31
sie
2015
278

STANLEY KUBRICK. ROZMOWY

STANLEY KUBRICK. Rozmowy. Zebrał Gene D. Phillips (Stanley Kubrick. Interviews. Edited by Gene D. Phillips), Axis Mundi, 2014

stanley

Dziwna to zaiste książka. O której mogę śmiało powiedzieć, że choć nie jest biografią sensu stricto, a i miejscami bywa koślawie przetłumaczona (jako że nie figuruje w niej nazwisko tłumacza – mniemam, że było to tzw. tłumaczenie zbiorowe czyli – najgorzej) – to jest świetna. A to jedynie, dzięki jej głównemu bohaterowi Stanleyowi Kubrickowi. Gdyby nie jego geniusz, błyskotliwość, wybitna inteligencja, wnikliwy, analityczny umysł – jej lektura byłaby irytująca.

Idea zebrania w całość i wydania w postaci książkowej nielicznych wywiadów – jakich organicznie ich nie znoszący i stroniący od wszystkiego, co nie było robotą filmową – Kubrick udzielił – sama w sobie nie jest nawet zła…

Ale kiedy po raz enty czytałam podobne do siebie pytania – zadane reżyserowi przez kolejnego dziennikarza – tyle, że po pewnym czasie od poprzedniego wywiadu – na które ten cierpliwie po raz kolejny odpowiada – zaczęłam się zastanawiać nad tym, czy to indolencja autora, a może niedopatrzenie?… A potem mnie “olśniło”. To szatański zabieg – który uświadomić ma czytelnikowi jak bardzo nie mylił sie reżyser – twierdząc przez całe życie – że gadanie o filmach, pracy nad nimi, przyświecającym mu ideom, powodom ich powstania oraz prywatnym motywacjom – mija się jego zdaniem z celem. Oraz to, że jak słusznie mniemał – dziennikarze (w swojej masie) to persony nie dorastające mu do pięt. A już na pewno, jeśli idzie o kreatywność.

Hehe! Nikt inny, bardziej niż Kubrick, nie miał prawa tak myśleć.

stanley-kubrick

Uchodzący za geniusza, samouk, który szkół wielu nie kończył, zaś kinu dał co najmniej kilka wiekopomnych arcydzieł (Ścieżki chwały, Dr. Strangelove, 2001 Odyseja Kosmiczna, Barry Lyndon, Lśnienie, Mechaniczna Pomarańcza, Full Metal Jacket), jedyny w swoim rodzaju mistrz – to postać fenomenalna. I nigdy już więcej takiej w dziejach kina nie będzie. Nie tylko ze względu na unikalność jego twórczości, ale także ze względu na to, że system produkcji filmów nigdy już nie dopuści do tego, by o wysokobudżetowym obrazie w stu procentach decydowała jedna osoba, tak jak to miało miejsce w jego przypadku. Ten wist – trzeba to przyznać – udawał się przez trzy dekady tylko Kubrickowi!

Beze mnie nie ma montażu. Jestem tam non stop i w sumie można powiedzieć, że sam montuje film. Zaznaczam każdą klatkę, wybieram każdy fragment, wszystko jest robione dokładnie tak, jak sobie tego życzę. Pisanie, kręcenie, montaż: wszystko to trzeba robić samemu, aby stworzyć film

Stanley Kubrick (1928 – 1999) urodzony w Bronxie, NYC, nie był zdolnym i pilnym uczniem i liceum nie znosił. Był dobry jedynie z fizyki, z reszty przedmiotów – mierny, a z angielskiego zdawał nawet poprawkę. W tamtych czasach, jak sam twierdził – nie znosił czytać, za to – kiedy uwolnił sie już ze szkolnych okowów (na studia nawet nie składał podania z tytułu zbyt niskiej średniej) – zaczął czytać nałogowo.

Pasjonował się za to szachami, których nauczył go ojciec, lekarz z zawodu. Kubrick był w nich – jak na nie zawodowca – mistrzem. Grał na poziomie turniejowym. W czasach wczesnej młodości widywano go często w Parku Washington Square, gdzie przesiadywał przy szachowych stolikach, czasami po osiem godzin dziennie. Do końca życia – zresztą – na rozegranie partii szachów, próbował namawiać każdego, o kim wiedział, że gra.

