25
cze
2022
10

PARYŻ, 13. DZIELNICA

PARYŻ, 13. DZIELNICA  (Les Olympiades, Paris 13e), Reż. Jacques Audiard; Scen. Jacques Audiard, Céline Sciamma, Léa Mysius; Wyk. Lucie Zhang, Noémie Merlant, Makita Samba, Jehnny Beth, Francja, 2021

Zadurzyć się w filmie PARYŻ, 13. DZIELNICA widzowi jest tak łatwo, że nawet nie wie kiedy i jak, a ląduje w sytuacji, że choć niby to banał, niby to już było….ale motyle w brzuchu są i tak! Paryż, 13. dzielnica to obraz cudownie zrealizowany: buchający wręcz namiętnością, pasją, pożądaniem. I nie mniej cudownie zagrany. Film, w którego urokliwie podaną, dopieszczoną w detalach i dialogach narrację się wpada, niejako bezwiednie. I na nic rozumowe rozkminki. Zostaliśmy złapani w sidła, pokonani jego czarem, uwiedzeni. Dawno nie było na ekranach polskich kin obrazu równie stylowego co zmysłowego – jak ten!

Najnowszy film jednego z najważniejszych i najlepszych francuskich reżyserów: Jacquesa Audiarda udowadnia po raz kolejny, że pewne legendy mają swoje uzasadnienie. Nikt tak jak Francuzi nie umie w zmysłowość, że użyję pewnej konwencji gramatyczno-stylistycznej, w której lubuje się pokolenie o jakim Paryż, 13. dzielnica opowiada. Bo choć sporo w tym obrazie scen seksu, golizny, a nawet pewnego wyuzdania – jest to kino przede wszystkim bardzo sensualne, duszne od skrywanych emocji, pragnień i pożądań. To co „widać” w przypadku bohaterów o jakich opowiada Paryż, 13. dzielnica – nie jest tym czym się innym zdaje. I dlatego właśnie najnowsze dzieło Audiarda jest tak przekonujące i wypada na ekranie kinowym tak bardzo wiarygodnie. Większość z nas wie bardzo dobrze, że pomimo zmian cywilizacyjnych, znacznie łatwiej w dzisiejszym świecie uprawiać seks z kim się chce, niż stworzyć związek z tym, z kim by się chciało być…

*   *   *

W twórczości Aaudiarda zakochałam się dawno temu, bo w 2005 roku, kiedy obejrzałam „W rytmie serca” z jednym z moich najulubieńszych francuskich aktorow: Romain’em Duris. Reżyser ten w mojej opinii reprezentuje rzadki typ tworców kinowych. Potrafi tworzyć wciagające historie – utkane z rzeczy, które choć nie są niczym odkrywczym – u niego dostają świeże i mocne brzmienie! Doskonale przekłada je na język kina w warstwie wizualnej i koncepcyjnej, a przede wszystkim genialnie pracuje z aktorami! I jest znany z tego, że wynajduje nowe talenty… 

„Prorok” z 2009 roku (Nominacja do Oscara, Bafta, a przede wszystkim Złota Palma i Grand Prix w Cannes) mnie w tym przeświadczeniu utwierdził. 

Tym razem Audiard zamyślił sobie (dość luźno) adaptować kultowy komiks autorstwa Adriana Tomine’a pt. „Śmiech i śmierć”. A do współpracy nad scenariuszem zaprosił (Tadam!) dwie współczesne, najbardziej wyraziste francuskie reżyserki: Céline Sciamma („Portret kobiety w ogniu”) oraz Léię Mysius („Ava”). Brzmiało to więcej niz obiecująco, jeszcze bez oglądania. 

A jak się ogląda ten obraz? Powiem to krótko i wprost: bajecznie dobrze! Za prześwietne czarno-białe zdjęcia odpowiada Paul Guilhaume – nominowany za nie to tegorocznej nagrody Cezara, zaś od grających w Paryż, 13. dzielnica czołowe postaci – aktorów – nie można wręcz oderwać wzroku! 

