29
lut
2016
75

OSCARY 2016 – subiektywna relacja z gali

Tekst na temat tegorocznej – 88 ceremonii rozdania statui Złotego Rycerza zacznę od tego, że z ospałego oczekiwania przewidywalnych spraw –  wytrącił mnie widok Tom’a Hardy’ego w smokingu,  na czerwonym dywanie. Krążenie krwi mi się znacząco poprawiło 🙂

HOLLYWOOD, CA – FEBRUARY 28: Actor Tom Hardy (R) and Charlotte Riley attend the 88th Annual Academy Awards at Hollywood & Highland Center on February 28, 2016 in Hollywood, California. (Photo by Steve Granitz/WireImage)

Idźmy dalej – Prowadzący galę CHRIS ROCK – zdecydowanie dał radę, już w „pierwszych słowach swego listu” -walnął wszystkim między oczy, odnosząc się do afery, która rozpętała się w Styczniu, kiedy to nominacje do Statui ogłoszono, pomijając Afroamerykanów. Było to entrée – co się zowie.

“Białe Oscary” – jak je nazwano, wypominając rasizm, uprzedzenia i niesprawiedliwość dziejową – tylko że na niwie biznesu filmowego w USA  – zostały w tym roku zatem “upolitycznione” do imentu. Ja nie do końca lubię kiedy przy sztuce uprawia się politykę. Ale to już problem Szacownej Akademii jak sobie poradzi z tym, czego nikt od lat nie zmienił. A formuła demokratyczna się jak widać w tym przypadku – słabo sprawdziła, albo raczej obnażyła to, co demokracja ze swej natury robi zawsze – czyli słabe punkty systemu.

Ponadto w tym roku dotarło do mnie także, że ja już zwyczajnie się nie jaram całą Oscarową otoczką, która mnie kiedyś, tak bardzo – jako dziecko PRL’u – swym blichtrem nęciła.

Że mnie ani występy piosenkarzy, ani przygrywania orkiestry, ani układy choreograficzne, ani inne atrakcje nie interesują. Za to wku****** mnie niemiłosiernie „tnące” ceremonię co kilkanaście minut  bloki reklamowe, których  – na oko –  czas trwania – to ponad połowa tej męczliwie przydługiej gali. A z biegiem lat nabrałam także odrazy do zwyczaju zagłuszania natężoną muzyką przemów uhonorowanych ludzi, którym nie udało się wypowiedzieć w czasie przewidzianym regulaminem ceremonii. Zaczęłam to postrzegać jako ordynarne, a co więcej – pozbawione szacunku wobec person, dla których – często – jest to najbardziej podniosła, ważna i szczególna chwila w ich zawodowym życiu. I których opinii (o ile oczywiście nie jest to jedynie lista podziękowań dla mamy, taty, wujków, ciotek, babć i rodzeństwa) jestem ciekawa.

 

Co do samych nagród – w moim odczuciu – tegoroczne Oscary były – owszem – mocno przewidywalne. Mówię tu o filmach:

Zjawa:

Leonardo Di Caprio  – pierwszoplanowa rola męska (umie facet “speeche wygłaszać” trzeba mu to przyznać, podobnie do Złotych Globów – dał świetną mowę)

Emmanuel Lubezki – za zdjęcia

Alejandro G. Innaritu –  reżyseria

Pokój: Oscar Dla Brie Larson – pierwszoplanowa rola damska (tu dygresja – jako jedyna ta młodziutka aktorka podziękowała WIDZOM KINOWYM!)

Syn Szawła: Oscar w kategorii najlepszy film nieanglojęzyczny.

Oraz o statui dla najlepszej muzyki filmowej dla Ennio Morricone do Nienawistnej Ósemki. 

Ale było także kilka niespodzianek – w tym jedna – mnie ucieszyła ogromnie: a jest nią Oscar dla najlepszego filmu dla SPOTLIGHT!

Takie kino, tak doskonałe warsztatowo i tak ważne społecznie – to jest to, co powinno być nagradzane!

Ja osobiście – nie spodziewałam się Oscara dla Amy – w kategorii najlepszy długometrażowy film dokumentalny. Być może dlatego, że – w tej samej kategorii był nominowany inny film – poświęcony wybitnej piosenkarce Ninie Simone (What happened Miss. Simone)

Ani też dla Marka Rylance’a za drugoplanową role męską w Moście szpiegów. 

Najwięcej statuj (ogółem) otrzymał Mad Maxna drodze gniewu. Ale to jest dla mnie w ogóle aberracja, bo ja takiego kina nie poważam i nie znoszę. I z pewnością bym go do Oscara nie nominowała. Bo, jednak jeśli chodzi o moje poglądy –  „efekty specjalne” to nie jest kino. Tylko efekty…

No trudno…Albo raczej “there is no business like showbusiness” = “money makes the world go round”.

 

Dlatego też moim ulubionym speechem z całej ceremonii okazała się być – błyskotliwa, lekko zgryźliwa, ale arcy-dowcipna  – przemowa aktora C.K Louisa, wręczającego statuję dla najlepszego krótkometrażowego filmu dokumentalnego.

Powiedział w niej, między innymi –  do zgromadzonych gwiazd i crème de la crème Hollywood, że dla dokumentalistów – Złoty Rycerz – to jest nagroda wyjątkowej rangi. Bo oni nigdy nie będą znani, sławni, ani podziwiani  (tak, jak oni) ani bogaci (tak, jak oni) i że Oscar będzie często jedynym wartościowym przedmiotem w ich małych, zapuszczonych mieszkankach. A robią filmy o rzeczach naprawdę ważnych.

Nic dodać, nic ująć.

Cała lista – nagród i nominacji: tu

Ps. Kwękać na temat braku nagród dla kreacji stworzonych przez: Cate Blanchett, Michaela Fassbendera, Bryana Cranstona, Charlotte Rampling, Tom’a Hardy’ego, Jennifer Jason – Leigh (to byli moi faworyci – bo ich role uwielbiam i kto mi zabroni?)  – nie będę – bo i po co.

Za to wybrałam zdjęcia moich czterech ulubienic z Czerwonego Dywanu. Wspólnym mianownikiem jest dla nich to, że wszystkie uosabiają według mnie niebywałą samoświadomość – jeśli idzie o to, jak wyglądać olśniewająco, a jednocześnie z wielką klasą i wyrafinowaniem. Oraz to, że każda z nich ma znacznie więcej niż 40 lat 😉

blanchett

022816-oscars-charlotte-rampling

022816-oscars-naomi-watts

GettyImages-512918438_master.nocrop.w447.h670

You may also like

Pierwsza retrospektywa filmów SUSAN SONTAG w Polsce
BOSCY
Podaruj sobie odrobinę klasyki – czyli o ARTEKINO CLASSICS…
FILM BALKONOWY

Skomentuj