15
lut
2026
9

WIELKI MARTY

WIELKI MARTY (Marty Supreme) Reż. Josh Safdie, Scen. Josh Safdie & Ronald Bronstein, Obsada: Timothée Chalamet; Gwyneth Paltrow; Odessa A’zion; Fran Drescher; Emory Cohen; Sandra Bernhard; Tyler the Creator, Abel Ferrara, USA, 2025

Tytułem wstępu:

Do tej pory Wielki Marty otrzymał ponad 250 nominacji do najważniejszych nagród filmowych, zgarnął Złoty Glob dla Tiomthee Chalamet’a i ma 9 nominacji do Oscarów. Ile z nich dostanie – na razie nie wiadomo, niemniej wiadomo już, że najnowsze wysokobudżetowe dzieło studia A24 może obwieścić  swój wielki sukces kasowy.  W tym miejscu powinnam dodać, że bardzo chciałam obejrzeć ten obraz z dwóch powodów i każdy w skrócie nazywa się „sprawdzam”. Reżysera: Josha Safdiego – czy jego kolejny obraz po doskonałych „Nieoszlifowanych diamentach” będzie co najmniej równie dobry, a Timothee Chalamet – bo przyznaję na szczerusia, że przestałam go lubić (ups!😬). Jeszcze kilka lat temu, po obejrzeniu „Tamtych dni i tamtych nocy”, „Mojego pięknego syna” i „Małych kobietek” na sam dźwięk jego nazwiska rozmaślałam się całkowicie i miękły mi kolana. Dziś Timmy jak zwą go jego wielbicielki mnie irytuje (być może jedynie tak wybitnie dobrze ją udając, a być może jednak nie) swoją auto-zachwyconą manierą, którą emanuje w każdej sytuacji, w jakiej zwrócone są na niego oczy innych ludzi, a szczególnie tych, którzy reprezentują media. Jego wystudiowana poza „cool as a cat” i dość często ocierające się o arogancję wypowiedzi zaczęły mnie wkurzać na tyle, że przestałam go śledzić na socjalach, choć kiedyś lajkowałam wszystko jak leci co wrzucał na instagrama. Nawet zdjęcia typu: jem hambuksa na kanapie w domu babci…

Konkludując: nie umiem zatem powiedzieć, czy rola Marty’ego Mausera w filmie Wielki Marty to rola, w której doszło do genialnego zespolenia postaci ze scenariusza z grającym go aktorem, czy też Timothee Chalamet jest tak wybitnie zdolny. Natomiast, z całą pewnością i obiektywnie mogę stwierdzić, że choć nie znoszę postaci, którą kreuje w filmie Wielki Marty – jest to kreacja – genialna. 👏 

Ludzie, którzy wyróżniali się w tenisie stołowym, często nigdzie indziej nie potrafili się odnaleźć…To nie był szanowany sport, więc naturalnie przyciągał dziwaków, purystów i ludzi na skraju obsesji. Kiedy przeczytałem, że w Wielkiej Brytanii i w całej Europie zapełniał stadiony, uświadomiłem sobie, że w 1952 roku naprawdę możliwe było, by dzieciak uwierzył, że może zamienić tę grę w życie pełne sławy i chwały…

Josh Safdie – reżyser i współscenarzysta filmu Wielki Marty 

Josh Safdie napisał scenariusz filmu Wielki Marty wspólnie ze swoim wieloletnim współpracownikiem Ronaldem Bronsteinem, luźno opierając historię na losach prawdziwego mistrza tenisa stołowego — Marty’ego Reismana. Safdie znany jest przede wszystkim z „Nieoszlifowanych diamentów” (2019), które wyreżyserował razem z bratem Bennym. Ja osobiście widzę duże podobieństwo pomiędzy tymi filmami, głównie w pewnym zafiksowaniu bohaterów obu tych obrazów na żądzy zaistnienia jako ktoś inny, lepszy, ważniejszy – nieważne jakim kosztem. Oba filmy łączy kinetyczna energia i gęsto zarysowany świat. Jednakże Marty Mauser to bohater, który wykracza poza tamten schemat i wyrasta ponad świat „Nieoszlifowanych diamentów” głównie dzięki temu, że jest człowiekiem posiadającym prawdziwy talent, a nie tylko przerośnięte ambicje, które całkowicie zjadały od środka Howarda. 

