30
Paź
2020
4

OBRAZ POŻĄDANIA

OBRAZ POŻĄDANIA (The Burnt Orange Heresy), Reż. Giuseppe Capotondi, Scen. Scott B. Smith na podstawie powieści Charlesa Willeforda; Wyk. Claes Bang, Elizabeth Debicki, Mick Jagger, Donald Sutherland, Wlk. Brytania / Włochy, 2019

Nieuchwytne, magiczne, nieracjonalne, tzw. klik. Tak, właśnie, najczęściej – spontanicznie i zupełnie nieświadomie – wpadamy w zachwyt nad jakimś dziełem malarskim…My, zwyczajni ludzie, którzy na sztuce się “nie znamy”. OBRAZ POŻĄDANIA to bardzo intrygujący intelektualnie, dobrze zrealizowany, świetnie zagrany dramat w konwencji kina noir. O świecie sztuki, talentach i ich braku. O próżności i ambicjach. A przede wszystkim o tym, jak łatwo obecnie zatrzeć granicę pomiędzy prawdą, a jej dobrze wykonanym fałszerstwem. Obraz pożądania urzekł mnie przede wszystkim swoim klimatem, który każe się przyglądać naszym odwiecznym, ludzkim pragnieniom (miłości, sławy, pieniędzy, prestiżu) z wielu perspektyw. Stale zmuszając do spojrzenia na nie coraz to innym okiem.

W Obraz pożądania wkręciłam się już w scenach początkowych. Zawiązanie akcji jest w nim doskonale poprowadzone! Oto niejaki James Figueras (bardzo dobry Claes Bang, znany z nagrodzonej Europejską nagrodą filmową roli w “The Square” Rubena Östlunda). Przystojny, charyzmatyczny, błyskotliwy. Niegdyś mający szanse na światową karierę, niezwykle dobrze zapowiadający się krytyk sztuki. Niestety jakiś czas temu James popełnił poważny błąd (czy aby napewno nieświadomie?) w ekspertyzie pewnego dzieła malarskiego. Od tamtej pory klepie chałtury dla amerykańskich turystów, tłumnie przybywających do Włoch, opowiadając na specjalnie zorganizowanych prelekcjach o znanych i mniej znanych malarzach, z pozycji konesera i znawcy. Udało się mu nawet napisać książkę na ten temat. Ale bestsellerem się jakoś nie stała…Możemy sobie powiedzieć to wprost: w środowisku ludzi, którzy na serio zarabiają na sztuce, czyli kolekcjonerów, marszandów i właścicieli galerii – jego nazwisko jest już passé…

Na jednym z takich „wykładzików”, poznaje niejaką Berenice (w rej roli jak zawsze świetna Elizabeth Debicki). Berenice jest z pochodzenia Amerykanką. Jest młoda, ładna, urocza i inteligentna. Szybko między nimi zaiskrzy. Po wspólnie spędzonej nocy stanie się dla nich obojga jasne, że szkoda byłoby nie kontynuować tak dobrze się zapowiadającej znajomości. A tak się jakoś złoży, że właśnie wtedy James zostanie zaproszony do przepięknej willi nad jeziorem Como, gdzie na północy Włoch ma swoją “letnią siedzibę” milioner, słynny marszand i kolekcjoner sztuki, niejaki Joseph Cassidy (w tej roli – absolutnie cudownie diabolicznej – sam frontman zespołu The Rolling Stones – Mick Jagger!).

James proponuje Berenice by z nim pojechała. Czy aby nie po to, by dziewczynie zaimponować? Sądzi pierwotnie, że trafi mu się w końcu jakaś bardziej intratna i prestiżowa fucha niż to, na czym do tej pory zarabia, pełen pogardy zarówno do swoich tłumokowatych jego zdaniem amerykańskich słuchaczy, jak i faktu, że choć marzył już jako młody chłopak o byciu kimś znanym i poważanym, arbitrem i autorytetem w świecie prawdziwych znawców malarstwa – wylądował tak nisko…

