24
gru
2021
27

OSLO

OSLO (Oslo), Reż. Bartlett Sher; Scen. J.T Rogers na podstawie sztuki własnego autorstwa, Wyk. Ruth Wilson, Andrew Scott, Itzik Cohen, Salim Daw, Sasson Gabay, Dov Glickman, Rotem Keinan, Igal Naor, USA, 2021, Produkcja oryginalna HBO

Skromne, a złote! Tak mogę śmiało podsumować tę niskobudżetową produkcyjkę TV, która od innych wielu różni się tym, że opowiada o bardzo istotnych wydarzeniach z zaplecza wielkiej, światowej polityki w sposób absolutnie frapujący! A i zagrana jest więcej niż wyśmienicie. No ba! W zasadzie jest Oslo czymś w rodzaju “teatru telewizji”, zatem kluczowym dla jej jakości jest dialog & obsada. A te są pierwszorzędne! Brawa!

W przypadku filmu Oslo – bez wycieczek osobistych i dygresji – się nie obejdzie (hehe). Sprawa jest prosta. Pesel mam taki, a nie inny, wykształcenie i pochodzenie też. Pesel oznacza, że wychowałam się w czasach PRL, wykształcenie psychologiczne wraz z pochodzeniem zaś, że lubię oglądać rzeczy, które rzucają światło na skomplikowanie świata w każdym jego zakresie od strony – nazwijmy to – ludzkiej. Fascynuje mnie, czemu ludzie podejmują takie, a nie inne decyzje, co ich motywuje. W jakich okolicznościach są skłonni do kooperacji. Kiedy i co ma wpływ na to, że potrafią się pojednać, zrozumieć, zbliżyć, jak też dlaczego bywa to trudne lub wręcz niemożliwe. Co ich od siebie oddala lub powoduje, że nie są w stanie w ogóle ze sobą rozmawiać…

W tym kontekście fakt, że moi rodzice ubóstwiali wręcz byt zwany “teatrem telewizji”, który kiedyś (ykhm) w bądź co bądź reżimowej TV był czymś intelektualnie i realizacyjnie absolutnie wspaniałym – ma w tym miejscu – także znaczenie. Całe dzieciństwo (lata 70-te) w każdy poniedziałek siedziałam z nimi na kanapie przed naszym domowym telewizorem. Bo Teatr Telewizji był w moim rodzinnym domu ekwiwalentem mszy świętej, na którą nota bene nikt z nas w niedzielę nie chodził (ups!)…

Podsumowując mam do tego gatunku TV bardzo duży, osobisty sentyment. I uważam, że wiele zawdzięczam temu, że moi rodzice uznawali za stosowne zachęcać mnie do tego abym będąc jeszcze dzieciakiem co niewiele „rozumie” – jednak się zapoznawała z tym, co może dawać ten właśnie rodzaj sztuki… A były to rzeczy, co tu dużo gadać – często wybitne (jak bardzo miało to na to kim jestem „dziś” wpływ i dlaczego – mogłoby stanowić całkiem inny, całkiem spory tekst). I tak – czym skorupka za młodu nasiąknie…

*    *   *

Pora zatem na recenzję filmu Oslo, na który natrafiłam całkiem przypadkiem rzecz jasna (kto o nim słyszał – rączka do góry!) grzebiąc w zasobach, zasubskrybowanych, streamingowych nadawców z nadzieją na znalezienie czegoś “fajnego” do obejrzenia…Pierwsze 10 minut mnie wciągnęło, a że jak wiecie mam słabość do dobrych aktorów – nie było to bardzo trudne. W Oslo gra dwoje bardzo uznanych, doskonałych i wielokrotnie nagradzanych brytyjskich aktorów. Tych, z tzw. czołówki. Dziś oczywiście kojarzą się bardziej (z nagradzanymi) rolami filmowymi czy serialowymi. Niemniej (co wrednie zaznaczę) nie byliby moim zdaniem tak świetni warsztatowo i rozchwytywani do najlepszych brytyjskich i amerykańskich produkcji filmowych gdyby nie fakt, że szlify zdobywali na najlepszych deskach teatralnych świata!

