19
maj
2023
30

VERMEER. BLISKO MISTRZA

VERMEER. BLISKO MISTRZA (Vermeer: The Greatest Exhibition) Reżyseria: Suzanne Raes, Dania, 2023

W przypadku obrazu VERMEER. BLISKO MISTRZA – z całą pewnością można powiedzieć jedno: bliżej jednego z najwspanialszych malarzy holenderskich nigdy nie będziecie – nawet stojąc przed jego dziełem w muzeum 😎 Obraz Vermeer. Blisko Mistrza to formalnie film dokumentalny, choć bardzo specyficzny. Gdyż opowiada o geniuszu artysty na kanwie przygotowań do największej i najpełniejszej monograficznej wystawy jego dzieł, jaka kiedykolwiek została przygotowana. Wystawy – dodam, na którą Rijksmuseum w Amsterdamie sprzedało prawie pół miliona biletów w dwa dni!

Z geniuszem znamienitej większości dzieł żyjącego dość krótko (zaledwie 42 lata) malarza z Delft zapoznałam się już jako dorosła osoba i było to klasyczne coup de foudre… W dość krótkim czasie (kilka lat) miałam taki fart, że pierwsze „Vermeery” w swoim życiu obejrzałam dzięki wizytom w Metropolitan Muzeum of Art w NYC – bo mieszkał tam mój brat. Następnie w National Gallery of Art w Waszyngtonie, dzięki trzydniowej wycieczce, na którą  zabrała mnie moja nowojorska rodzina. A niedługo potem odwiedzając koleżankę w Amsterdamie – w Rijksmuseum. Tam z kolei spotkał mnie fart dodatkowy, którym była nie planowana wcześniej – jej jednodniowa podróż służbowa do Hagi, w której mogłam jej  towarzyszyć. Rzecz jasna – poszłam do Mauritshuis…

W zasadzie, zatem, miałam przywilej poznać większość prac artysty „na żywo” – gdyż jak dowodzi film Vermeer. Blisko Mistrza  tak się akurat złożyło, że większość dorobku twórcy zakupili w XIX wieku zamożni Amerykanie…

Co znamienne – jedynie jedna z prac Vermeera znajduje się w rękach prywatnych, należąc do słynnego marszanda i kolekcjonera. Reszta trafiła do amerykańskich muzeów, gdzie dumnie reprezentuje swoich hojnych darczyńców…

*   *   *

Historia sztuki jest tą dziedziną nauki, która mnie totalnie fascynuje z powodów, które nazwę z braku lepszego określenia „sensacyjnymi”. Każdy, bowiem, kto się nią choćby trochę interesuje – wie, że dostarcza nam aż nadto wielu dowodów na to, że określenie to jest – jak najbardziej uprawomocnione. Najwięksi z największych niekiedy za życia literalnie – latami tkwili w nędzy, nie poważani przez krytyków, czasami nawet wręcz przez ówczesnych im pogardzani, czy wyszydzani. A przede wszystkim – nie rozumiani. Swoje prace sprzedawali za bezcen, czy też wręcz za przysłowiowy kawałek chleba. Lub po prostu wykonywali jako swego rodzaju „usługę na zamówienie” dla możnych i ważnych ówczesnego świata. By „nagle” (zazwyczaj po śmierci) – z powodów zupełnie niezrozumiałych dla zwykłego śmiertelnika osiągnąć status twórców, o których prace bije się cały świat, ich nazwiska są na ustach wszystkich. I (o paradoksie) – często to właśnie ich dzieła – warte są obecnie po kilkaset milionów dolarów za sztukę…

Johannes Vermeer urodzony w 1632 roku w Delft w Holandii (poniekąd) do tej grupy należy. Należy także do bardzo nielicznej obecnie grupy artystów uznawanych za wybitnych, o których życiu niewiele wiadomo, a większość jego biografii tak prywatnej jak i zawodowej – stanowią bardziej domniemania i poszlaki, niż ustalone historycznie – fakty!