Formalnie film Wielki Marty jest obezwładniająco doskonały. Utrzymuje precyzyjnie zaprojektowaną frenetyczność. Wybitne zdjęcia tuza tuzów fachu operatorskiego: Darius’a Khondji (m.in. Siedem” Finchera”, „Miłość” Haneke;  „UKryte pragnienia” Bertolucciego, „Niebiańska plaża” Dannyego Boyla czy „Delicatessen” Marca Caro i Jean Pierre Jeunet) z którym Safdie pracował też przy „Nieoszlifowanych diamentach” – dosłownie powalają! Khondij fotografuje obraz z intencjonalną szorstkością, odrzucając pocztówkową, lśniącą estetykę epoki na rzecz potu, ostrego światła i faktury doświadczanego świata. Wybitna w tym obrazie jest też scenografia autorstwa John’a Fisk’a – czterokrotnie nominowanego do Oscara („Aż pole się krew”; „Zjawa” „Czas krwawego księżyca”). Z kolei Daniel Lopatin tworzy ścieżkę dźwiękową, która nie tylko podbija napięcie – ona je napędza. Trzeba też dodać, że choć wydaje się to z pozoru dziwne – soundtrack wypełniony niezwykle popularnymi szlagierami popowymi i postpunkowymi z lat 80. (Peter Gabriel, New Order, Tears for Fears, Public Image Ltd., Alphaville) – nadaje filmowi nieoczekiwanie oniryczny ton. W tarciu tej sprzeczności kryje się ekscytacja i metafora tego, że Marty Mauser jako najwyższa forma młodzieńczej energii – jest nie do zatrzymania, pędząc naprzód na samej wibracji i prędkości, przekonany, że świat się nagiął do jego pragnień –  bo zwyczajnie – nie dopuszcza do siebie innej możliwości. Daje to na jakiś sposób zachwycający efekt. Film jest jednocześnie brudny i świetlisty. Zawieszony w przeszłości i jednocześnie patrzący w przyszłość! Bo w każdym wielkim marzeniu – tkwi przecież wielka kula światła, czyniąca z ludzi, którzy za nim podążają istoty nie zawsze lubiane – ale psychologicznie – zrozumiałe…

Muszę przyznać, że za każdym razem kiedy obraz skupia się na sekwencjach gry w ping-ponga – to na serio są to sceny, które wywalają z kinowego fotela niczym na trybunach sportowych! To nieprawdopodobne jak genialnie udało się reżyserowi Wielki Marty uzyskać rodzaj synkopowego połączenia specyfiki tej dyscypliny sportowej z użyciem jej jako narzędzia do opowiedzenia o tym co jest sednem obrazu. Safdie wykorzystuje szybkość i rotację gry jako czyste kino: lepko-spocone sety przypominają choreografię, a ich pełny błyskawicznych reakcji i agresji rytm – jest absolutnie hipnotyzujący!

*    *    *

Wielki Marty jest jedynie z pozoru opowieścią o dyscyplinie sportowej jaką jest tenis stołowy. Ping-pong jest tu symbolem i metaforą w jednym – dla tematu, który Josh Safdie już obrabiał w „Nieoszlifowanych diamentach”. Bo też Wielki Marty to także opowieść o hochsztaplerze z ambicjami – z tym, że kreujący Marty’ego Mausera  Timothée Chalamet jest znacznie młodszy od Howarda Ratnera. A przede wszystkim żyje w innych czasach. Otoczony jest ludźmi, którzy przeżyli Holocaust i tymi, których rodziny go doświadczyły. To nie tylko chłopak z nizin społecznych, to chłopak nad którym „wisi” cień żydowskiej traumy.  A to przydaje bohaterowi filmu Wielki Marty rysu już nie neurotycznego, ale wręcz desperackiego w dążeniu do osiągnięcia sukcesu – za wszelką cenę. Marty jest też od Howarda znacznie bardziej euforycznie i energetycznie zachłyśnięty ideą udowodnienia światu, że ma wielki talent, znacznie mniej od niego życiem zmęczony i znacznie bardziej naiwny. To ledwie 23 letni mężczyzna, a raczej młokos, którego narcyzm przypomina ADHD na dopalaczach…