Nie bez znaczenia był dla mnie także i fakt, że obraz ten jest adaptacją sztuki autorstwa J.T Roberts’a, wystawianej na Broadwayu, która zdobyła w 2017 roku najbardziej prestiżową nagrodę w świecie amerykańskiego teatru: Tony Award. A film powstały na jej kanwie był nominowany do nagrody Emmy…

Z kronikarskiej rzetelności dodaję, że producentem filmu Oslo jest Steven Spielberg. A za zdjęcia (jak zawsze – przednie) odpowiada nasz rodak: Janusz Kamiński.

*    *    *

W końcowych scenach filmu Oslo zobaczymy archiwalne zdjęcia, które obiegły cały świat, pochodzą one z roku 1993. W ogrodach Białego Domu w Waszyngtonie Bill Clinton – ówczesny Prezydent USA ściska rękę Premiera Izraela Icchaaka Rabina oraz Przywódcy Organizacji Palestyny Jasira Arafata. W 1994 roku Arafat otrzymał Pokojową Nagrodę Nobla, razem z Iscchakiem Rabinem oraz Szimonem Peresem. W 1995 roku Rabin został zamordowany przez izraelskiego ekstremistę, który sprzeciwiał się porozumieniu zawartemu w Oslo w 1993 roku, a którego celem było otwarcie drogi do powstania Autonomii Palestyńskiej …

Tyle tytułem “rzutu sytuacyjnego” przypominającego “stare dzieje”, sprzed bez mała 30 lat, o których dziś mało kto pamięta, nawet z mojego pokolenia, o dzisiejszych 30 latkach – nie wspominając. A szkoda. Bo świat się toczy dalej, a widoków na pokojowe rozwiązania najważniejszych konfliktów na świecie wciąż brak…

Film Oslo opowiada o detalach działań zakulisowych z obszaru polityki na najwyższych szczeblach władzy i trwających dziewięć miesięcy negocjacji, jakie prowadziło małżeństwo norweskich dyplomatów, by doprowadzić do porozumienia stron konfliktu. A które miały stanowić trwały fundament procesu pokojowego na Bliskim Wschodzie.

Małżonkowie ci to niejaka Mona Juul (jak zawsze świetna Ruth Wilson) oraz Terje Rød – Larsen (doskonały Andrew Scott). Dyplomaci! Ha! Temat – tajemniczy i niezbadany. Konia z rzędem temu, kto udzieliłby mi prawidłowej odpowiedzi na pytanie “kto to jest dyplomata i czym się zajmuje”? (ykhm)…Ale może to złe pytanie? Stereotypowe odpowiedzi znamy wszyscy, choć nie publikują ich jako wyników badań społecznych. Bo takowych nikt nie robi “w tym temacie”. A już na pewno w naszym kraju. W naszym kraju “dyplomata” to jakiś uprzywilejowany bardzo ktoś, kto “coś” (chyba?) robi, podobno z “pożytkiem dla naszego kraju na arenie międzynarodowej”, ale czy coś z tego realnie wynika? Tego już nie wiadomo. Pewne jest w zbiorowej świadomości natomiast jedno: ma bardzo klawe życie z pieniędzy podatników, a swój stołek dostaje z powodu partyjnych umocowań. Pozostawiając te smutne od-polskie szydery – Oslo opowiada o dyplomatach, którzy swoją “dyplomatyczną posługę” rozumieli na sposób taki, na jaki powinna być rozumiana i wykonywana!

W sedno kanwy tego, o czym opowiada Oslo wprowadzają nas reminiscencje z początku lat 90-tych, kiedy Mona przebywała na placówce na Bliskim Wschodzie. I widziała tam rzeczy, z którymi nie mogła się pogodzić. Nieustającą wojnę. Nieustające ataki terrorystyczne. Nieustającą śmierć dzieci, dzieci – zakładników i ofiary – wojny dorosłych ludzi… I jak sugeruje film to właśnie ona – kobieta – dyplomata – została spiritus movens strategicznego planu, który kosztował ją kilka lat życia, kryzysy w małżeństwie, ogromny stres i wysiłek by doprowadzić do tego aby spróbować “pogodzić” straszliwie zwaśnione strony konfliktu: Izrael i Palestynę…

