23
maj
2016
107

Tribute to „Bohemian Rhapsody” – reklama mistrz!

Chciałabym z początkiem tego tekstu coś wam wyjaśnić. Tak wprost. Nie jestem wielką wielbicielką piwa. A już na pewno nie jestem wielbicielką reklam piwa. Raczej.

Ten wstęp czynię dlatego, że natknęłam się ostatnio w Internecie na reklamę, która mnie tak poruszyła i wzruszyła, że się prawie popłakałam.

Znana marka piwa premium odwołuje się do symboliki wspólnotowości – bez przerwy wykorzystywanej, a raczej nawet nadużywanej w tej kategorii – od lat.

Żeby po raz kolejny ją zastosować i nie wywołać ziewania – trzeba być bardzo umiejętnym…

Tribute_to_Bohemian_Rhapsody.Heineken

Jest zaiste niewiele kwestii, ktore spajają ludzi bardziej jako gatunek – wspólnym mianownikiem – niż muzyka. Wspaniałość wielkiej muzyki polega na tym, że jest ponad podziałami. Że jest tym “czymś”, co dotyka, niesie, porusza, wnika tam, gdzie nie dotrze żaden najbardziej wykoncypowany pomysł, wymyślona strategia – opracowana z myślą o zrobieniu “targetu”. Ma zdolność czynienia – z zupełnie sobie obcych pod każdym innym względem ludzi – swego rodzaju jedność. Jest darem, który otrzymując i współdzieląc z innymi – wzbogaca nasze życie o doświadczenia i przeżycia niemożliwe do zastąpienia w inny sposób.

Nikt nigdy nie opracował żadnej skali do mierzenia wielkości pewnych kompozytorów, zespołów, czy wykonawców. Nie da się przewidzieć tego, kto i w jaki sposób odciśnie swoje piętno na słuchaczach na zawsze.

To magia. Która wnika w ludzkie dusze i serca. I zostawia tam swój ślad.

BOHEMIAN RHAPSODY zespołu Queen jest takim utworem. „Zamyka” w sobie niejako geniusz Freddie’ego Mercury’ego. Wraz z tajemniczą formułą jego zdolności poruszania słuchaczy do głębi, do wnikania w nich do kości.

Gdybym się bardzo postarała – być może – udałoby mi się napisać esej o tym, jak wielki był to artysta.

Przytoczyłabym fakty i cytaty. Na temat tego, że podziwiali go najważniejsi, inni wybitni i znani muzycy XX wieku. O tym, że posiadał niebotyczny talent sceniczny, był zwierzęciem estrady, kochał show, występy, uwielbienie tłumów go nakręcało i inspirowało. Że kolekcjonował sztukę i był bardzo wrażliwy estetycznie. Niezwykle dużą wagę przywiązywał do kostiumów scenicznych, które sam wybierał, kreatywnie przetwarzał – inspirując się baletem – jego wielką pasją. Stanowią źródło odniesienia dla projektantów mody i stylistów po dziś dzień. O tym, że jego głos opiewał na cztery oktawy, a erudycja muzyczna i zdolności kompozytorskie oraz multiinstrumentalizm są legendarne.

I last but not least – że będąc osobą bardzo skomplikowaną psychologicznie, o pogmatwanym życiorysie – pisał teksty piosenek, które są kultowe ze względu na umiejętność uderzania w najbardziej czułe nuty ludzkich uczuć. Słowa jego utworów  są naszymi własnymi słowami, wyśpiewywanymi wraz z nim – życiu w twarz.

Ale – żebym nie wiem jak się postarała – nie umiałabym ująć w słowach tych wszystkich uczuć, które budzi we mnie jego głos i muzyka od lat.

Nikt oprócz mnie nie wie, ile razy “wyłam” Bohemian Rhapsody w swoim samochodzie, łazience, w kuchni… jak bardzo utwory Queen, utwory przez Mercury’ego wykonywane zalazły mi za skórę, wbiły się we mnie na zawsze. I jak bardzo – co moim zdaniem nie jest już opowieścią jednostkową – a uniwersalnym doświadczeniem i narracją kulturową – Freddie Mercury stał się – głosem zbiorowej podświadomości!

Kiedy umarł na AIDS, w roku 1991 – byłam gówniarą. Dopiero co zaczęłam studia, a Polska była krajem wolnym od chwileczki dopiero. Pamiętam to jak dziś, że dowiedziałam się o tym fakcie z Programu 3-ciego Polskiego Radia, którego wtedy od lat i jeszcze długo potem słuchałam. I że płakałam przy odbiorniku. Płakałam jak dziecko, dzieckiem będąc jeszcze, choć już z dowodem osobistym, z żalu, z goryczy, z bliżej nieokreślonego poczucia, że ze światem jest “coś nie tak”, skoro FREDDIE MERCURY NIE ŻYJE! Nie mieściło mi się w głowie, że ten geniusz mógł tak po prostu umrzeć, zostawiając mnie i cały świat osierocony, pozbawiony jego głosu, charyzmy, talentu, wybitności….

BOHEMIAN RHAPSODY jest IKONĄ. Jest utworem, ktory jest tak wzniośle, ostatecznie piękny i doniosły, że nie mam takich słów, którymi mogłabym to oddać. To arcydzieło!

Co do “suchych faktów” – ma obecnie skończone 40 lat (rok wydania 1975), pochodzi z płyty Queen pt.“A night at the Opera” i został nagrodzony Grammy.

Nie umiem pisać o muzyce, nie znam się na niej. Czuje się beznadziejnie niekompetentna przy każdym tekście, który tej tematyce poświęcam. A jednak o niej piszę. Bo muzyka jest dla mnie tak ważna, że nie potrafię inaczej. A Queen jest dla mnie zespołem, który ma w moim sercu osobną “szufladę”. A – raczej – szczerze – ma taką Freddie Mercury. To być może przykre i okrutne co napiszę (choc niestety życiowe) – ale w przypadku tego zespołu – prawdziwe. Freddie był jego sercem, płucami, mózgiem. WSZYSTKIM.

Nigdy nie byłam na koncercie zespołu Queen. Nie zdążyłam… Jako nastoletnia siksa obejrzałam jedynie film, zrealizowany podczas legendarnej już dziś trasy koncertowej, zatytułowany “Queen Live in Budapest” z roku 1986. Było to w kinie letnim, na wakacjach w Bułgarii. Niewiele wiedziałam o życiu, sobie i świecie, ale wiedziałam tyle, że Freddie Mercury jest wielki. I że swoim geniuszem muzycznym pokonuje wszystkie bariery, jakich świat jest pełen. Film ten mnie jedynie w tym utwierdził.

No to teraz czas na meritum. Bez owijania w bawełnę – to moim zdaniem najlepsza wizerunkowa reklama marki Heineken – jaką zrobiła do tej pory!

Chapeu bas!

You may also like

Partnerstwo przede wszystkim! – czyli o marce JOHN & MARY
FERRARI
OPPENHEIMER
JANE BIRKIN – HISTORIA IKONY…

Skomentuj