27
sty
2026
7

WPATRUJĄC SIĘ W SŁOŃCE

WPATRUJĄC SIĘ W SŁOŃCE (In die Sonne schauen) Reż. Mascha Schilinski, Scen. Mascha Schilinski, Louise Peter; Obsada: Hanna Heckt, Greta Krämer, Filip Schnack, Helena Lüer, Anastasia Cherepakha, Susanne Wuest, Gode Benedix, Luzia Oppermann, Bärbel Schwarz, Liane Düsterhöft, Lea Drinda, Martin Rother, Lena Urzendowsky, Florian Geißelmann, Niemcy, 2025

Tytułem wstępu: 

Nie będę kłamała, że o reżyserce Maschy Schilinski, zanim obejrzałam Wpatrując się w słońce – wiedziałam wiele. Szczerze – ledwo kojarzyłam jej nazwisko… Ale nagroda główna jury dla Wpatrując się w słońce na zeszłorocznym MFF w Cannes – dookreśliła  mi, że chciałabym się z jej najnowszym obrazem – zapoznać. I dokładnie w tym miejscu powinnam wyjaśnić jedną, ważną rzecz. Nie oznacza to nic poza tym. Na moim blogu nie recenzuję wszystkich nagrodzonych filmów na najważniejszych festiwalach filmowych. Nie podążam ślepo za werdyktami nawet najwspanialszych jury w branży filmowej. Ich werdykty są dla mnie drogowskazem, a nie przykazem…

Zacznę od tego, że wiedząc tyle o ile, o czym jest ten film (zawsze to sprawdzam w przypadku tytułów, które zdobywają ważne nagrody) i tak nie bardzo wiedziałam, czego mogę się spodziewać. Produkcja otrzymała na rynki anglojęzyczne tytuł „Sound of falling”. Polski dystrybutor postanowił (i słusznie! 🙌) pozostać jednak przy oryginale – czyli przetłumaczyć go z niemieckiego…Piszę o tym specjalnie, bo przywiązuję do tego (dla wielu nieistotnego) faktu – jakim jest zamysł reżyserski co do tytułu dla własnego dzieła – bardzo duże znaczenie. To zawsze jest ważne i wiele wnosi w mój sposób interpretacji! A w przypadku kina autorskiego i artystycznego – jest wręcz kluczowe…

Zatem, gdzie mogą prowadzić skojarzenia z takim tytułem? Jaka jest nić interpretacji dla Wpatrując się w słońce? Oczywiście – mogę się podzielić jedynie własną, niemniej sądzę, że jest to dobry trop… 

Przebywanie na słońcu i wpatrywanie się w słońce – to nie są tożsame czynności… Ciepłe promienie planety, która wysyła do nas swoją energię powodują, że mrużymy oczy niczym kot obojętny na to, co dzieje się dookoła. Pozwalamy się im „otulić”  i jest nam dobrze. Ale każdy z nas wie, że kiedy chcemy w słońce się wpatrywać – to wtedy przyjemność zamienia się w ból – odczuwalny fizycznie. Po dłuższej chwili oczy zaczynają nam łzawić, i bolą, a promienie słońca choć grzeją, zaczynają się w nas wdzierać nieprzyjemnie. Doświadczamy bolesnego dyskomfortu, powidoków, świat wokół nas nabiera dziwnych plam, pustych miejsc lub się rozmazuje. Nie wiemy sami czy to co widzimy jest prawdą, realnym. Pozostaje uczucie dysonansu. By dalej patrzeć w słońce – trzeba założyć ciemne okulary lub usiąść w cieniu. Ale w cieniu – słońce wytraca swój oślepiający blask i ciepło. Z miejsca, które rzuca cień widać jedynie to, że światło słoneczne zmienia naszą optykę i to co wydawało się takie piękne i rozświetlone jeszcze chwilę temu – teraz może jawić się jako mroczne lub groźne. I ta perspektywa jest moim zdaniem kluczowa dla interpretacji absolutnie powalającego filmu Schilinski. Reżyserka bowiem przygląda się życiu swoich bohaterek z perspektywy kogoś, kto próbuje nam uzmysłowić, że czasami cień towarzyszy nawet najbardziej słonecznym dniom, i to właśnie świadomość tego, że jest stale obecny – zmienia ogląd świata, w którym przyszło żyć… 

