11
Maj
2020
4

PRAWDZIWE ŻYCIE

PRAWDZIWE ŻYCIE (La vraie vie) Adeline Dieudonné, w przekładzie Beaty Geppert. Wydawnictwo Znak literanova, 2020

PRAWDZIWE ŻYCIE to jeden z najgłośniejszych francuskojęzycznych debiutów literackich ostatnich dwóch lat. Ta niewielka objętościowo powieść to zaiste gruby kaliber, a nie jakaś tam kulka w łeb. Jest w niej wszystko to, co potrzebne by zarówno przykuć uwagę, jak i nami wstrząsnąć. Bo Prawdziwe życie napisane jest tak, że choć byśmy i nie chcieli – dreszcz grozy będzie nam przebiegał po plecach… Mocna – to dla określenia wrażeń z lektury tej książki – eufemizm. Prawdziwe życie powala siłą swojego wyrazu!

Prawdziwe życie miało mieć w Polsce oficjalną premierę księgarnianą 25 marca. A autorka powieści odbyć zaplanowaną dlań trasę promocyjną. Dieudonné miała się spotkać z czytelnikami w Warszawie w pierwszych dniach kwietnia. Koronawirus pokrzyżował plany tak jej, jak i wydawcy. Szczerze – bardzo żałuje, że nie mogłam posłuchać pisarki na żywo ani zadać jej kilku pytań. Na zdjęciu wygląda jak wcielenie słodyczy i niewinności. Frapuje mnie ten kontrast miedzy jej fizis, a tematyką debiutanckiej powieści, którą jednym zdaniem określiłabym jako brutalną i wściekle soczystą.

Adeline Dieudonné, belgijska pisarka, urodzona w 1982 roku w Brukseli napisała rzecz, którą czyta się jednym tchem. Choć boli. Nie dziwi mnie wcale, że na francuskojęzycznym rynku jej książka spotkała się z entuzjastycznym przyjęciem. W samej Francji Prawdziwe życie sprzedało się w ponad 200.000 egzemplarzy. Powieść otrzymała 14 nagród literackich. Oraz szereg nominacji do najważniejszych z nich. Do tej pory została przetłumaczona na 20 języków.

Jednym słowem: sukces!

Z tego co się orientuję, na większości kursów literackich, prowadzonych na świecie przez najbardziej uznanych pisarzy, choć różniących się metodami pracy – jedno podkreśla się na nich zawsze. W książce, którą czytelnik otwiera z potencjalnym zamiarem jej przeczytania – kluczowe jest pierwsze zdanie…

A w Prawdziwym życiu – zdanie to brzmi tak:

 

W domu były cztery pokoje. Mój, mojego młodszego braciszka Gilles’a, rodziców i trupów.

Nie, nie są to trupy ludzi. Choć, gdyby nie było to karalne – jak się domyślimy w nie za długim czasie – mogły by nimi być…

W jednym z czterech pokoi domku z ogródkiem na przedmieściach nieokreślonego z nazwy miasta, zamieszkanych przez klasę średnią mieszka narratorka Prawdziwego życia, którą poznajemy jako dziesięcioletnią dziewczynkę. I to z jej perspektywy będziemy wchodzić w świat, w który nas wprowadzi.

A wprowadzać będzie nas za pomocą zdań, które ja w literaturze bardzo sobie cenię. Słowa, których używa Dieudonné mają moc. Wystrzeliwuje je w nas, po to by rozbłysły w głowie obrazami, w które bezwiednie wpadamy. Pisarka używa ich w sposób wytrawny. Nie cacka się z nimi ani z nami. Prawdziwe życie to 204 strony historii pewnej rodziny, ujętej w krótkie, lapidarne zdania, ale trafiające w samo sedno.

„Ojciec był bardzo wysoki, ramiona miał szerokie, a z sylwetki przypominał oprawcę w rzeźni. Miał dłonie olbrzyma. Dłonie, które mogły urwać kurczakowi głowę z taką łatwością, z jaką otwiera się butelkę coca-coli. Poza polowaniem ojciec miał w życiu dwie pasje: telewizje i whisky… czasami udawał, że rozmawia z matką, choć w rzeczywistości nawet gdyby na jej miejscu pojawił się fikus, nie zauważyłby różnicy. Matka bała się ojca…”

*    *   *

Prawdziwe życie to historia o domu pełnym przemocy. O ludzkiej zdolności do okrucieństwa. Jak i społecznej hipokryzji, o odwracaniu oczu od tego, co czai się za płotkami domków na osiedlach, z przystrzyżonymi równo trawnikami. O byciu chowanym na ofiarę. A przede wszystkim o tym jak strasznie trudno uratować się przed losem, który dla takich dziewczynek jak bohaterka Prawdziwego życia zgotować chcą przemocowi mężczyźni. Domy, w których brak ciepła i miłości. A istnieje kult siły. I wiecznie przyczajona w kącie, ledwo dławiona agresja, która musi co i rusz znaleźć swoje ujście.

