WARTOŚĆ SENTYMENTALNA
WARTOŚĆ SENTYMENTALNA (Sentimental Value) Reż. Joachim Trier, Scen. Joachim Trier, Eskil Vogt, Obsada: Renate Reinsve, Stellan Skarsgard, Inga Ibsdotter Lilleaas, Elle Fanning, Anders Danielsen Lie, Produkcja: Norwegia, Niemcy, Dania, Francja, Szwecja, 2025
Wielkość artystyczna filmów takich jak WARTOŚĆ SENTYMENTALNA zasadza się na triadzie platońskiej: pięknie, dobru i prawdzie. Najnowszy obraz Joachima Triera Wartość Sentymentalna to kino mistrzowskie właśnie dlatego, że reżyser używa go jako medium – by opowiadać nam świat utkany z tego w co wierzy jako człowiek i stając w prawdzie wobec siebie jako twórcy i artysty. Chapeau bas po stokroć!
Tytułem wstępu:
Każdy film jest wypadkową tego, jaki człowiek za nim stoi i firmuje dzieło swym reżyserskim nazwiskiem…Kontekst nie jest bez znaczenia. Dla Joachima Triera pierwszy z nich tworzy fakt, że choć urodził się w Danii – wychowywał i mieszka w Norwegii, i zasadniczo cała jego najbliższa rodzina – jest lub była związana z przemysłem filmowym. Drugi zaś i nie mniej ważny – że reżyser (rocznik 1974) jako nastolatek był skejtem i to mocno wsiąkniętym w tę subkulturę, brał nawet udział w zawodach międzynarodowych. To stąd, jak sądzę, wywodziło się jego zamiłowanie do robienia filmów, w których bunt i przekora u głównych bohaterów, potrzeba zaznaczania indywidualizmu i autonomii wyborów życiowych, często wbrew życzeniom i radom bliskich osób – były kluczowe. Tak samo jak precyzyjny dobór ścieżki dźwiękowej, która oprócz tego, że musi doskonale dopowiadać, a nie tylko uzupełniać treść jego obrazów, to także musi się składać z utworów, które Trier lubi i których sam słucha.
Ponieważ Wartość sentymentalna trafia do kin w Polsce kilka ładnych miesięcy po swoim debiucie na MFF w Cannes – gdzie zdobył nagrodę Grand Prix i do tej pory otrzymał ponad 25 najważniejszych nagród filmowych (m.in BIFA), a najwięcej w USA, gdzie krytyka padła na kolana i jeszcze „wszystko” przed nim na początku 2026 (Złote Globy – ogółem osiem nominacji i nieznana jeszcze liczba nominacji do Oscarów) – zadałam sobie pytanie – czemu?
Czemu akurat ten film tak bardzo rozkochał w sobie tych, którzy rządzą światem kina ferując wyroki mające potem bardzo realny wpływ na to – kto dostanie zastrzyk finansowy na kolejne dzieła.
Cynicznie – sądzę, że głównie dlatego, że Joachim Trier podobnie do swojego skandynawskiego kolegi po fachu, tylko że Szweda z pochodzenia Rubena Ostlunda (Złota Palma w Cannes oraz nominacja do Oscara za „W trójkącie”) tworzy kino na wskroś europejskie, a jednak uniwersalnie kulturowo nośne bo uniwersalne narracyjnie. Nie dotyczy to już Thomasa Vinterberga, Duńczyka z pochodzenia, którego kino z wyjątkiem „Na rauszu” (nominowanego do Oscara) jest jednak dla Amerykanów zbyt „osobne” – czytaj niemożliwe do zrozumienia dla mainstreamowego odbiorcy…
Nie bez znaczenia jest też i ten fakt, że Trier pracuje z wybitnymi aktorami, a w przypadku Stellana Skarsgarda i Renate Reinsve – rozpoznawalnymi w Stanach z racji pracy na planach uznanych i popularnych produkcji serialowych („Czarnobyl” i „Uznany za niewinnego”), w dodatku bardzo dobrze mówiących po angielsku.
