TO BYŁ ZWYKŁY PRZYPADEK
TO BYŁ ZWYKŁY PRZYPADEK (Yek tasadof-e sadeh) Reż. & Scen. Jafar Panahi; Obsada: Vahid Mobasseri, Maryam Afshari, Ebrahim Azizi, Hadis Pakbaten, Mohamed Ali Elyasmehr, Georges Hashemzadeh, Iran / Francja / Luksemburg, 2025
TO BYŁ ZWYKŁY PRZYPADEK represjonowanego irańskiego reżysera Jafara Panahi jest porażająco wspaniały i wstrząsająco porażający jednocześnie! To kino wielkie, zasłużenie nominowane i nagradzane na najważniejszych festiwalach filmowych. Bo też To był zwykły przypadek łączy w sobie zarówno narracyjną, jak i realizacyjną maestrię, wspaniale oddając symbolikę i wielowarstwowość opresyjności irańskiej władzy, zniewolenia umysłowego i traumy w jakiej muszą żyć ludzie w tym nieszczęsnym kraju…. Chapeau bas po stokroć!
Tytułem wstępu:
Pisałam o tym już nie raz, przy okazji recenzji filmów innych irańskich reżyserów („Holy Spider”; „Nasienie świętej figi” czy też z udziałem aktorów irańskiego pochodzenia („Arab Blues”). Za każdym razem, kiedy słyszę o Iranie (jak ostatnio – z powodu kolejnej akcji pomarańczowej małpy z brzytwą) lub gdy oglądam kolejny doskonały film artysty, który literalnie naraża swoje życie aby go móc zrealizować – czuję ogromny smutek i jakiś rodzaj niewysłowionego żalu, że tak straszny los spotkał ten kraj i ludzi, którzy się w nim urodzili. Nas Polaków – generalizując – rzecz jasna – Iran nie obchodzi wcale, nawet pomimo tego, że dysponuje bronią atomową – bo jest nam kulturowo i religijnie obcy, a przede wszystkim „jest daleko” … A przecież to kraj, który ma gigantyczną spuściznę historyczną i kulturową i wielki wkład w cywilizację świata, sięgającą czasów starożytnych i czasów Złotego Wieku Islamu, kiedy perscy uczeni wnieśli fundamentalny wkład w rozwój medycyny, matematyki, astronomii i filozofii…
Kiedy sobie to przypominam, serce mi się kraje, że straszne, podłe i okrutne władze tego kraju od lat skorumpowane przez przywódców religijnych i geopolityczne wpływy nie mniej ohydnego świata tych, którzy nim zarządzają z tylnego siedzenia – zgotowały obywatelom Iranu los tak potworny. I że choć jest to naród, z którego pochodzi wielu wybitnych ludzi – nie mogą realizować swoich talentów inaczej niż na emigracji lub w warunkach skrajnego ryzyka.
Nie jestem typem „cierpiętniczki za miliony”, niemniej skala terroru i całkowitej kontroli aparatu władzy nad obywatelami tego kraju mnie przeraża. Jestem także pewna, że pomimo dużych zdolności do współodczuwania i empatii – nie jestem w stanie nawet sobie wyobrazić skali cierpienia, strachu i permanentnej traumy jakiej muszą doświadczać żyjący w Iranie ludzie, którzy według władz tego kraju znajdują się „po niewłaściwej stronie barykady”….
* * *
To był zwykły przypadek – najnowszy film Jafara Panahiego, ma na swoim koncie blisko 40 nagród oraz 110 nominacji do najważniejszych nagród filmowych. Został nagrodzony Złotą Palmą na festiwalu w Cannes i jest nominowany także w dwóch kategoriach do tegorocznych Oscarów: dla najlepszego filmu międzynarodowego oraz za najlepszy scenariusz oryginalny. Rzadko to piszę, ale w przypadku tego akurat filmu – jestem całym sercem za tym aby wygrał w obu tych kategoriach. Tym bardziej zważywszy na okoliczności jego powstania i na mikroskopijne możliwości budżetowe i produkcyjne jakimi dysponował reżyser. Bo jest to WIELKIE KINO! W tym miejscu nie mogę powstrzymać się od dygresji: jak wiecie mam fisia na punkcie warstwy narracyjnej, zwanej scenariuszem. A To był zwykły przypadek stanowi absolutnie powalający przykład tego, że można, pomimo wszelkich możliwych ograniczeń, o których twórcy filmowi z Europy i USA – nie mają bladego pojęcia – zbudować i zrealizować za przysłowiowe 5 złotych – tak precyzyjną, metaforyczną, wnikliwą i powalającą kunsztem opowieść! W dodatku z takim finałem (bez spoilerów rzecz jasna: To był zwykły przypadek ma taka scenę końcową, że dosłownie mnie zmiotło z kinowego fotela!), że nic tylko paść na kolana!
