23
lip
2023
31

JANE BIRKIN – HISTORIA IKONY…

Kultura ma to do siebie, że najciekawsze jej postaci, zjawiska, wytwory i wydarzenia są ponadczasowe… Żyją własnym życiem w bliżej niepojętym zakrzywieniu czasoprzestrzeni. Meandrują przez epoki – wracając w kolejnych. Wciąż żywe, nośne, poruszające emocjonalnie, dyskutowane, podziwiane i naśladowane. JANE BIRKIN do takich „zjawisk” niewątpliwie należy. Odcisnęła trwały ślad w kulturze XX wieku i stała się „nieśmiertelna” na długo przed tym, zanim od nas odeszła…

  

16 lipca tego roku, w wieku 76 lat zmarła pochodząca z Wielkiej Brytanii aktorka i piosenkarka Jane Birkin. To, jak bardzo nie było to współczesnemu światu obojętne – wyraziły wszystkie najważniejsze, światowe media kulturą się zajmujące i rzecz jasna – media społecznościowe. Mnie osobiście wydaje się szczególnie wzruszające i wspaniałe, że w przypadku Birkin – o jej wielkim wpływie na kulturę, ludzkie emocje, aspiracje, marzenia, dążenia – można mówić w co najmniej kilku przypadkach. Jeszcze bardziej wzrusza mnie to, że choć Jane Birkin całe życie była kobietą poruszająca się w nim z gracją i tajemniczym uśmiech kota z Cheshire, a nie jak medialny taran i nigdy nie nauczyła się „wrzeszczeć” na swój temat i de facto robiła bardzo mało narcystycznego szumu wokół siebie i swoich spraw – była nie tylko słuchana, ale słyszana. Oglądana, podziwiana, kopiowana i na ustach kochającego ją świata – przez dekady!

*   *   *

Bo przecież w najbardziej „sztampowym” i „tabloidalnym” wydaniu Jane Birkin kiedy jej kariera rozbłysła najjaśniejszym światłem – była przede wszystkim „skandalistką”. Tą, która się na kinowym ekranie rozbierała („Powiększenie” Antonioniego) kiedy nie robiła tego prawie żadna „szanująca się kobieta – aktorka”; Tą, która nie nosiła stanika pod prześwitującą sukienką i miała czelność pokazywać się tak na ulicy; Tą, która rzuciła statecznego i wspaniałego męża (był nim John Barry: wybitny brytyjski  kompozytor i dyrygent muzyki filmowej, pięciokrotny zdobywca Oscara) dla bezecnika i „enfant terrible” – uber ikony francuskiej sceny muzycznej, i giganta francuskiej, zbuntowanej  kultury lat 60-tych Serge’a Gainsbourg’a, by zostać niemalże potępioną publicznie (a wyklętą przez kościół) za utwór zaśpiewany z nim w duecie, którego wykonanie – znacznie bardziej niż słowa – gorszyły ówcześnie nawet bardzo mało purytańskie francuskie społeczeństwo. Z dzisiejszej perspektywy i socjologicznego oglądu kultury jako historycznego kontekstu świata, w jakim żyjemy – wydaje mi się to tym bardziej ironicznie – zabawne. Bo w tym samym czasie Jane Birkin wprawiała ludzi  w krajach takich jak Polska w stan jednak bliższy orgazmatyczno – perwersyjnej rozkoszy niż zgorszenia. Piosenka szeptano-jęczano-śpiewana, pt. „Je t’aime… moi non plus”, bo o niej mowa – w PRL’u uzyskała status największego afrodyzjaka i tzw. pościelówy jaką Polacy poznali w siermiężnych latach 60-tych zeszłego stulecia. Osobiście, jestem bardzo ciekawa ile dzieci zostało poczętych przy jej dźwiękach 😎…

To wszystko jawi się (kiedy się o tym pomyśli na chłodno) jako coś, co przecież nie może stanowić „całej prawdy o człowieku”. A przynajmniej ja tak zwykłam na ten temat sądzić, kiedy mam do czynienia z kimś, kto jest tak spektakularnie „inny” od tego co stanowi tzw. normę czy lepiej byłoby powiedzieć – przeciętność. I kiedy myśli się o kimś, kto nigdy nie stał ani twórczo, ani życiowo w miejscu. Bo taka była Jane Birkin!  Wymykała się stereotypom, wiecznie będąc w swego rodzaju transformacji, w poszukiwaniu środków wyrazu dla swojego „ja”. W procesie. W moim osobistym odczuciu to właśnie temu rysowi swojej osobowości, intelektowi, a przede wszystkim dzięki charakteryzującej ją całe życie autoironii i dystansowi do siebie – była zdolna dość płynnie przechodzić kolejne etapy funkcjonowania jako „osoba publiczna”, zwłaszcza wtedy, gdy wydarzenia w jej życiu prywatnym były bardzo bolesne i traumatyczne, adaptować się do nich, a przede wszystkim wciąż robić to, na czym jej najbardziej zależało. Kiedy stała się dojrzałą kobietą – spełniała się przede wszystkim jako społeczniczka i aktywistka i umiała nie wpatrywać się w lustro z żalem. Jak lubię mawiać (jedna z moich ulubionych metafor) nie stała się „muchą w bursztynie”. Potrafiła i to z jedynie jej przynależnym naturalnym wdziękiem – wypracować kolejne, własne wydanie kobiecości, nowy styl życia – łącznie z wyglądem i wizerunkiem publicznym. Banalnie można by zawołać: jakie to francuskie! Ja jednak zawołam: jakie to piękne i godne naśladowania! Chapeau bas!

