9
Gru
2017
18

Yoga to styl życia! – wywiad z założycielami marki MIAMIKO…

MIAMIKO – działa na rynku od półtora roku. I przez ten jakże krótki czas Oli i Kubie – założycielom & właścicielom udało się nie tylko rozwinąć markę, z której prowadzenia się utrzymują, ale przede wszystkim zbudować spójny świat i koncepcję holistycznego podejścia do jogi, jako ważnego aspektu stylu życia i wyznawanych wartości.

Bo Miamiko nie sprzedaje jedynie najpiękniejszych na polskim rynku ekologicznych, przyjaznych środowisku mat do jogi i akcesoriów z nią związanych. Miamiko kreuje społeczność, dla której joga jest ważnym elementem większej całości. A ta całość to właściwie opowieść o tym, co w życiu jest najważniejsze. I o tym – jak przez nie iść – w zgodzie ze sobą i naturą.

Kopia 1 copy

Przeczuwałam, że twórcy MIAMIKO to ludzie bardzo młodzi. Widać to na zdjęciach, na stronie www marki… Ale szczerze? – kiedy umówiliśmy się na wywiad i dowiedziałam się jak bardzo – zbierałam szczękę z podłogi…

Poznajcie Olę (lat 20) i Kubę (lat 23). Partnerów w życiu i w firmie – którą zbudowali sami, od podstaw. Wyłącznie dzięki własnej kreatywności, inteligencji i intuicji.

Reprezentantów pokolenia, o którym myślę ze szczególną dumą. Bo to oni – te “fantastyczne dzieciaki” (jako że mogłabym być ich matką – pozwolili mi tak napisać 🙂 ) – są przyszłością rynku pracodawców w Polsce.

*   *   *

Bardzo mnie to ciekawi – z racji waszego młodego wieku, co studiujecie i czy studia miały wpływ na wasz pomysł na Miamiko?

Ola: Od niedawna studiuję zaocznie na wydziale “sztuka nowych mediów” na PJATK (Polsko Japońska Akademia Technik Komputerowych).

Kuba: Nie do końca lubimy się z systemem edukacji w Polsce oraz z rynkiem konwencjonalnej pracy. Właściwie od zawsze czuliśmy, że będziemy robić coś swojego.

Ola: Ja od zawsze wiedziałam, że chcę projektować rzeczy, z których ludzie mogliby później korzystać. Dwa razy zdawałam na wzornictwo na ASP, myśląc właśnie o kwestiach przyszłej pracy jako projektant, ale się nie udało. Z Kubą, który stąpa mocno po ziemi idealnie się teraz uzupełniamy.

Skąd pomysł na Miamiko, jak dawno temu się zrodził i od czego zaczęliście?

Kuba: Zaczynaliśmy na jesieni dwa lata temu, od budowy mediów społecznościowych: Instagrama, potem Facebooka – tak żeby stworzyć klimat marki i mieć podstawy, bazę do działań jak już nasz pomysł wejdzie w życie.

Ola: Sam pomysł na Miamiko zrodził się, kiedy zaczęłam ćwiczyć jogę i napotkałam dwa problemy: przede wszystkim strasznie się ślizgałam na matach, co skutecznie zniechęcało mnie do ćwiczeń, bo było po prostu bardzo frustrujące i niekomfortowe. Poza tym wszystko, co było w salach do jogi, do których uczęszczałam wydawało mi się brzydkie, nijakie, zunifikowane i banalne. Mam na myśli przyrządy i akcesoria do jogi: maty, koce, paski, kostki. Właściwie wszyscy mieli to samo. I wyglądali tak samo. Nie było w tym zbyt wiele indywidualizacji, poza strojami rzecz jasna. Choć wtedy też rynek ubrań do jogi nie był w Polsce zbyt rozwinięty. A ja ćwicząc – nawet w domu – lubię mieć coś ładnego, co zmotywuje mnie do ćwiczeń.

Kuba: A że zawsze mieliśmy z Olą ciągoty do upiększania świata, stwierdziliśmy, że trzeba coś z tym zrobić.

Jaki jest podział kompetencji między wami w Miamiko?

Ola: Ja jestem wizualna – artystyczna, odpowiadam bardziej za wszystkie “miękkie” kwestie, kreatywne pomysły, inspiracje. A Kuba jest od tych bardziej przyziemnych rzeczy, takich jak wysyłka, płatności, faktury, etc.

Kuba: Ola ma wizje. Wymyśla – co, a ja wymyślam – jak to zrobić, jak wcielić w życie. Jak to wszystko utrzymać, żeby działało. Choć to też nie jest tak, że nasz podział pracy jest sztywny. Ważne jest by reagować szybko, więc czasami, jeśli jedno z nas nie może albo jest zajęte czymś, to drugie przejmuje zwyczajowe role tego pierwszego.

