28
paź
2016
40

TANCERZ

TANCERZ (Dancer). Reż. Steven Cantor, Wlk. Brytania / USA / Ukraina / Rosja, 2016, BBC Films

Nagroda Publiczności na tegorocznym WFF – w kategorii “najlepszy film dokumentalny” dla filmu TANCERZ zupełnie mnie nie dziwi. Zanim Siergiej Polunin zaczął być znany “masowemu odbiorcy” za sprawą teledysku do muzyki Hosier “Take me to church”,  w reżyserii samego Davida Le Chapelle, a który zaliczył na Youtube porażającą liczbę odsłon – ponad 16 milionów (sic!)  – o ukraińskim tancerzu, gwieździe i najmłodszym soliście w dziejach Royal Ballet w Londynie – wiedziało nieliczne grono wielbicieli baletu. No, może – powiedzmy sobie to szczerze – to grono jest bardzo nieliczne jedynie w Polsce…A szkoda! Trzeba jednak przyznać, że popkultura na coś się przydaje! 😉 O czym świadczyło zainteresowanie obrazem Tancerz na tegorocznej edycji Warszawskiego Festiwalu Filmowego. Największa sala w Multikinie, w Złotych Tarasach, w której ten dokument obejrzałam – była wypełniona po brzegi!

dancer_1sht_visual_ref_only

O Poluninie czytałam już ładne parę lat temu artykuły w najważniejszych, opiniotwórczych tytułach brytyjskiej prasy. W polskiej – ani jednego (ykhm). Nigdy nie byłam na jego występie (czego bardzo, ale to bardzo żałuję). Choć baletem się “jaram” od dawna. I zupełnie nie dlatego, że pędzę na każde przedstawienie baletowe w warszawskiej Operze. Zupełnie nie. A raczej bardziej dlatego, że zdaję sobie sprawę z tego, że to jeden z tych światów, które są jak mało który o tym, czego na zewnątrz nie widać. Balet to wciąż „fasada”.

Jego świat – być może dlatego, że bardzo hermetyczny – pozostaje magicznym bytem, postrzeganym stereotypowo. Zawieszony w percepcji ludzkiej jako emanacja tajemniczej przestrzeni: “nieuchwytnej maestrii ciała, lekkości i wdzięku”. I który stale wymyka się skojarzeniom z dramatem istnienia tych, którzy go tworzą. A są traktowani niczym „ludzkie maszyny”. Nie chcemy myśleć o konieczności ich katorżniczej pracy, wyzwań stawianych własnej cielesności na pograniczu tego co niemożliwe, pokonywaniu grawitacji, rywalizacji do ostatniej kropli krwi… I last but not least – o poczuciu całkowitej alienacji. Kiedy chcesz – być w tym świecie najlepszy – to jest to jedyny twój świat. Możecie się ze mną nie zgadzać, ale przeczytałam na temat największych osobowości w świecie baletu sporo i wiem, że jest to “sport” wyjątkowo okrutny.

„Czarny łabędź” Darren’a Aronofsky’ego jest niezbyt odbiegającym od rzeczywistości filmem o tym świecie!

Siergiej Polunin – jest kimś, kto w tzw. karierze baletowej osiągnął wszystko, co najważniejsze. W wieku 22 lat. Z poziomu, na którym się znalazł – można by zadać pytanie analogiczne do tego: gdzie ma szukać celu himalaista, który był już na Evereście? I to właśnie jest clue dokumentu Tancerz, który poruszył mnie do głębi, jak i rzesze tych, którzy uczestniczyli w WFF i oddali nań swój głos.

Bardzo wyważony i w tym zakresie bardzo “elegancko brytyjski” dokument BBC o Poluninie przedstawia historię mistrza, jakich Rosja Sowiecka wychowała wielu. Bo choć Siergiej dorastał już w czasach po upadku ZSRR – jego rodzice – się w systemie mentalnego zniewolenia wychowali. I dla nich świat kariery jakiej pragnęli dla syna – był od zawsze połączony z „Zachodem”. Jedynie uznanie i splendory w nim uzyskane – były postrzegane jako coś warte.

