13
cze
2016
87

THE DOORS. HISTORIA NIEOPOWIEDZIANA

THE DOORS. WHEN YOU ARE STRANGE (The Doors. Historia Nieopowiedziana), Reżyseria & scenariusz. Tom DiCillio, USA, 2009

Dokładnie na dzień 3-ego lipca tego roku przypada 45-ta rocznica śmierci Jima Morrisona. Te – prawie pół wieku – skłoniło mnie do refleksyjnej zadumy nad fenomenem zespołu The Doors – tak muzycznym, jak i kulturowym. I stało się bezpośrednim przyczynkiem do tekstu na temat filmu dokumentalnego na jego temat: The Doors. Historia nieopowiedziana. Doskonałego filmu, dodam.

when-you-re-strange-um-filme-sobre-o-the-doors_t23396_jpg_290x478_upscale_q90

Do The Doors mam sentyment tak wielki, że z trudnością przyjdzie mi to opisać. Jest to ten rodzaj emocjonalnego związku, który nosi się w sobie, wpisany, niewidocznym kodem, podskórnie, i na zawsze. To jak historia pierwszej miłości, zagubienia w emocjach, z perspektywy czasu – widać to wyraźnie – często nie dających się sensownie opowiedzieć. Ale pamiętanych z pełnym przekonaniem, że ich niegdysiejsze doświadczenie zostanie z nami na zawsze.

Słuchałam The Doors namiętnie jako wczesna nastolatka, taka jeszcze koncówkowo – podstawówkowa. Mimo tego, że teksty utworów w większości były dla mnie wtedy za głębokie i ‘rozumiałam’ je nazywając rzecz po imieniu – raczej dość powierzchownie – to moc brzemienia i rozdzierający charakter ich muzyki wywoływały we mnie odczucia, niepodobne do żadnych innych, towarzyszących jakiemukolwiek innemu wykonawcy czy zespołowi wcześniej słuchanemu.

Film dokumentalny The Doors. Historia Nieopowiedziana – nominowany do nagrody głównej w kategorii „najlepszy film dokumentalny” na Festiwalu Filmowym w Sundance – pokazuje szereg archiwalnych zdjęć, fragmenty koncertów, tras, urywki wywiadów z członkami zespołu. Od fantastycznej, skądinąd, fabuły Olivier’a Stone’a z 1991, roku z młodym Valem Kilmerem w roli Jima Morrisona – dokument ten, odróżnia to – że jest znacznie bardziej bogaty w fakty, nie poddawane ocenie i wartościowaniu (nie ma gloryfikacji, nie ma też potępienia). Pokazuje dzieje zespołu – od jego początków, do samego końca, który zwieńczyła śmierć Jima Morrisona.

Rzuca tez światło na ważne fakty biograficzne z życia charyzmatycznego wokalisty, na przykład na jego przyjaźń z fenomenalnym klawiszowcem zespołu: Rayem Manzarkiem, która z biegiem lat przygasała. Szczególnie wtedy, gdy Ray przestał ćpać, a dragi zamienił na medytacje – bo kiedy chłopaki spotkali się po raz pierwszy w Los Angeles, na plaży w Venice (ówczesnej mekce surferów, których osobna subkultura właśnie tam wtedy rozkwitała) – połączyła ich nie tylko przyjaźń i miłość do muzyki, ale również zamiłowanie do kwasów.

Ja osobiście oglądałam The Doors. Historię Nieopowiedzianą z wielką przyjemnością, z rozczuleniem pewnym. Przedstawia obraz zespołu, a przede wszystkim jego lidera w sposób kompleksowy, wpisując jego losy w dzieje USA drugiej połowy XX wieku.

To zaś, że ‘Dorsi’ to jeden z tych zespołów, których słucha się z niesłabnącym podziwem dla kunsztu brzmień i ponadczasowości tekstów – po tylu dekadach – dowodzi jedynie jego wielkości. A to, że pierwszą płytę (i to jaką!) nagrali w studio w pięć dni oznacza dla mnie, że była to po prostu „bomba geniuszu”, która czekała jedynie na odpowiedni moment jej „zdetonowania”.

Jim-Morrison-the-doors-29018208-1920-1200

Sam Morrison żył tym co tworzył, być może dlatego też – zarówno  jego zespół, jak i twórczość pozostają wciąż niezwykle przejmujące i nośne. W jednym ze swoich tekstów powiedział:

muzyka to specjalny przyjaciel, tańcz w jego ogniu jeśli chcesz, muzyka to jedyny przyjaciel, aż do końca.

Historia The Doors i Jima Morrisona to jednocześnie fragment historii USA. Odbija się w nazwie – niemalże proroczo (ustanowionej przez Morrisona z inspiracji wierszem Williama Blake’a, w którym mowa była o drzwiach do innej percepcji) – niczym w lustrze – zarówno autor jak i jego alter – ego w postaci Ameryki właśnie. Która w ciągu niespełna trzech powojennych dekad odbyła kulturowy “trip” jak po najlepszych halucynogenach: “zaliczając” kontrkulturowe ruchy młodzieżowe, w tym pojawienie się bitników, II-gą fale feminizmu, przebudzenie społeczności afroamerykańskiej, wojnę w Wietnamie, prezydenturę JFK, aferę Watergate.