Ola: No i też nie mamy sztywnych godzin pracy, więc to nie jest tak, że siedzimy przed komputerem 8 godzin dziennie ciurkiem od 8.00 do 16.00. Jesteśmy elastyczni i zawsze staramy się wyjść naprzeciw potrzebom.

Wróćmy do tematu “brzydkich akcesoriów do jogi” …

Ola: Wróciłam kiedyś z zajęć i powiedziałam Kubie, że fajnie byłoby coś wymyślić w tej kwestii, żeby te akcesoria do jogi były ładniejsze i bardziej przyjazne dla użytkowników.

Kuba: Wtedy w Polsce zaczęły się też coraz częściej pojawiać rodzime marki i firmy sportowe, które wyszły z jakąś ciekawą, estetyczną ofertą ubrań do jogi. Wcześniej miały je tylko duże zachodnie marki, w niewielkim wyborze i były to ubrania bardzo drogie. Polskich akcesoriów, a szczególnie tak niszowych, jak maty do jogi nie było w ogóle.

 Kopia 9 copy

Miamiko

Robiliście rozeznanie na tym rynku?

Ola: Jasne, że robiliśmy, w Polsce można było sobie kupić w czasach, o których mówimy matę do jogi w Go Sport za kilkadziesiąt PLN, można też było kupić dużo droższą i lepszą technicznie, ale wszystko skupiało się wokół jakości samej maty, a nie jej wyglądu.

Kuba: No właśnie, mieliśmy szereg obserwacji. Na przykład takich, że te dwa lata temu, owszem firmy sportowe miały bardzo szeroki wachlarz ubrań oraz obuwia sportowego, indywidualne kolekcje, bardzo estetyczne, ale joga była cały czas na marginesie, zarówno jeśli chodzi o ubrania, jak i akcesoria, a nawet sale i miejsca do jej uprawiania. Szkoły jogi, miejsca, gdzie ludzie ją przychodzili uprawiać – również odstawały znacząco standardem od miejsc, gdzie się uprawia fitness. Nie mówiąc już o tym, jak wyglądają studia jogi na świecie.

Ola: Chcieliśmy zrobić coś, co nam odpowiada, a jesteśmy zwykłymi młodymi ludźmi i lubimy indywidualne podejście oraz dużą wagę przykładamy do estetyki i stylu życia. Z nas dwojga tylko ja ćwiczę jogę. Kuby nie udało mi się do tej pory do niej namówić (śmiech). Ćwiczę jednak więcej w domu, bo to bardzo mi zaoszczędza czas na dojazdy do szkoły jogi, do której też chodzę, ale znacznie rzadziej.

Powiedziałam Kubie o moim pomyśle, bez specjalnych nadziei na to, że coś z tym zrobimy.

Kuba: Potraktowałem to najpierw jak każdy inny pomysł – już nie pierwszy raz takie mieliśmy.

Ale – szczerze – czy pomysł na Miamiko się wziął z chęci “zrobienia kasy”, nazywając rzecz po imieniu, czy z rozmowy o innych kwestiach?

Ola: Wszystkie nasze (nawet niezrealizowane) pomysły zawsze wychodziły od zauważenia jakiegoś problemu, a nigdy od tego by zrobić kasę. Wychodziliśmy od zauważenia braku satysfakcji czy dyskomfortu od strony tzw. użytkownika. Dopiero później pojawiała się myśl o niszy rynkowej. Zresztą jak dzisiaj o tym pomyślę, to z nikim o tym nie rozmawialiśmy, bo ani ja, ani Kuba nie znaliśmy przed założeniem Miamiko nikogo z branży jogowej – prywatnie. Teraz, kiedy się nad tym zastanawiam – myślę, że było to bardzo ryzykowne podejście – otwierać markę jogową – nie znając tego środowiska (śmiech).

Powiedziałam Kubie, że widzę taką lukę, ale nie spodziewałam się, że podejmie temat i podejdzie do niego entuzjastycznie, bo joga to nie jego dziedzina. Ale bardzo mnie zaskoczył, bo sam wrócił do niego po kilku dniach. Okazało się, że posprawdzał tu i tam, wie, gdzie zrobić i jak zrobić. Ja powiedziałam, że też poważniej o tym myślałam i że mam już pewną wizję, jak nasze Miamiko (choć jeszcze nie mieliśmy wtedy nazwy) miałoby wyglądać.