Podsumowując: mam przeczucie graniczące z pewnością, że to ten sam model uwodzenia jaki swego czasu amerykańska branża zastosowała wobec Brytyjczyków. Zassała i wciąż zasysa do „fabryki snów” ich najlepszych z najlepszych i zupełnie nie przeszkadza im to, że reżyser wielokrotnie i to publicznie krytykował amerykański system produkcyjny, a zwłaszcza fakt, że jest to system, który (w przeciwieństwie do europejskiego) w zasadzie nigdy nie pozwala twórcom mieć całkowitej kontroli nad ostatecznym kształtem filmu. Wartość sentymentalna jest obrazem, który w bardzo elegancki, acz ironiczno-przekąśliwy sposób daje świadectwo temu, co Joachim Trier jako twórca myśli na temat produkcji swoich obrazów za pieniądze uzyskane od amerykańskich producentów, a przede wszystkim zaszywa w swoim najnowszym filmie bardzo jasne przesłanie na temat wartości, których „kapitalistycznymi” – nijak nazwać nie można 😜…
* * *
Dla mnie jako kinofilki z Europy, dla której dziedzictwo kulturowe tego kontynentu jest immanentnie ważne – szósty film fabularny w dorobku Joachima Triera: Wartość sentymentalna – jest obrazem, w którym widać bardzo wyraźnie, że niegdysiejszy buntownik – dojrzał. Życiowo, emocjonalnie i zawodowo. Wartość sentymentalna to opowieść malowana z perspektywy kogoś, kto zdał sobie sprawę z tego, że formuła kina o trzydziestolatkach poszukujących własnej drogi bez zajmowania się najważniejszym kontekstem jakim dla każdego dorosłego jest dzieciństwo i bagaż rodzinnych powiązań – jest przebrzmiała.
Refleksja taka narzuca się sama – kiedy zna się poprzednie filmy Triera, składające się na tzw. trylogię z Oslo („Reprise” z 2006, „Oslo, 31 Sierpnia” z 2011 i „Najgorszy człowiek na świecie” z 2021) w których tło rodzinne bohaterów nie występowało lub było marginalne.
Joachim Trier ma dzisiaj po 50-tce, niewiele wiadomo o jego życiu prywatnym i związkach z kobietami bo bardzo je chroni (NO to Social Media 😎). I podobnie do wielu sławnych europejskich twórców jest na tyle rozsądny i zapobiegliwy by wiedzieć, że wpuszczenie mediów do życia prywatnego to gorsze niż pakt z diabłem. Wiadomo jedynie, że ma troje dorastających dzieci. A to w pewnym wieku, zwłaszcza dla kogoś o jego statusie – zmienia wszystko…
Piszę o tym specjalnie dlatego, że uważam iż Wartość sentymentalna, której scenariusz po raz kolejny Trier współtworzył z Eskil’em Voght’em – to obraz, który należy czytać poprzez filtry o jakich napisałam powyżej.
A że mamy do czynienia z kimś niezwykle samoświadomym na poziomie artystycznym to też otrzymujemy dzieło, z charakterystycznym rysem czy tez sznytem reżyserskim. Na to zaś mogą pozwolić sobie – jedynie najlepsi z najlepszych!
Po raz kolejny zatem odwołuje się do zastosowanego w poprzednim filmie szkieletu budowania narracji – jakim jest wprowadzenie do opowieści i podzielenie filmu na „rozdziały”, tak samo jak w literaturze.
Ja ten zabieg scenariuszowy osobiście – uwielbiam, gdyż w moim odczuciu nie jest on jedynie wybraną konwencją. To oddanie szacunku temu, co stanowi kina fundament – czyli tekstowi. Na nim bowiem kino stoi od zawsze – i nie znam żadnego przypadku wielkiego kina, które by nie potwierdzało tej złotej zasady. Nie ma dobrego tekstu i scenariusza – nie ma dobrego kina. Koniec. Kropka. Niemniej ważne jest i to, że Trier wplótł w Wartość Sentymentalną dość jawne odniesienia zarówno do twórczości najsłynniejszego szwedzkiego reżysera: Ingmara Bergmana, jak i do najwybitniejszego norweskiego dramaturga: Henryka Ibsena.
