16
lip
2015
216

Symbol miasta – czyli o PKiN, Wieży Eiffla i nowym projekcie „drapacza chmur” w Paryżu

Dokładnie w dniu 22-tego Lipca tego roku – symbol Warszawy – czyli Pałac Kultury i Nauki skończy 60 lat. Znam go od urodzenia i przyznaję – nie zawsze darzyłam sympatią. Powodów ku temu było kilka. Jednym z nich – niechętny stosunek do tej budowli – reprezentowany przez pokolenie moich rodziców, którzy jako ludzie urodzeni przed II-gą wojną światową nie mieli ciepłych odczuć wobec “darów”, jakie Polska zwykła była dostawać od Związku Radzieckiego…

Drugim  – fakt, że osobiście uważałam PKiN za nie tyle brzydki (choć obiektywnie – piękny to on nie jest), co kompletnie nie dopasowany do architektury miasta, w którym przyszło mi żyć. Kiedy byłam dzieckiem – stał prężnie wypięty niczym wiecie jaki organ – na środku Placu Defilad, goły i mimo dumnego wznoszenia się – niewesoły.

“Kłócił mi się” wizualnie z kilkoma starymi kamienicami przy Alejach Jerozolimskich. Zresztą, w  sumie do późnych lat 80tych zeszłego stulecia – niewiele dla mnie emocjonalnie znaczył. A raczej zajmował obszar zwany obojętnością, wpisujący się w powiedzenie “jest, to jest – a jak go nie ma to też niewielka strata”. Gdyby ktoś mi wtedy powiedział, że zostanie zburzony – niespecjalnie bym po nim płakała.

Z czasem zaczęłam jednak do PKiN żywić cieplejsze uczucia. A to od momentu, kiedy zaczęłam tam bywać na pokazach mody (w tym słynnej „Mody Polskiej”, w czasach kiedy jej Dyrektorem Artystycznym był pan Jerzy Antkowiak), na które zabierała mnie moja mama, dziennikarka miesięcznika dla kobiet. Pękałam z dumy, że mogłam je oglądać.

Następnie zaczęłam PKiN kojarzyć ze wspaniałymi koncertami. I do tej pory wspominam z rozrzewnieniem kilka z nich, w czasie których wielka i patetyczna Sala Kongresowa traciła swe sztywne ramy, wychodziła poza formułę, jaką jej kiedyś nadano i za sprawą występujących w niej artystów zamieniała się w coś w rodzaju purpurowej świątyni, w której rozbujany i pijany szczęściem tłum wielbicieli falował pomiędzy ciasno zbitymi fotelami – zahipnotyzowany wykonaniem i panującą atmosferą. Nigdy nie zapomnę ani koncertu wspaniałej formacji jazzowej The Manhattan Transfer, ani Massive Attack, ani Erykah Badu – w jakich – właśnie w Kongresowej – uczestniczyłam.

PKiN zaczął być dla mnie miejscem istotnym. A kiedy pojawiła się w nim Kinoteka, do której namiętnie uczęszczałam na seanse filmowe i pokazy filmów w ramach WMFF – zaczął dla mnie symbolizować ważne kulturalnie miejsce. Z czasem – wraz z powstaniem Café Kulturalna, a potem Bar Studio, które bardzo lubię i cenię – w końcu PKiN stał się dla mnie tym, czym powinien być – niezbywalnym atrybutem tego miasta. 

Nie mogę powiedzieć, że go kocham. Ale mogę powiedzieć z całą pewnością, że się do niego przywiązałam.

Dziś – poszłabym pikietować, gdyby ktoś chciał mi go “zabrać”.

 

Wstęp na temat Pałacu Kultury i Nauki nie jest bez kozery. Przyczyną do tych refleksji stał się artykuł o planach architektonicznych wybudowania “drapacza chmur” w jednej z dzielnic Paryża. Mieście, którego symbolem i wizytówką jest przecież Wieża Eiffla. Choć – trzeba to przyznać – to obecnie ikona stricte popkulturowa i turystyczna. Nawet dzisiaj w mojej skrzynce mailowej, w której pojawiają się codziennie tabunami różne zasubskrybowane bądź nie oferty tego i owego – znalazłam jakowyś mail z biura podroży, czy też tanich linii lotniczych zaopatrzony – rzecz jasna w widoczek z Paryża i wzmiankowaną wieżą na planie pierwszym.