Oprócz szachów Kubrick pasjonował się – jakżeby inaczej – kinem. Namiętnie oglądał w małych studyjnych salkach “wszystko jak leci”, a w kinie w muzeum MoMa retrospektywy wielkich dzieł filmowych. Wcześnie też – bo jako dzieciak – pokochał fotografię. W wieku 17 lat dzięki protekcji znajomego ojca dostał się do pracy w magazynie “Look”, dla którego robił zdjęcia przez kilka ładnych lat. Te dwie kwestie połączone razem, złożyły się na to, że mając lat dwadzieścia siedem – miał pięć lat doświadczenia w branży filmowej. Zrealizowany: jeden dokument, pt. Dzień walki, dwa krótkie metraże i dwie pełnometrażowe fabuły (obie za pożyczone od znajomych i rodziny pieniądze): Strach i pożądanie (1953) oraz Pocałunek mordercy (1955).

look

Z wyjątkiem Spartakusa (1960), w którym Kubrick przejął reżyserie po zwolnieniu przez wytwórnie dotychczasowego reżysera – nigdy później – do czasu Oczu szeroko zamkniętych – swego ostatniego dzieła – nie zrobił już filmu, przy pracy nad którym nie miałby całkowitej kontroli. Ta teza, którą właśnie stawiam – być może jest na wyrost… Ale mam dziwne intuicyjne przeczucie, że Kubrick nie dożył premiery swego ostatniego filmu właśnie z tego powodu, że dożył czasów, w których preferowany przez niego sposób produkcji filmów już nie był możliwy. Przestał być jako producent i wykonawca samostanowiący. Musiał zacząć być zależny od innych i liczyć sie z ludźmi, którzy “gmerali” przy jego dziele, bo dawali nań pieniądze…

Pomimo olbrzymiego sukcesu komercyjnego Spartakusa i obsypanej nagrodami roli Kirka Douglasa w roli głównej – był to film, którego Kubrick szczerze nie znosił. Powód był jeden – wytwórnia i producenci siedzieli mu na karku cały czas. A sława i bogactwo rozumiane – jako atrybuty prestiżu – nigdy tego akurat artysty nie interesowały. Maniacko – jako artystę interesowała go jedynie jedna rzecz – niezależność twórcza.

W tym kontekście ujmująco elegancko brzmi wyznanie Kubricka na temat (dla niego upiornej) pracy z Kirkiem Douglasem na planie tego filmu (w którym gwiazdor był także producentem wykonawczym)

Reżyser nie może wydobyć z aktora więcej niż aktor posiada. Nie da się otworzyć szkoły aktorstwa w trakcie kręcenia filmu. Kirk jest dobrym aktorem

Na nic splendor i nagrody – Spartakus był dla Kubricka tak nieznośnym doświadczeniem, że podjął decyzje o przeniesieniu w całości produkcji swojego następnego filmu Lolita (1962) do Anglii, a następnie postanowił, że zamieszka tam na stałe. Miał zamiar trzymać się systemu hollywoodzkiego z daleka, tak bardzo, jak się tylko da.

zaraz po Hollywood Londyn stanowi prawdopodobnie drugie najlepsze miejsce na świecie do pracy filmowej, ze względu na poziom kompetencji technicznych i dostępnej infrastruktury

