19
paź
2021
17

PLEASURE

PLEASURE (Pleasure) Reż. Ninja Thyberg; Scen. Ninja Thyberg & Peter Modestij, Wyk. Sofia Kappel, Revika Anne Reustle, Evelyn Claire, Jason Toler, Mark Spiegler, Holandia / Francja / Szwecja, 2021

Jakkolwiek szokująco to nie zabrzmi – PLEASURE – film poświęcony biznesowi porno okazał się być jednym z kilku najlepszych jakie widziałam w tym roku. A w kategorii: debiut fabularny – nie pamiętam już kiedy i co zrobiło na mnie równie piorunujące wrażenie!… Pleasure to absolutna petarda narracyjna i realizacyjna, w którym świat kobiet – gwiazd filmów pornograficznych ujęty z perspektywy widzenia go przez główną bohaterkę robi widzowi w mózgu niezłą detonację. Oprócz tego, że “film porno to film porno” nie ma w nim nic – co można by uznać za sztampowe. Chapeu bas!

Z filmem Pleasure było w moim przypadku tak jak z jeżem. Chciałam go dotknąć (obejrzeć) choćby dlatego, że: zwyciężył nagrodę FIPRESCI (Międzynarodowa Federacja Krytyków Filmowych) na Festiwalu Filmowym w Göteborgu, był nominowany do najważniejszej nagrody Jury Festiwalu w Sundance, dostał nagrodę w Deauville, nagrodę Błękitnego Anioła na AFF (Art Film Festival), no i last but not least znalazł się w oficjalnej selekcji na MFF w Cannes. A z drugiej strony się go bałam. Bo, co wyznaję na szczerusia – filmów pornograficznych nie znoszę. I nie oglądam. Jestem, jak sobie zdałam z tego sprawę, się do Pleasure przymierzając cała wklejona w dyskurs, który o pornografii mówi z perspektywy – mnie jako psycholożce – bardzo bliski. Że wypacza realny obraz seksu i realnej seksualności człowieka. Zaburza jeszcze bardziej i tak już mocno nadwątlone w dzisiejszym świecie umiejętności budowania trwałych i intymnych relacji. A u młodych ludzi potrafi czynić szkody nieodwracalne, poprzez kreowanie w ich umysłach wyobrażeń o seksie, najbardziej dewastujących wtedy kiedy sami jeszcze żadnego seksu z drugą osobą nie zaznali. Bo żeby wiedzieć, że porno jest tak dalekie od realiów prawie każdej ludzkiej alkowy jak ziemia od księżyca – trzeba być dorosłym, na dodatek do myślenia używającym przeznaczonego do tego organu. Nastolatki rzadko mają tę umiejętność…

Ale co z tego? Kiedy doskonale wiem, że branża filmów porno w samych Stanach przynosi rocznie – miliardowe zyski. Niektórzy twierdza, że większe nawet niż branża filmowa w tzw. tradycyjnym ujęciu. Ma swoje targi i festiwal w Las Vegas. A mówimy o tym wszystkim co się dzieje wyłącznie i całkowicie “na legalu”. Jaka musi byc skala tego zjawiska “w podziemiu” wolę nawet nie myśleć…

I o branży – rozumianej dokladnie tak jak się rozumie to słowo, czyli działającej zgodnie z prawem, w oparciu o umowę o pracę, za pełnym przyzwoleniem pełnoletnich jej uczestników opowiada – jeszcze raz to podkreślę – fenomenalny debiut fabularny Pleasure niejakiej Ninja Thyberg. Ta młoda Szwedka (rocznik 1984) jest absolwentką Uniwersytetu Dramatycznego w Sztokholmie, studiowała też gender Studies w Göteborgu. I od zawsze interesowały ją kwestie seksualności i cielesności człowieka. A także dynamika małych grup. W kontekście czysto seksualnym często nabiera ona swego bardzo specyficznego, nie zawsze uświadamianego i nie zawsze w pełni akceptowanego przez jej uczestników – drugiego dna.

Co jest dla filmu Pleasure także znamienne i zdecydowanie go wyróżniające na tle powstałych do tej pory fabularnych obrazów branży porno poświęconych (a trochę ich jest) nie przedstawia świata kobiet, które w nim pracują jako “ofiar”, czy też reprezentantek “patologii”. Nie opowiada o kobietach, które w pornosach występują jak o “popapranych emocjonalnie” biedactwach, ani tych, które do tego świata trafiły z desperacji finansowej. To, że jest to obraz w zasadzie feministyczny, kiedy zabierałam się za jego oglądanie – nie przyszłoby mi (zaręczam!) – do głowy. A jednak. Pleasure jest fabułą, za której scenariusz (bardzo rzetelnie napisany i poparty porządnym researchem) współ-odpowiada kobieta, wyreżyserowaną przez kobietę i w której za świetne zdjęcia odpowiada również kobieta (Sophie Winqvist Loggins)! Jest to film zrobiony przez zespół twórczyń, którym udało się go zrealizować z trudnej pozycji – czyli widziany oczyma osoby jakoby “ze środka” biznesu o jakim opowiada. Thyberg zatrudniła do tej produkcji kilkoro aktorów bardzo znanych w branży porno w USA, a nawet czołowego agenta największych jej gwiazd – grającego samego siebie. Można nawet by użyć w jej przypadku analogii, że “wjechała scenariuszowo do świata porno” z pozycji konia trojańskiego.