Akcja osadzona jest w Nowym Jorku lat 50. XX wieku. Chalamet wciela się w tytułowego Marty’ego — aroganckiego i zadufanego w sobie sprzedawcę butów w sklepie swojego wuja. Jest tak bezczelnie pewny siebie i wierzący w swój talent, że mógłby swoim samozachwytem obdzielić co najmniej kilka osób, i jeszcze by mu dużo zostało. Marty romansuje z Rachel – żoną sąsiada (świetna Odessa A’zion) nie dlatego, że jest w niej zakochany, a raczej dlatego, że to dziewczyna z którą zna się od dziecka i która zawsze się w nim podkochiwała. Z mężem (Emory Cohen) – osiłkiem i brutalem nie układa się jej zupełnie, dlatego też Marty bez skrupułów wykorzystuje jej słabość do niego. Wuj Marty’ego wie, że chłopak to urodzony sprzedawca – ma taki dar przekonywania, że jak sam o sobie mówi – byłby w stanie sprzedać buty beznogiemu…Szkopuł w tym, że Marty ma w nosie sklep wuja, musi po prostu zarabiać na życie. Jego główny imperatyw życiowy to wielkość, którą zamierza osiągnąć jako mistrz świata w tenisie stołowym – głównie po to by stać się człowiekiem podziwianym i bogatym. W tym miejscu  trzeba dodać, że co jak co, ale w ping ponga Marty umie grać doskonale. Niestety dla niego w 1952 roku tenis stołowy w USA nie cieszy się ani popularnością ani renomą. A on sam nie emanuje sportowym „sznytem” – i kiedy  usilnie próbuje przekonać kogokolwiek, kto mógłby mu finansowo pomóc w wybiciu się – twierdząc, że jego marzenia są realne – wszyscy patrzą na niego jak na wariata. Bo też Marty Mauser wygląda jak wychudzony wymoczek z pryszczami,  który uważa, że powagi dodaje mu wąsik i dorosły strój. Niestety tupetem i bezczelnością – zraża po kolei wszystkich – którzy potencjalnie mogliby mu sprzyjać… Nie pozostaje mu zatem nic innego jak knuć przekręty i wymyślać piramidy kolejnych kłamstw, by osiągnąć upragniony cel – jakim jest wyjazd do Wielkiej Brytanii na turniej tenisa stołowego. Gdy dociera do Londynu przekonany, że turniej będzie jego koronacją –  szokująca porażka z japońskim supergwiazdorem Koto Endo – granym przez Koto Kawaguchi, głuchego mistrza ping-ponga który wnosi na ekran bardzo intensywną obecność acz będącą w całkowitej kontradykcji do Mausera – sprawia, że Marty traci poczucie tożsamości. Dlatego to właśnie tam jego życie zmienia się diametralnie, gdy poznaje Kay Stone (bardzo dobra Gwyneth Paltrow), byłą gwiazdę Hollywood, która po transformacji kina niemego na dźwiękowe związała się ze starszym, bajecznie bogatym biznesmenem Miltonem Rockwellem (Kevin O’Leary, znany z programu „Shark Tank”). To spotkanie odmienia trajektorię życia całej trójki – choć szybko zdajemy sobie sprawę z tego, że magnetycznie – tupeciarska  dynamika Marty’ego i tak wciągnęłaby innych w chaotyczny wir jego działań.