Dzięki temu wszystkiemu dostajemy obraz, który – pomimo tego, że jego tematyka jest kinowo niby to zgrana do imentu – nie jest ani wtórny, ani banalny, ani nie pozostawia widzów obojętnych emocjonalnie. Paryż, 13. dzielnica – zasysa w swą opowieść i fascynuje – bez względu na to jaką grupę pokoleniową reprezentuje widz czy też na jakim etapie życia jest. Znacie moje zdanie, ale powtórzyć nie zawadzi: w kinie od artystowskich popisów  i technologicznych fajerwerków zdecydowanie wolę wiarygodność i mięsistość historii, która łapie i nie puszcza – do samego końca. I tak jest w tym przypadku…

*   *   *

W Paryż, 13. dzielnica  – Paryża jak z pocztówki lub masowych relacji na IG jest tyle co kot napłakał. Za to jest – bądź co bądź wielka i nie wszędzie piękna „jak z obrazka” – metropolia. Akcja dzieje się głównie na legendarnym osiedlu Les Olympiades (stąd tytuł oryginalny), czyli pośród wieżowców i esplanad blokowiska, tamtejszego Chinatown. Jego architektura jest brutalistyczna i surowa. I bliżej jej do soceralu niż do wymizianych fantazmatów większości produkcji filmowych i serialowych osadzonych w mieście świateł. Nikt się w zobrazowanym w tym filmie Paryżu romantycznie nie włóczy z kochankami po moście zakochanych, ani nie umawia na randki pod Łukiem Triumfalnym (ykhm)…

Jest zatem Paryż, 13. dzielnica raczej na wskroś współczesnym obrazem realiów życia pokolenia millenialsów w wielkim zachodnioeuropejskim mieście: multikulturowym, wielojęzycznym i w którym życie codzienne dla jego mieszkańców jest znacznie bardziej samotne i skomplikowane, niż łatwe i sielankowe. A relacje z innymi to najczęściej siatka niewodocznych gołym okiem znaczeń, których istotność i zniuansowanie – postronnym obserwatorom trudno jest uchwycić, a tym bardziej zdefiniować. Problemy komunikacyjne rodzą sią w nim niejako same, a cyfrowa rzeczywistość, która otacza wszystkich i wszyscy są w niej na swoj sposób unurzani – tworzy niewiedzialną pajęczynę, która jeszcze bardziej pogłębia niemożność zrozumienia perspektywy tych, którzy żyją obok nas. 

Audiard razem ze swoimi świetnymi scenopisarskimi kooperantkami – fenomenalnie dobrze chwyta zeitgeist. Bliskość, intymność, budowanie trwałych więzi jest z zasady trudne, ale w świecie Tindera, lajwów na Instagramie i Tik tokowych performansów  – nikt nie potrafi (czy raczej nie chce z obawy przed zranieniem) pokazać innym swojego prawdziwego „ja”… 

Świat portretowany w Paryż, 13. dzielnica to raczej świat ludzi, którzy nie wiedząc jak i kiedy zaczęli nie do końca świadomie konstruować na jego potrzeby swoje własne avatary. Bo wszyscy wiedzą, że w życiu cyfrowym kciuk w górę i kciuk w dół wędruje nieustannie według niemożliwych do przewidzenia algorytmów. 

Nic więc dziwnego, że bohaterowie najnowszego filmu Audiarda dostepu do tego co naprawdę czują i myślą, do swoich pragnień, fantazji  i marzeń – bronią niczym fortecy…

Z początku Paryż, 13. dzielnica zdawać się nam będzie opowieścią o Emilie (absolutnie prześwietna Lucie Zhang), pracownicy call center, której główne bolączki życiowe wynikają z niemożności odnalezienia się „pomiędzy” tradycjami jej azjatyckiej rodziny, a wielkomiejskim życiem młodych Francuzów. By szybko wejść w opowieść o dwojgu ludzi, kiedy to zupełnie przypadkowo dziewczyna pozna Camille’a (Makita Samba), nauczyciela w apogeum kryzysu osobistego. Camille’a męczy jego praca, możliwość zrobienia kariery w niegdyś wymarzonym zawodzie zdaje mu się nierealna. Kompensuje sobie te frustracje życiem erotycznym. Podobnie funkcjonuje Emilie, której wydaje się, że otwartość seksualna zaprowadzi ją do ciekawszego i bardziej satysfakcjonującego życia niż to, które ma. Połączą ich pragmatyczne konieczności sprostania finansowej bryndzy każdego z nich. Ale dość szybko okaże się jednak, że nowy znajomy i kochanek dziewczyny stanie się dla niej istotny emocjonalnie – na sposób, którego nie przewidziała. A odrzucenie uczuciowe z jego strony skonfrontuje ją z tą częścią jej „ja”, z którą kontaktu do tej pory unikała. 