Kuba: Poszliśmy na rower i dogadaliśmy sprawę (śmiech) – wszystkie szczegóły i cały biznesplan. To trochę zabawne, ale tak było! Wróciliśmy wtedy do domu z konkretną wizją i gotowością do działania.

Miamiko

Czyli co wymyśliliście na początku?

Kuba: Całą koncepcję. Zaczęło się od mat, ale już na początku wiedzieliśmy, że ma być to holistyczna marka, całościowo traktująca jogę. Nie chcieliśmy, żeby to była marka sprzedająca jeden produkt – kojarzona wyłącznie z matami do jogi, tylko taka, która jest o pewnej filozofii, podejściu nie tylko do jogi, ale do życia.

No ale zaczęło się od mat. To jak te maty sobie wyobraziliście, to po pierwsze, a po drugie jak od mat przeszliście do innych akcesoriów i opracowania całej koncepcji dla marki Miamiko?

Ola: Zanim ruszyliśmy, stał za tym pogłębiony research rynku akcesoriów do jogi, jaki jest wybór mat, materiałów, etc. Nie rzucaliśmy się bezrozumnie na głęboką wodę, jedynie na podstawie naszych rozmów… Bardzo ważną kwestią była dla nas troska o środowisko. Jako marka, czujemy dużą odpowiedzialność za to, co wypuszczamy. Właśnie dlatego zdecydowaliśmy się na wybór ekologicznych materiałów, takich jak naturalny kauczuk.

Kuba: Przy produkcji naszych mat do jogi emisja trujących gazów do atmosfery jest jednak znacznie mniejsza niż w przypadku tych mat, które są robione z całkowicie sztucznych tworzyw.

Ola: No właśnie, te maty, które można sobie kupić w popularnych sklepach sportowych nie są przyjazne również ludziom. Jest w nich bardzo dużo chemikaliów, które przy kontakcie z rozszerzonymi porami spoconej skóry nie są do końca bezpieczne.

Czyli zaczęliście od koncepcji produktów, tak? A potem było co – Design?

Ola: Tak, potem zaczęliśmy wymyślać jak to wszystko ma wyglądać, jakie wzory nas interesują, kolory, jak Miamiko ma się prezentować wizualnie. Zabrałam się również za nasze logo.

Piękne. Gratulacje!

Macie obecnie w sprzedaży jedynie trzy wzory mat do jogi. Dlaczego tylko tyle? 

Ola: Robimy to trochę specjalnie, to powoduje, że nasze wzory są bardzo rozpoznawalne. Wiadomo, że jeśli ktoś ma matę z takim wzorem – to znaczy, że jest od Miamiko. I oczywiste dla nas było również to, że będą to maty bardzo “widoczne”. Bo w naszym odczuciu maty – te zwykłe, sklepowe czy ze studia jogi są jednak bezosobowe, trochę niewidzialne. Chcieliśmy, żeby nasze maty były osobiste, żeby się na nie przyjemnie wchodziło, miło się na nich przebywało. Trochę tak jak z ulubionym kocem, który każdy człowiek ma w domu.

Chcieliśmy mieć kilka wzorów, takich, które będą od siebie dość różne, ale spójne z naszą marką. Takich, z których każdy klient mógłby coś sobie wybrać. Zaczynaliśmy od współpracy ze znajomą przy wzorach, ale postanowiliśmy uwierzyć bardziej we własne siły i obecnie to ja odpowiadam za design wszystkich akcesoriów Miamiko.

Miamiko

Miamiko

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Miamiko

Chciałabym teraz porozmawiać o Miamiko w mediach społecznościowych. Prężnie działającym fanpage na Facebooku oraz koncie na Instagramie… Zrobiły na mnie duże wrażenie – Miamiko bardzo spójnie buduje narrację na swój temat. Co jest dla was ważne w tym względzie?

Ola: Co do mat do jogi, które są naszym sztandarowym produktem, to robimy dość często sesję zdjęciową w tym samym pomieszczeniu i z tą samą modelką. Zmienia się tylko wzór maty. Chcieliśmy, żeby tak było i żeby to było spójne.

A jak budowaliście stronę www? Widać wyraźnie zarówno po jej wyglądzie, jak i zakładkach, a nawet po tym, że ma własnego bloga – że podchodzicie bardzo profesjonalnie do niej, no i że rzeczywiście budujecie społeczność wokół Miamiko. Jakie są jej cele czy założenia?