Od tego momentu obraz Wielki Marty szaleńczo odbija się między turniejami ping-ponga, a kolejnymi oszustwami, które Marty – często z pomocą przyjaciela Wally’ego (Tyler, the Creator) – realizuje, by sfinansować swoje zagraniczne podróże na zawody. Narastające kłamstwa, eskalacja coraz bardziej ryzykownych  przekrętów wobec coraz bardziej niebezpiecznych osób, oszukańcze zagrywki i wieczne intrygi popychają film w serię brawurowych, trzymających w napięciu przygód. Które jednakże coraz bardziej widocznie zmierzają w stronę katastrofy, którą widzą wszyscy oprócz Mausera.  Z czasem – główne pytanie jakie zaczyna gnębić widzów – to już jedynie pytanie o to czy bohaterowi uda się wyjść cało z tego „bigosu” jaki sobie ugotował…

*    *    *

To co czyni film Wielki Marty opowieścią dramatyczną to fakt, że jego głównym tematem jest apetyt na życie i to życie, do którego los Marty’ego Mausera nie przeznaczył wcale… Ale bohater swojego losu nie chce. Odmawia uczestniczenia w sztafecie pokoleń, jako kolejny przedstawiciel ubogich Żydów – kramarzy z nowojorskiego Lower East Side. Wielki Marty przedstawia nam kwestię ambicji życiowych jako swego rodzaju gorączki, która trawi bohatera, pragnienie jako strategię przetrwania, a obezwładniającą pewność siebie – jako walutę, którą można wydawać, zanim faktycznie się ją posiada. Marty zaczyna w klaustrofobicznej, obskurnej rzeczywistości, gdzie „marzyć odważnie” brzmi jak ponury żart: harówka w sklepie obuwniczym, nędzne mieszkanko przy torach, w którym sufit literalnie zakleszcza nie dając nadziei na jego przebicie. Marty nie chce z tego świata jedynie uciec – on chce awansować. Przeskoczyć drabinę społeczną. I to szybko, w dodatku przy świadkach i ich dzikim aplauzie… 

Wielki Marty to film, który bez dwóch zdań należy do Chalameta. I choć jak wspominałam na początku recenzji – nie lubię postaci jaką kreuje – trzeba przyznać cesarzowi co cesarskie. To obraz, który bez tej decyzji obsadowej Safdiego – by się zwyczajnie nie udał! Pomimo genialnych zabiegów realizacyjnych i pracy fachowców od scenografii, kamery i montażu. Chalamet uchwyca w pełni typ człowieka przekonanego, że pewność siebie jest walutą. Marty nie tylko nie przyjmuje „nie” do wiadomości – on każde „nie” – taranuje swoim „tak”. Jego występ przywodzi  na myśl Ala Pacino z lat 70. – ten typ faceta, który jednocześnie jest najbardziej fascynującą i najbardziej irytującą osobą w pomieszczeniu. W duchu wspomnianego wcześniej muzycznego przesunięcia czasowego można odnieść wrażenie, że Marty to młody rekin z lat 80. uwięziony w latach 50. Bo w sumie – ja odczytuję film Wielki Marty  jako niemal historię genezy nie tylko amerykańskiego biznesu, lecz także tego, jak toksyczna brawura stała się częścią wizerunku Ameryki na świecie. Dla mnie Wielki Marty to opowieść o facecie przytłoczonym własną wyimaginowaną wielkością, a raczej wyobrażeniem, że jest mu przeznaczona. Jakież to amerykańskie i jakież – jednocześnie – diagnostycznie trafne. Dlatego, w sumie, gdybym się miała do czegoś przyczepić w tym absolutnie brylantowym formalnie obrazie – to do jego zakończenia, które niepotrzebnie „stępia ostrze” tej diagnozy. Zbyt uładzone, zbyt sentymentalne – przy tak odważnym, brawurowym i oryginalnym pomyśle na całość – w dodatku wybitnie i z gigantycznym rozmachem zrealizowanym – moim zdaniem do tego obrazu zwyczajnie nie pasuje…. Poza tym – majty przez głowę. Serio! 

WIELKI MARTY | Oficjalny zwiastun | W kinach od 30 stycznia!

*** Wszystkie zdjęcia wykorzystane w tekście oraz przytoczony cytat pochodzą z materiałów prasowych dystrybutora filmu WIELKI MARTY na rynku polskim: Monolith Film

You may also like

PAN NIKT KONTRA PUT*N
LA GRAZIA
WPATRUJĄC SIĘ W SŁOŃCE
FATHER MOTHER SISTER BROTHER

Leave a Reply