* * *
Wartość sentymentalna jest filmem formalnie dojrzałym, głębokim symbolicznie i metaforycznie, dość dramatycznym w treści, a jednak nie ciężkim, co zawsze budzi mój bezbrzeżny szacunek. Nie ma w nim patosu – choć jest wiele wątków, przy których komuś mniej precyzyjnemu i powściągliwemu twórczo – łatwo byłoby bezwiednie w takie tony wpaść. Co więcej Trier potrafi być zabawny w bardzo przekorny i ironiczny sposób, rozbrajając największe „bomby” scen dramatycznych – perfekcyjnie zastosowanym, sardonicznym poczuciem humoru. Jest to też bez wątpienia filmowiec erudyta, który jest na tyle pewny własnej twórczej wartości by nie bać się jawnie przyznać, że inni reżyserzy filmowi stanowią dla jego twórczości inspirację, i pokazać kogo podziwia.
Wartość sentymentalna to obraz o doskonale dobranym tytule wobec swej tematyki. To bowiem nie tylko kino o sentymentach i resentymentach rodzinnych, ale w najgłębszej warstwie – film o pięknie i mocy więzi międzyludzkich i umiejętności wybaczania. Wartość sentymentalna gloryfikuje zdolność człowieka do okazywania innym uwagi, miłości i wsparcia.
Czułość to nowy punk…Muszę wierzyć, że potrafimy zobaczyć drugiego człowieka, że możliwe jest pojednanie. Polaryzacja, gniew i kultura maczyzmu nie są drogą naprzód…
Joachim Trier – reżyser filmu „Sentimental Value”
* * *
Fundamenty każdego z nas są niczym fundamenty domu – by trwać w najlepsze i dać dobre podstawy następnym pokoleniom – muszą być trwałe i solidne.
Na takim właśnie rozpoznaniu czy też kanwie Trier i Vogt budują historię Wartości sentymentalnej – obrazu, który zaczyna się prologiem, w którym dziecko ma do wykonania zadanie szkolne. Dom, w którym mieszka musi opisać jako bohatera – byt żywy i czujący…
To pierwszy absolutnie wspaniały zabieg scenariuszowy, który kongenialnie wprowadza nas w historię pewnej rodziny, jej pogmatwanej historii i zakotwicza cały najnowszy obraz Triera.
Podkreślam znaczenie tego prologu szczególnie mocno, bo to on właśnie czyni Wartość sentymentalną d o k ł a d n i e takim filmem, który będąc bardzo silnie zawieszonym w kulturze skandynawskiej – jednocześnie się jej wymyka uniwersalizując swój przekaz!
Bo przecież WSZYSCY kiedyś byliśmy dziećmi, wszyscy dorastaliśmy w jakichś domach, i rodzinach, i dla każdego z nas bez wyjątku to „coś” co nazywa się metaforycznie dachem nad głową stanowi potężny symbol, który znacząco wpływa na nasze dorosłe życie.
I tak właśnie dzieje się z główną bohaterką Wartości sentymentalnej. Nora Borg (w kolejnej olśniewającej kreacji Renate Reinseve!) gdy ją poznajemy jest młodą aktorka teatralną ale już z pewnym dorobkiem scenicznym, i uznaniem w kręgach zawodowych. Wkrótce dowiemy się, że Nora ma młodszą siostrę Agnes (w tej roli świetna Inga Ibsdotter Lilleaas), historyczkę z zawodu, z którą jest mocno związana emocjonalnie. W przeciwieństwie do Nory Agnes ma męża i dziecko i prowadzi znacznie bardziej ustabilizowane życie. Dwie rodzone siostry, niewielka różnica wieku, zaledwie kilka lat – ale jednak wobec wydarzeń z przeszłości – czyniąca różnicę. To Nora jako starsza mocniej odczuwała kryzysy w małżeństwie ich rodziców i to ona opiekowała się siostrą, kiedy się rozpadło. Jak się także wkrótce dowiemy – ich matka, która z zawodu była terapeutką, niedawno zmarła. Został dom, w którym jako dzieci Nora i Agnes mieszkały, zostały wspomnienia tego czego świadkami były jego ściany. I została także potężna figura ojca – nieobecnego w ich życiu. A tak się składa, że Gustaw Borg (doskonały Stellan Skarsgard) jest reżyserem filmowym, który rodzinę porzucił dawno temu, zająwszy się swoją karierą i budowaniem statusu artysty przez duże A.