Wróćmy jednak do „drapacza chmur”. Zaintrygował mnie fakt, że dokładnie po 42 latach od wydania przez merostwo Paryża dekretu, ktory zabraniał budowania gdzie indziej, niż na obrzeżach stolicy Francji jakichkolwiek budynków przewyższających wysokość siedmiu pięter – nadeszła wielka zmiana.

Stary, monumentalny, przepiękny, romantyczny, czarodziejski, ściągający miliony turystów rocznie, pielgrzymujących do “miasta świateł”, po to by podziwiać najwspanialsze okazy architektury gotyckiej, renesansowej,  secesyjnej, klasycystycznej Paryż – miał pozostać wieżowców pozbawiony. Nie “życzono sobie” psucia tego, co stanowiło o jego niepowtarzalności.

A tymczasem jedna z dzielnic Paryża już w 2020 zyska (?) po tylu latach przerwy jakże spektakularny “drapacz chmur”.

(swoją drogą bardzo lubię to określenie – jest w nim swego rodzaju poezja i mnie osobiście kojarzy się z odwiecznym pragnieniem człowieka, by “nieba i słońca móc dotykać” – czyż nie tego chciał Ikar?)

Położenie: Place de la Porte de Versailles.

 

tour-triangle-850-480

Dokładnie 30 czerwca tego roku wydano zgodę na budowę biurowca, posiadającego 42 piętra, o łącznej wysokości 180 metrów, który nazywać się ma TOUR TRIANGLE. Będzie kosztował ponad 500 milionów (!!!) Euro. A został zaprojektowany przez słynną, szwajcarską pracownię architektoniczną, uchodzącą za jedną z najlepszych na świecie: Herzog & de Meuron. Znaną między innymi z projektów takich jak: stadion olimpijski w Pekinie oraz Parrish Art Musem w Nowym Yorku.

Symulacje komputerowe przedstawiające to, jak ma wyglądać TOUR TRIANGLE – przywiodły mi na myśl kilka skojarzeń. Po pierwsze budynek ten – podobnie do piramidy, ustawionej na dziedzińcu Luwru już (jak i ona sama niegdyś) wywołuje gigantyczne kontrowersje. Jak zwykle w takim przypadku polaryzując paryżan na zaciekłych wrogów i zwolenników. Po drugie – jeśli spojrzy się na niego pod pewnym kątem – zaiste wygląda jak gigantyczna piramida. Po trzecie zaś, z kolei oglądany z jeszcze innego punktu widzenia – mnie przynajmniej – kształtem nieco przypomina  ikoniczny “Flat Iron” z NYC. Niby mi się jego bryła bardzo podoba, ale trochę też mnie „mrozi” jego widok. Szkliście – przezroczysty, zimny i niebotycznie wysoki –  wbija się w niebo, niczym monstrualny sopel lodu.

traingle.2

Czy TOUR TRIANGLE ma szansę stać się symbolem Paryża? Co o tym może zadecydować? W końcu to biurowiec, więc żaden turysta raczej zwiedzać go nie będzie. Ale czy to najważniejsza kwestia? A może to jednak jest opowieść o czymś innym? Może Paryż “na pocztówkach” chce być przede wszystkim miastem, które symbolizować ma połączenie nowego ze starym? Bo przecież, zbudowana w 1889 – w setną rocznicę rewolucji francuskiej Wieża Eiffla, która wtedy była najwyższą wieżą na świecie – powstała, po to by symbolizować potęgę gospodarczą i naukowo – techniczną Francji.

Wiele zatem wskazuje więc na to, że być może budowa TOUR TRIANGLE to strategia polityczna. W czasach o tak nieprawdopodobnie przyspieszonym rozwoju technologii i pokonywaniu kolejnych barier konstrukcyjnych – stanowić ma symbol tego, że choć Francji obecnie z najnowszą techniką nikt na świecie za specjalnie nie kojarzy – to jednak Paryż “nadąża”?

I to jest pytanie, w sumie dla mnie osobiście – w tym wszystkim – najbardziej ciekawe J

You may also like

Partnerstwo przede wszystkim! – czyli o marce JOHN & MARY
VERMEER. BLISKO MISTRZA
20 lat z nami i dla nas! – Millenium DOCS AGAINST GRAVITY 2023
HANIA RANI – Piano Day 2022 w ARTE.TV

Skomentuj