15
Lut
2018
22

TRZY BILLBOARDY ZA EBBING, MISSOURI

TRZY BILLBOARDY ZA EBBING, MISSOURI (Three billboards outside Ebbing, Missouri). Reż. & Scen. Martin McDonagh, Wyk. Frances McDormand, Woody Harrelson, Sam Rockwell, Caleb Landry Jones, Peter Dinklage, Abbie Cornish, USA / Wielka Brytania, 2017

 

TRZY BILLBOARDY ZA EBBING, MISSOURI jest porażająco doskonałe! Siła rażenia tego obrazu obezwładnia! To zdecydowanie jeden z najwspanialszych filmów, jakie weszły na ekrany kin w Polsce w tym roku.

Brylantowe jest w nim wszystko. A przede wszystkim brylantowe są w nim trzy najważniejsze z mojego punktu widzenia kwestie, które czynią Trzy Billboardy za Ebbing, Missouri obrazem wybitnie wspaniałym: scenariusz wraz z dialogami, obsada oraz zdjęcia. Na tym polega polega moim zdaniem genialna reżyseria, żeby te właśnie składowe czegoś, co nazywa się filmem umieć poprowadzić i wznieść na wyżyny…

Finalnie składają się one na opowieść najbardziej uniwersalną z możliwych. Do głębi wiarygodną. Tak samo smutną, brutalną, piękną, inspirującą i wzruszającą, jak i nieodparcie śmieszną – niczym samo życie.

three_billboards_outside_ebbing_missouri_ver3

Rzadko, ale to na prawdę rzadko zdarza się aby reżyser, będący zarazem autorem scenariusza do swojego filmu wykonał obie te prace na tak doskonałym poziomie jak McDonagh w swojej najnowszej fabule. Owszem był już chwalony przez krytykę oraz doceniony przez widzów za dwa poprzednie obrazy (“Najpierw strzelaj, potem zwiedzaj” oraz “Siedmiu psychopatów”) ale Trzy Billboardy za Ebbing, Missouri to jest SZTOS! Sztos sztosów – rzekłabym.

Scenariusz jego najnowszego filmu przyprawił mnie o palpitacje serca z kinomaniackiego zachwytu. Wszystko w nim płynnie przenika się i zazębia, śmiech miesza się ze łzami. A całość sprawia wrażenie tak bardzo naturalne i prawdziwe – jak samo życie. Życie – podkreślam – nie wymyślona wysokobudżetowa produkcja zrealizowana przez hollywoodzkie studia filmowe…

Jest w nim zarówno empatia wobec gatunku ludzkiego, jak też i zjadliwa ironia, kąsająca pewnych bohaterów ostrymi jak brzytwa dialogami. Reżyser czasami zmruża oczko, ale jeśli w pewnych scenach bawi – to zawsze jest to dowcip do bólu sarkastyczny. Czarny humor miesza się z inteligentnym i refleksyjnym namysłem nad kwestiami najbardziej ważnymi i dojmującymi. Obrazowanie człowieczej głupoty, marnotrawstwa życia na zafiksowaniu w stereotypach wraz z ich brutalną tępotą przeplata się ze scenami, które wlewają w nasze serca i dusze nadzieję i ufność w gatunek zwany homo sapiens … A przy tym wszystkim udało się McDonagh’owi uniknąć zbyt łatwych i pochopnych diagnoz, zbyt prędkich odpowiedzi, zbyt łatwych i utartych szlaków, które w przypadku tematu, jaki stanowi esencje jego filmu – innym by sprawił trudność, żeby nie powiedzieć na czym by najpewniej polegli. W scenariuszu Trzy Billboardy za Ebbing, Missouri jest wszystko co najprawdziwsze z prawdziwych, a jednocześnie tak genialnie wymieszane, w obłędnie precyzyjnych proporcjach, że finalnie przy napisach końcowych nie wiedziałam gdzie się mam podziać z wrażenia i podziwu. Najgłębszego podziwu!

Obraz ten jest nominowany do 8 nagród BAFTA, zdobył 4 Złote Globy (najlepszy film w kategorii ‘dramat’; najlepszy scenariusz; najlepsza pierwszoplanowa rola żeńska, najlepsza drugoplanowa rola męska). I jest nominowany do Oscara w siedmiu (sic!) kategoriach. W tym za najlepszy film…

*   *   *

billboards

Mildred Hayes (w tej roli nagrodzona Złotym Globem i nominowana do Oscara, o b ł ę d n i e  w s p a n i a ł a Frances McDormand) to kobieta w średnim wieku, rozwódka, mieszkanka mieściny w stanie Missouri. Witajcie w środkowych Stanach – amerykańskim zagłębiu “redneck’ów” …