Dziś jest to postać nieco zapomniana, ale niejaki Michaił Barysznikow – przypominał mi się podczas projekcji tego obrazu wielokrotnie. W 1974 roku poprosił o azyl polityczny w USA. Pomógł w tym sam Rudolf Nuriejew – jeden z najwspanialszych i największych tancerzy baletowych “ever”. Od tego momentu Barysznikow – były solista teatru imienia Kirowa w Leningradzie – występował w American Ballet Theatre. A następnie (od 1978) – w jednym z najlepszych na świecie – New York City Ballet. Był przez publiczność “noszony na rękach”. Ale jak się okazało – jego ambicje sięgały dalej. W 1977 roku otrzymał nominacje do Oscara i Złotego Globu za rolę w “Punkcie zwrotnym” Herberta Rossa. My – Polacy – znamy go najbardziej z roli- samego siebie – w filmie Taylora Hackforda pt. Białe noce” (1985), gdzie oficera KGB zagrał nasz rodak – reżyser i aktor Jerzy skolimowski. W latach 2003 -2004 Barysznikow wystąpił w roli Alexandr’a Petrowski’ego – partnera Sarah Jessica-Parker w serialowym sztosie przełomu wieku XX i XXI, czyli “Seksie w wielkim mieście”. Udało się mu zrealizować poza sceną baletową w wielu innych dziedzinach. Zajął się tańcem nowoczesnym. Został choreografem. A od 15 lat prowadzi własną organizację Baryshnikov Art Center, w której promuje sztukę eksperymentalną i promuje młode talenty w dziedzinie tańca, muzyki, teatru i sztuk audiowizualnych.

Czemu wspominam Barysznikowa? Ano dlatego, że choć nikt w filmie Tancerz nie robi do jego osoby referencji, to jednak mnie analogie nasunęły się same.

sergei-polunin_numero-homme_07Polunin był już jako dziecko bardzo predystynowany do baletu. Miał ciało, które balet “lubi”. Był chętny do ćwiczeń, bardzo elastyczny i jeszcze bardziej ambitny. A przede wszystkim miał to coś, co zwie się charyzmą. Potrafił przykuwać uwagę. Dokument mu poświęcony zajmuje się tym wszystkim niejako en passant. Skupiając na tym, że cała rodzina małego Siergieja pragnęła tylko jednego. By się wybił i zrobił międzynarodową karierę. Harowali na to fizycznie wszyscy i to ciężko. I trudno tego nie doceniać. Niemniej – jako efekt tego podejścia – Polunin wylądował sam jak palec – katapultowany niczym na księżyc z rodzimej Ukrainy – jako nastolatek w Londynie. Gdzie czekały go lata pracy, straszliwych wyrzeczeń i wielkiej samotności. Oderwany od korzeni, uczący się z mozołem “Zachodu” i jego reguł, zafiksowany na tym, że musi podołać temu wyzwaniu, które przed nim postawiono. Musi zostać mistrzem! By nikogo nie zawieść. I by utrzymać rodzinę scaloną wokół jego sukcesu, o którym marzyła.

Tancerz to studium przypadku. Opowieść o kimś, kto w jakże młodym wieku – 25 lat – ogłosił – zakochanemu do szaleństwa w nim światu, u szczytu kariery, że odchodzi. Bo jest całkowicie wypalony.

Wirtuozeria i życie „cudzym życiem” zjadły go jako człowieka. Zostawiły zgliszcza, z których powoli się zbiera. Bo jak sam stwierdził: dla tancerzy baletowych – los jest szczególnie okrutny. Na scenie – niczym motyl – mogą przetrwać do wieku, kiedy inni się dopiero rozpędzają, podczas gdy oni muszą odchodzić – nie umiejąc robić nic innego niż tańczyć. I innego świata nie znając.

Bardzo zachęcam was do obejrzenia tego dokumentu. A jeszcze bardziej – życzę wybitnie utalentowanemu młodemu mężczyźnie – jakim jest bez dwóch zdań – Siergiej Polunin – by miał tyle odwagi by stać się kimś, kto będzie znaczył znacznie więcej niż “nazwisko na afiszu”. Zasługuje na to ze wszach miar!

You may also like

Partnerstwo przede wszystkim! – czyli o marce JOHN & MARY
WONKA
MONSTER
CIVIL WAR

1 Komentarz

  1. Pingback : Kultura Osobista NURIEJEW bez kurtyny | Kultura Osobista

Skomentuj