15
Gru
2018
6

PATRICK MELROSE

PATRICK MELROSE (Patrick Melrose), Scen. David Nicholls na podstawie powieści Edward’a St. Aubyn’a, Wyk. Benedict Cumberbatch, Hugo Weaving, Jennifer Jason Leigh, Sebastian Maltz, Prasanna Puwaranajah, Wielka Brytania, 2018, produkcja Showtime – w Polsce dostępny na HBO Go

PATRICK MELROSE – to rzecz absolutnie wyśmienita! Historia głównego – tytułowego  bohatera – jest rozpisana na przejmującą opowieść o miażdżącej sile autodestrukcji, którą można jednak pokonać. Ta wyjątkowo wspaniale, ba brawurowo! i jakże po brytyjsku, z dużą dawką czarnego humoru zrealizowana produkcja TV – stanowi klasę sama w sobie. A absolutnie powalającą kreację Benedicta Cumberbatcha w roli głównej mogę podsumować tylko jednym określeniem: Chapeu bas!

Ten zaledwie 5-odcinkowy miniserial każdemu wielbicielowi produkcji TV klasy premium uświadamia po raz kolejny, że nie ma to jak brytyjska robota! W Patrick Melrose wszystko jest doskonałe! Wybitny scenariusz wraz z dialogami, gra aktorska przyprawiająca o palpitacje serca z podziwu, scenografia, kostiumy, montaż, dźwięk. Pięć nominacji do nagrody Emmy – nie było dla mnie żadnym zaskoczeniem!

Aby móc docenić w pełni kunszt Patrick Melrose – dobrze jest wiedzieć co nieco o autorze prozy – na której scenariusz serialu został oparty.

Otóż, Edward St. Aubyn jest uznanym brytyjskim pisarzem, nie byle jakiego formatu  (nominowany do nagrody Bookera za powieść “Mleko matki”) A jego cykl powieściowy o Patrick’u Melrose (1992 – 2012) najpierw był bardzo poczytny, a potem stał się w Wielkiej Brytanii skandalem. Po tym, kiedy autor ujawnił, że ma charakter autobiograficzny. Serial Patrick Melrose – wyjaśni Wam powody, dlaczego tak się stało…

Jednakże ani przejmująca kanwa scenariuszowa, ani inne detale tej produkcji nie byłyby tak wspaniałe, gdyby nie fakt, że postać Patrick’a Melrose’a kreuje Benedict Cumberbatch!

I jest to kreacja taka – że klękajcie narody! Tu dodam na marginesie (jak to ja), że aktor jest też producentem wykonawczym serialu. Ha!

O sile kreacji Benedicta Cumberbatcha w Patrick Melrose mogłabym napisać osobny tekst (a nawet powinnam), bo jest to aktor wielkiego talentu i takiegoż formatu. Absolwent London Academy of Music and Dramatic Art – zanim został  powszechnie znaną i podziwianą gwiazdą kina – warsztat zawodowy zdobywał w teatrze, w tym kreując postaci szekspirowskie, z “Hamletem” na czele. I trzeba to sobie powiedzieć wprost – to widać!

Bo, jak wiecie – stoję twardo na stanowisku – że kiedy trzeba zagrać złożoną psychologicznie, mocno dramatyczną rolę, a taką jest bez dwóch zdań bohater serialu Patrick Melrose – nie wystarczy być powszechnie znanym, ani mieć sporego nawet dorobku filmowego. Trzeba umieć i wiedzieć jak to zrobić w d e t a l a c h.

To znamienne, że jak w wielu innych przypadkach, talent sceniczny i charyzma Benedicta Cumberbatcha – zostały globalnie docenione dopiero po astronomicznym sukcesie serialu “Sherlock”, produkcji BBC, w której brawurowo i absolutnie genialnie wcielił się w ikoniczną postać detektywa Sherlocka Holmesa. Nagle (hehe), okazało się, że cały świat go kocha i wielbi. Nihil novi…