Ależ jest też to powieść o miłości siostry do brata. Który pod wpływem doświadczeń w domu rodzinnym i traumy, jaką było dla niego pewne doświadczenie – z pogodnego, miłego chłopca – zamienia się w kogoś, kogo przemoc i śmierć zaczyna trawić od środka i zmieniać… Kogo bohaterka starać się będzie za wszelką cenę uchronić przed staniem się tym, kim jest ich ojciec. I o tym, że miłość ma moc. Tak wielką, jaka mieści się w powiedzeniu, że dzięki niej można przenosić góry…

Bohaterka Prawdziwego życia, kiedy ją poznajemy ma lat 10. Jej braciszek jedynie sześć. Pięć lat z ich życia w rodzinie: z ojcem – wielbicielem polowań i człowiekiem dla którego przemocowe relacje są jedynymi, w jakich potrafi funkcjonować oraz kompletnie zastraszoną i bezwolną matką – to dla czytelnika emocjonalny rollercoaster. Dieudonné świetnie buduje napięcie i wie kiedy w okrutny świat, jaki przedstawia wprowadzić nieco światła, pogody, czy nadziei. Walnie pomaga jej w tym przyjęta konwencja, w której bohaterka opisuje to, co ją spotyka z pozycji bacznego obserwatora, analityka, a nawet kogoś, kogo stać na zjadliwy humor i ironię. To dzięki temu właśnie Prawdziwe życie czyta się jak na tematykę, którą porusza dość (nazwijmy to tak umownie) ławo.

Bohaterka książki (dotarło to do mnie dopiero po pewnym czasie) – znamiennie została przez autorkę pozbawiona imienia. Myślę, że z premedytacją. Niektórzy krytycy literaccy obwołali Prawdziwe życie “książką na miarę epoki #Metoo”.

Ja sama (nic nie wiadomo na temat tego czy jest to powieść autobiograficzna) też tak uważam. De facto książka ta uświadamia nam jak bardzo świat wciąż jest pełen dorosłych kobiet, które były kiedyś dziewczynkami pochodzącymi z domów, takich jak ten, który opisuje Dieudonné. A także uzmysławia nam jak wielkie koszty psychiczne bohaterka musiała ponieść, by się uwolnić od roli ofiary. I że taki ciężar dźwiga się przez całe życie…

Kibicujemy jej od początku. Bo jest wrażliwa. Bardzo inteligentna. Bystra. I spostrzegawcza. Proces jej dojrzewania – od postaci dziecięcej, zlęknionej istoty płci żeńskiej – do coraz bardziej świadomej siebie, świata, który jest jej udziałem oraz tego kim chce i pragnie się stać młodej dziewczyny (fabuła kończy się na etapie kiedy bohaterka jest 15-latką) – jest najjaśniejszym wątkiem tej mrocznej opowieści. W swoich podstawach bowiem Prawdziwe życie opowiada bowiem o procesie stawania się kobietą. Silną, samoświadomą, samostanowiącą. Mającą swoją podmiotowość, swoje cele, marzenia, plany. Swoje JA. Trzymamy za nią kciuki. Chcemy by jej się udało. By mogła zbudować swój świat na własnych zasadach. Takich, w którym będzie miejsce na miłość, wsparcie, szacunek, partnerstwo. Że przestanie żyć życiem kogoś, kogo energia psychiczna i wysiłek intelektualny idzie na to, by omijać zasadzki i pułapki. By mogła przestać kluczyć i uciekać przed podłością, pogardą i przemocą. Niczym zwierzę, na które urządzone obławę.

Siła debiutanckiej prozy Dieudonné dla mnie osobiście wynika bardziej z formy literackiej, jaką obrała autorka Prawdziwego życia, niż z jej treści. Udało się jej bowiem posłużyć bardzo sprawnie kilkoma “gatunkami”, które doskonale uwypuklają przekaz. Są w Prawdziwym życiu elementy na poły baśniowe, fantazmatyczne, rojeniowe czy też wyobrażeniowe. Jak i opisy w stylu autorów znanych z powieści grozy. Oraz surowe, mocne zdania, którym bliżej do narracji reporterskiej.

Ale przede wszystkim Prawdziwe życie to powieść, która jest oparta na introspekcji. Dla mnie stanowi to jej największą wartość. Bez tej umiejętności bowiem nie można SIĘ STAĆ! Jest się tylko kimś, kto wypełnia role i oczekiwania. Lub kimś, kto jest marionetką w rękach tych, którzy potrafią nami sterować…

A stać się – to zawsze jest mieć podmiotowość. Być tym, kim się chce być. Mieć swoją własną osobowość, swoje marzenia, swoją siłę i godność. Swoje radości. I swoje nadzieje oraz marzenia. I umieć o nie zawalczyć…

Tak więc Prawdziwe życie to dla mnie powieść o bólu i trudach stawania się. W przypadku tej historii: silną, samoświadomą, sprawczą, kierującą własnym życiem, podążającą za marzeniami, nie godzącą się na to by być nie tylko ofiarą, ale kimś kogo głos jest niesłyszalny, a potrzeby umniejszane i wzgardzane – kobietą.

*** Zdjęcie autorki oraz okładki książki Prawdziwe życie pochodzą z materiałów promocyjnych wydawnictwa Znak literanova.

You may also like

PŁYNĄC W CIEMNOŚCIACH
OUTSIDER
EMMA
MAŁE KOBIETKI

Skomentuj