*    *     *

Nie ja wpadłam na ten pomysł (nad czym ubolewam), ale jeden z polskich krytyków filmowych, który po obejrzeniu filmu na MFF w Cannes określił Wpatrując się w słońce jako obraz bliski tematyce bestsellerowej książki Joanny Kuciel – Frydryszak pt. „Chłopki. Opowieść o naszych babkach”. To pierwszorzędne skojarzenie. Bo też Mascha Schilinski swój wirtuozerski dramat umiejscowiła w niewielkiej wsi, w gospodarstwie położnym na terenach Saksonii – Anhalt (dawne NRD) i rozpostarła opowieść o nim na przestrzeni 100 lat. Od 1910 do czasów współczesnych. Opowiada on o czterech dziewczynkach i młodych kobietach, które kolejno w nim mieszkają. A ich losy splatają się ze sobą ponad dzielącymi je pokoleniami i wydarzeniami, które wstrząsały Europą w tym czasie. 

„Trochę to dziwne, że może boleć coś, czego już nie ma” — mówi w pewnym momencie jedna z bohaterek Wpatrując się w słońce. Dziś, czego nie wiedziało pokolenie naszych prababek, babek, a nawet i matek – nauka udowodniła, że ciało ludzkie potrafi „przechowywać” i „przekazywać”  doświadczenia, jakie były udziałem wielu pokoleń wstecz, zapisując je nie tyle w kodzie genetycznym, co w rejestrach podświadomości.  To, co było traumatycznym i formatywnym doświadczeniem dla konstytucji „ja” naszych przodkiń, a uległo mechanizmowi wyparcia – nie znika. Czasami trzeba dekad by „ucieleśniło się” ponownie. 

Kobiety umniejszane, pogardzane, traktowane przedmiotowo, gwałtem zmuszane do dokonywania rzeczy, których nie chcą, poddające się opresji mężczyzn, czy kultury w jakiej żyją, nie mogące stanowić o sobie – nie mając innego wyjścia – nawet jeżeli udaje się im przetrwać czy uciec z miejsc, w których cierpienia doświadczyły lub były bezpośrednim świadkiem tak przemocowych poczynań, że odcisnęły piętno i na nich  – transponują cząstkę tej traumy w kolejne pokolenia…

Mascha Schilinski zrealizowała film obejmujący stulecie, który w impulsach i asocjacjach, powtarzalnych  i czułych odbiciach – opowiada na przestrzeni dekad – cztery historie młodych dziewcząt: częściowo w bardzo wczesnym dzieciństwie, częściowo u kresu wieku nastoletniego. Obok Eriki, Angeliki i Lenki pojawia się także siedmioletnia Alma (Hanna Heckt), dorastająca na początku XX wieku, w dniach poprzedzających wybuch I wojny światowej. Jej obserwacje i percepcja świata nie posiadają jeszcze języka, w którym mogłyby się wyrazić. Na dagerotypie, który stoi na komodzie w domu Alma odkrywa zmarłą siostrę, do złudzenia do niej podobną — pierwsze widmowe pojawienie się w filmie, poprzez które ślady przeszłości zostają ożywione i oddziałują na dziewczynkę jeszcze przez długi czas.

*    *    *

W latach 80. Angelika (Lena Urzendowsky) odczuwa niesłabnącą tęsknotę za tym by umrzeć. By przestać istnieć, nie być tu gdzie jest, w otoczeniu ludzi, którzy z pozoru wydają się o nią troszczyć. Spacerując po polach, wokół wsi w której mieszka, wyobraża sobie, że zdobywa się na to by dać się unicestwić niejako „przez przypadek” przez swojego kuzyna, który prowadzi wielki kombajn młócący trawy. Kilkadziesiąt lat później, we współczesności, Lenka (Laeni Geiseler) siedzi ze swoją młodszą siostrą nad rzeką niedaleko tego samego pola i czuje, że woda wciąga ją w dół, niemalże „zaprasza” do tego by do niej weszła i nigdy już nie wróciła. Jeszcze dalej w przeszłość, w latach 40., sięga historia Eriki (Lea Drinda), o której obie dziewczynki nic nie wiedzą — z desperacji postanawia wraz z innymi kobietami wejść do wody i odebrać sobie życie. Ta rzeka to Łaba i z pewnością umiejscowienie akcji Wpatrując się w słońce właśnie tam, gdzie historycznie, po II wojnie światowej w dwóch miejscach tworzyła granicę między NRD a RFN – ma wymiar mocno symboliczny…