*    *    *

Swoją opowieść o Patrick’u Melrose – tytułowej postaci – serial rozpoczyna w roku 1982. W scenie otwarcia – bohater dowiaduje się o śmierci ojca. Ojca dawno nie widzianego, ojca, którego wspomnienia są najczarniejszym koszmarem, jaki nawiedza go w snach i wspomnieniach. Patrick musi polecieć aż do Nowego Jorku by odebrać urnę z prochami swego rodziciela. Nie to jednak stanowi oś dramaturgiczną historii, którą poznajemy w odcinku pilotowym serialu Patrick Melrose. Ale fakt, że bohater jest alkoholikiem i ćpunem. A konkretnie heroinistą. Na dodatek – nie jest takim sobie, zwykłym narkomanem, jakich wielu. Jest narkomanem – arystokratą. Narkomanem wywodzącym się z uprzywilejowanej społecznie i finansowo grupy społecznej. Narkomanem, który żyje jak pan, w bardzo komfortowych warunkach. I na nikim, prócz tych, którzy go znają długo i dobrze nie sprawiłby wrażenia osoby ciężko uzależnionej. A tym bardziej poharatanej przez los…

Pfff!, ktoś mógłby powiedzieć. I to miałoby być interesujące, zajmujące, warte oglądania?

Słuszna uwaga. Nie. Nie, zupełnie nie to. Natomiast interesujące, zajmujące, warte oglądania, a nawet więcej – istotne – jest to, co kryje się za tym, że Patrick Melrose od lat się wykańcza narkomańskim życiem…

Bo serial ten w pięciu jedynie odcinkach zamyka w niezwykle skondensowany narracyjnie, genialnie poprowadzony i jeszcze raz podkreślę – fenomenalnie zagrany przez Benedicta Cumberbatcha – dramat jednostki uzależnionej, której wieloletnia autodestrukcja tkwi korzeniami w dzieciństwie. W toksycznych relacjach w domu, w którym dorastał. W traumie, jakiej doświadczył jako mały chłopiec ze strony najbliższej osoby. I to właśnie czyni z bohatera kogoś, kogo pochodzenie społeczne i przynależność do sfer, w których przeciętny widz się nie obraca – kimś, z kim się zaczyna współodczuwać. Kogo koszmar, przez który przeszedł – dotyka. Bo staje się uniwersalną opowieścią o zmaganiu się z demonami przeszłości. I próbami wyjścia na prostą…

 *    *    *

W pierwszym odcinku serialu Patrick Melrose – bohater ukazany jest nam jako postać odstręczająca. Nie tylko z tytułu detalistycznie zobrazowanych aktów ćpunskiego szaleństwa, w którego apogeum praktycznie zostajemy jako widzowie – wrzuceni. Bohater zdaje się być kimś, kto jest aroganckim, bufonowato-narcystycznym, rozkapryszonym, uprzywilejowanym, dupkiem z kasą. Playboyem i bawidamkiem. Ale to jedynie pozory. Klucz do tej postaci tkwi gdzie indziej. A ona sama przedstawiana jest nam z premedytacją przez pewien czas w swego rodzaju przerysowaniu – rodem na poły z groteski. By krok po kroku objawiać nam to, co skrywa najgłębiej – potwornie skrzywdzone dziecko, w ciele dorosłego mężczyzny, które walczy o przetrwanie, autonomię. A przede wszystkim o możliwość funkcjonowania poza psychologicznym obszarem, który nakreślił całe jego życie – jako ofiary przemocy…

W kolejnych odcinkach Patrick Melrose poznamy, prezentowane nam w retrospektywach dzieje bohatera (którego postać z czasów dzieciństwa gra Sebastian Maltz). Detale toksycznego małżeństwa jego rodziców. Relacje z przemocowym, psychopatycznym ojcem (w tej roli świetny Hugo Weaving) oraz matką – alkoholiczką, kobietą, która kompletnie nie radzi sobie ze sobą i światem, jaki jest jej udziałem (jak zawsze – niezawodna Jennifer Jason Leigh). Cały kontekst społecznej gry pozorów, w której bohater tkwił po uszy zanurzony od dnia narodzin. A która wszystkim dookoła, wydawała się głównie sielanką. Spędzoną w bajecznych warunkach, w komforcie, w zbytku. Oraz tych, którzy mieli podstawy przypuszczać, że sielanką nie jest – jednak wybierali “odwracanie oczu”…

