28
lut
2016
47

WINONA FOREVER!

Dla mnie Winona jest  FOREVER!

winona

 

W Winonie Ryder (rocznik 1971) kochało się całe moje pokolenie. Bez względu na płeć.

Uosabiała dla nas kogoś – kim lub z kim 😉 – jak mniemam – chcieliśmy być. Kiedy filmy z jej udziałem zaczęły być sprowadzane do Polski – moje pokolenie dopiero wtedy –  od niedawna – otrzymało od wolnego, demokratycznego państwa możliwość posiadania paszportu, na zawsze i na własność, do używania wedle życzenia. Co, jak rozumiem – z dzisiejszej perspektywy – nie mieści się w głowie. Ale wcześniej, co chce przypomnieć osobom, które urodziły sie po 1989 roku (i co tu dużo gadać – choć dla mnie to także trudne do zrozumienia 😉  – są obecnie dorosłymi) nikt nie wyjeżdżał sobie stąd tak po prostu, bo lubił lub chciał. A jeśli – to jak wskazuje historia wielu ludzi  – na zawsze i raczej bez możliwości powrotu.

Ale, ale… wróćmy do Winony. Otóż rzeczona cud – Winona – to była taka dziewczyna, która w Polsce stała się objawieniem. Bo uosabiała wszystko to, co dla mojego pokolenia stanowiło nie całkiem uświadomiony, ale jednak konglomerat marzeń, mrzonek i fantazji o “amerykańskim śnie”. I to takim, którego chciało się nam najbardziej. Bo o realnej cenie amerykańskiego snu w praktyce – znamienita większość z nas miała dość mgliste pojęcie.

 

Trzeba jednak oddać sprawiedliwość, że Ameryka zrobila wiele by zaszczepić w nas poczucie, że choć ma “to i owo za uszami” (choćby wojna w Wietnamie) to jednak jest to taki kraj, w którym wolne media nie są zmuszane by łgać jak pies, a przynajmniej  nie na dłuższą metę. Konstytucyjnie gwarantowana wolność słowa i artystycznego wyrazu – to było coś, co w kinematografii amerykańskiej ukochaliśmy najbardziej na świecie. Nasze pokolenie zatem “modliło się” tak do Łowcy jeleni, Ojca chrzestnego, Lotu nad kukułczym gniazdemWszystkich ludzi Prezydenta, jak i do Hair.

Kur**, jak nas to jarało, że kiedy myśmy mogli nic, oni mogli sobie takie filmy kręcić. I jeszcze dawali im za to nagrody!

I czemu ja przy tym wszystkim o Winonie? Zaraz się przekonacie J

Piękniejsza od definicji piękna  – uosabiała nasze marzenia o wielkiej karierze. Nie ze względu na urodę. O nie! To byłoby za proste! Bo nie chowaliśmy się w kulcie „urody fizycznej” jako prymarycznej wartości, określającej miarę i status człowieka. Choć nikt nie przeczył, że jak jest – to fajna rzecz.

Winona to było zjawisko. Samo w sobie. Uosabiała delikatność, wrażliwość, zmysłowość, kruchość, intelekt i zadumę, ale podszytą nie buńczucznością, lecz zamysłem. Pytaniami. Poszukiwaniem. Tak ją postrzegaliśmy. Choć, nikt z nas, prawdopodobnie, wtedy tego nie wiedział (no bo skąd?), że aktorka wyrosła w duchu wolności. Jej rodzice – oboje intelektualiści, byli także hipisami. I że za ojca chrzestnego miała – samego Timothy Leary – filozofa, pisarza, profesora na Uniwersytecie Harvarda. Uznawanego za prekursora ruchu hipisowskiego w Ameryce. No, a kiedy stała się na dodatek partnerką życiową Johnny’ego Depp’a (który facet  z mojego pokolenia nie chciał być Deppem? Hę? No i która kobieta nie chciała z nim być? To zaiste pytania za 100 punktów!) to już był sztos. Pokoleniowy sztos! (czy ktoś oprócz mnie, pamięta – że – w czasach kiedy w PL tatuaże były absolutnie “fuj” – Depp miał dziarę WINONA FOREVER!!!). 

Johnny-Winona1

Byli piękni, młodzi, idealistyczni, wrażliwi, chcący żyć i radować się światem po swojemu, gardzący blichtrem i świecznikiem sztuczniaków z Hollywood. Na kilometr pachniało od nich najpiękniejszym na świecie zapachem – wolności osobistej. 

 

Winona, tak samo jak ja – reprezentantka pokolenia X (tylko, że nikt nie znał jeszcze tego pojęcia, ani nawet nie wiedział, że ktoś je kiedyś wymyśli), którego kultowym – ubóstwianym – pokoleniowo filmem – jest najgorzej przetłumaczony tytuł filmowy w Polsce – czyli Reality Bites– razem z rozwojem w naszym kraju, branży zwanej “dystrybucja filmowa”  – pojawiała się na ekranach kinowych, w rzeczach, które do nas przemawiały. Których reżyserzy byli przez nas kochani nie tylko za ich off’owy charakter, ale z podziwu dla ich indywidualizmu, stosowania własnych środków wyrazu, nieugiętości w kroczeniu własną drogą artystyczną w tym jakże trudnym, hollywoodzkim świecie filmowym.

ethan-hawke-and-winona-ryder-in-reality-bites-1994-large-picture

jarmusch

Jej kooperacja z Timem Burtonem (Sok z Żuka, Edward Nożycoręki), czy Jimem Jarmuschem (Noc na Ziemi) tylko to poczucie w nas umacniała.