Nie wiadomo czym dokładnie i z jakich powodów zajmował się holenderski geniusz – poza malowaniem. Bo że malowaniem zajmował się niejako „pobocznie” i to właśnie „usługowo” – głównie na zamówienie swego mecensa – to wiadomo. Nie wiadomo na co Vermeer zmarł nagle i to młodo – wcześniej nie będąc człowiekiem chorowitym. Nie wiadomo nawet ile dokładnie miał dzieci, prócz tego, że dużo, prawdopodobnie co najmniej jedenaścioro. Nie wiadomo jakim sposobem posiadł tak niebywałe wręcz, arcymistrzowskie umiejętności operowania światłem i cieniem – niedostępne w takim stopniu nawet ówczesnym „gigantom” żyjącym w jego epoce – takim jak Rembrandt. Jakim sposobem posiadł arcywybitną technikę malowania obrazów olejnych, ani dlaczego malował głównie kobiety, przedstawiane w sytuacjach kameralnych, intymnych, najczęściej bardzo niejednoznacznych do interpretacji. I które zawierają tak wiele pola do refleksji – a w przeciwieństwie do rozmiaru dzieł z jego epoki – zawarte są na tak małej przestrzeni. Większość jego prac to „maleństwa” – nie większe niż rozmiar kartki z notesu A4… 

W przypadku Vermeera – pomimo rozwoju technologii i nauki – wiadomo „z całą pewnością” wciąż zgoła niewiele. Nic dziwnego, że uzyskał on wśród krytyków sztuki przydomek „sfinks z Delft”…

*   *   *

W przypadku Vermeera można za to śmiało stwierdzić, i to z całą pewnością, że jest on twórcą, wobec którego ludzie (poczynając od „zwykłych” wielbicieli / pasjonatów sztuki, poprzez innych artystów – malarzy, a na fachowcach: historykach sztuki, kolekcjonerach, konserwatorach dzieł i kuratorach muzealnych – kończąc) żywią uczucia namiętne. W jego pracach bowiem się „zakochuje” i to na zabój…

Prześwietny (w mojej subiektywnej opinii) film w reżyserii Petera Webbera pt. „Dziewczyna z perłą” z roku 2003 w kongenialnej obsadzie (Scarlett Johansson oraz Colin Firth) oparty o prozę amerykańskiej autorki książki pod tym samym tytułem – bez wątpienia wpłynął na zainteresowanie malarzem – na całym świecie. Co znamienne – w dużej mierze opiera się on na tezie, która nigdy nie została udowodniona: że Vermeer przy pracy nad swoimi dziełami używał tzw. camera obscura. Dziś znawcy jego prac twierdzą, że jest to wielce prawdopodobne, acz nie do końca oczywiste…

*  *   *

Myślę, że każdy kto Vermeera podziwia i kocha (a kto nie?) będzie z filmu Vermeer. Blisko Mistrza – ukontentowany. Przy jego realizacji pracował David Bickerstaff – człowiek który na filmach dokumentujących dokonania i wyjaśniających fenomen najwiekszych nazwisk w historii malarstwa – zjadł zęby. W swoim dorobku ma prace poświęcone: Michałowi Aniołowi, van Gogh’owi; Goyi, Hieronimusowi Bosch’owi; Canaletto, Degas, Pissarro, czy bardziej współcześnie – Lucian’owi Freud’owi…

Vermeer. Blisko Mistrza przeprowadza nas – widzów (przy okazji przygotowań do wspominanej wystawy w Rijksmuseum w Amsterdamie) przez swego rodzaju próbę zgłębienia fenomenu jednego z najbardziej podziwianych, kochanych, a jednocześnie – tajemniczych artystów. Począwszy od tego, jakich metod czy też „sztuczek” czysto zawodowych / technicznych – używał, poprzez wyjaśnienia dotyczące unikalnych kompozycji kadrów jakie stanowią jego obrazy – kończąc. Jakże nieskończenie nośne w swej para-filmowej konwencji. Prace Vermeera bowiem to w zasadzie głównie sceny rodzajowe, portrety kobiet – w których poza absolutnie nowatorską w tamtych czasach techniką malowania – najważniejsza jest zawarta w nich tajemnica wynikająca z nieznanego nam kontekstu i jego nieoczywistości. Co tak na prawdę wyrażają oczy portretowanych postaci? Z czym się mierzą, o czym myślą, czego pragną? – uchwycone w pozach i gestach tak bardzo (pozornie) banalnych, a jednocześnie dających tak duże pole do własnej interpretacji… 

Podsumowując mój subiektywny odbiór dzieł Vermeera  – mogę powiedzieć, że jego obrazy są dla mnie niczym wstępy do lektury powieści czy też wprowadzenia do filmu obyczajowego – bez rozpisanego dalszego ciagu i zakończenia, które zatem podświadomie sami interpretujemy sobie w głowie – totalnie oczarowani i zafascynowani ich głębią…

W obrazie Vermeer. Blisko Mistrza – niejako „na naszych oczach” jego dzieła, które bedą pokazywane na wiekopomnej wystawie mu poświęconej –  są poddawane szczegółowej analizie i ekspertyzie w celu ustalenia ich autentyczności – w tym najbardziej dokładną, czyli laserową…. 