*   *   *

Dziś moja chęć przybliżenia się choć trochę do rozwikłania zagadki fenomenu, jaki stanowiła JANE BIRKIN znalazła swoje rozwiązanie. A to za sprawą dwóch filmów, które obejrzałam „hurtem” jednego wieczora na Arte.TV 

Jednym z nich jest dokument pt. „Jane Birkin – Historia Ikony” – doskonała w oglądaniu, esencjonalna rzecz wykorzystująca archiwalne materiały filmowe, pokazujące jak artystka, początkowo nierozłączna z Gainsbourgiem, nigdy nie przestała odkrywać siebie na nowo, przyjmując przez lata wiele ról. Od prawdziwych scen po sesje nagraniowe, od fragmentów filmów po wywiady, reżyserka Clélia Cohen rzuca światło na wiele twarzy ponadczasowej Jane B. Ten porywający portret aktorki, piosenkarki, gwiazdy, ikony stylu, a przede wszystkim kobiety, która fascynuje – można obejrzeć już od 19.07 na platformie Arte.tv, pod linkiemhttps://www.arte.tv/pl/videos/089088-000-A/jane-birkin/

Drugi zaś to przygotowany przez bezpłatną platformę Arte.tv w hołdzie dla tej wyjątkowej artystki pamiętny koncert w Casino de Paris z 1991 roku, czyli roku śmierci największej miłości Jane Birkin  – Serge’a Gainsbourg’a. Koncert pod linkiem:  ]https://www.arte.tv/pl/videos/093678-000-A/koncert-jane-birkin-w-casino-de-paris-1991. 

Bardzo gorąco Wam go polecam, bo to niemalże magiczna podróż w czasie, niezwykle poruszająca emocjonalnie. I muzycznie – pyszna! Choćby dlatego, że Jane Birkin nie będąc zawodową piosenkarką, nie mając wielkiego głosu ani klasycznego przygotowania do kariery scenicznej – stanowi i tak sceniczne zjawisko! I koncert ten jest tego widomym dowodem. Jej charyzmatyczna, świetlista aura oraz emanujące z niej ciepło, bezpretensjonalność, naturalny wdzięk, skromność, prawda i autentyzm  – powodują, że słucha się jej i ogląda – z najwyższą przyjemnością! 

Kiedy na bis, przy widowni wypełnionej po brzegi, entuzjastycznie reagującej na jej bardzo emocjonalny występ śpiewa utwór „Je suis venu te dire que je m’en vais” (Przyszedłem Ci powiedzieć, że wyjeżdżam)  – nie będę kłamała – wzruszyłam się do łez… 

Nie żegnam się z Tobą SWEET JANE bo wiem, że byłaś, jesteś i będziesz ze mną na zawsze. W moim sercu….

*** Wszystkie zdjęcia wykorzystane w tekście pochodzą z materiałów prasowych ARTE.TV 

ARTE.tv to bezpłatny kulturalny kanał VOD współfinansowany ze środków unijnych, który powstał z inicjatywy publicznego, niekomercyjnego, francusko-niemieckiego kanału kulturalnego ARTE, istniejącego na rynku już od 30 lat. ARTE.tv ma na celu dotarcie do jak najszerszego grona Europejczyków poprzez udostępnianie wysokiej jakości programów w językach ojczystych odbiorców. Programy ARTE są dostępne w Internecie bezpłatnie w kilku wersjach językowych: francuskiej, niemieckiej, angielskiej, hiszpańskiej, polskiej i włoskiej. 

Bezpłatna oferta cyfrowa ARTE.tv obejmuje najciekawsze programy z ramówki ARTE – nowoczesne filmy dokumentalne, reportaże śledcze, magazyny poświęcone aktualnym zagadnieniom społecznym, polityce, historii, podróżom, technologii, kulturze i popkulturze i sztuce. 

Oferta obfituje także w relacje z różnorodnych występów scenicznych: spektakli operowych, baletowych, teatralnych oraz koncertów pełnego przekroju gatunków muzycznych. Programy ARTE.tv można oglądać bezpłatnie na www.arte.tv/pl, na urządzeniach mobilnych, a także na smart TV i na kanale na YouTubie https://www.youtube.com/c/ARTEtvDokumenty. 

Więcej informacji i nowości: http://facebook.com/ARTEpopolsku, https://twitter.com/ARTEpl

 

You may also like

Partnerstwo przede wszystkim! – czyli o marce JOHN & MARY
WONKA
MONSTER
CIVIL WAR

Skomentuj