Także ostatnie co można o Pleasure powiedzieć to to, że jest to obraz – z cyklu “mokry sen dziadersa”…

*   *   *

Pleasure otwiera bardzo znamienna scena. Dwudziestoletnia Szwedka, blond ślicznotka, o urodzie niewinnej dziewczyny z sąsiedztwa, która posługuje się pseudonimem Bella Cherry (w tej roli obezwładniająco fenomenalna debiutantka Sofia Kappel) przyjeżdża do Los Angeles z zamiarem nie tyle zostania aktorką porno, ale zostania gwiazdą tej branży. I bez żadnej ironii – mam nadzieję – że rozumiecie różnicę! Na lotnisku urzędnik zadaje jej standardowe pytanie, jakie otrzymuje każdy kto przyjeżdża do Stanów: “Business or Pleasure”. Bella Cherry udziela tej drugiej odpowiedzi. I od tego Intro – poczułam, że będę mieć z tym filmem – jednak znacznie bardziej po drodze niż mi się wydawało…

Pleasure przedstawia nam losy Belli – w sposób o tyleż standardowy, co do kwestii zasadniczych, czyli tego, że bohaterka podpisuje pierwszą umowę na udział w produkcji porno, potem kontrakt z agentem, poznaje inne kobiety i mężczyzn w niej pracujących, jak też stale dąży do tego aby się w tej profesji wybić. A konkurencja jest, co tu dużo gadać – ogromna. Czy aby nie tak samo jak w branży filmowej w ogóle? Oczywiście na rynku amerykańskim. Ruch #metoo, który stał u podstaw tzw. afery Weinsteina odsłonił jedynie czubek góry lodowej. Dopiero wtedy media zaczęły pisać nieco obficiej o tym, o czym wszyscy w Hollywood wiedzą, ale udają, lub wybierają udawać, że nie. A szczególnie dobrze wiedzą to kobiety, które w nie tak znowu odległej przeszłości pragnęły zostać “wielkimi gwiazdami kina”…

I za tę perspektywę cenie ten film szczególnie. A jest nią boleśnie szczera, żeby nie powiedzieć brutalna wiwisekcja biznesu, którym – jako tą “kurą znoszącą złote jaja” zarządzają sami mężczyźni! I w którym rzecz jasna standardy dotyczące traktowania aktorów widziane przez pryzmat płci – są podwójne. Inne dla męskich, a inne dla kobiecych gwiazd porno. Zresztą, co wydaje mi się najciekawsze w tym obrazie, to fakt, że gdyby odjąć od niego otoczkę związaną z tym, że ta gałąź branży filmowej zajmuje się akurat obrazowaniem nie udawanych aktów seksu lub też wspomaganych udziałem dublera / dublerki pomiędzy grającymi scenę – jest Pleasure krytyką branży filmowej w wydaniu hollywoodzkim – w zasadzie prawie że jeden do jednego.

I jeżeli spojrzy się na ten obraz z tej perspektywy, nie zaś z tej, którą zajmuje się w najbardziej powierzchownym swym rejestrze – nabiera on jeszcze większej mocy.

Dopiero dziś mówi się o tym głośniej, ale Hollywood zostało zbudowane na najbardziej konserwatywnych podwalinach patriarchatu i na mizoginii. I mam w tym miejscu na myśli nie tylko tzw. warunki pracy, ale też to wszystko co się ciągnie (dziś już mocno smrodliwie) za tym światem od stu lat. Jeszcze 30 lat temu to wyłącznie gwiazdorzy płci męskiej mogli decydować o tym, kto będzie miał szansę zostać ich “partnerką filmową”, a kto nie. Sceny intymne, czy erotyczne rozpisane w scenariuszu nie uwzględniały w ogóle kobiecej perspektywy i nie zajmowały się tym jak je postrzegały – aktorki, którym na planie przyjdzie je “zagrać”…