Można – zatem – w powyższym kontekście – czytać serial Patrick Melrose jako krytykę hipokryzji klasy wyższej, która przez stulecia wykształciła w jej przedstawicielach brylantowo skutecznie wręcz działające mechanizmy kamuflażu tego wszystkiego, co mogło zaprzeczyć jej wizerunkowej fasadzie. Świat, w którym chował się Patrick Melrose został zbudowany w oparciu o skondensowane zakłamanie. Podwójną moralność. Maniery, ogłada intelektualna, “bon-ton”, umiejętność poruszania się w świecie na sposób stwarzający pozory dostojeństwa i klasy – jest w nim przedstawiany jako okrutny, cyniczny, pozbawiony empatii. Całkowicie fasadowy…

Dlatego też, w moim odczuciu – poddawanie się myśli, że w przypadku opowieści o Patricku Melrose – mamy do czynienia z serialem, w którym dzieje losów jakiegoś tam brytyjskiego arystokraty nie są warte obejrzenia – jest błędem. Bo jest to de facto opowieść o kimś, kogo historia jest życiowo – uniwersalna. I co nie jest bez znaczenia – namalowana z wielką dozą uwielbianego przeze mnie brytyjskiego czarnego humoru. W dodatku zwieńczona happy endem. Dającym nadzieję, niosącym otuchę.

Patrick Melrose uwrażliwia na temat, jakim jest przemoc w rodzinie. Która dotyczy każdej warstwy społecznej. Nawet tej, w której stereotypowo rzecz ujmując – moglibyśmy się  spodziewać najmniej. A przede wszystkim mówi o zmowie milczenia, jaka najczęściej jej towarzyszy. A właściwie o tym, że im większa i bogatsza “fasada” – z tym większym prawdopodobieństwem – zło, ktore się za nią czai – będzie społecznie niedostrzegane, marginalizowane i za wszelka cenę “zamiatane pod dywan”. I to samo w sobie stanowi dodatkowy walor intelektualny serialu Patrick Melrose.

Ja, osobiście, sądzę, że właśnie dlatego powstał, że proza, na której został oparty była na Wyspach przyczynkiem do dyskusji publicznej o kwestiach, które są tam niezwykle żywe i ważne – ze społecznego punktu widzenia. Wielka Brytania od lat boryka się z wciąż jeszcze bardzo sztywnymi podziałami klasowymi i socjologicznym wymiarem wielu setek lat wizerunkowego zakłamywania atrybutów przynależności do poszczególnych “kast” …

*    *    *

Namawiam Was do obejrzenia Patrick Melrose z prostej przyczyny – bo uważam, że jest to produkcja doskonała. Serialowi temu trzeba dać czas. I pozwolić sobie wejść w historię, którą opowiada. Choćby z początku nie wydawała się nam w jakikolwiek sposób przystająca do czegokolwiek, z czym moglibyśmy się utożsamić. A bohater, w związku z tym, zdawał się kimś, kogo los nas niezbyt obchodzi… Wiem, skądinąd, że wiele osób “odpadło” od tej produkcji  w pierwszym czy drugim odcinku – właśnie z tego powodu. Ale zaręczam Wam, że Patrick Melrose z czasem mu poświęconym – jedynie zyskuje. Co nie jest wcale takie oczywiste, jeśli mówimy o serialach!

Patrick Melrose – swego rodzaju ‘one man show’ – to rzecz więcej niż wspaniale zrealizowana. W zasadzie wielkość tej ekranizacji buduje kreacja Benedicta Cumberbatcha, którą choćby z tego powodu warto obejrzeć. I doświadczyć siły rażenia wybitnego talentu aktorskiego. I kunsztu jego roli. Roli, która zachwyca warsztatem, detalami, niuansami, do głębi ludzko – przejmującej. Takiej, która na naszych oczach przemienia aktora, którego znamy, o którym mamy jakieś tam już wyrobione zdanie w człowieka, z krwi i kości. Którego dramat – nie tylko zaczyna nas obchodzić, ale kto nas wzrusza, porusza i komu bardzo, ale to bardzo kibicujemy. Jego zwycięstwo nad demonami przeszłości staje się w pewien sposób oczyszczającym aktem katharsis, którego razem z nim doświadczamy…

 

You may also like

ODPOWIEDNIK – SEZON PIERWSZY
GENIALNA PRZYJACIÓŁKA
MÓJ PIĘKNY SYN
ODA DO ŚNIADANIA… – czyli do jajka na miękko :-)

Skomentuj