Poznajemy ją w bardzo znamiennej scenie wprowadzającej nas w fabułę Trzy Billboardy za Ebbing, Missouri w sposób, który zasługuje na wszystkie kinematograficzne pokłony świata. Mildred postanowia wynająć i opłacić trzy billboardy przy mało uczęszczanej drodze [outside Ebbing] na których zamierza zamieścić trzy hasła. Dlaczego to robi? Bo jest zdesperowaną kobietą. I oszalałą z rozpaczy matką (jej kreacja genialnie balansuje na krawędzi pastiszu – nigdy jej nie przekraczając! – ikonicznej postaci klasyki amerykańskiej kinematografii – samotnego kowboja mściciela  – i doskonale uzupełnia jej kultową rolę policjantki z “Fargo” braci Coen). Która sobie nie radzi z tym, co ją spotkało, choć jako “twarda sztuka” udaje przed sobą i całym światem, że jest inaczej…Kobietą, której córka została zgwałcona i zamordowana. Matką, która nie doczekawszy się sprawiedliwości ze strony “aparatu władzy” – postanawia wziąć sprawy w swoje ręce.

Jej billboardy to prowokacja, to rękawica rzucona wymiarowi sprawiedliwości, a przede wszystkim lokalnej policji. Na której czele stoi szeryf Bill Willoughby (fantastyczny Woody Harrelson) oraz jego podwładny i prawa ręka – oficer Jason Dixon. Policjant – rasista oraz jak się zdaje kompletny jełop i “łeb zakuty” (doskonały Sam Rockwell). W Ebbing, Missouri policja nie za wiele może, ale przede wszystkim nie za wiele chce. Zajmują ją głównie mało istotne, lokalne sprawy, ze szczególnym naciskiem na “gonienie kota Czarnuchom”, puszkowanym za posiadanie kilku blantów, albo jazdę na deskorolce po pijaku. No, a przede wszystkim w Ebbing, Missouri policjanci tacy jak oficer Dixon to ludzie, którzy trafili do służby, w myśl zasady, że “jakaś policja musi przecież być i ktoś musi w niej służyć, nie?”…

Od momentu pojawienia się przy pobocznej drodze billboardów, które od dekad stały puste i ślepe, a których z rzadka przejeżdżający tą drogą kierowcy nawet nie zauważali – a które dzięki akcji Mildred zaczynają wrzeszczeć do ludzi, którzy je mijają o uwagę –  jej sprawa – a raczej jej nabrzmiała od wściekłości, żalu i rozpaczy desperacka próba zmuszenia przedstawicieli władzy i wymiaru sprawiedliwości do ponownego zajęcia się umorzonym śledztwem – zaczyna być na ustach wszystkich.

Trudno, żeby było inaczej. Mildred Hayes wybrała hasła na nich umieszczone bardzo precyzyjnie! Pierwszy mówi: “Gwałcono ją, kiedy umierała”, drugi: “Wciąż nie aresztowani”?; a trzeci: “Jak mogło do tego dojść, szeryfie Willoughby”?…

*   *   *

Trzy Billboardy za Ebbing, Missouri jest obrazem o stracie, gniewie, żałobie. O prawie do domagania się sprawiedliwości. Ale jedynie w swej najbardziej naskórkowej warstwie.

Kultura, w której żyjemy uczy nas gniew poskramiać, hamować, tłumić. Zabrania nam go ujawniać. Zakazuje się nam z nim obnosić. A przecież w każdym z nas się on od czasu do czasu rodzi. Każdy z nas czasami odczuwa wściekłość, ktora nie poddaje się racjonalizacji, bo powstała z poczucia bycia skrzywdzonym, zranionym. Z poczucia bycia ofiarą niesprawiedliwości czy okrucieństwa. A najbardziej z poczucia niemocy. I tego, że to co powinno być ukarane, co powinno znaleźć swoje choćby najmniejsze zadośćuczynienie w postaci działań wymiaru sprawiedliwości – szwankuje. A zrodzony na tej podstawie gniew zawsze domaga się ujścia. I nigdy nie ulega wyparciu… Gniew połączony z poczuciem bezsilności jest jak pocisk, który rozsadza serce, umysł, duszę. A jego konsekwencją jest wściekła desperacja. Zaś gniew i chęć zemsty to jak benzyna i ogień. Zostawiają po sobie zgliszcza.

Czy można swój gniew ugasić wzniecając go w innych? Czy sprawiedliwość, której szuka Mildred można uzyskać dzięki wściekłości?