Teraz siostry muszą zająć się tym co po matce zostało, w domu, z którego każda z nich wyszła „na swoje” lata temu, a przede wszystkim domu, który dla każdej z nich stanowi na swój sposób to jedyne, niepowtarzalne wspomnienie – łączące ich „ja” z teraz z tym z przeszłości. Dom rodzinny – w przypadku Borgów skrywa w sobie bolesną historię kilku pokoleń ich rodziny…
Gustav także do niego wraca, jednak nie po to, by opłakiwać byłą żonę, ale po to by zainteresować Norę rolą w filmie, do którego scenariusz napisał – z myślą o córce jako odtwórczyni głównej roli.
Do spotkania ojca i córki po latach nie dojdzie jednak w tym domu, ale w kawiarni, bo Nora nigdy mu nie wybaczyła porzucenia. Jej cierpienie było skrywane – często w destrukcyjny sposób. Tylko Agnes zna jego skalę.
Nora nie przyjmie roli w filmie ojca. Gustav będąc zdesperowany by po latach posuchy twórczej, i reprezentując pokolenie artystów mocno starszych wiekiem, którzy w obiegu kina współczesnego funkcjonują już głownie jako „weterani” retrospektyw uznanych artystów europejskich dość przypadkowo (nie powiem oczywiście jak) znajdzie sobie zastępstwo dla bohaterki swojego najnowszego obrazu, napisanej z myślą o córce – w amerykańskiej gwieździe filmowej (kreowanej doskonale przez Elle Fanning) – choć wie więcej niż dobrze, że nie ma innej i lepszej osoby dla tego filmowego projektu od Nory. Nie tylko dlatego, że jest prawdziwie utalentowaną aktorką. Gustav nie był ani dobrym mężem, ani ojcem – ale bezsprzecznie jest wspaniałym filmowcem i wie, że nikt poza Norą nie będzie władny zrozumieć, zgłębić i przekazać w pełnej prawdzie głównej postaci jego najnowszego obrazu …
Wartość sentymentalna od tego zawiązania się akcji prowadzi nas przez meandry świata wewnętrznego rodziny, która po raz pierwszy od wielu lat ma szanse na to by skonfrontować się z tym co do tej pory nigdy nie było przez nią zespołowo przepracowane. To proces trudny, ale konieczny – tak jednostkowo, jak i „zbiorowo” – zdaje się sugerować Joachim Trier. Tak samo jak uświadamia nam, że choć odruch odrzucenia tego trudu jest naturalny i zrozumiały – to właśnie zaakceptowanie konieczności tego procesu jest jedynym gwarantem nie tylko na scalenie tych, którzy kiedyś się od siebie oddalili. Ale przede wszystkim na to by ci, którzy czują się skrzywdzeni – mogli pokonać gniew, żal i złość, a „winowajca” mógł uzyskać przebaczenie. Wszyscy zaś nadzieję i szanse na katartyczne oczyszczenie i uzyskanie psychologicznej ulgi…
* * *
Wiarygodność jest kluczowa dla sukcesu filmu Wartość sentymentalna. Rzadko powstają obrazy, w których dynamika rodzinna byłaby równie autentycznie oddana – jak w tym filmie! Skarsgård, Reinsve i Lilleås całkowicie znikają w swoich rolach — ojca, córki i siostry — grając kreowane postaci z powalającym prawdą realizmem. Jak zawsze decydują o takim wybitnym efekcie także i z pozoru nieistotne niuanse scenariuszowe. Mamy więc histerycznie wręcz zabawną scenę, w której Gustav jako dziadek przynosi wnukowi DVD ze znanymi i całkowicie nieodpowiednimi dla jego wieku arcydziełami kina europejskiego, dodając do tego taki komentarz, że dosłownie ryknęłam śmiechem. Ale najważniejsze jest to jak reaguje na te sytuację Nora. Trier genialnie żongluje napięciem, które potrafi budować tak, że wytwarza je w miejscach, w których się go nie spodziewamy i rozładowuje także w sposób, który potrafi widzów zaskoczyć. To obraz na wskroś przemyślany, w najdrobniejszych detalach, budowany na sposób budzący najwyższy szacunek i podziw. Relacje nacechowane napięciem nie składają się wyłącznie z napięcia. I to właśnie czyni Wartość sentymentalną opowieścią, która nigdy nie popada w tony melodramatyczne. A raczej pozostaje mozaiką, która z pozoru pozbawiona harmonii – składa się na poruszający utwór, w którym wspaniale grający zespołowo genialnie obsadzeni aktorzy potrafią zdefiniować swoje postaci niejako poza scenami głównymi i portretować je jako ludzi w całym spektrum złożoności. To dzięki temu film ten uderza w nas jako widzów – jeszcze mocniej.