Lata 90-te zeszłego stulecia w kinematografii amerykańskiej były dla Winony czasem bonanzy. Zagrała w ponad dwudziestu filmach, zrobiła oszałamiającą karierę. Zaczęła być obecna w kultowych obrazach, z wielkimi budżetami (Dracula, Obcy – Przebudzenie). A także w rzeczach mniejszych, ale bardzo dobrych (jak choćby Przerwana lekcja muzyki, Celebrity).

A potem nastąpił krach. W 2001 roku – mając równo 30 lat – Winona Ryder został złapana na kradzieży w butiku w Beverly Hills i prawomocnym wyrokiem skazana na: 3 lata nadzoru kuratora, 480 godzin prac społecznych, a także zobowiązana nakazem sądowym do terapii psychologicznej i  anty – narkotykowej. Nie udało się jej obronić w sądzie, pomimo posiadania bardzo dobrego i drogiego adwokata. Została uznana winną, a także oskarżona o używanie narkotyków, choć – wszystko co jej udowodniono, a co “brała” to leki przepisane przez lekarza psychiatrę w związku z silną depresją. Nikt wtedy nie pochylił się nad tym, że najsilniejsze na rynku farmaceutycznym antydepresanty, które zażywała to były “panacea”, które zrobiły z jej mózgu galaretę.  

Nikt, prawdopodobnie, poza Winoną – nie ma pojęcia przez co przeszła. Biznes filmowy, z niewielkimi wyjątkami, odwrócił się od niej ze wstrętem na wiele lat. Z ulubienicy producentów, reżyserów i dyrektorów obsady stała się persona non grata. A jej kariera utknęła w martwym punkcie. Przedtem grała w 3-4 obrazach rocznie, teraz miała epizod, albo drugi lub trzeci plan raz na rok.

Kiedy śledzi się jej karierę, widać wyraźnie, że reżyserami, którzy zaczęli “wyciągać do niej rękę” jako pierwsi, byli ludzie stojący zdecydowanie poza wielką, hollywoodzką machiną. Proces “wychodzenia z niebytu” zajął Winonie niemalże dekadę.

Dzisiaj wraca do łask. Jest jej coraz więcej, w coraz lepszych rzeczach, w coraz bardziej pierwszoplanowych rolach. Znowu gra dużo.

To miód na moje serce. Bo Winona jest dla mnie postacią bardzo ważną. Myślę, że dużo bardziej z powodu tego, że reprezentuje dla mnie kogoś bliskiego emocjonalnie & pokoleniowo – niż z powodów aktorskich. Urodziła się w tych samych czasach, co ja!

Generacja X jest pokoleniem, które obecnie dobiega 50-tki. I prawdopodobnie ostatnim (?), wychowanym w świecie wartości “przed- cyfrowych”, z którym musieliśmy sobie poradzić w kwiecie wieku i nie każdy był i / lub chciał temu sprostać. Kariera, a przede wszystkim sposób, w jaki się ją już od jakiegoś czasu “robi” to jest bowiem rzecz, której naszego pokolenia nie nauczono. I nie każdy umie to udźwignąć. Niektórzy przypłacają to załamaniami nerwowymi i wypaleniem.

 

Na koniec tego dość smutno – refleksyjnego gadania – będzie jednak pozytywny akcent. Z którego notabene – cały ten tekst mi sie wziął. Otóż, przeczytałam informacje, że Winona została muzą projektanta MARCA JACOBSA na rok 2016 oraz twarzą kampanii reklamowej jego linii kosmetyków kolorowych.

Ucieszyło mnie to jak cholera! Bo wiecie co? Nic mnie tak nie cieszy, jak sukcesy ludzi mojego pokolenia! Ludzi, którzy często się po drodze gubili, czasami wydawało sie – że bezpowrotnie. Ludzi, którzy w obliczu „nowoczesnych wartości” zyliona selfie na Instagramie i sukcesu mierzonego liczbą lajków czegokolwiek – stają się jednak – i bez tego – dla innych wzorami, ikonami, postaciami ważnymi.

Winona uosabia dla mnie siłę. I wiarę w pokolenie X, które pomimo upadków, zwątpień, “ups and downs” się jednak umie podnosić! I nie poddaje! I sadzę, że to właśnie dlatego, że wolność kochamy i rozumiemy, jak wielkie ma znaczenie.

You may also like

Trzeba znaleźć swój wzór – czyli o NOMAD WARSAW…
Oda do marki CELINE – czyli o osobowości, stylu i wartościach…
7 x JARMUSCH – czyli z miłości do kina…
DE LONGHI & BRAD PITT… czyli o znaczeniu słowa „PERFETTO”