Ola: Na początku postawiliśmy sobie to jako pewnik, że Miamiko musi się kręcić wokół jogowej społeczności, a potem w naturalny sposób zaczęło to przyciągać właśnie takich ludzi. Zaczęliśmy od Instagrama, bo nasze maty są mocno wizualne, więc tam jest się nam zdecydowanie łatwiej poruszać, lepiej nawet niż na Facebooku. Potem zaczęliśmy wrzucać trochę insightów, jak tworzymy naszą markę. A na końcu powiadomiliśmy oficjalnie, że wszystko już gotowe i ruszamy ze sprzedażą.

Kuba: Ze sklepem internetowym ruszyliśmy dopiero wtedy, kiedy mieliśmy przygotowany grunt no i rzecz jasna jakiś zapas produktów do sprzedaży (śmiech).

Czy sami robicie zdjęcia?

Ola: Nie, robi je dla nas znajoma fotografka Ola Loska. Współpraca z nią była dla nas bardzo ważnym i dobrym krokiem. Dlatego też nasze sesje są od dawna mocno spójne stylistycznie.

A skąd nazwa Miamiko? Bardzo mi się podoba – jest przyjemna, dźwięczna, miła dla ucha, łatwa do zapamiętania i wymówienia.

Ola: Na początku, wyszliśmy od myśli, że nazwa naszej marki musi skupiać się wokół przyjaźni, czyli naszej społeczności, wzajemnego wsparcia jakie ma sobie dawać. Chcieliśmy też, żeby ludzie poczuli większą więź z matą do jogi od Miamiko. Bo jednak taka mata ze wzorem, który się samemu wybrało, dobrało pod siebie – jest dużo bardziej “osobista”, przyjazna. Dzięki wierzchniej powłoce z mikrofibry jest też bardzo przyjemna w dotyku. Wchłania pot, a nie go zatrzymuje na powierzchni w postaci mokrych śladów. Chcieliśmy, żeby nasze maty były przyjazne w użytkowaniu.

Kuba: Tak powstało Miamiko – choć to nie był pierwszy nasz wybór. Bo przecież musieliśmy zacząć od sprawdzenia jakie nazwy są dostępne jako domeny internetowe. To podstawa, z którą wszyscy w e-commerce mają do czynienia. Szukaliśmy tych wszystkich połączeń, które by zawierały w sobie pojęcie “przyjaźń”. Nazwa naszej marki pochodzi z języka Esperanto, w którym ‘mia amico’ znaczy mój przyjaciel. Odjęliśmy tylko jedno “a” żeby brzmiało to w sposób nie tylko nam się podobający, ale też nośny. Esperanto nie tylko się wywodzi z Polski, ale też miało być językiem, który jednoczy ludzi z różnych krajów, o różnych narodowościach, więc to wszystko bardzo ładnie nam się złożyło.

Nie dawaliśmy sobie żadnych ograniczeń, ale z pewnością wiedzieliśmy, że nie chcemy nazwy typu ‘polskie maty do jogi’. Po pierwsze to nie jest międzynarodowe, zagranicznym klientom byłoby nas trudno znaleźć. A przede wszystkim Miamiko pozwala nam pod naszą marką mieć coraz szerszy asortyment. Który z pewnością będzie się z czasem powiększał.

W jaki sposób się promujecie, oprócz mediów społecznościowych?

Ola: Głównie przez osoby, które są w jakiś sposób z jogą związane. Są to zarówno nauczyciele jogi, prowadzący warsztaty z jogi jak i osoby jogę praktykujące. Na pewno dużo zyskujemy dzięki współpracy z nimi, czy też z obecności na targach lifestylowych.

Miamiko

Skoro określacie się jako marka holistyczna, to czym to określenie jest dla was, w waszym codziennym życiu?

Ola: Przede wszystkim od trzech lat nie jem mięsa, a w 90% przypadkach moją dietę można by zakwalifikować jako wegańską. Staramy się też z Kubą minimalizować śmieci i niepotrzebne odpady, np. unikamy plastiku i jednorazowych torebek, oraz wspierać naszymi zakupami małe, lokalne przedsiębiorstwa, albo te w których wizję wierzymy. Wolny czas spędzamy na świeżym powietrzu. To właśnie na spacerach odbywają się nasze najlepsze i najbardziej produktywne burze mózgów. Dbamy też o nasze ciała holistycznie – zarówno od środka jak i od zewnątrz. Mimo ciągłej pracy i życia w biegu próbujemy znaleźć czas na jogę lub inną aktywność fizyczną, a codzienna medytacja to dla mnie kluczowy moment dnia – Kuba też się do niej powoli przekonuje (śmiech).

Jakie macie plany i marzenia związane z Miamiko?