Pozornie niezwiązana z tym wątkiem postać studentki prawa Nory (doskonała Noémie Merlant) pojawi się w ich życiu niespodzianie. Tak samo niespodzianie jak to, co wcześniej ją spotka (szczegółów rzecz jasna nie zdradzę), tylko dlatego, że kilka osób uznało, że jest podobna do popularnej starletki filmików na seks-kamerce dla dorosłych o pseudonimie Amber (w tej roli – bardzo przekonująca Jehnny Beth – wokalistka zespołu Savages). A to odmieni kompletnie życie Nory w Paryżu i doprowadzi do tego, że pozna Camille’a. A Camille’a zaś do tego, że straci dla niej głowę…

Czy zatem Paryż, 13 dzielnica jest historią trójkąta, a może nawet czworokąta miłosnego czy też erotycznego? I tak i nie. A raczej jednak moim zdaniem bardzie nie – niż tak. 

To przede wszystkim absolutnie porywająca w oglądaniu historia pogubienia i poszukiwania. W najszerszym znaczeniu tego słowa. Bo jest to obraz o poszukiwaniu miłości, intymności i poczucia bliskości w świecie, w którym wartości te wydają się być (o paradoksie!) najmniej atrakcyjnymi i pożądanymi ze wszystkich… 

Dla mnie Paryż, 13. dzielnica jest zatem rodzajem fresku społecznego czy pokoleniowego. W którym jakże słynna francuska swoboda seksualna i społeczna akceptacja dla wielu jej wydań jest sportretowana jako rodzaj krzywego zwierciadła dla odpowiedzi na pytania, które za nią stoją. 

Bo przecież dziś, jeszcze łatwiej niż kiedyś pomylić dyskurs o seksie z dyskursem miłosnym, który jest z psychologicznego punktu widzenia czymś całkowicie innym! W samym seksie – nawet najbardziej udanym – jak sugeruje dobitnie obraz Audiarda – nie znajdziemy odpowiedzi na pytanie o miłość. Ani tym bardziej o partnerstwo. Bo tam ich nie ma. Te odpowiedzi mogą przyjść do nas dopiero wtedy, kiedy jesteśmy gotowi o tym wszystkim co nosimy w głębi siebie z osobami, z którymi mamy seks, których pożądamy i które wybierają dla nas nasze ciała  – dojrzale i szczerze rozmawiać…

Być może zabrzmiało to nieco moralizatorsko, ale zaręczam Wam, że Paryż, 13. dzielnica jest obrazem jak najdalszym od oceny kogokolwiek i czegokolwiek co przedstawia. Natomiast jest z pewnością obrazem, któremu udała się trudna sztuka: w brawurowy, uwodzicielski, miejscami dowcipny, miejscami lekko cyniczny sposób – cały czas kręcąc się wokół pożądania – stawia widzów i tak przed kwestią, od której w relacjach uciec się nie da. Pełnię satysfakcji w życiu miłosnym osiąga się nie poprzez otwarte drzwi do sypialni, ale otwarte drzwi do serca i duszy…

*** Wszystkie zdjęcia zamieszczone w tekście pochodzą z materiałów prasowych dystrybutora filmu PARYŻ, 13.DZIELNICA na rynku polskim: Gutek Film

You may also like

Wracają KONFRONTACJE FILMOWE
OJCIEC
WINONA RYDER: mistrzyni, outsiderka
MIĘDZY DWOMA ŚWIATAMI

Skomentuj