Schilinski fenomenalnie rozgrywa subiektywny punkt widzenia dziecięcych bohaterek swojego najnowszego obrazu. My, jako dorośli często nie jesteśmy nawet w stanie odtworzyć w pamięci tej percepcji świata, jaką ma dziecko, w wieku, w którym jest jeszcze wolne od jednoznacznych uwarunkowań społecznych i zachowuje otwartą na ocenę ciekawość – cechę od zawsze upragnioną i naśladowaną przez kino. Ale nie znaczy, że jest „bezrozumne”. Dzieci chłoną najmocniej te wszystkie elementy ich codziennej rzeczywistości – im bardziej są one dla nich tajemnicze, nie są im tłumaczone ani wyjaśniane, a szczególnie te, które są przemilczane lub zakłamywane…

W pozornie codziennych migawkach i obrazach, jakie budują nastrój Wpatrując się w słońce – film ten pozwala niemalże melodycznie (mnie kojarzą się z rapsodią) przenikać się płaszczyznom czasowym bohaterek, sprawiając, że ich doświadczenia zaczynają ze sobą prowadzić swego rodzaju dialog. Przydaje to temu obrazowi, który jest dość bolesny w treści jakiejś bliżej nieokreślonej poezji, która świadomie wymyka się narracji o zdolności do okrucieństwa gatunku ludzkiego wobec siebie nawzajem…

Schilinski stosuje zdwojenia i powtórzenia, które niekiedy trudno jest uchwycić w toku przebiegu fabuły. To raczej  początkowo ledwo uchwytne pętle melodyczne, aż w pewnym momencie ujawniają się wzorce i motywy. Na wielkie uznanie zasługuje też niemal symfoniczny sposób wykorzystania dźwięku. To pozornie nadmiar nasyconych znaczeniem odgłosów – które dopowiadają klimat filmu, a nie są funkcjonalnie podporządkowane jego dramaturgii. 

*    *    *

Film Schilinski uderza emocjonalnie najbardziej wtedy gdy reżyserka kieruje kamerę na spojrzenia należące do bohaterek oraz te, które one kierują w stronę innych, ważnych dla siebie osób, a najbardziej wtedy kiedy spojrzenia mężczyzn – „wbijają się” w ich ciała. Jeśli bowiem jest coś wspólnego dla historii, która rozgrywa się w świecie rozpostartym na przestrzeni ostatnich stu lat – od chłopskiej wielopokoleniowej rodziny czasów Cesarstwa Niemieckiego do czasów nowoczesnego jej modelu 2 + 2 żyjącej w nowoczesnej demokracji –  to właśnie ten fakt, że mężczyźni rzadko muszą społecznie ukrywać swoje pragnienia, potrzeby i pożądania – kobiety zaś, zwłaszcza młode, już tak. Kultura dalej uprzedmiotawia dziewczęce i kobiece ciała czyniąc je swego rodzaju „naczyniem” i „lustrem” dla spojrzeń innych, a wciąż piętnuje  – gdy chcą się przyglądać sobie samym i sobie nawzajem – poszukując odpowiedzi na pytanie najistotniejsze dla każdego „ja” – co się widzi kiedy chce się w oczach innych – zobaczyć siebie? 

Pozornie ostatni etap czasowy – współczesny, który prezentuje rodzinę, która sprowadza się z Berlina do zrujnowanego domu na wsi z zamiarem poddania go gruntownemu remontowi – wydaje się z początku być takim, który opowie nam w końcu o przerwanym ciągu trans-pokoleniowej traumy. Ale jak sugeruje film Schilinski Wpatrując się w słońce – gospodarstwo to przesiąknięte jest historią krzywdy i cierpienia tak wielką, że zdaje się niemalże powoli z niego „wypełzać” na zewnątrz, zatruwając szczęście każdego kolejnego pokolenia. Innym razem można odnieść wrażenie, że dekady dzielące życia czterech dziewcząt, na których koncentruje się film, są płynne, a bariera czasu, która je dzieli –  w jakiś sposób jest jednak – przepuszczalna. 

Wpatrując się w słońce jest obrazem skonstruowanym w  skrajnie subiektywny sposób i utkanym z materii, jakiej kino nie widziało od dawna. To film bardzo sugestywny, nie pozbawiony scen drastycznych – a jednocześnie niepokojąco bezcielesny…

Fabuła –  bez zapowiedzi – przeskakuje w przód i w tył w czasie, a kamera (w olśniewającej pracy operatora Fabiana Gampera) często zagląda przez dziurki od klucza i szczeliny w podłodze, próbując pogodzić tunelowe widzenie życia. Czas w tym obrazie jest zarówno procesem postępującym liniowo, jak i przenikającym się – punktowo. I bardzo trudno nie mieć wrażenia, że cielesność i materialność świata bohaterek w kolejnych epokach – w jakiś „magiczny” sposób miesza się jednak z zupełnie niematerialnym i duchowym jego aspektem. Niektóre ujęcia – na przykład te z poziomu oczu – są wyraźnie związane z perspektywą konkretnej postaci, inne natomiast zdają się pochodzić z punktu widzenia jakby „niewidzialnego ducha”, który im towarzyszy – nadając niemalże fizyczny wymiar „trzeciej osobie” – jaką jest przeszłość, która została zapamiętana przez kolejne pokolenia. 