Jednakże – kustosz wystawy i jej dyrektor artystyczny oraz wszyscy fachowcy jacy się w tym filmie wypowiadają – bardziej od znalezienia odpowiedzi na pytania o to, czy wszystkie „Vermeery” rzeczywiście namalował on sam i czemu prace powstałe w końcu jego życia znamionują jakiś rodzaj braku: tak techniki, jak i znamiennej dla tego twórcy „głębi” metafor i alegorii – de facto mówią jednogłośnie o tym, co stanowi klamrę dla powodów powstania tego filmu. Owszem, obraz Vermeer. Blisko Mistrza zrealizowano także i po to aby „promować” wystawę, przy której system sprzedaży biletów on-line w bardzo zaawansowanym technologicznie muzeum – literalnie padł z nadmiaru zainteresowania ze strony potencjalnych widzów. Ale jednak bardziej dlatego by dać wielbicielom holenderskiego geniusza możliwość bycia tak blisko Vermeera – jak się da. Łącznie z tym, że prowadzeni narracją obrazu Vermeer. Blisko Mistrza zaczynamy rozumieć, że na pewnym wymiarze – twórcy sztuki tacy jak „sfinks z Delft” na rynku fałszerstw malarstwa – stanowią pulę artystów, których przy konsekwentnej pracy nad precyzją pędzla i praktyce – jest się w stanie kopiować. Nie pozostawiając jednak żadnych złudzeń co do tego, że nie da się ani zafałszować, ani podrobić istoty tajemnicy Vermeera. Która z kolei stanowi o tym, że wciąż po bez mała 350 latach od swej śmierci – fascynuje i budzi uwielbienie w kolejnych pokoleniach. Ludzie pragną obcować z jego dziełami gdyż  w sposób niedostępny innym rezonuje – za nic sobie mając zmieniające się epoki, kontekst kulturowy i cywilizacyjny – z tym, co każdy z nas ma w sobie. Pokuszę się w tym miejscu nawet o stwierdzenie, że tajemnicę Vermeera każdy z nas niejako – nosi w sobie. Bo każdy z nas kiedy kocha – pragnie obiekt swych uczuć zgłębić, odkryć i zrozumieć. I zawsze jest to – subiektywne…

Obraz Vermeer. Blisko Mistrza stara się rzucić nieco feministycznego światła na jego prace, od strony interpretacyjnej. I próbuje zagadkę kolejnych malowanych przez niego postaci kobiecych, uwiecznionych na najwspanialszych dziełach, takich jak: „Dziewczyna z perłą” czy też „Kobieta w błękitnej sukni”; „Mleczarka”; „Koronczarka”, lub „szklanka wina” opowiedzieć nam poprzez także i to podejście. 

Choć „na koniec dnia” i tak nie ma to znaczenia… Bo Vermeer – a raczej to co „zaszywał” w jakże chętnie stosowanych metaforach, alegoriach i klimacie totalnego niedopowiedzenia w swoich mistrzowskich obrazach – wciąż postaje lustrem dla odbiorców – bez względu na ich płeć, wiek, światopogląd, czy wyznawane wartości. Jest im emocjonalnie bliski na sposób indywidualny, którego nie da się „prześwietlić” i skwantyfikować. Bo nie da się opisać uniesień, doznań i zachwytów jakie w każdym pojedynczym wielbicielu wzbudza…

 

*** Wszystkie zdjęcia wykorzystane w tekście pochodzą z materiałów prasowych dystrybutora filmu VERMEER. BLISKO MISTRZA na rynku polskim: Gutek Film

You may also like

MONSTER
CIVIL WAR
PERFECT DAYS
BĘKART

Skomentuj