To z filmu DiCillo dowiedziałam się, że Morrison był synem wysokiej rangi wojskowego, admirała marynarki, który w czasach, gdy jego syn święcił triumfy na scenie i był członkiem zespołu, dokonującego przełomów w świadomości młodzieży amerykańskiej – czynnie brał udział w wojnie w Wietnamie.

Jim wyrzekł się rodziny. Nie utrzymywał kontaktów z rodzicami, a po wydaniu pierwszej płyty, w swoim oficjalnym bio w rubryce, w której trzeba było wpisać ich dane osobowe – napisał, że nie żyją.

Morisson był przystojny, oczytany, piekielnie inteligentny, a co więcej – charyzmatyczny. Kobiety go uwielbiały, a on o tym dobrze wiedział i umiał to wykorzystać. Trzeba powiedzieć, że jego młodość przypadła na czas wybitnie wyjątkowy – przełom pokoleniowy tak wielki, że to, co dzisiaj nazywa się “konfliktem pokoleń” – wydaje się śmieszne na tle faktu, że jego rodzice byli reprezentantami Ameryki wczesno powojennej: “równo przystrzyżonych podmiejskich trawników klasy średniej” oraz niewolnikami mentalności, wedle której zakochany chłopak musiał odbyć szereg randek – by móc się z dziewczyną pocałować, a pierwszy seks praktycznie oznaczał konieczność zawarcia małżeństwa. Podczas gdy ich syn, mając lat dwadzieścia – był czynnym uczestnikiem, a wręcz „podżegaczem” do największej rewolty obyczajowej, jaka miała miejsce w tym kraju, od czasu jego powstania. Wolna miłość kwitła. Seks uprawiali wszyscy, ze wszystkimi.

Teksty Morrisona są mocno psychologiczne (a czasami wręcz freudowskie), mroczne i wieloznaczne. Trudno poddają się jednoznacznej interpretacji, jest w nich też wiele treści, które nie są gładkie do przełknięcia nawet dziś, a co dopiero 40 lat temu! Kiedy Morrison pierwszy raz zaśpiewał na żywo, na scenie podczas zakontraktowanego występu w klubie utwór “The End”, napisany po zerwaniu z dziewczyną ze szkoły średniej, w którym jeden z wersów brzmi: “father!? Yes, son! I want to kill you! Mother! I want to fuck you, all night long” – menadżer zerwał z nim umowę, nazywając go “chorym pojebem”.

Jim_Morrison.On_stage

Cała twórczość Morrisona – w tym dwa tomiki poezji, które wydał, studia na wydziale filmowym University of California (którego nie skończył), ale na którym poznał Raya Manzarka właśnie – wydaje się być odreagowywaniem wychowania, swego rodzaju traumy, z którą borykała się znaczna część jego pokolenia: dzieciaków z zimnego chowu “w pierdolonych domkach z białym płotkiem”, w których panowała dojmująca i wszechobecna gra pozorów, sztywnej, konserwatywnej i zakłamanej klasy średniej.

Wydaje się, że Morrison zatracał się przede wszystkim w buncie przeciwko władzy “establishmentu” i jej ustawieniom, w których dorastał. Wkładał na scenę obcisłe skórzane spodnie, podkreślające jego nienaganną figurę i seksapil, wił się w psychodelicznych transach, podlewanych alkoholem i wspomaganych substancjami psychoaktywnymi, łapał za krocze i namawiał do “buntu” i “uprawiania miłości”. Namawiał do życia, które wtedy było rewolucyjne, bo i żył też w czasach, w których wolność jednostki była społecznie straszliwie ograniczana. To zespołom takim jak The Doors – poniekąd – zawdzięczamy – my wszyscy – to, co dzisiaj – wydaje się nam „zwyczajne”. A już na pewno w sferze artystycznego wyrazu.

W „legendarnym odejściu” w wieku 27miu lat wyprzedzili go: Jimmy Hendrix oraz Janis Joplin. Sam Morison miał zwyczaj żartować z przyjaciółmi”, że “prasa czeka tylko na to, kto będzie trzeci”…

No i sam też umarł w tym właśnie wieku. Zrobił wiele, jeśli nie wszystko, by tak się stało. Nie zmienia to faktu, że obraz DiCillo opowiada o tym w sposób delikatny, wyważony, starając się przedstawić fenomen tego artysty i muzyki, jaką tworzyli “Dorsi” w bardzo szerokiej perspektywie. Ja osobiście to bardzo doceniam!

Ps. Narratorem tego dokumentu jest Johnny Depp. Sądzę, że wybór tego właśnie aktora do tej roli – nie jest przypadkowy. River Phoenix: wrażliwy chłopak i bardzo zdolny aktor– wielki przyjaciel Depp’a z czasów młodości – umarł z te samego powodu co Morrison. Nie miał nawet 27 lat.

You may also like

Partnerstwo przede wszystkim! – czyli o marce JOHN & MARY
WONKA
MONSTER
CIVIL WAR

Skomentuj