowy.5

To dlatego – jak sadzę – już od kilku ładnych lat – obrazki mężczyzn wtulonych w dzieci, rozanielonych w ojcowskich – acz transponowanym wprost z tradycji wizerunku i stereotypu postrzegania macierzyństwa pozach – tak bardzo poruszają. Dlaczego zatem nikogo specjalnie nie porusza obrazek businesswoman w garniturze, z poważną miną, w wielkiej sali obrad, jako Przewodniczącej Zarządu?

Na czym polega różnica? Przecież oba te “byty”, które opisałam powyżej – to cywilizacyjne i kulturowe novum? Dlaczego jeden z nich “jara”, a drugi nie? Co powoduje, że jedynie dla jednego z nich „wyjście z roli” staje się nośne? Sądzę, że dlatego, że choć oba „obrazki” stereotypy przełamują – jeden z nich, ten właśnie atrakcyjności – pozbawiony – czyli kobiety w garniturze, na kierowniczym stołku wraz z tego stołka sztampowymi atrybutami – nie umie unieść tego, co stereotypy pozwala obalać. Nie dotyka bowiem sedna. A jest nim coś, co jest raczej z rejestru nieświadomego. Wbija się jedynie taranem w stereotypy – sednem tychże posługując. Czyli przedstawia grę społeczną. Bo rola zawodowa jest głównie o tym i nie ona konstytuuje życie ludzkie (nawet w przypadku tych, którzy twierdzą iż „praca jest sednem ich życia”). Ludzkie życie jest bowiem tam, gdzie przyjmowane role „grają rolę” w całkiem inny sposób. Indywidualny i całkowicie prywatny. Dopiero – zamknięte – w obrębie prywatności czterech ścian – mogą wybrzmieć prawdziwie.

Moje myśli wędrowały dalej, wokół wielu kwestii, które się z tym łączą. I pobiegły daleko – aż do pojęcia nudy… Próbowałam je rozważać, starając się od stereotypów uwolnić. I kiedy spojrzałam na te zdjęcia z takiej perspektywy – dojrzałam nagle coś niezwykle inspirującego. Stały się czymś znacznie bardziej atrakcyjnym, niż oglądanie pięknej kobiety w pięknych strojach. Stały się emanacją czegoś głębszego.

werbowy.2

A dlaczego wspomniałam o nudzie? Bo świata mody – i dóbr luksusowych, jakimi są ubrania po kilka tysięcy Euro – pojęcie to dotyczy szczególnie. Przynajmniej ja tak z nimi mam. “Glamour glamurowaty” nudzi mnie śmiertelnie. Nudzą mnie piękne panie w pięknych sukniach, w pięknych wnętrzach, posadzone, położone, czy stojące na tle pięknych widoków, pięknych mebli etc. Nie ma w tym niczego, czego bym nie znała na pamięć. Ziewam. Nie interesują mnie ani magazyny, ani blogi, w których nurzane jest drogie w drogim. To łatwizna. I to bezczelna.

Wszystko – co – jak powiedział kiedyś mój znajomy – stara się być  “piękniejsze od definicji piękna” niczego we mnie nie porusza. A jeśli to skojarzenia, które donikąd nie prowadzą. Albo nawet gorzej – prowadzą – do poczucia pustki i całkowitej obojętności. Obalanie tego typu narracji na temat luksusu to trend, który mam wrażenie, dopiero dociera do Polski. Trend w bogatych społeczeństwach zachodnich obecny od dość już długiego czasu. Wszyscy znamy z naszych mediów obrazki, gdzie bogaczy i osoby znane prezentuje się w “bogatym entourage”. Ja, osobiście, nigdy nie podnieciłam się na widok artykułu w magazynie, który prezentował mi na przykład posiadłość Donalda Trumpa, wraz z Donaldem i jego o pół wieku młodszą, entą z kolei małżonką. Nowobogackie szykany powielane przez pod- moskiewską dzielnicę Rublówka – nigdy mnie nie jarały.

Jara mnie zaś, jeśli widzę jak ludzie bardzo zamożni zdzierają szaty z króla i mówią “on też jest nagi”. Lub kiedy bogactwo – bogactwem nie epatuje. I kiedy luksus pokazuje swoje oblicze (nawet jeśli jest to strategicznie mocno wykoncypowane) w nowym świetle, starając się opowiedzieć choćby trochę inną historię, niż ta o której – stereotypowo – jest.

I jeszcze coś. Byc może, to, co poruszyło mnie w tej sesji najbardziej, to fakt, że tak pięknie “zawija się” wokół zwykłości. Że tak urokliwie igra ze stereotypami. Że jest tak pełna czaru i wdzięku wynikającego z grania na trywialnych, ba, prostackich niemalże skojarzeniach. Czyż nie jest bowiem tak, że widok wielkiego, wytatuowanego, brodatego Wikinga z dzieciątkiem przy piersi, z wyrazem twarzy przypominającym “Ekstazę świętej Teresy” Berniniego nie jest czymś, co nas rozwala? Tak samo, dokładnie, jest z długonogą pięknością, odzianą w ultra kobiecą luksusową kreację, która pozbawiona oczywistości „glamuru”, spocona i umorusana, z twarzą pełną skupienia i powagi należnej wykonywanej czynności, zajmuje się na przykład naprawą trakcji elektrycznej albo spawaniem.

To, co bowiem – przełamuje schematy – to pasjonackie – całkowicie ludzkie – zaangażowanie w to, co za nimi stoi. Nie kostium, nie poza i nie powielanie sztampy – vide – „groźna pani Prezes w garniturze”. Dlatego samiec Alfa, który rozanielony wtula się całym sobą w niemowlę budzi tak wiele pozytywnych skojarzeń. Podobnie jak „super dupa” która – nie przestając nią być, zabiera się z lubością za czynności, które „powinien” uwielbiać wykonywać wzmiankowany Maczo. Wtedy nagle okazuje się, że dochodzi do tego czegoś, co nazywa się „klik, wrr”

werbowy.7

Proste? Proste 😉

You may also like

Partnerstwo przede wszystkim! – czyli o marce JOHN & MARY
FERRARI
OPPENHEIMER
JANE BIRKIN – HISTORIA IKONY…

Skomentuj