* * *
”Bóg postawił go na naszej drodze z jakiegoś powodu” – takie zdanie wypowiada żona (Afssaneh Najmabadi) niejakiego Eghbala (Ebrahim Azizi) w pierwszej scenie, od której zaczyna się narracja filmu To był zwykły przypadek. Niby nic. Ale ja jednak czuję, że Panahi tym skromnym zdaniem zarysował sedno swej opowieści. Tak się bowiem jakoś dziwnie składa, że Bogiem i jego wolą lubią sobie wycierać gębę najbardziej ci ludzie, którzy dokonują rzeczy strasznych i za nic mają to co nazywa się wolną wolą i prawami człowieka …
Otóż bowiem, późnym wieczorem zwykła i na pozór sympatyczna rodzina, składająca się z kierującego pojazdem mężczyzny około 40tki, jego ciężarnej żony oraz kilkuletniej córeczki – wracając do domu samochodem nieoświetloną drogą – przejeżdża psa. To się zdarza wciąż i stale na całym świecie. I nie w tym tkwi szkopuł. Ale w tym jak reagują na te sytuacje wszyscy, którzy są jej świadkiem, a zwłaszcza Eghbal…
Wkrótce okazuje się, że śmiertelne potrącenie psa spowodowało szkody w aucie. Konieczna jest pomoc mechanika. Udaje się znaleźć pobliski warsztat, w którym przypadkowo spotkany mężczyzna obiecał pomoc w naprawie. W warsztacie tym, jednakże, oprócz niego pracuje także niejaki Vahid (Vahid Mobasseri). Pozostając niewidocznym dla tego kto oddaje auto do naprawy – nagle słyszy dźwięk świdrujący uszy każdemu – ale przez niego osobiście znienawidzony. Tak skrzypiała proteza nogi mężczyzny, który torturował go w więzieniu. Od tego momentu Vahid nie jest w stanie już myśleć o niczym innym niż o tym, że w końcu ma szansę dopaść swojego oprawcę. Człowieka, który literalnie zrujnował mu życie – zabierając nie tylko wolność, ale pozbawiając zdrowia i relacji z ukochaną kobietą.
Wiedziony żądzą zemsty Vahid postanawia mężczyznę zwanego przez więźniów „kuternogą” wyśledzić, porwać, wywieść na pustynię i tam zakopać żywcem. Gdy już właśnie ma ten plan zrealizować, bo „Kuternoga” leży w wykopanym dole – jego krzyki i zapewnienia o pomyłce i niewinności budzą sumienie Vahida. Bo przecież pamięta, że podczas pobytu w więzieniu, przez cały czas gdy miał do czynienia z Eghbalem – miał zawiązane oczy. Czy może być na sto procent pewien, że to właściwy człowiek? A może jednak się myli i powinien to móc zweryfikować? Tylko jak? Kto może mu w tym pomóc?…
Od tego momentu zawiązania akcji To był zwykły przypadek – poprowadzi nas przez serię wydarzeń, stanowiących sedno dramatu, który Jafar Panahi mistrzowsko dopracował w najdrobniejszych detalach…
* * *
Prawie ćwierć wieku temu, w 2003 roku irański twórca Jafar Panahi stanął na czerwonym dywanie w Cannes – odbierając nagrodę Un Certain Regard dla swojego filmu „Karmazynowe złoto”. Siedem lat później został skazany za „propagandę przeciwko państwu Iran” i zakazano mu kręcenia filmów na dwie dekady. Oczywiście, nie powstrzymało go to od kontynuowania pracy twórczej. W ciągu piętnastu lat od wyroku najważniejsze filmy tego okresu stanowią „To nie jest film” (2011), pierwszy pełnometrażowy obraz po zakazie (całkowicie nielegalny! Został przemycony „w świat” z Iranu na pendrive’ie), który jest intymnym, osobistym spojrzeniem na ograniczenia i możliwości cenzury twórczej i politycznej, oraz „Taxi – Teheran” (2015) , gdzie Panahi ponownie stanął za kamerą, tym razem jako taksówkarz przemierzający ulice rodzinnego Teheranu. To film o gniewie, odczuwanym zarówno przez postaci, których życie rozgrywa się przed kamerą, jak i przez filmowca siedzącego za nią. Taki gniew to długa rzeka, która dzieli się na dwie przeciwstawne siły: przemoc i empatię.