W Los Angeles do tej pory krążą legendy o przypadkach aktorów mających status gwiazd, z którymi ich partnerki filmowe miały poważne kłopoty, choćby w scenach pocałunków. Ich rozpaczliwe próby uzyskania praw do samostanowienia i podstaw komfortu pracy były nie tylko bagatelizowane, ale wręcz spotykały się z szantażem “że jak się nie podoba, to fora ze dwora, na twoje miejsce mamy 100 innych chętnych”. Tak było podobno w przypadku Mickeya Rourke (który po gigantycznym sukcesie “9 i pół tygodnia” miał przez pewien czas status gwiazdora – “nietykalnego” z racji tego, że na filmach z jego udziałem wytwórnie zarabiały kokosy). Jego partnerki filmowe skarżyły się na to, że cuchnie mu z ust wódą i papierosami, że śmierdzi potem, że jest wiecznie naćpany i agresywny, etc. Nikt się tym nie przejmował, do czasu kiedy pogrążający się w straceńczych nałogach, a potem jeszcze bardziej straceńczych operacjach plastycznych Rourke – przestał być w ogóle zatrudniany. Aczkolwiek zupełnie nie z powodu tego, że czynił prace na planach filmowych swoim koleżankom po fachu – horrorem…

A producenci dyktowali warunki prawie każdej kobiecie starającej się osiągnąć status gwiazdy w zasadzie według jednego klucza mentalnego: “ja mogę wszystko, a ty jesteś beze mnie – nikim”. Aktorki, którym nie odpowiadały ich wymagania lub były przez nie postrzegane jako przekraczające ich granice, a już szczególnie te, które się przeciw temu podejściu buntowały – wypadały z gry. Tyle.

I Bella będzie się z tym wszystkim konfrontować. Coraz bardziej i coraz boleśniej. I znowu muszę to podkreślić, Pleasure nie jest opowiedziane z perspektywy dziewczyny, która do branży porno wchodziła jako ktoś, kto nie wiedział na czym ma polegać jej praca. I z czym się ona wiąże. Nie jest filmem o dziewczynie, która do niej weszła jako ktoś, kto nie miał pełnej świadomości tego, że dostawać będzie pieniadze za uprawianie seksu przed kamerą z całkiem obcymi sobie ludźmi. Ona te prace sobie wybrała. I była zdeterminowana by w niej osiągnąć sukces. I dokonywała wielu wysiłków aby tak się stało. Nie mamy jej co, od tej strony, żałować, ani się nad jej losem roztkliwiać. Nie o to w tym wszystkim chodzi. Bohaterka jest przedstawiona jako osoba racjonalna, emocjonalnie stabilna i nie posiadająca żadnych znamion dysfunkcji psychicznych. I będę wredna – ostrzegam lojalnie – każdy kto chciałby do tego filmu podejść z pozycji uprzedzeń, stereotypów i faryzeuszowskiej wyższości moralnej z cyklu “wszystkie aktorki porno to kurwy”; “trzeba być zje*** żeby dawać dupy za pieniądze” (a co zatem z aktorami porno?!? Hę? Oni to nie?)  etc. – nie ma w tym filmie czego szukać. Bo nie znajdzie dla swego mentalu żadnej pożywki. To że nie wyobrażamy sobie robienia czegoś co robią inni – jest opowieścią głównie o nas… Osobiście nie mogłabym uprawiać co najmniej kilku zawodów (a niektóre cieszą się dużym szacunkiem społecznym), za żadne pieniądze, a te akurat w biznesie porno są duże. A jednak są ludzie, którzy je wykonują…

Pleasure zajmuje się w moim odczuciu raczej tym, że patrzy na branżę porno przez pryzmat, którego nie oczekuje się automatycznie od filmu tej tematyce poświęconemu. Seks (nie mylić z miłością erotyczną) to władza i kontrola. Poczucie sprawstwa i mocy. Wiedzą to bardzo dobrze ci, którzy zajmują się dostarczaniem go setkom milionów ludzi na całym świecie, codziennie. Za każdym “odpalonym” na domowym ekranie filmem porno stoją konkretni ludzie. Którzy tego, czego oczekują, potrzebują, chcą ich odbiorcy – im dostarczają. I w tym ujęciu – mają nad nimi (psychologicznie rzecz ujmując) zarówno władzę, jak i kontrolę…

Pleasure jest zatem dla mnie, w moim osobistym odbiorze, obrazem o tym jak bardzo interes na tym robiony jest oparty o supremacje mężczyzn, brak równości płci i wyzysk. Bo nie ma w nim ani równych szans, ani równego traktowania, ani równych płac dla obu płci. To że Pleasure zajmuje sie akurat filmami porno jest dla całości oglądu sprawy moim zdaniem – jedynie (niełatwym do przełknięcia), ale tłem…

 

 

*** Wszystkie zdjęcia wykorzystane w tekście pochodzą z materiałów prasowych firmy MAYFLY, dystrybutora filmu PLEASURE na rynku polskim

You may also like

PARYŻ, 13. DZIELNICA
WINONA RYDER: mistrzyni, outsiderka
MIĘDZY DWOMA ŚWIATAMI
MEN

Skomentuj