Na miejscu, dość szybko okazuje się, że choć myślał, że Cassidy będzie chciał u niego zamówić usługę pt. “skatalogowanie posiadanych dzieł sztuki” (a jest to zaiste imponująca kolekcją! I są w niej tzw. wielkie nazwiska) – marszand – wziąwszy go na stronę – szybko odziera go ze złudzeń. I przedstawia “deal”, który dla kogoś bardziej etycznego i o mniejszym ego, mniej łaknącym zaspokojenia dla własnej próżności i dławionych ambicji – byłby nieakceptowalny. Bo, jak się dowiemy, na terenie jego rozległej posiadłości, w małym skromnym domku, zwanym pracownią mieszka ponad 80letni Jerome Debney (w tej melancholijnie pięknej roli sam Donald Sutherland). Legenda. Niegdyś sławny malarz – abstrakcjonista. Postać kultowa. Człowiek, który choć miał swoje “15 minut sławy”, po wielkim sukcesie odniesionym w latach 60-tych w Paryżu – zniknął z życia publicznego. Co więcej, wszystko co stworzył w tamtym czasie, oraz nieco potem strawił ogień w niefortunnych pożarach. Od 50 lat nikt nie widział żadnej z jego prac. Nie wiadomo czy coś tworzy, bo żyje jak pustelnik. I praktycznie nikogo do swojej pracowni nie dopuszcza. A że w czasach kontrkulturowej rewolty we Francji stał się legendą popkultury – Cassidy – niczego tak bardzo nie pragnie, jak mieć jakieś jego dzieło w swej kolekcji…

*   *   *

Zawiązanie intrygi i śledzenie jej następstw – to właśnie – jest najbardziej frapujące w Obrazie pożądania. W zasadzie z czterech osobnych powodów. Bo film ten opowiada o czterech perspektywach czterech osób na jedno zagadnienie. A jest nim twórczość. I to jaki ma, może mieć wpływ na człowieka. Jak i to jaką ma, albo może mieć wartość. Tak rynkową, jak i moralną, etyczną czy duchową…

zawsze uważam na to, żeby cena rzeczy nie przysłaniała mi jej prawdziwej wartości

Joseph Cassidy, kolekcjoner sztuki w filmie Obraz pożądania

Obraz pożądania w zasadzie cały czas kręci się wokół tego zdania, które może nam umknąć, gdyż jest przez milionera rzucone niby to en passant. A nie powinno. Bo film ten w swoim sednie skupia się właśnie na tym (symbolicznym i metaforycznym) zagadnieniu.

To, co mnie jako laika, niemniej fascynującego się rynkiem sztuki w Obrazie pożądania pociąga najbardziej to fakt, że doskonale obrazuje zwodniczy, makiaweliczny i oparty o stałą manipulację jej percepcją charakter świata ludzi, którzy sztukę promują i na sztuce zarabiają. Oraz oddaje sedno tego, do czego są zdolni, by osiągnąć swój cel… I scenarzystę tego filmu (a jest nim Scott B Smith – nominowany do Oscara za doskonały scenariusz do filmu “Prosty plan” Sam’a Raimi z 1998 roku) – zdajsie również 🙂

Nie czas i miejsce w tej recenzji na długaśne wywody na ten temat. Ale świat ludzi handlujących sztuką przez duże S, która trafia do najbardziej prestiżowych galerii lub muzeów na świecie, albo na ściany rezydencji możnowładców tego świata – to świat, który od dawna ma bardzo brudne ręce, i to zupełnie nie od werniksu, ani olejnej farby…

Tu dygresja. Zagadnienie to frapuje wielu ludzi, w tym także – pisarzy. Obraz pożądania powstał w oparciu o scenariusz inspirowany powieścią kryminalną autorstwa Charlesa Willeforda, pt. “The Burnt Orange Heresy”.

Zagadnieniem manipulacji, fałszerstw, żądz, ambicji, marketingowych i promocyjnych sztuczek, a przede wszystkim wielkich pieniędzy w świecie, w którym teoretycznie powinno się liczyć tylko jedno: sztuka, akt kreacji, geniusz artysty – fascynująco zajęli się w swoich powieściach: Donna Tart w “Szczygle” (sztuka dawna) oraz Michel Houellebecq w “Mapie i terytorium” (sztuka współczesna)…