„Zawsze widzisz rzeczy z zewnątrz, ale nigdy siebie” — stwierdza jedna z bohaterek Wpatrując się w słońce – to zdanie zdaje się być jakimś rodzajem nieuchwytnego, ale jednak lejtmotywu spajającego ten film.  

Choć reżyserka przedstawia jednostkowe przypadki dramatów osobistych portretowanych dziewcząt i i młodych kobiet – ich dramat konsekwentnie zostaje podporządkowany perspektywie, przez którą jest doświadczany. Z niezwykłą czułością wobec wspólnych, choć niewypowiedzianych traum nawiedzających młode bohaterki, Schilinski wydobywa ogromny smutek z sekretnej poetyki dziewczęcości. Nie mogłam się podczas seansu tego filmu otrząsnąć z wrażenia, że obraz ten dotyka tematów, jakie są uber trudne do uchwycenia w materii filmowej i robi to w sposób olśniewający – walnie dlatego, że dociera do najgłębszych pokładów odczuwania płci i „ja” kobiecego, które walczy o swoją podmiotowość w świecie, który jej ukonstytuowania się  na własnych zasadach – nie tylko nie chce, ale pragnie ją na wszelki sposób stłamsić i zdławić… 

Im głębiej rozumiemy ból i cierpienie dziewcząt  – którego Alma, Erika, Angelika i Lenka doświadczają – tym bardziej boli nas fakt, że nie mogą się ze sobą nim podzielić i każda  z nich – czuje się z nim sama. Wpatrując się w słońce nie pokazuje niczego, o czym obecnie byśmy nie wiedzieli, niemniej pokazuje bardzo sugestywnie właśnie to jak bardzo ból i cierpienie kobiet w czasach, o których opowiada – przybierając różne formy i w różny sposób je napiętnowując – odciskały się  na ich psychice.  Pokazuje też koszty osobiste i psychologiczne towarzyszące poddańczej postawie wobec krzywdzącej rzeczywistości, czasami tak wielkie, że nie sposób było ich dźwigać. To świadomość tego ciężaru kładzie się cieniem na słonecznych dniach kolejnych pokoleń.… 

Gdyby tylko bohaterki miały szansę porównać swoje doświadczenia, być może nie łączyłaby ich ta sama skłonność do samowymazywania. A jednak one się wzajemnie czują — w sposób niematerialny, podobny do bólów fantomowych. Schilinski – nadaje mu swoim filmem cielesność. To film o życiu w cieniu śmierci i krzywdy. I o tym, że nie można tego zakłamać, wymazać, ani uznać jako „niebyłe”. Bohaterki Wpatrując się w słońce w przeciwieństwie do dzieci z filmu Michaela Haneke „Biała wstążka” to nie „spreparowane reprezentantki swoich czasów”. To osnowy dla tkania się historii kolejnych pokoleń kobiet. Ta metafora wydaje mi się wyjątkowo wnikliwie, pięknie, mądrze i trafnie użyta w bezsprzecznie jednym z najbardziej oryginalnych i wyjątkowych filmów XXI wieku, który opowiada o doświadczeniu kobiecej tożsamości nie tyle na tle historii Niemiec – co na tle Herstorii jakie dopiero powstają. Jestem pewna, że wieloznaczność i wieloznaczeniowość tego obrazu będzie odsłaniać nowe warstwy i doznania dla kolejnych pokoleń widzek przez wiele następnych lat!

„Wpatrując się w słońce”; oficjalny zwiastun PL, kandydat do Oscara w kinach od 30 stycznia 2026

*** Wszystkie zdjęcia wykorzystane w tekście pochodzą z materiałów prasowych dystrybutora filmu WPATRUJĄC SIĘ W SŁOŃCE na rynku polskim: m2films

You may also like

WIELKI MARTY
LA GRAZIA
FATHER MOTHER SISTER BROTHER
WARTOŚĆ SENTYMENTALNA

Leave a Reply