*   *   *

NIF4KWTIVBAR3BABILSE3TU3AE

To co czyni z Trzy Billboardy za Ebbing, Missouri filmem genialnym to fakt, że jego narracja stale zmienia perspektywę. I choć z początku zdaje się być opowieścią, o której myliśmy “acha! To będzie tak, a tak” – dzieje się inaczej! I zupełnie nie tak, jak się tego spodziewamy. Zagadka, co tak naprawdę stało się z córką Mildred i kto ją zabił nie dominuje tej opowieści. Bo to nie jest taki film. Jest to raczej film o tym, że nasze ludzkie poczynania i wybory, podejmowane decyzje – zawsze mają swoje konsekwencje. I o tym, że jakże często nie umiemy ani ich przewidzieć, ani nie zdajemy sobie sprawy z tego, że będą one pociągać za sobą kolejne kwestie i wydarzenia, z jakimi przyjdzie się nam borykać. A już najmniej, że będą one miały gigantyczny wpływ nie tylko na nas, ale na życie innych ludzi.

Dla mnie jednak, w najgłębszych i najpiękniejszych pokładach tego obrazu tkwi zawarte pewne przesłanie: gniew niszczy od środka, jest niczym raz wprawiony w ruch mechanizm, który sam siebie “nakręca”. Dlatego jeśli istnieje coś, co może go ukoić, zniwelować, pozwolić nabrać doń dystansu – to jest tym ludzka życzliwość, dobroć, wsparcie, zrozumienie i pomoc.

Wielkość Trzech Billboardów za Ebbing, Missouri polega też i na tym, że jest to obraz, który ani nie moralizuje, ani niczego nie upraszcza. Stawia nas przed kwestiami i pytaniami bardzo dojmującymi i trudnymi, jednocześnie niezwykle inteligentnie i bez wywoływania choćby cienia poczucia, że reżyser nami manipuluje – bo podanymi niejako “mimochodem”, w tle.

ows_151127833372566McDonagh w Trzy Billboardy za Ebbing, Missouri wspaniale przedstawia złożoność ludzkiej natury, jednocześnie tak samo pięknej, jak i brzydkiej. Jak i świat jako taki. W którym obok okrucieństwa, głupoty i podłości istnieje także przestrzeń miłości, bezinteresownej sympatii, współczucia, lojalności, wsparcia.

Kiedy myślę o Trzech Billboardach za Ebbing, Missouri po kilku dobach od obejrzenia tego filmu, wciąż pod jego gigantycznym wrażeniem – to myślę sobie, że McDonagh zrobił coś, co zasługuje na najwyższy podziw. Zrobił film, który jest w samym jego sednie opowieścią o życiu jako takim – w jego całej złożoności. O tym, jak nieprzewidywalne, niesprawiedliwe, okrutne, a także piękne, wzruszające czy radosne może być. To właśnie, w moim odczuciu buduje jego niebywale wspaniałą wiarygodność i wartość. Czujemy się w to, o czym opowiada głęboko zaangażowani, niemalże wklejeni – nie tyle za sprawą historii jaką opowiada, co dzięki głównym bohaterom. Prawdziwym do bólu, niemalże namacalnym w swej jakże ludzko – ułomnej złożoności.

I w zasadzie uważam, że Trzy Billboardy za Ebbing, Missouri jest wybitnie dobrym filmem właśnie dlatego, że McDonagh potrafił sprawić, że historia Mildred i ludzi, którzy ją otaczają wchłania nas do tego świata, w jego narrację.

three-billboards-outside-ebbing-missouri-landscape

Jej i ich pytania stają się naszymi pytaniami. Do siebie samych. O to, czy życie, czy też inni ludzie potrafią nauczyć nas tolerancji? Czy potrafimy działać sprawiedliwie? Czy stać nas na obiektywizm? Czy umiemy właściwie i konstruktywnie wykorzystać gniew, wściekłość i poczucie niesprawiedliwości wobec realiów życia, które bywa tak bardzo nie fair? Jak bardzo odczuwane przez nas emocje zaślepieją nam ogląd szerszej perspektywy? I czy szukanie odwetu jest na prawdę tym, co daje ukojenie? Jest to ten niezwykle rzadki przypadek wspaniałego kina, w którym stawiani jesteśmy przed nimi zarówno poprzez śmiech, jak i łzy wzruszenia. I jeśli wielkość dzieła kinematograficznego można mierzyć zdolnością do wyważenia proporcji między tymi dwiema skrajnymi emocjami – to w mojej opinii Trzy Billboardy za Ebbing, Missouri osiągnął ideał: złoty środek!

You may also like

FUGA
KRAINA WIELKIEGO NIEBA
NURIEJEW bez kurtyny
GENTLEMAN Z REWOLWEREM