Ola: Chciałabym żebyśmy wyszli z wersji internetowej do miejsca stacjonarnego, na przykład w formie pop-upu na początek. A moim największym marzeniem, choć nie wiem, czy uda się nam je zrealizować w ciągu kilku najbliższych lat – jest uczynienie z Miamiko stacjonarnego miejsca, które będzie przedłużeniem naszego holistycznego podejścia. Chciałabym zrobić z Miamiko centrum dla naszej społeczności, ludzi, którzy nie tylko ćwiczą jogę, ale wyznają podobną nam filozofię życiową. Gdzie będzie można nie tylko kupić nasze akcesoria do jogi, świece czy inne gadżety, ale też napić się dobrej kawy, zjeść dobre, zdrowe, wegańskie jedzenie, iść na zajęcia jogi lub zapisać się na warsztaty, a nawet pójść na masaż czy na jakieś naturalne zabiegi odnowy biologicznej.

Dla mnie joga jest połączeniem ducha i ciała, więc to wszystko razem łączy się w spójną całość. W naszym podejściu do jogi zawartych jest dużo więcej elementów niż sama joga. Można powiedzieć, że Miamiko łączy społeczność osób, dla których ważny jest pewien styl życia: dieta, zdrowie, alternatywne metody dbania o siebie, takie jak roślinne jedzenie, dostrzeganie dobroczynnego wpływu ziół na życie człowieka. A przede wszystkim bardziej świadomy, skupiony na podejściu zarówno do ciała, jak i ducha od strony holistycznej właśnie – sposób życia – w dzisiejszym cyfrowym, niezdrowym i szybkim świecie. Patrzymy na jogę jako coś, co jest wpisane w świadomy i proekologiczny styl życia, a nie jest tylko rodzajem ćwiczeń czy aktywności fizycznej.

Zejdźmy zatem z powrotem na ziemie. Jakie są Wasze plany na najbliższą przyszłość?

Ola: Byliśmy dziś na spotkaniu i niebawem zaczniemy współpracę z polską marką, która robi detergenty w duchu zero waste i w oparciu o proste, ekologiczne składy. Będziemy wspólnie robić spreje czyszczące do mat. Ta marka nazywa się Simple As That, jest to firma rodzinna, młodej, przeuroczej dziewczyny.

Planujemy też zrobić coś z innymi akcesoriami do jogi, takimi jak paski i kostki, ale na razie to jeszcze pomysły.

To na koniec tzw. rapid fire, czyli dokończ zdanie…

Najważniejsze w jodze jest? – oddech i skupienie

Joga to dla mnie? – Czas dla siebie

Czym jest dla was Miamiko? – naszym dzieckiem

Morze czy góry? – nieważne, ważne, żeby było ciepło

Czego sobie życzycie sobie na 2018?

Kuba: Chcemy wyjść jeszcze bardziej za granice, dotrzeć lepiej do ambasadorów marki i być może zaistnieć stacjonarnie. Rok temu robiliśmy plany i troszeczkę się nie doceniliśmy. O przyszłym roku chcemy pomyśleć szerzej i z większym rozmachem (śmiech).

Ola: Po dwóch latach działania Miamiko mogę powiedzieć, że najbardziej dumni jesteśmy z tego, że udało się nam zbudować świetną społeczność skupioną wokół naszej marki. Bardzo wyraźnie czuję to na targach, kiedy rozmawiam z ludźmi, którzy do nas podchodzą, bo nas kojarzą, lubią, podoba się im to co robimy. I to jest wspaniałe. Chciałabym nie tylko to utrzymać, ale rozwijać dalej.

*** Wszystkie zdjęcia zamieszczone w tekście autorstwa OLI LOSKI są wykorzystane dzięki uprzejmości i za zgodą MIAMIKO. 

You may also like

CAROLINE de MAIGRET & CHANEL BOY-FRIEND
LEKSYKON SMAKÓW Niki Segnit
ODA DO KASZMIROWEGO SWETRA…
Le CORBUSIER. ARCHITEKT JUTRA

2 Komentarze

  1. oh_karol@o2.pl'
    Robert

    nie znam esperanto, ale jeśli nazwa rzeczywiście jest zaczerpnięta z tego języka, to… czapki z głów! brawo za kreatywnść! – „sam bym tego lepiej nie wymyślił” 😉
    Pozdrawiam i życze dalszych sukcesow.

    1. Kultura Osobista

      Tak, wielkie brawa dla twórców MIAMIKO! A ponieważ miałam wielką przyjemność poznać ich osobiście i długo z nimi rozmawiać – to wiem, że są bardzo kreatywni 🙂 I tak samo jak Ty mogę jedynie powtórzyć: „czapki z głów, sama bym tego lepiej nie wymyśliła”. 🙂 Pozdrawiam serdecznie!

Skomentuj