Przez ostatnie 10 lat Panahi prawdopodobnie spędził wiele czasu rozważając bardzo w jego przypadku życiowo i bytowo „względne” zalety odwetu. Jak i ich konsekwencje… 65-letni scenarzysta i reżyser od tamtej pory wciąż mierzy się z dławiącą go nową rzeczywistością. To był zwykły przypadek jest jego kolejną – wirtuozerską pracą, którą właśnie możemy oglądać na naszych ekranach. To powrót do bardziej klasycznego stylu filmowego, ale nadal stanowi wierne odbicie reżysera i jego artystycznej drogi.
To był zwykły przypadek budzi mój bezbrzeżny podziw i szacunek tym bardziej, że Jafar Panahi podjął ryzyko jego realizacji, choć całkiem niedawno był po raz kolejny skazany w swoim kraju na karę więzienia. Kiedy tylko w 2023 roku irański reżim zniósł nałożony na niego 20 lat wcześniej zakaz opuszczania kraju – potajemnie nakręcił pozornie prostą, ale potężną historię o traumie na jaką skazani są od lat Irańczycy i niemożności ucieczki przed nią – z zamiarem pokazania jej światu. To film, w którym irański reżyser zastanawia się nad konsekwencjami prawa „oko za oko, ząb za ząb” i niekończącym się cyklem przemocy, który skazuje ludność tego kraju na moralne zniszczenie. A jednak Panahi jest tak mądry, przenikliwy i dojrzały artystycznie, że pomimo tak bolesnej tematyki To był zwykły przypadek – choć co do zasady jest dramatem moralnym – postanowił uczynić filmem takim, który nie zrazi do siebie nazbyt upiornym tonem widzów „mainstreamowych”. To był zwykły przypadek jest zatem miejscami wręcz zabawny, czy nawet popada w tony komediowe, z gatunku „komedia absurdów”. Pozwala to temu obrazowi osiągnąć jeszcze wyższe piętro metaforyzacji sedna upiorności reżimu władzy w tym państwie. Udaje mu się także w sposób obezwładniająco doskonały niejako prześwietlić na wskroś dynamikę społeczeństwa irańskiego – oblężonego na wszystkich frontach. I pokazać poprzez wszystkie postaci, które będą zaplątane w plan zemsty Vahida na „Kuternodze” – typologię postaw życiowych i funkcjonowania Irańczyków, których system władzy nieustannie korumpuje, zastrasza, zmusza do podległości i tłamsi, za najmniejsze przewinienia – na zamykaniu w więzieniach – kończąc…
W To był zwykły przypadek Jafar Panahi osiąga absolutne mistrzostwo w umiejętności przedstawiania i symbolizowania sedna prawdy o skali opresji irańskiego reżimu – bardzo prostymi, acz dojmująco mocnymi w wyrazie środkami wyrazu. Nadaje to jego dziełu tak obezwładniającej siły i wiarygodności – że nie umiem sobie nawet wyobrazić, że można by było uczynić to lepiej!… Bo też ten totalnie angażujący emocjonalnie i skomplikowany dramat moralny – jest pełen napięć między ludźmi zmagającymi się z kwestiami sprawiedliwości i zemsty, niemożności uzdrowienia psychicznego i stałego cierpienia – połączonego z jakże ludzką potrzebą wybaczenia czy też zapomnienia aby choć trochę, choć na jakiś sposób „móc normalnie żyć”. Łączy palącą krytykę społeczną z mistrzowskim opanowaniem formy: jest to druzgocący krzyk o sprawiedliwość, a jednocześnie znakomity thriller.
Ten film – a rzadko to piszę – to monumentalne osiągnięcie artystyczne!
Nie zdziwi zatem Was zapewne informacja, że choć reżyserowi udało się w tajemnicy zrealizować i skończyć swój obraz i wyjechać na zeszłoroczny MFF w Cannes – gdzie zdobył Złotą Palmę, to już tydzień po tym wydarzeniu – został zaocznie skazany na rok więzienia i kolejny zakaz podróżowania za „działalność propagandową”. Ta ciągła, bezcelowa okrutność, wiecznie zawieszona nad Panahim ręka autorytarnej władzy – wyjątkowo boleśnie sprzęga finałową scenę filmu To był zwykły przypadek – z realiami i życiem Irańczyków ukazując ją w samym jej sednie, a której końca wciąż nie widać…
*** Wszystkie zdjęcia wykorzystane w tekście pochodzą z materiałów prasowych dystrybutora filmu TO BYŁ ZWYKŁY PRZYPADEK na rynku polskim: Aurora Films









