6
gru
2015
67

A very Murray Christmas

Mikołajki to specyficzne swięto w polskiej tradycji. Przypomina, że od niego do świąt Bożego Narodzenia już tylko chwila.

W naszej nadwiślańskiej, acz dość zamerykanizowanej kulturze – fakt, że ani chybi jakaś stacja TV pokaże nam po raz kolejny “Kevina samego w domu” albo inną produkcję z żelaznego repertuaru wciąż powtarzanych z uporem lepszym większej sprawy filmików gorszych i lepszych, które wszyscy znamy na pamięć – stał się już obiektem żartów.

Tymczasem, co mnie osobiście nie tylko uradowało, ale też w pewien sposób wzruszyło Netflix   4-tego grudnia wyemitował kolejną oryginalną produkcję, w reżyserii samej Sofii Coppoli, pt. “A very Murray Christmas”.

 

bill.2

Ach! Bill Murray – czy jest ktoś kto go nie lubi?, nie ma do niego sentymentu?, kto nie widzi w nim aktora jedynego w swoim rodzaju, postaci ikonicznej? – który w kinematografii amerykańskiej zajmuje miejsce symboliczne – utożsamiane ze specyficznym poczuciem humoru, ironicznym wdziękiem – sygnowanym jego nazwiskiem.

Bo też Murray zaczynał jako komik, i to od jednego z najwspanialszych w dziejach TV formatu, czyli „Saturday Night Live show”.

 Aktor, który rzadko grywa role główne, ale jeśli tak się dzieje – szturmem podbija  serca widzów. “Dzień świstaka”, “Między słowami”, “Broken Flowers” – są tymi obrazami, które nosimy w sobie niczym pamiątki po niezapomnianych przeżyciach.

Filmy te należą do kultowych i uwielbiane są zarówno przez ludzi koło 50tki, jak i obecnych dwudziestolatków.

No i jest jeszcze Murray – co nie pozostaje bez znaczenia – jednym z ulubionych aktorów intelektualnego cesarza absurdu, pur-nonsensu i surrealizmu: Wesa Andersona.

 

Nie dziwi mnie wcale zatem, że ”A very Murray Christmas” zbudowano w oparciu o jego postać. To godzinny spektakl – rodzaj  świątecznego programu rozrywkowego. W konwencji retro – czyli takiej, która za zadanie ma nam przypomnieć – jak kiedyś wyglądała Telewizja. A raczej, co stanowiło jej sedno.

I właśnie to sentymentalne nastawienie jest w tym przedsięwzięciu najważniejsze. A nie historia jako taka. Bo przecież – to jedyny czas w roku, w którym ‘oldschoolowe’ kawałki muzyczne, klasyczne szlagiery, konwencja – pełna radosnego wyczekiwania, cały sztafaż okołobożanorodzeniowego podniecenia – udziela się większości z nas.

Billowi Murray’owi  towarzyszą gwiazdy rozrywki, tak znane i lubiane jak George Clooney, Amy Poehler, Rashida Jones, czy Chris Rock – a on sam tańczy, śpiewa, pije szampana, lamentuje i obawia się o swój sceniczny występ. A wszystko to ma miejsce  w Nowym Jorku, w słynnym hotelu Carlyle (wszak glamour i święta to nieodłączna para) 😉

Zabawa służy tu jedynie… zabawie!

a_very_murray_christmas_h_2015

Ma spełniać najbardziej pierwotne zadanie, jakie było udziałem Telewizji ponad pół wieku temu: zamknięte w magicznym słowie “entertainment”.

To nawiązanie do klasyki jest też ukłonem wobec formatu, którego celem było bawienie rodzin – międzypokoleniowo. Tego typu produkcje były tworzone właśnie po to, by muzyczne szlagiery, sceniczny “glamurowy” enturaż i zabawne dialogi wywoływały uśmiech zbiorowy i w radosnym nastroju łączyły oglądających. A czy można coś lepszego dostać od Telewizji w świąteczny czas?

You may also like

Partnerstwo przede wszystkim! – czyli o marce JOHN & MARY
WONKA
MONSTER
CIVIL WAR

1 Komentarz

  1. Pingback : Kultura Osobista MÓW MI VINCENT | Kultura Osobista

Skomentuj