6
Lis
2018
4

WINNI

WINNI (Den Skyldige), Reż. Gustav Möller, Scen. Emil Nygaard Albertsen & Gustav Möller, Wyk. Jakob Cedergren, Jessica Dinnage, Omar Shargawi, Johan Olsen, Dania, 2018

WINNI to zachwycający przykład myślenia o kinematografii jako sztuce umiejętności zawłaszczania uwagi i emocji widza – zbudowanej w oparciu o najprostsze środki wyrazu, za to na podstawie znakomitego scenariusza i przy pomocy doskonałej kreacji aktorskiej.

Ten perfekcyjny w swej prostocie, z pozoru kameralny, czy też minimalistyczny obraz – dosłownie wbija w fotel i miażdży emocjonalnie, choć nic tego z początku nie zapowiadało.

WINNI – ależ to jest świetne kino! A jak pomyślę, że to debiut fabularny Gustava Möllera – faceta, który ma jedynie 30 lat, to mi aż ciary po plecach chodzą z ekstazy!

Głęboko wierzę, że najmocniejsze obrazy w filmie, te które zapadają na długo w pamięć to

te, których nie widać.

 reżyser Gustav Möller

Duński kandydat do Oscara 2018 – był przebojem tegorocznych festiwali filmowych w Sundance i Rotterdamie (na obu otrzymał nagrodę publiczności). Ja się temu wcale nie dziwię. Dawno już nie widziałam filmu, który by równie mocno zaangażował moje emocje i uwagę i przy którego oglądaniu towarzyszące mi napięcie nie opuściło mnie do samego końca, a potem schodziło ze mnie tak powoli, że z kinowego fotela wstawałam bardzo niezdarnie…

Zacznijmy zatem od początku. W tym miejscu prosiłabym Was o to byście wrócili wzrokiem kilka linijek wcześniej i przeczytali cytat z reżysera. Macie już? Jedźmy dalej. Jeśli zgadzamy się wszyscy co do kwestii podstawowej, że kino to przede wszystkim obrazy, musimy się także zgodzić, że zyskują na znaczeniu dzięki słowom, które im towarzyszą. Czyli tworzą fabułę. Następnie, że jeśli opowieść tę niosą słowa – to te zyskują na znaczeniu i mocy, gdy są wypowiadane przez kogoś, kto umie je tak podać, że zaczynamy je sobie wyobrażać. To moim zdaniem właśnie chciał powiedzieć Gustav Möller – mówiąc o obrazach, których nie widać na ekranie. To te, ktore “wyświetlają się” w naszej głowie, które sobie sami imaginujemy, bezwiednie w czasie projekcji. Te, które sobie dopowiadamy. Na temat bohatera, na temat tego kim jest, jak działa, do czego jest zdolny. Wiedzeni – często nieświadomie przez nasze własne identyfikacje z nim lub nieodpartą do niego niechęć, zaintrygowani jego problemami, postawą, etc. A przede wszystkim prowadzeni przez poczucie bycia świadkami czegoś prawdziwego. Wiarygodnego. I tu znowu należy wrócić do sedna. O którym brzęczę na blogu od jego zarania. Scenariusz / dialogi plus aktorstwo. Dwie fundamentalne kwestie, bez których nie ma, nie było i nie będzie nigdy dobrego filmu. A Winni mają obie te składowe na poziomie doskonałym! Ale w tym przypadku wielkie brawa należą się także pionowi realizującemu w tym obrazie dźwięk i jego montaż. Odpowiada za nie Oskar Skriver.

Ja osobiście oceniam debiut fabularny Gustava Möllera bardzo wysoko. Winni są moim zdaniem jednym z najlepszych filmów, jaki w tym roku trafił do polskich kin. Także dlatego, że w przypadku debiutantów cenię sobie skromne podejście, po skandynawsku minimalistyczne, raczej z cyklu “less is more”, niż fanfaronady. Próby udawadniania pierwszą fabułą, że ma się coś niezwykle wspaniałego i odkrywczego do powiedzenia zawsze wydawały mi się raczej głównie narcystyczne. I najczęściej bywają po prostu złe. Duńczyk nie próbował zrobić nic odkrywczego, ani “wielkiego”. Miał doskonały pomysł. I brylantowo go wykonał. Tyle. I aż tyle…

Winni z pozoru wydawać się może obrazem, który jest próbą odcinania kuponów od sukcesu “Locke” Steven’a Knight’a –  tak samo niskobudżetowego, opartego na precyzyjnie wykonanym pomyśle, z kultową już rolą Toma Hardy. Jest to o tyle uzasadnione porównanie, że Winni tak samo dzieją się w jedności miejsca, czasu i akcji. Tak samo w jednej scenografii i tak samo mają głównego bohatera, który występuje na ekranie w każdej minucie z 85, które film trwa. Na tym podobieństwa się kończą.