Z pewnością na poziomie formalnym wspaniałemu scenariuszowi i grze aktorskiej pomaga także niezwykle płynna praca operatora Kaspera Tuxena i perfekcyjny montaż Oliviera Bugge Coutté. Trier, wspólnie z nimi oraz muzyką naszej wybitnie utalentowanej rodaczki Hani Rani nadaje Wartości sentymentalnej unikalny rytm i własny język wizualny, który zachwyca szczerością i intensywnością.
* * *
Wszyscy wiemy, że kino od swego zarania obsesyjnie powraca do dwóch tematów: historii rodzinnych i miłosnych. Wartość sentymentalna jest w zasadzie i jedną i drugą – tylko à rebours. Destrukcyjna siła braku obecności i miłości rodzica – miesza się w tym obrazie z nadzieją na to, że możliwe jest pojednanie i pogodzenie z traumą. To co moim zdaniem zasługuje na najwyższy podziw w filmie Triera to fakt, że jest to twórca potężnie zdolny i nie mniej inteligentny oraz psychologicznie wnikliwy. To obraz kogoś kto doskonale dobrze wie, że aby taka teza mogła wybrzmieć wiarygodnie – musi być właściwie podana. Zatem musi chodzić o proces, o umiejętność pokazania go metodą „drobnych kroczków. Inaczej zgubiłaby cały swój ciężar gatunkowy i wpadła w sidła tandetnej pop-psychologii…
Tworząc film formalnie niewielki budżetowo, całkowicie od-autorski Trier uzyskuje dzięki swemu talentowi, a przede wszystkim dzięki wierności wobec siebie jako artysty – kino, które przejdzie do historii i które na tle tego z czym mamy obecnie do czynienia w kinematografii – śmiało można nazwać „objawieniem”. Sześć fabuł w dorobku i jedynie niecałe dwadzieścia lat pracy twórczej – i taki efekt – trudno nazwać inaczej, a wiecie, że nie jestem skora do egzaltacji… Mogłabym na palcach jednej ręki policzyć reżyserów z tak wybitną sprawnością i tak umiejętnie potrafiących kreować sedno tego czym jest kino jako sztuka – czyli iluzją życia – per se! Każde ujęcie i każdy dźwięk współgrają, odsłaniając kolejne warstwy narracji piętrowej i wielosmakowej – jak tort. To kino, którego wybitność polega na tym, że bez technologicznych zabiegów i cyfrowych sztuczek – jest w zasadzie kinem immersyjnym! A dzieje się tak właśnie dlatego, że Joachim Trier stoi jako twórca w prawdzie wobec siebie i wobec kina, jest zarówno bezlitośnie szczery, jak szczerze empatyczny i współodczuwający w eksplorowaniu zarówno świata jednostek, jak i zbiorowego organizmu – jakim jest rodzina. To jedna z najpiękniejszych, najgłębszych, najbardziej poruszających wiwisekcji jakiej doświadczyłam w kinie – od lat!
Niezwykle emocjonalny, choć z pozoru pozbawiony spektakularności finał obrazu Wartość sentymentalna – wszystko to, o czym jest ten film – idealnie domyka. W jednym kluczowym, pozbawionym dialogu spojrzeniu między ojcem a córką Trier osiąga emocjonalne crescendo, efekt – za którym większość twórców goni całe życie. Gustav i Nora wreszcie są sobie bliscy i po raz pierwszy w życiu naprawdę się widzą…
CHAPEAU BAS PO STOKROĆ!
*** Wszystkie zdjęcia wykorzystane w tekście pochodzą z materiałów prasowych dystrybutora filmu WARTOŚĆ SENTYMENTALNA na rynku polskim: m2films