*   *  *

Obrazem pożądania w Obrazie pożądania staje się zatem pewna transakcja pomiędzy dwiema z czterech osób dotycząca dzieła malarskiego kogoś, kto z racji na swoją legendę ma dla nich wartość szczególną… A w którym to filmie ten, kto jest jego twórcą – czyli Jerome Debney – liczy się najmniej. Choć najbardziej ze wszystkich osób, uwikłanych w intrygę zdaje sobie sprawę z tego, że pożąda się jego obrazu z pobudek, które są mu całkowicie obmierzłe. I które de facto doprowadziły do tego, że od pół wieku nie stworzył niczego nowego…

Cassidy jako szczwany, amoralny lis pragnie dzieła Debney’a z kilku powodów (których tu nie zdradzę), ale złośliwe utarcie nosa narcystycznemu, bufonowatemu i cierpiącemu z powodu niezaspokojonych ambicji krytykowi sztuki – jest jednym z nich. Przede wszystkim jednak przyświeca mu cel całkowicie merkantylny. I strategiczny. Jako marszand oraz kolekcjoner światowej sławy, posiadając “jedyne istniejące” dzieło wielkiego Debney’a – umocni swoją pozycję kogoś, z kim muszą się liczyć absolutnie wszyscy na rynku dzieł sztuki malarskiej.

Figueras – jeżeli uda się mu zdobyć obraz Debney’a na zlecenie marszanda – milionera – ma unikalną, w zasadzie jedyną już szansę na to, aby “wrócić do gry”. Odbudować prestiż zawodowy. Podreperować finanse. A przede wszystkim wątłe ego.

Ale zaraz, zaraz, była mowa o tej tam, dziewczynie, imieniem Berenice…

A i owszem. Była. I w Obrazie pożądania jest to postać przedstawiona jako bardzo szczególna dla fabuły. Choć niestety w sposób, który podkreśla jedynie jak bardzo kobiecy los był (i wciąż bywa dalej) poharatany przez męskie ego, próżność, ambicje i patriarchalne podejście.

Cassidy doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że Berenice (enta już z kolei kochanka Figueras’a) jest dla powodzenia sprawy – czyli spełnienia jego planów – nieodzowna. Ale zostawia to w rękach krytyka sztuki. Bo to jego wybrał jako “narzędzie” do realizacji swoich celów.

Figueras najpierw dziewczyny nie docenia. Nie ma tego w zwyczaju. Jak mocno sugeruje film, akurat kwestia braku kobiet w jego życiu mu nie doskwiera. Początkowo zatem Berenice jest dla niego kolejną, wyjątkowo sympatyczną przygodą erotyczną. Jej znaczenie dla powodzenia sprawy zdobycia obrazu Debney’a w zasadzie go zaskakuje…

A Berenice? Cóż. To postać kobieca, którą kino zna od zawsze. I do tej pory stale portretuje. Typowa ofiara. Nie krzywcie się w tym miejscu. Nie pora. Debicki gra postać kobiecą napisaną bardzo subtelną kreską. Postać bardzo w swym sednie pięknie naiwną, prawdziwą i szczerą. I Obraz pożądania bardzo z nią – współodczuwa. Tylko nie w tym rzecz. Rzecz w tym, że ten film opowiada o świecie, w którym kobiety takie jak Berenice zawsze przegrywają z mężczyznami takimi jak Cassidy czy Figueras. To nie ich wina. To świat mężczyzn ustawia dla nich gry w jakich biorą udział. A jeżeli nie są wybitnymi strategami? No cóż…Ich strata. Dlatego na jej postać w Obrazie pożądania, ja osobiście patrzę z czułością. Bo łatwo jest „wylać dziecko z kąpielą”. W kinie, które oglądają współczesne kobiety takich postaci nie powinno się unikać. Właśnie dlatego, by umiejętnie skonfrontowane ze (znacznie od nich ohydniejszymi) postaciami bohaterów męskich – mogły podkreślić tym bardziej swoje znaczenie. I coś ważnego kobietom przekazać. Jaki to jest przekaz, niech każda / każdy z Was oceni sam…