*    *    *

Winnych główny bohater to nie tzw. everyman. To policjant. Asgera Holma (rewelacyjny Jakob Cedergren) poznajemy w kopenhaskiej centrali odpowiednika naszego telefonu alarmowego 112. Coś w jego postawie daje nam znać już od początku, że nie czuje się w tym miejscu “na miejscu”. Może to ton jego głosu, może to grymas ust, który pojawia się na jego twarzy, gdy rozmawia z kolejnymi dzwoniącymi z prośbą o pomoc. Może to sposób, w jaki rozmawia z niektórymi z nich. Teoretycznie nic mu nie można zarzucić, wykonuje całą procedurę, najpewniej standardową w takim miejscu pracy, tak jak mu nakazano, zgodnie z zasadami. Tu wyśle patrol, tam karetkę, etc. Co i rusz spogląda na zegarek, a wszystkie jego gesty świadczą o jakimś podskórnym napięciu połączonym z wielkim zmęczeniem. Inni operatorzy jednak, którzy pracują z nim w tzw. open space policyjnej centrali pomocy nie zachowują się tak jak on. Na pełnej rutynie wykonują swoją pracę. Z kamiennym spokojem. A nawet z pewnym znudzeniem. A Asger znudzony nie jest. Trudno stwierdzić  w pierwszych scenach filmu, co z nim jest i z jakiego powodu. Z krótkiej wymiany uwag z kolegą siedzącym obok wynika, że niedługo powinien skończyć swoją zmianę. I wiemy, że bohater o niczym innym nie marzy. Bo telefony, które dzwonią praktycznie bez dłuższej przerwy co i rusz wprawiają go jedynie w coraz większą irytację. Jacyś pijani balangowicze, żartownisie, którzy jedynie blokują numer, kierowca, który się zgubił w trasie, a nawet kobieta, która się skarży, że spadła z roweru i zbiła sobie kolano…

Nam samym, jako widzom, szybko udziela się jego nastrój. I tak jak on z irytacją zaczynamy śledzić monitor jego komputera, na którym zaraz po odebraniu telefonu pokazują się zarówno podstawowe dane dzwoniącego / abonenta, jak i mapa, na której satelita namierza miejsce w którym się znajduje. I jak on czekamy aż to się skończy. Ta cała procedura. Rutynowe pytania, upewnienia się, że to nic groźnego, przełączenia do innych wydziałów, klikanie myszą od komputera, zapewnienie o rozwiązaniu problemu i udzieleniu pomocy. I kiedy mamy już podobnie do niego dość (w zasadzie podskórnie oczekując aż akcja filmu ruszy do przodu), w pewnym momencie pojawia się coś, co po raz pierwszy porusza bohatera tej opowieści, wybija go z rytmu irytacji i zmęczenia. Daje sygnał o realnym, prawdziwym, namacalnym zagrożeniu. Dzwoni ona (grająca jedynie głosem: Jessica Dinnage).Kobieta o imieniu Iben. Jest w totalnej panice. Została porwana, a samochód w którym się znajduje, jedzie w nieznanym jej kierunku. Gdy połączenie zostanie gwałtownie przerwane – policjant nie opuszczając pokoju – polegając jedynie na swojej intuicji, umiejętności zadawania pytań, dociekliwości oraz telefonie “ruszy” kobiecie na pomoc…

*    *    *

Wierzcie mi na słowo. Każda kolejna minuta filmu Winni powodowała, że ciśnienie skakało mi niebezpiecznie do góry, a wewnętrznie odczuwane napięcie, spowodowane mistrzowsko budowaną atmosferą tego thrillera psychologicznego dosłownie zjadało mnie od środka.

Nie byłoby to możliwe, gdyby nie rewelacyjnie (podkreślam – rewelacyjnie) rozpisany scenariusz i dialogi. Oszczędne, punktujące najważniejsze kwestie w opowieści, nieustająco zmuszające do koncentracji uwagi. A kiedy, dodatkowo, w drugiej połowie filmu Gustav Möller robi scenariuszowy twist, który zmienia całkowicie przyjętą przez nas optykę oraz już nieco wyrobione zdanie na temat porwanej kobiety, porywacza i tego jak się sprawy mają. A także (a może przede wszystkim) na temat głównego bohatera – Winni stają się opowieścią tak dojmującą, że zbierałam szczękę z podłogi…

Winni okazali się być filmem, z którego wyszłam nie tylko z uczuciem zachwytu i podziwu nad tym, jak doskonale został skonstruowany i poprowadzony, ale z czymś znacznie więcej. Z poczuciem, że obejrzałam rzecz prawdziwą i cholernie mocną. Z zaskakująca puentą i ważnymi pytaniami świdrującymi w głowie. Pytaniami o kwestie, którymi ten thriller się zajmuje w swej najgłębszej warstwie. Musicie sami go obejrzeć, aby móc sobie odpowiedzieć na pytanie, czemu ma tytuł Winni i że jest to tytuł wyśmienicie dobrze dobrany do treści. A jedyne co mogę Wam podpowiedzieć, to tyle, że poczucie winy, wzbudzone z tytułu ulegania uprzedzeniom i stereotypom boli szczególnie mocno.

*** Wszystkie zdjęcia oraz cytat pochodzą z materiałów promocyjnych dystrybutora filmu WINNI na rynku polskim: Gutek Film

You may also like

GENTLEMAN Z REWOLWEREM
Warsaw Surf Film Festival – edycja pierwsza. Sooo cool! :-)
SUSPIRIA
PIERWSZY CZŁOWIEK

Skomentuj