Nie będę opisywać Wam jak to odbywało się w detalach, a raczej jak to przedstawia film Oslo, oparty na nagradzanej sztuce teatralnej, która z kolei powstała w oparciu o research i dane uzyskane od byłego pracownika norweskiej dyplomacji. Bo nie ma to sensu. Albo będziecie chcieli ten niespełna dwugodzinny “spektakl” obejrzeć albo nie… A jest to moim zdaniem rzecz świetna – która doskonale wprowadza zwykłego widza w życie ludzi, którzy działają pozakulisowo w sferze najdelikatniejszej materii jaką stanowi nie tylko polityka światowa, polityka na najwyższych szczeblach, ale polityka rozumiana jako coś – co się TKA RĘCZNIE! Gdzie istotny jest każdy niuans, detalik i szczególik najmniejszy – aby w toku negocjacji poprowadzić sprawy w bardzo indywidualnym podejściu do każdej ważnej osoby, która w nich uczestniczy. Ogrom pracy intelektualnej, analitycznej i strategicznej, aby zrozumieć to w jaki sposób każda z nich działa, co może ją zjednać, a co zrazić tak do pozostałych uczestników procesu, jak i „misji”. I w jaki sposób podejść do niezwykle złożonego i skomplikowanego procesu, w którym negocjuje się kwestie o globalnym zasięgu i globalnej politycznej ważności – pozakulisowo. W prywatnych spotkaniach z ludźmi, którzy na swój widok przysłowiowo “spluwają przez lewe ramię”…

Oslo to – z mojego – psychologicznie “skrzywionego” punktu widzenia – absolutnie frapująca i fascynująca w oglądaniu próba zobrazowania działań stricte dyplomatycznych, o których zbyt mało wiemy i tym samym zbyt mało przykładamy wagi do tego jak wielkim szacunkiem powinniśmy darzyć tych, którzy “dyplomacją” na właściwie rozumiany sposób się zajmują!

Obraz ten opowiada o konkretnych osobach, realnych postaciach historycznych, niezwykle ważnych wydarzeniach z punktu widzenia świata jako obszaru geo-politycznego sprzed 30 lat bez mała. Zatem, tym samym to obraz, który rzuca światło na to wszystko, w czym żyjemy obecnie – również. Bo to wszystko o czym opowiada jest jakimś fragmentem historii, w której istniejemy – dziś. Czy się nam to podoba, czy nie. Przyznaję, że na jakiś sposób film ten mnie mocno poruszył. Nawet bardziej niż bym się spodziewała. Sporo o nim myślałam po jego obejrzeniu, a to zawsze dla mnie ważne. Głównie dlatego, że zastanawiałam się nad tym jak to się stało, że w zasadzie od lat nie dochodzi na świecie do takich spektakularnych wydarzeń jakim bylo Porozumienie z Oslo. I dlaczego ze światem dzieje się coraz gorzej. Nie mam wiedzy politologicznej, nie chcę pisać o czymś – na czym się nie znam. I w czym nie czuje się ani na jotę kompetentna. Ale intuicja mi podpowiada, że jest “coś” – istotnie ważnego – co to wszystko zmieniło… Przez te 30 lat bez mała świat się zmienił diametralnie. Metody działania dyplomatycznego też. Może jest w naszym digitalnym świecie jednak zbyt mało człowieczeństwa? Człowieka z krwi i kości w kontakcie z drugim człowiekiem – wraz z tym co sobą reprezentuje, i jak „się prezentuje” – tak w dobrym jak i złym? Zbyt mało wysiłku poznania “przeciwnika”, tego kim jest i jak działa w bardziej “prywatnej” odsłonie? Może za dużo jest “medialnego szumu” wynikłego z tego, że stale wszyscy (łącznie z Prezydentami państw) o czymś twittują i stale wyrażają jakieś poglądy i opinie, a za mało tego, że urzędnicy piastujący najwyższe stanowiska w rządach państw ze sobą rozmawiają twarzą w twarz? A przecież to ci sami ludzie, którzy składają podpisy pod najważniejszymi dokumentami decydującymi o losach świata. Może świat i jego realia polityczne jest już za bardzo cyfrowy, a za mało ludzki? Może dlatego wciąż dzieją się na świecie straszne rzeczy, wciąż giną i umierają dzieci i dorośli w wojnach zwanych hybrydowymi, bo całym sztafażem polityki i realnych polityków za tym stojących rządzą algorytmy, boty, trolle i kultura social mediów oraz klikbajtu? Think about it!…

You may also like

PARYŻ, 13. DZIELNICA
WINONA RYDER: mistrzyni, outsiderka
MIĘDZY DWOMA ŚWIATAMI
MEN

Skomentuj