Najważniejsze jednak, co czyni książkę Stanley Kubrick. Rozmowy frapującą lekturą to fakt, że Kubrick’owe opowieści o robieniu kina czyta się z zapartym tchem.  Jej lektura będzie – moim zdaniem arcyciekawa – zarówno dla wielbicieli filmów reżysera, jak i dla ludzi, którzy parają się kinem zawodowo lub mają taki zamiar. Zawiera szereg wyczerpujących wypowiedzi na temat szczegółów produkcji jego największy dzieł, detali i niuansów pracy nad ich powstawaniem w każdym najważniejszym zakresie. Od inspiracji książkami, które Kubrick brał na warsztat jako kanwę swoich scenariuszy, poprzez opracowywanie koncepcji realizacyjnych (praca nad dialogami, scenografia, reżyseria, oprawa muzyczna, montaż). A trzeba powiedzieć, że Kubrick był wybitnym analitykiem, obsesyjnym detalistą, precyzyjnym niczym chirurgiczny skalpel operatorem na tkankach filmowych. Kiedy zaczynał nad czymś pracować – tyrał niestrudzenie po naście godzin dziennie, a głębokość poziomu dokonywanego przez niego researchu na potrzeby kolejnych projektów, to kwestia, która obecnie – niestety pozostaje – fantasmagoryczna.

Uwagi, spostrzeżenia i refleksje Kubricka na temat jego pracy jako filmowca – czytałam z nieustającym podziwem – teoretycznie – jako coś oczywistego – czując się jednocześnie zdumioną (lub raczej zniesmaczoną), że nie są to obowiązujące powszechnie normy.

[o relacji z aktorami na planie]

Myślę, że jedyne, co aktor musi wiedzieć, aby zaistniały relacje sprzyjające do współpracy, to fakt, że reżyser podziwia jego talent na tyle, że chce go w swoim filmie. A jest to dla aktora oczywiste, pod warunkiem, że to reżyser go zatrudnił, a nie wmusiła mu go wytwórnia lub producent

[o innych reżyserach]

Zawsze powtarzam, że dwaj filmowcy, których dzieła są naprawdę warte by je przestudiować, to Charlie Chaplin i Orson Welles, gdyż reprezentują dwa najbardziej skrajne podejścia do materii kina. Charliego Chaplina – z jego surowością i prostotą – prawdopodobnie kompletnie nie interesowała technika filmowa. Byle obraz znalazł się na ekranie – liczy się tylko treść kadru. Welles natomiast w swoich najlepszych dokonaniach jest najbardziej barokowym stylistą, jakiego znała konwencjonalna narracja filmowa

[o krytykach filmowych]

wątpię, by którykolwiek z nich był w stanie zadać sobie tak wiele trudu przy pisaniu recenzji, ile my wkładamy w prace nad filmem…Ale może pisanie wcale aż takiego trudu nie wymaga. Niestety teksty, które krytykom przydają rozgłosu, to zazwyczaj negatywne recenzje, które pisze się łatwo i przyjemnie, ale są kompletnie bezcelowe

Kubrick był twórcą obdarzonym tak przenikliwym umysłem, że wyprzedzał ludzi swoich czasów o dekady, co do trafności swych przewidywań. Widać to w szczególności, w tych fragmentach książki, w których odnosi się do wielokrotnie mu zadawanych pytań o 2001 Odyseja kosmiczna – rok produkcji 1968 (sic!)

space

Nie ulega wątpliwości, że wchodzimy w erę “mechanarchii” i że nasze już dość skomplikowane relacje z maszynami zaczną się jeszcze bardziej komplikować, w miarę jak maszyny będą się stawały coraz inteligentniejsze. W końcu będziemy musieli dzielić tę planetę z maszynami, których inteligencja i umiejętności będą nas dalece przewyższać… niewykluczone, że powstanie subkultura na wpół świadomych robotów-komputerów, które pewnego dnia stwierdzą, że nie potrzebują już ludzi

Lektura Stanley Kubrick. Rozmowy uświadomiła mi kilka istotnych rzeczy. I stała się przyczyną refleksji, niestety dość smutnej. Geniusz Kubricka nie był moim zdaniem za życia doceniony tak bardzo, jak na to zasługiwał.

Na szczęscie jednak, istnieje porzekadło, które jest nie tylko jednym z moich ulubionych, ale najprawdziwszym z prawdziwych – jak sam bohater tej książki – “po owocach go poznacie”.

You may also like

ROZMOWY Z PRZYJACIÓŁMI
GALLIVANT GDAŃSK – czyli o tym jak pachną miasta…
MIĘDZY DWOMA ŚWIATAMI
CÓRKA