Jerome Debney jest zaś człowiekiem tak już doświadczonym i mądrym mądrością przeżytych lat, aby móc oglądać nie tylko siebie, swoją przeszłość i artystyczne dokonania, ale także świat jako taki (w tym świat tych, którzy sztuką się zajmują z pozycji „ekspertów” i medialnego szumu jaki przy tym czynią) z takiej perspektywy, w której wszystko jest dla niego od dawna jasne. I zrozumiałe. I takie, któremu wydał cichą wojnę, odwracając się do niego pół wieku temu plecami. Jednak będąc kimś, kto jest w głębi siebie przepełniony przede wszystkim pragnieniem przeżywania piękna i prawdy – jedynie w niej będzie w stanie dostrzec te wartości, które są mu prawdziwie drogie… I w której ujrzy jakiś rodzaj światła, i umiejętność widzenia (podobnie do niego) rzeczy takimi, jakim są. Berenice stanie się dla niego kimś, kto wniesie promyk nadziei w jego życie pozbawione złudzeń co do ludzi, pędzonego na dobrowolnym wygnaniu, ale jednak w otoczeniu tych, którzy cały czas świat zakłamują, przeinaczają. I którym bezustannie manipulują. Tacy, jak pozbawieni wyższych wartości drapieżcy jakimi są Cassidy i Figueras…

*   *   *

Pora na konkluzję. Obraz pożądania jest filmem nie wolnym od pewnych niedoskonałości. W moim odczuciu nie do końca dobrze kładzie akcenty w dynamice relacji pomiędzy wszystkimi bohaterami tworzącymi jego osobliwy czworokąt. Narracyjnie miejscami “idzie na skróty”, jak dla mnie – zbyt.

Ale, co jest dla mnie jego bezsprzeczną zaletą – Obraz pożądania – świetnie punktuje, w bardzo dobrych dialogach zagadnienia i kwestie, które dotyczą tych, którzy światem sztuki zajmują się zawodowo par excellence. A o których, w taki sposób jak to przedstawia Obraz pożądania, się głośno nie mówi. Który jest mocno skrywany. I pozostaje “tajemnicą Poliszynela” tych, którzy w nim / wokół niego / z niego żyją. To od strony scenariuszowej. Od strony kinematograficznej zaś: zalet jest więcej. Za wspaniałą scenografię służą poniekąd same Włochy i ich architektura. I choć to banalne. Taka jest prawda. Obraz ten ma także dobry montaż i kostiumy. Oraz zdjęcia.

Ma także świetną obsadę, która została pieczołowicie dobrana do tej opowieści. Nawet jeżeli według nieco schematycznego klucza. I która ze swoich zadań aktorskich wywiązuje się doskonale.

Ale przede wszystkim, mamy w Obrazie pożądania – pytania. I pole do refleksji. Dość ważkich. Dotyczących świata, w którym wszystkim nam przyszło żyć. Zagadnień dla człowieka jako gatunku być może niekoniecznych do codziennego funkcjonowania, niemniej dla rozwoju naszej kultury ważnych.

W którym miejscu akt kreacji, potrzeba duchowa, finezja, kunszt, ludzki intelekt i artyzm zaczyna się zamieniać w coś, co staje się produktem na sprzedaż? I kto te „produkty” tworzy i po co? I czemu sztuka miast być podziwianą, hołubioną pożywką dla ducha, być pokarmem dla ludzi, którzy z obcowania z nią czerpią niekłamane uniesienia dla swojego ja, stała się w naszych czasach towarem, często na dodatek obarczonym ogromnym brzemieniem kłamstw, manipulacji, zafałszowań historycznych? Czemu stale podlega presji. Czemu jest wciąż opisywana, interpretowana, brana pod lupę z każdej strony. Czemu wciąż goni się za nadawaniem jej coraz to nowych znaczeń i coraz to wsadza w kolejne ramy….

Obraz pożądania to bardzo inteligentny film na temat tego, że żyjemy w świecie, w którym sztuka tworzona „dziś” jest najczęściej odzierana ze swojego „esprit”, po to by być ubraną jedynie w wartość rynkową, którą dyktują jej “maklerzy”. Zbyt zajęci mamoną jaka za nią potencjalnie stoi, aby nawet móc się jej prawdziwą wartością napawać…

*** Wszystkie zdjęcia wykorzystane w tekście pochodzą z materiałów prasowych dystrybutora filmu OBRAZ POŻĄDANIA na rynku polskim: Best Film

You may also like

GNIAZDO
MOŻE PORA Z TYM SKOŃCZYĆ
ARAB BLUES
BABYTEETH

Skomentuj